strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Parada konna z okazji 500-lecia nadania praw miejskich Łosicom

Łyk historii

Maciej Kobyliński

Łosice od momentu swego powstania stanowiły własność książąt ruskich, litewskich, a następnie królów polskich i zarządzane były przez starostów mielnickich. Ci mocno gnębili mieszczan łosickich nakładając na nich różnorakie samowolne daniny i obowiązki, a następnie obracając je na własne cele. Dlatego na sejmach mnożyły się skargi na nadużycia starosty mielnickiego.

10 maja 1505 r. król Polski i Wielki Książę Litewski, Aleksander Jagiellończyk, na sejmie w Radomiu, przychylając się do skarg mieszczan łosickich, "iż są przeciążeni samowolnymi postępkami starosty mielnickiego (Niemiry Grzymalicza) zaradzając przeto nadużyciom oraz pragnąc los ich polepszyć" przeniósł miasto i jego mieszkańców z prawa litewskiego i ruskiego na prawo magdeburskie. Oznaczało to wyjęcie mieszczan łosickich spod dotychczasowej władzy wojewodów, kasztelanów, sędziów i ich posłańców.

Od tej pory sądy w Łosicach, zarówno w sprawach drobnych jak i cięższych, sprawować miał nowo ustanowiony wójt z prawem sądzenia, wyrokowania i karania. Powstały władze samorządowe, na czele z burmistrzem i rajcami miejskimi, wybieranymi corocznie przez pospólstwo mieszczan łosickich. Spośród rajców wybierano wójta, który sprawował sądy wraz z wybieralnymi ławnikami. Na uposażenie wójta składały się: 3 włóki ziemi wolnej od wszelkich opłat i podatków, plac w rynku, karczma i 4 kotły do warzenia piwa i gorzałki.

Wówczas doszło też do uregulowania przestrzennego rozplanowania miasta, zgodnie z prawnymi założeniami magdeburskimi. W centrum usytuowano duży płac - Rynek, przy którym - zgodnie z nadanym przywilejem - mieszczanie w niedługim czasie wznieśli ratusz drewniany z murowaną wieżą. Umieszczono na niej napis w języku łacińskim: "Mąż wykształcony sam siebie będzie strzegł". W ratuszu zlokalizowano również jatki, wagę i postrzygalnię sukna. Z każdego rogu Rynku wychodziły dwie ulice.

Przywilej zezwalał również na odbywanie w Łosicach cotygodniowego targu (do dzisiaj jest to środa) oraz czterech jarmarków.

Pomysł historycznej parady

W tym roku przypadło 500 lat od tego podniosłego wydarzenia. Program obchodów rocznicy obejmował 2 dni i był dość bogaty. Polinów jako dawny majątek królewski miał znaczny udział w organizacji tej uroczystości. Jednym z kluczowych punktów była bowiem parada konna w strojach historycznych, która przemaszerowała ulicami miasta.

Pomysł parady zrodził się w głowie Jana Kobylińskiego z Polinowa. Do udziału w niej zaprosił przyjaciół i znajomych - wielbicieli koni z okolicznych stajni. Stawili się bardzo licznie - w kawalkadzie brało udział 35 koni. Ciężar organizacji zaplecza imprezy wzięli na swoje barki Państwo Kosieradzcy, którzy zapewnili m.in. nocleg przybyłym wierzchowcom. Wszystko zaczęło się od pikniku.

Piknik u Państwa Kosieradzkich

11 czerwca w piękny, sobotni wieczór uczestnicy parady, jak również inni zaproszeni goście spotkali się na pikniku zorganizowanym na rodzinnym ranczu Państwa Kosieradzkich. Gospodarz - Pan Waldemar Kosieradzki - witał przybyłych w stroju szlacheckim. Tak też przebrani byli wszyscy jeźdźcy - nie licząc ułanów, którzy zaprezentowali się oczywiście w mundurach i z szablami przy boku.

