strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Wieści z królewskiego folwarku

Anno Domini 2019

Depesze Ojca Wojciecha: 1 (126). Baśnie i legendy afrykańskie
Część XV: Bitwa Ptaków i Ssaków
27 sierpnia 2019 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFPewnego spokojnego dnia lekki wiatr przyniósł ludziom wiadomość, że bitwa między Ptakami a Ssakami jest nieuchronna. Jaki był powód niezgody? Czyż ostatni spór, dotyczący zimowej wędrówki Ptaków, nie zakończył się uroczystymi przysięgami przed fetyszami, że w przyszłości rodzaj skrzydlaty i pieszy będą kroczyć ramię w ramię? No cóż, my ludzie nie mamy monopolu na krzywoprzysięstwa! Ludzie martwili się o los swoich dwu- i czteronożnych pomocników. Któż mógł wiedzieć, czy i ludzie nie zostaną wciągnięci w ten konflikt? Powód? Cóż. Ten był błahy, ale każdy z obozów uczynił z niego rację stanu.

Pewnego dnia Kogut i Małpa spotkali się przy wodopoju, który przed wiekami stał się przyczyną kłótni między Ptakami i Zwierzętami Czworonożnymi, i który przywłaszczył sobie (jako niezawisły arbiter, w imię zachowania pokoju i wspólnego dobra) człowiek. W obliczu brutalnej siły strony ustąpiły, ale nie zrezygnowały z korzystania ze źródła wody, które każda uważała za swoją własność. Zarówno więc Ptaki jak i Ssaki po kryjomu przychodziły tam gasić pragnienie. Zaskoczony Kogut zaczął udawać, że pełni straż dla swojego pana – człowieka, natomiast Małpa oświadczyła, że przyszła jedynie przejrzeć się w tafli wody, ponieważ potłukła swoje lusterko podczas kłótni z panią Koczkodanową. Nie wiadomo kto kłamał bardziej, ale Kogut i Małpa od pokoleń byli zaprzysięgłymi wrogami. Małpa, powołując się na swoje podobieństwo do człowieka, twierdziła, że jest panią Koguta, który, pyszniąc się swoją rolą strażnika, nie przyznał jej racji. Rzucił jej bezczelne spojrzenie, na co Małpa, podejmując wyzwanie, splunęła w bardzo pogardliwy sposób (a to Małpa!) Kogut, czując się obrażony, cmoknął obraźliwie. Małpa zadrapała go pazurem. Kogut ją kopnął. Małpa znowu go zadrapała i tak przeszli do rękoczynów. Na koniec Małpa miała podbite oko i wiele zadrapań, natomiast kogut zaliczył przymusową kąpiel i zostawił na ziemi kilka pór. Każde z nich poszło do swoich na skargę, naciągając nieco fakty.

Małpa twierdziła, że wychodząc rano w pole widziała Koguta kąpiącego się wodzie, do której zwykł przychodzić lew, aby ugasić pragnienie, a kiedy się zbliżyła, Kogut napadł ją bez ostrzeżenia. Wszyscy jakby zapomnieli o złośliwej naturze Małpy i zaczęli jej żałować, żądając jednocześnie zadośćuczynienia za zniewagę jaka spotkała czworonożnego obywatela. Rada, pod przewodnictwem Lwa, zdecydowała wnieść skargę do Orła, króla ptaków. Wydelegowano Hienę, uchodzącą za dobrego mówcę, sprawnego retora i zręcznego dyplomatę, zaznajomionego z zawiłościami językowymi i sądowymi. Cały lud poczuł się poruszony. Odezwały się wojenne tam-tamy, zwołując wszystkich, którzy byli na polu bądź w podróży. Zdyszany Kozioł z potem ściekającym po brodzie, przepasany skórzanym fartuchem, beczał przed swoją kuźnią. Strzały i włócznie świeciły już w słońcu, a pijani bojownicy wykonywali swój wojenny taniec.

Z kolei Kogut opowiadał, jak podczas spaceru zaskoczył Małpę u wodopoju, a ta uznała za świetny pomysł zmusić go do nurkowania. Przyszedł więc by przedłożyć swoją skargę swojemu królowi – Orłowi. Niektóre ptaki chciały zawołać człowieka, ale czy można by wówczas powiedzieć, że obywatele uskrzydlonego ludu są rzeczywiście wolni, skoro ponownie uciekną się do tak samolubnego sędziego jak człowiek? Lepiej było wysłać delegację do Lwa i zająć się sprawą bez pośredników. Wysłano więc Kruka. Kruka, który był najstarszym wrogiem Hieny. W konsekwencji sytuacja pogorszyła się do tego stopnia, że następnego dnia zdecydowano się stoczyć bitwę.

O świcie wojownicy stanęli naprzeciwko siebie, gotowi się ze sobą zmierzyć. Zwierzęta Czworonożne okazywały zniecierpliwienie. Słoń dla zabawy z głośnym śmiechem połamał wszystkie drzewa w okolicy. Nagle Ptaki poderwały się z ziemi, a Ssaki usłyszały dziwną pieśń – pieśń wojenną, której nigdy dotąd nie słyszały.

Jeśli strzelę i chybię,
Zabiję tysiąc.
Jeśli strzelę i trafię,
Zabiję wszystkich.

I ujrzały jak z chmury wyłania się i spada na nie malutki nektarnik. Oszołomione zwierzęta wpatrywały się w to dziwne zjawisko:

Jeśli strzelę i chybię,
Zabiję tysiąc.
Jeśli strzelę i trafię,
Zabiję wszystkich.

Ssaki przerażone, że tak mały ptaszek może dokonać tak wielkiej rzezi, wolały pertraktować z Orłem, który zażądał pierwszeństwa w dostępie do wszystkiego: od wody do picia, po owoce do jedzenia.

Od tego czasu to ptaki jako pierwsze smakują owoców i pierwsze przychodzą pić z każdego nowego źródła. Dlatego też podczas największych upałów, gdy słońce pali wszystko, a zwierzęta i ludzie szukają przed nim schronienia, Orzeł woła w locie: Séhoué, séhoué, co w języku ptaków oznacza: Oto król! Oto król!

Na podstawie: Bernard B. Dadié, "Légendes africanes", Abidjan 2003.
Z języka iworyjskiego tłumaczył: o. Wojciech Kobyliński CMF.

zobacz poprzednie depesze...

„Ilustrowany Przewodnik po nawiedzonych miejscach Ziemi Łosickiej” – i co dalej?
19 lipca 2019 r.

o. Wojciech Kobyliński CMF Po nadspodziewanie ciepłym przyjęciu Przewodnika, stosunkowo często pojawia się pytanie o jego ewentualną kontynuację. Nie potrafimy niestety na nie odpowiedzieć, a to z uwagi na brak danych: prace nad książką w dużej mierze miały charakter odtwórczy, polegający na zebraniu krążących po okolicy opowieści. Choć temat różnej maści duchów i upiorów wydaje się cokolwiek wyeksploatowany, niekoniecznie musi tak być w istocie. Nie udało nam się przecież z koleżanką Małgorzatą Waszkiewicz dotrzeć do wszystkich relacji o zjawiskach dziwnych i nadprzyrodzonych. Jest też pewna ilość legend dotyczących okolicznych terenów (że wspomnę choćby tę o źródłach strugi Polinówki i Tatarskiej Górze), które nie pasowały do obranej przez nas linii. Mnożą się również hipotezy związane z nowymi odkryciami archeologicznymi na terenie Łosic i grodziska Dzięcioły. Jeśli ktoś z Was zna, choćby fragmentarycznie, jakieś podania lub pamięta ciekawe wydarzenia z historii Łosic i okolic, czy chociażby posiada zdjęcia jakichś strasznych miejsc, prosimy o kontakt. Zawsze znajdzie się na nie miejsce na naszej stronie, a jeśli uzbiera się ich odpowiednia ilość, będzie można myśleć o kolejnej pozycji książkowej. W powyższej sprawie piszcie zatem na adres e-mail:

Jacek Kobyliński Na stronie Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łosickiej pojawiła się relacja ze spotkania na Polinowie, którą poniżej zamieszczamy:...

Nasi goście
czerwiec 2019 r.

Jacek Kobyliński Polinów najpiękniej wygląda wiosną. Zrozumiałe jest więc,że wtedy mamy najwięcej gości...

Uroki wiosny na Polinowie
14 maja 2019 r.

Jacek Kobyliński Polinów zawsze był i jest otwarty na gości. Czasem są to goście nieproszeni, o których już kiedyś pisałem, czasem goście urokliwi, jak np. łabędzie czy sarny. Do tych ostatnich mamy ostatnio szczególne szczęście, bo są coraz bardziej oswojeni...

Maciej Kobyliński Jak co roku w przy kościółku św. Stanisława odbył się majowy odpust...

Skrzydlata inwazja
15 kwietnia 2019 r.

Jacek Kobyliński Nie pamiętam aby na Polinowie aż tak roiło się od ptactwa. Owszem zawsze w maju rwetest jest taki, że rano trzeba okna szczelnie zamykać. Ale żeby już w kwietniu powietrze przecinało bez przesady setki skrzydeł i darło się dziesiątki ptasich gardeł, to tego jeszcze nie było...

Jacek Kobyliński Mimo wczesnej pory, przyroda budzi się z zimowego snu. W powietrzu czuje się już zapachy wiosny. Rano słychać coraz głośniejsze trele wracających ptaków...

Jacek Kobyliński 14 lutego br., a więc w Walentynki, odbyła się z wielką pompą promocja wspomnianego w tytule przewodnika autorstwa o. Wojciecha Kobylińskiego i Małgorzaty Waszkiewicz, która dodatkowo zilustrowała przewodnik sugestywnymi ilustracjami...

Nieproszeni goście
luty 2019 r.

Jacek Kobyliński Okolice Polinowa odwiedzają, i co gorsze zadomowiają się tu nieproszeni goście. Najwięcej szkód wyrządzają wydry i bobry, ale można tu też spotkać kuny, tchórze, norki amerykańskie, czaple siwe i białe, a o dzikach i lisach także warto wspomnieć...

Wczesne przedwiośnie
luty 2019 r.

Jacek Kobyliński Zima była lekka i krótka. Nie dała się we znaki, ale kilka dni było pięknych i zimowych...

"Osiemnastka" wirtualnego Polinowa, czyli jak XX-wieczny serwis osiągnął dojrzałość...
9 lutego 2019 r., godz. 20:49

Bartosz Kobyliński Trzeba otwarcie przyznać, że ostatnimi laty nasz serwis - nie wiedzieć zresztą kiedy - z nieopierzonego małolata wyrósł na dorodnego nastolatka. A że jak co roku w dniu 9 lutego obchodzi urodziny, na dodatek przypadające w Międzynarodowy Dzień Pizzy, wypadałoby przynajmniej w kilku słowach wspomnieć o tym wydarzeniu. Jednak jako że zamówiony w pobliskiej pizzerii urodzinowy tort nieubłaganie już stygnie, dziś - w przeciwieństwie do okrągłych rocznic - obędzie się bez zbytniego nadęcia...
Aaaaaaach nie! Czekaj no! Zaraz zaraz! - przecie dzisiejsza okazja jest jednak nad wyraz wyjątkowa - wszak pełnoletność obchodzi się tylko raz w życiu! I wbrew pozorom ie jest to wcale błaha rocznica, a oznaczająca przecież wejście w wiek dorosłości i (przynajmniej umownej) dojrzałości!

A więc, czego tu by sobie życzyć? Może ujmę to tak: na przekór wszystkiemu żywię jednak nadzieję, że nasz dzisiejszy, czcigodny Jubilat nigdy tak do końca nie spoważnieje - wszak nie powstał tylko po to, by zanudzać suchymi faktami i stać na straży historii czy pamięci o przodkach, ale przy okazji jednocześnie bawić, integrować czy odkrywać, nie zapominając o okazjonalnym przymrużaniu oka do naszych Czytelników;) Wyjątkowo zatem nie będę w tym miejscu nikomu gratulował ani życzył osiągnięcia dorosłości czy powagi pełnoletności, bo akurat w tej materii nie wróży to chyba nic dobrego, czyż nie tak...? No, chyba że oznaczałoby to sumienność, rzetelność i terminowość w kolejnych publikacjach:) Niemniej nadal jednak pozostaję przy nadziei, że nasz serwis nigdy tak do końca nie spoważnieje czy wydorośleje, bo to oznaczałoby niechybne zboczenie na tor monotonii, nadęcia i publikacji doktorskich wywodów, a przecież nie tego chcemy, prawda? Świeżości, ciekawości i radości wieku dziecięcego życzę zresztą wszystkim naszym dorosłym Czytelnikom - oczywiście w granicach zdrowego rozsądku i w sposób jednakże z grubsza kontrolowany:)
Tak czy siak, a może nawet i owak, Cowabunga! Przecież 18 lat kończy się tylko raz w życiu!!!

Przy okazji corocznych podsumowań warto przytoczyć także wskazanie licznika odwiedzin - a ten zbliża się właśnie do 228.000 wizyt! Dziękujemy za tę imponującą liczbę oraz wspólne dobrnięcie do pełnoletności!

Jako że na głębsze (czy też płytsze) refleksje na temat ewolucji naszego serwisu nachodzi mnie raczej przy okazji bardziej okrągłych rocznic, ale z drugiej strony szkoda by było przemilczeć tak podniosłą uroczystość bez żadnej ciekawostki czy niespodzianki, przy dzisiejszej okazji mamy dobrą wiadomość dla użytkowników iPhone'ów, bowiem na ich urządzeniach (i ogólnie pod Safari) górne menu strony otwiera się nareszcie prawidłowo! Dla wszystkich już mobilnych odbiorców dobra wiadomość jest natomiast taka, że tytułowa galeria nie rozsypuje się już w pionie. Na dodatek myślimy nad jeszcze bardziej przyjaznym dostępem do głębszych zasobów naszego serwisu, gdyż mobilny trend zdaje się mocno przybierać na sile i odwrotu od niego nie przewiduje już nawet Nostradamus...

Statystyki są bowiem bezlitosne, nieubłagane i aż nadto przejrzyste, a na dodatek nie pozostawiają żadnych złudzeń czy nawet cienia wątpliwości! Zresztą wystarczy spojrzeć na wykres obok... Podczas gdy zestawienia ruchu na stronie jeszcze w 2008 nie posiadały nawet rubryki "ruch mobilny", a 98,7% (a więc w zasadzie całość) odwiedzin generował system window$, niespodziewanie w 2012 roku zaczął się prawdziwy przewrót, który na dodatek trwa do dziś! Od tego bowiem czasu odwiedziny spod znaku okienek spadły o połowę, przez ostatnie lata pikując niczym podziurawiony Messerschmitt poniżej 50% ogółu odsłon, podczas gdy systemy mobilne wystrzeliły w górę jak z procy! I tak, Android Google'a wspiął się na ponad 37%, a iOS również zdaje się solidnie rozpędzać, powoli zbliżając się do progu 8%, co jest już całkiem przyzwoitym wynikiem. Czyż to nie piękny widok, gdy odwieczny bastion drapieżnego, znienawidzonego monopolisty, gnojącego w zarodku wszelkie oznaki niezależności i wolności, z wielkim hukiem wali się w gruzy? Niestety Linux, podobnie jak i Macintosh, po początkowych fluktuacjach nadal gryzie zieloną trawkę, a w zasadzie orzą glebę, z licznikiem oscylującym na poziomie 1,5%... Z drugiej jednak strony, gdyby Androida zaliczyć do Linuxa, na którego jądrze jest przecież oparty, wspólnie są na najlepszej drodze do spełnienia niegdysiejszych marzeń ściętej głowy - a więc definitywnej detronizacji window$a! Marzenia marzeniami, ale kto by o tym realnie pomyślał jeszcze 5 lat temu? Słusznie minione wynalazki i relikty przeszłości typu Windows Phone celowo pomijam w zestawieniu, traktując je jako denny plankton, zaśmiecający tylko wyniki. I tak oto niespodziewanie, pobieżna analiza ruchu na stronie, przyniosła kolejną okazję do świętowania!

A więc - Cowabung... aaaa, no tak, powtarzam się... Hmmmm, czyżby to już pierwsze oznaki sklerozy? Ale żeby już w wieku 18 lat? A nie, przepraszam, tym razem to na szczęście tylko te bąbelki od szampana! Ufff!

Orszak Trzech Króli, z genealogią w tle...
6 stycznia 2019 r.

Bartosz Kobyliński 6 stycznia ulicami Łosic przemaszerował Orszak Trzech Króli. To już drugi raz, kiedy w Uroczystość Objawienia Pańskiego miasto zamienia się w uliczne jasełka, w tym roku na dodatek w pełni zimowej aurze.
Jak powszechnie wiadomo, Trzej Mędrcy przybyli ze Wschodu, a ponieważ – jak to zwykle bywa – tradycji musiało stać się zadość, jedynym rozsądnym miejscem początku wędrówki możnowładców mógł być jedynie... tak, tak – Polinów! Jako jedyny położony jest bowiem dokładnie na wschód od centrum Łosic. Tym samym po raz kolejny nie mógł nie wpisać się na karty historii Łosic, po raz wtóry zajmując miejsce w tradycji obchodów tego – niedawno przecież przywróconego – święta.

Jak się na dodatek okazało, kolejnym zrządzeniem losu wiążącym rodzinne tradycje z lokalną historią był dosyć zaskakujący fakt, iż... nasz wuj Jan wcielił się w Baltazara. A dlaczegóż to ów wydarzenie nie pozostaje bez związku z wiekowymi tradycjami? Ano dlatego, wprost nawiązuje do imienia niedawno odkrytego nestora naszego rodu – urodzonego w I połowie XVIII w.... Baltazara Kobylińskiego! Dodam tylko, że owego odkrycia udało się dokonać dopiero latem 2017 roku, dzięki przeowocnej korespondencji z dyrektorem Archiwum Diecezjalnego w Siedlcach – ks. prał. mgr lic. Bernardem Błońskim, któremu jesteśmy niezmiernie wdzięczni za wyłapanie błędu i naprowadzenie nas na właściwe tory wywodu genealogii naszej rodziny po mieczu.

Po tym krótkim, genealogicznym wtrąceniu, pora jednak wrócić do samego pochodu. Jako że łosickie, uliczne jasełka zostały szeroko opisane i obfotografowane chyba ze wszystkich możliwych stron w lokalnych mediach, włączając w to m.in. także filmy z drona, tutaj skupię się bardziej na przygotowaniach oraz samym wymarszu. Tymczasowa zmiana karnacji królów to już wyższa szkoła jazdy i nawet mi nie dane było do końca poznać jej tajników. Mniej tajemnicze za to okazały się zabiegi pielęgnacyjne, którym trzeba było poddać wierzchowce. Te – żmudnie wyszczotkowane, wyczesane i pięknie przyodziane, około południa były już gotowe wyruszać w dalszą drogę na zachód. Oczywiście o przebraniach nie mogli też zapomnieć sami jeźdźcy, ale ci na miejsce przybyli już odpowiednio przyodziani. Jeszcze tylko krótka sesja zdjęciowa i z darami pod pachą można ruszać w dalszą drogę.

Barwny pochód tym razem przemaszerował odwrotnie niż rok temu. Orszak wyruszył bowiem sprzed kościoła św. Zygmunta Króla w kierunku placu przy parafii Trójcy Świętej. Po drodze zatrzymywał się w celu odegrania poszczególnych scenek. Tak jak i w ubiegłym roku, orszakowi przewodzili Trzej Królowie jadący konno, odziani w dostojne szaty w zgodnych z tradycją kolorach: czerwonym, zielonym i niebieskim. Również i podążający za nimi pastuszkowie czy diabełki poprzebierane były w kolorowe stroje. Wszyscy otrzymali orszakowe korony i śpiewniki z kolędami, rozdawane przed startem pochodu. Pozostaje zatem tylko cieszyć się, że na naszych oczach odradza się kolejna, piękna tradycja, a Polinów po raz kolejny może tu dorzucić również i swoją cegiełkę.

Wszystko pięknie, ale jako że służba nie drużba, pora ruszać dalej – kadzidło jest, mirra też, ale gdzie do cholery podziało się złoto???

Jacek Kobyliński Mietek to barwna i niebanalna osobowość, ukształtowana w okresie wojennym i burzliwym czasie wojującego komunizmu po wojnie. Młodzieńcze lata spędzone na Kielecczyźnie zabrała mu zawierucha wojenna. Często wspominał o tych tragicznych latach, kiedy to z rozmaitych wojennych tarapatów kilka razy tylko jakimś cudem ocalał. To nie było beztroskie dzieciństwo......

Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy