Kobylińscy
Kobylińscy
południowe Podlasie
Węglińscy Wężyk
Znajdujesz się w dziale: Depesze Ojca Wojciecha

AD 2009

AD 2010

AD 2011

>AD 2012<

Depesze Ojca Wojciecha

Anno Domini 2012

3 (60). Mój baobab
4 lutego 2012 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFPodobno każdy mężczyzna powinien w swoim życiu wybudować dom, spłodzić syna i posadzić drzewo. Znając moje uzdolnienia techniczne, za budowę domu (a tym bardziej kościoła) się póki co nie zabieram. Z płodzeniem synów sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana (nie żeby była całkowicie beznadziejna, ale…). Pomyślałem więc sobie, że chociaż drzewo mógłbym posadzić. Ażeby udowodnić, że nie jest ze mnie znowu aż taka trąba, pomyślałem, że najlepiej gdyby był to jakiś porządny gatunek: dąb, sekwoja, heban, albo… baobab. Czy ktoś z Was może się pochwalić, że chociaż widział takowy, poza ilustracjami Saint-Exupéry’ego czy zdjęciami z podręcznika do geografii? No właśnie...

Popchnięty zatem miłością własną, zacząłem szukać po temu sposobności. Po wielu staraniach udało mi się w końcu zdobyć nasiona, na co nasz kucharz oznajmił, że przecież gdzieś w krzakach jeden, kiedyś wycięty baobab ciągle jeszcze regularnie odbija i można wziąć z niego szczepki. Co za szelma?! Jaki tupet?! Nie mógł o tym wspomnieć wcześniej?! W każdym bądź razie posiałem nasionka w foliowym woreczku, przez miesiąc podlewałem, by w końcu, w dniu moich 32 urodzin, uroczyście posadzić baobab na trawniku w bezpiecznej odległości kilku… nastu metrów od domu. Nazwałem go Wojtuś, ale nie ze względu na i tak zbyt wielki egocentryzm, ale szacunek do mojego świętego patrona, wielkiego misjonarza i człowieka, który przez swoje męczeństwo stanął u podstaw niepodległości Polski. On też w końcu wywodził się ze szlachetnego rodu i wcale nie ciągnęło go do biskupstwa.

2 (59). Afrykańskie fryzury cz. II
21 stycznia 2012 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFKarnawał w pełni, więc może ktoś poszukuje kolejnych ciekawych wzorców? Niespełna dwa lata temu zaprezentowałem kilka propozycji na oryginalną fryzurę – dzisiaj galerii część druga i zapewne nieostatnia, bo moje prywatne archiwum nieustannie się rozrasta.

Kilka osób pytało mnie, ile trwa wizyta u fryzjera, który wyczarowuje takie cuda. Popytałem i teraz już wiem, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie: jedne fryzury to sprawa niespełna kwadransa, inne to nawet siedem godzin żmudnej pracy. I zależy to nie tylko od rodzaju fryzury, ale również zręczności fryzjera. A średnią arytmetyczną obliczcie sobie sami.

1 (58). Spotkania polskich misjonarzy
7 stycznia 2012 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFKażdego roku w okresie bożonarodzeniowym ma miejsce spotkanie polskich misjonarzy pracujących na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Owa tradycja liczy sobie już 22 lata, sięgając początków misji klaretyńskich w tym kraju. Zapoczątkował je arcybiskup Jerzy Bolonek, pełniący tu wówczas funkcję nuncjusza apostolskiego.

Nie są to oczywiście spotkania robocze. Radość, której podczas ich trwania nigdy nie brakuje, ostatnimi czasy dość mocno wymieszana jest z nostalgią za starymi, dobrymi czasami. Każde spotkanie organizowane jest gdzie indziej, co pozwala poznać również inne miejsca posługi oraz warunki pracy rodaków. Tegoroczne odbywało się u naszych współbraci w Bouaflé. Spośród dziesięciu obecnych misjonarzy (kilku nie mogło bądź nie chciało przyjechać, tłumacząc się licznymi obowiązkami duszpasterskimi), czwórka z nich uczestniczyła również w tym pierwszym, w roku 1990. Wśród nich był również mój stryj - o. Andrzej. Polscy misjonarze to oczywiście nie tylko klaretyni, ale również pallotyni, franciszkanie i księża diecezjalni (czyli tzw. fideidoniści).

Niemal każdego roku kogoś z naszego grona ubywa - po wypełnieniu misji wraca wtedy do kraju i zastępowany jest już przez miejscowych księży. Nie inaczej sprawa ma się z misjonarzami innych narodowości i nie ma w tym procesie nic niezwykłego. Taka jest kolej rzeczy i jeden z celów naszej misji. Przez ponad 100 lat ewangelizacji czarnej części Afryki udało się zaszczepić chrześcijaństwo w sercach tych ludów, nawet jeśli wyznawcy Chrystusa znajdują się tu w znacznej mniejszości w stosunku do zalewu mahometan. Dalsze losy chrześcijaństwa, jego wzrost i rozwój będą jednak spoczywały już na barkach tubylców. Problemy, z którymi będą musieli się zmierzyć są liczne i różnorodne. Do wielu rzeczy będą musieli dotrzeć i nauczyć się sami. Uczciwie jednak należy przyznać, że nasza obecność tutaj na dłuższa metę mija się z celem. Lokalny Kościół musi w końcu zacząć myśleć samodzielnie. Prawdopodobnie mam szczęście być jednym z ostatnich białych misjonarzy, którzy tu przyjechali. Oto powoli, acz nieuchronnie kończy się pewna epoka. Epoka wspaniała i chwalebna, stanowiąca świetlaną kartę w historii Kościoła powszechnego.


2010 r. - Grand Bereby

AD 2009

AD 2010

AD 2011

>AD 2012<

Misje w Afryce i chór Claret Gospel