Podziwiając piękno wierzchowców i wyszukane stroje ich właścicieli można było oczywiście ochłodzić się krzepkim piwem i posilić pysznym jedzeniem - a naprawdę było w czym wybierać (z pieczonymi prosiakami włącznie). Jedzonko było naprawdę wyśmienite i do tej pory wspominając to wydarzenie ślinka nam cieknie...

Po "czymś dla ciała" trzeba było zabrać się za "coś dla ducha" - wszystkie wierzchowce (i te z właścicielami na grzbietach, i te zaprzęgnięte do bryczek) udały się na próbny przejazd ulicami miasta. Była to też okazja do wypróbowania przenośnych mikrofonów i przy okazji rozreklamowania imprezy.

Po powrocie konie nie miały zbyt długiego odpoczynku - zaraz zostały zatrudnione do wożenia zaproszonych gości. A chętnych do tych przejażdżek nie brakowało!

Następnym punktem była parada dookoła wybiegu. Tu prym wiedli ułani, którzy prezentowali się szczególnie ciekawie. Najbardziej podobała się nam szarża z wyciągniętymi i błyskającymi w słońcu szablami.

Ponieważ z rozstawionych grilli cały czas dochodził nęcący zapach "pieczystego", towarzystwo rozsiadło się przy stołach i rozpoczęło się wspólne biesiadowanie. Po zapadnięciu zmroku większość osób zasiadła przy ognisku, gdzie debatowano do późna w nocy.

Zbiórka na Polinowie

Nazajutrz, w niedzielę rano, orszak królewski wyruszył z rancza Państwa Kosieradzkich. Aby stało się zadość tradycji, zbiórka została wyznaczona oczywiście na Polinowie. W końcu to tutaj znajdowała się królewska siedziba i to stąd król ruszał w dalszą podróż po kraju.

Podczas oczekiwania na znak wymarszu dogrywano ostatnie szczegóły. Wszyscy uczestnicy (oraz oczywiście konie) zostali przedstawieni. Aż w końcu nadszedł sygnał do odjazdu.

Parada

Ruszyli. Przodem jechała grupa "prowadząca", z Janem Kobylińskim na czele, który jak na większości imprez pełnił rolę "wodzireja". Za nimi Jego Wysokość Król Aleksander Jagiellończyk z małżonką w powozie. Później podążały inne bryczki, a dalej reszta jeźdźców. Tylną straż stanowili ułani. Najmłodszymi uczestnikami pochodu były piękne źrebaki, które mimo bardzo młodego wieku również dzielnie uczestniczyły w imprezie.

Z okrzykami "Z drogi - Król jedzie!" towarzystwo wjechało na rynek, gdzie zgromadzone tłumy wiwatowały na cześć monarchy. Następnie odbyła się krótka inscenizacja - tak jak 500 lat temu Król przemówił: nadał nowe przywileje, prawo do jarmarków no i oczywiście niższe podatki (to podobało się najbardziej).

Z rynku wszyscy ruszyli na stadion, gdzie odbywały się główne uroczystości. Tam kawalkada zatoczyła kilka rund między tłumami rozkrzyczanej gawiedzi i ustawiła się na tle sceny. Wyglądali naprawdę imponująco. Po wysłuchaniu przemów kilku ważnych osobistości, zmęczone oraz trochę zdenerwowane liczbą osób i gwarem konie, poniosły swoich właścicieli na zasłużony odpoczynek i obiadek u Państwa Kosieradzkich.

Oczywiście obchody nadania praw miejskich obfitowały w mnóstwo ciekawych wydarzeń, ale parada była na pewno najbardziej malowniczym punktem całych obchodów. Chwała wszystkim, którym chciało się poświęcić swój czas i fundusze na jej zorganizowanie. Następna taka okazja nadarzy się dopiero za 500-lat!

Obchody i parada była oczywiście szeroko opisywana w prasie lokalnej, największym wydarzeniem medialnym okazał się jednak kilkunastominutowy reportaż o samej paradzie i Polinowie w "Kurierze Mazowieckim", gdyż odwiedziła nas także Telewizja Polska - regionalny kanał TVP3.

Ojcowie serwisu Polinów
Stajnia
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy