nagłówek "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) – dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława link nagłówka

Kresowe depesze Ojca Wojciecha

AD 2020 AD 2021 AD 2022

Anno Domini 2022

Raport z oblężonej Ukrainy (13): Patriotyzm językowy
środa, 16 marca 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFWarto wiedzieć, że Ukraina wschodnia (z Kijowem i Odessą włącznie) mówi generalnie w języku rosyjskim. Języka ukraińskiego dzieci często uczą się dopiero w szkole. W związku z dużą liczbą uciekinierów z tych terenów, ostatnio w Truskawcu na drzwiach różnych sklepów i punktów usługowych pojawiły się ciekawe ogłoszenia, np.: Ukraińcy! W związku ze stanem wojennym, dla własnego bezpieczeństwa, rozmawiajcie w języku ukraińskim. Niech żyje Ukraina!", albo: "U nas tylko po ukraińsku! Język też jest bronią!".

Raport z oblężonej Ukrainy (12)
poniedziałek, 14 marca 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFPoza doniesieniami z frontu, dzisiaj nic ciekawego się nie wydarzyło.
Wczoraj też nie.
Przedwczoraj i dwa dni temu również…
Nawet strażnicy na postach przed miastem gdzieś zniknęli.
W Truskawcu tłumy ludzi – ciężko przejechać samochodem i co rusz ktoś zastawia naszą bramę wjazdową. Ceny szybują w górę. Kolejne transporty z pomocą przewijają się przez Borysław. Czekamy…

Raport z oblężonej Ukrainy (11): Wyjątkowe okoliczności wymagają wyjątkowych środków (wyrazu)
środa, 9 marca 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFSymbolem prowadzonej właśnie wojny Ukrainy z Rosją stało się to, co wydarzyło się pierwszego dnia jej trwania na Wężowej Wyspie. Dla niezorientowanych: do rzeczonej wyspy podpłynął wówczas rosyjski statek wojenny i wezwał stacjonujących tam pograniczników do poddania się. Ci, mimo braku broni ciężkiej i beznadziejnej sytuacji, odpowiedzieli z właściwą Ukraińcom fantazją: „Ruski wojenny statku, pier*ol się!”. Wszystko skończyło się ostrzałem artyleryjskim, który – jak wynika z ostatnich doniesień – obrońcy ostatecznie jakimś cudem przeżyli.

Nie pisałbym o tym, gdyby nie zakrojona na szeroką skalę akcja propagandowa i bilbordy, na których słynne już hasło napisane jest bez żadnej cenzury. Takie rzeczy tylko na Ukrainie!😁

Raport z oblężonej Ukrainy (10): Pomagać, ale jak?
poniedziałek, 7 marca 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFWiele osób pyta mnie ostatnio, jak może pomóc. Kiedy wyjeżdżałem na Ukrainę, siostra Maria Czepiel CSSE, która również kiedyś tutaj pracowała powiedziała mi, że jej zdaniem Ukraina obłożona jest wieloma klątwami, a jej ziemia przesiąknięta krwią. Takie rzeczy nie pozostają bez echa w sferze duchowej. Potrzeba zatem wiele modlitwy i mszy św. odprawionych na tych terenach. Między innymi po to tu jesteśmy.

Najważniejszą formą pomocy jest zatem modlitwa za Ukrainę. Tak uważam. Ostatnio dociera do mnie trochę głosów w rodzaju: „Ojcze, chcę się modlić za Ukrainę, ale mi nie wychodzi/przychodzi mi to z trudem”. To dobry znak. Znaczy, że na poziomie duchowym rozgrywa się jakaś walka i zgodnie z ignacjańską regułą agere contra, tym bardziej warto zintensyfikować wysiłki. Ma być trudno!

Raport z oblężonej Ukrainy (9): Czekając na Godota 2.0
sobota, 5 marca 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFPostaram się wyjaśnić na przykładzie co miałem na myśli mówiąc o tym, że wojna jest nudna:
Wczoraj był dobry dzień: pierwszy piątek miesiąca, więc jak co miesiąc po porannych modlitwach i szybkim śniadaniu pojechałem z wizytą do chorych w Borysławiu. Wróciłem około drugiej, krótka sjesta, potem pierwszopiątkowa spowiedź w Truskawcu i znowu do Borysławia na spowiedź, mszę św. i Drogę Krzyżową. Powrót ok. 19:00, kolacja, a po 21:00 jeszcze raz do Borysławia, odwieźć przed godziną policyjną współbraci, bo miał przyjechać jakiś bus z pomocą humanitarną, który trzeba było rozładować (mieli wrócić z jednym z parafian, który ma specjalną przepustkę). Ja wspaniałomyślnie zgłosiłem się do przypilnowania w tym czasie domu. W każdym razie położyłem się spać ze świadomością dobrze (intensywnie) przeżytego dnia.

Natomiast dzisiaj rano na modlitwach byłem sam (bus zamiast o 22:00 przyjechał dopiero o 2:00 w nocy). Z samego rana miały przyjechać do Borysławia dwa TIR-y z pomocą humanitarną (każdy po blisko 40 ton). Jeden trzeba przepakować na inny samochód, który pojedzie dalej do Kamieńca Podolskiego, a rzeczy z drugiego upchnąć gdzieś na zapleczu u sióstr. Rano okazało się, że trochę się spóźnią, pojechałem więc dopiero na poranną mszę. Na miejscu zastałem kilkudziesięciu ludzi zwołanych do rozładunku. Wszyscy czekają. Odprawiłem mszę i nabożeństwo pierwszosobotnie. Poza rozładowywaniem TIR-a miałem zaplanowaną na dzisiaj tylko wizytę w Drohobyczu w Fundacji Św. Antoniego (również dostali jakąś pomoc i mam porobić trochę zdjęć), demontaż pożyczonego bagażnika z dachu samochodu i umycie auta. Minęła 10:30. Wiadomość, że nasz transport dopiero mija granicę i ma dotrzeć ok. 12:00. Ludzie czekający na rozładunek chwilowo się rozchodzą. Nie bardzo opłaca mi się wracać do domu ani jechać do Drohobycza, bo mogę się ze wszystkim nie wyrobić (to 20 min. drogi w jedną stronę). Bez sensu. Zostaję więc na miejscu. Siostra Nina częstuje mnie drugim śniadaniem, zmywam naczynia, odpisuję na jakieś wiadomości, idę na adorację, odmawiam różaniec. Czekamy…

Dochodzi 13:00. Transportu nie widać. Okazuje się, że tyle trwała odprawa i dopiero wyjeżdżają z przejścia granicznego. Mają być za dwie godziny… Wyjazd do Drohobycza odkładam do poniedziałku. Wracam do domu. Zaczynam sprzątać pokój (jutro niedziela). O 15:00 wiadomość, że ciężarówki są już w Samborze i za pół godziny będą w Borysławiu. Zbieram się i jadę. Na miejscu czeka już kilkadziesiąt osób do pomocy przy rozładunku (dwa razy więcej niż rano – wieści jak widać szybko się roznoszą, a ludzie najwyraźniej nie bardzo wiedzą, czym się zająć). Ciężarówek nie widać. Biorę różaniec i spaceruję wokół kościoła. Dwie i pół części różańca później pojawiają się wreszcie samochody (kierowcy nie wzięli pod uwagę stanu tutejszych dróg i posterunków na rogatkach większych miejscowości). Ludzi nazbierało się już ze dwie setki. Robię parę zdjęć, rozmawiam z kierowcami. Więcej pracy dla mnie nie ma… Na cholerę więc sterczę tutaj pół dnia? Jestem wykończony, a przecież nic nie zrobiłem!

Charków płonie (to blisko 1000 km stąd). W nocy Rosjanie ostrzelali elektrownię atomową w Zaporożu (900 km). Kijów ciągle się boni (ponad 500 km). Jeśli ruszy ofensywa na zachód, Putin może zechcieć odciąć pomoc z Polski i ruszyć z operacją wojskową z terenów Białorusi na południe. Wtedy mogą dotrzeć i tutaj. Na razie jednak nic takiego się nie dzieje, ale niczego nie można być pewnym. Nic też nie da się zaplanować. Czekamy…

Czekają ludzie przed przejściami granicznymi. Ci, którzy granicę ją przekroczyli, czekają na moment kiedy będą mogli wrócić (i czy będą mieli do czego?). Ci co zostali, czekają na dalszy rozwój wypadków (może już jutro wojna dotrze także tutaj?). Wszystko zawieszone w jakiejś piekielnej tymczasowości. Tak działa "воєнний бардак" (czyt. "wojenna rozpierducha"). Nuda zabija.

Raport z oblężonej Ukrainy (8): Problemy z prohibicją
czwartek, 3 marca 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFZacznijmy od tego, że mieszkamy w najbezpieczniejszej części kraju: miejscowość turystyczna u podnóża Karpat, blisko granicy z Polską, 80 km na południe od Lwowa. Do tej pory nie dane mi było zobaczyć żadnego rosyjskiego żołnierza (i lepiej, by tak już zostało). Z tego powodu ostatnio tłumnie trafiają do Truskawca biznesmeni z Kijowa (często z rodzinami), którzy nie mogą uciec za granicę i mieszkają w miejscowych hotelach. Siedzą więc w swoich apartamentach, mają dużo czasu, a tu rząd Ukrainy wprowadza zakaz sprzedaży alkoholu… Toż to zbrodnia przeciwko ludzkości! Wojna jest okrutna…

Przy okazji, niektórzy zarzucają mi żartobliwe, a niekiedy niesmaczne podejście do tematu wojny. Wasze prawo. Jeśli ktoś chce zobaczyć bombardowania lub tłumy uchodźców, wystarczy, że włączy dowolny serwis informacyjny. Przynajmniej do tej pory dla mnie wojna ma nieco inny charakter, a telewizji w zasadzie nie oglądam. Wiele wokół heroizmu i ludzkiego cierpienia (wynikającego chociażby z lęku o bliskich, rozbicia rodzin i zwykłej biedy ekonomicznej, która wcale nie zaczęła się tydzień temu), ale jak zawsze nie brakuje też cwaniactwa i żerowania na ludzkiej krzywdzie. To też jest oblicze wojny.

Zresztą pisząc te słowa siedzę sobie spokojnie we własnym pokoju, a postanowienie postu, m.in. od alkoholu, podjąłem już jakiś czas temu. Jakie więc prawo mam oceniać?

Raport z oblężonej Ukrainy (7)
poniedziałek, 28 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFPoniedziałek okazał się w dużej części dniem straconym na (a jakże) czekaniu (nuda). Gdybym wiedział, jak ten dzień się ułoży, zaplanowałbym go inaczej. No ale nie wiedziałem, a w końcu nie chciałem wjeżdżać na Ukrainę po nocy (godzina policyjna, bandy maruderów, dziury w drodze itd).

Wyjechałem więc we wtorek 1 marca rano samochodem wypakowanym różnymi darami pod dach. Na granicy obyło się bez problemów – nie obowiązują limity odnośnie do bagażu, certyfikaty szczepień ani ubezpieczenia na COVID-19, co w obecnej sytuacji jest chyba dosyć oczywiste. Kolejka od strony ukraińskiej też jakby trochę mniejsza, ale to ciągle jakieś 8 kilometrów. W jakimś punkcie, gdzie serwują ludziom wrzątek, zostawiam trochę chleba i owoców od braci bonifratrów. Na rogatkach miast poustawiane są posterunki obrony cywilnej. Zazwyczaj są to betonowe bloki albo zapory z worków z piaskiem, które trzeba minąć slalomem (a więc i zwolnić), przy których dokonuje się kontrola dokumentów (Dokąd jedziecie? Co wieziecie? Broni nie przewozicie?). W metalowych beczkach płonie ogień, przy którym strażnicy mogą się choć trochę ogrzać. Zdjęć oczywiście nie robiłem, bo mogliby mnie wziąć za dywersanta.

Pierwszy przystanek u sióstr w Samborze, drugi w Borysławiu (siostra Nina jest już z powrotem), trzeci w Drohobyczu przy Fundacji św. Antoniego. Wszędzie wyładowuję dary.

W Drohobyczu zostaję poczęstowany obiadem (dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, jaki byłem głodny). Tutaj też zastaje mnie alarm przeciwlotniczy (ogłaszany dla całego województwa). Dziewczynom z fundacji chyba bardzo podoba się tłumaczenie mi, jak mam się zachować (nie zbliżać się do okien, zamontować odpowiednią aplikację itd.). Chowamy się u sąsiadki na zapleczu sklepiku z chemią, który znajduje się w piwnicy budynku.

Pół godziny później jadę do domu. Szybko witam się ze współbraćmi i jadę na mszę do Borysławia. Po drodze kolejny posterunek obrony cywilnej (wyłączyć światła mijania, włączyć awaryjne i oświetlenie w kabinie: Dokumenty. Dokąd jedziecie? Co wieziecie? Broni nie przewozicie?).

Do domu docieram w okolicach 19:00. Siadamy jeszcze ze współbraćmi w kuchni przy jakiś słodyczach (w końcu to ostatki) i idę spać. Dobrze być u siebie (mimo wszystko)...

Raport z oblężonej Ukrainy (6)
niedziela, 27 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFModlitwa za Ukrainę Granicę przekraczamy o 13:30 czasu ukraińskiego lub 12:30 czasu polskiego. Ta zmiana czasu zawsze była dla mnie czymś niemal magicznym. W każdym razie w kolejce spędziliśmy prawie 40 godzin. Na przejściu dzieci dostają od strażaków musy owocowe i rogaliki. Na miejscu wszystko odbywa się już bardzo sprawnie. Wszystkie możliwe pasy ruchu są otwarte plus korytarz dla pieszych, ale procedury trwają. Po drodze zatrzymujemy się na stacji Shella. Nie chcą od nas wziąć pieniędzy za kawę. Dzieci dostają słodycze. Na parkingu jakiś chłopak proponuje pomoc. Dostajemy od niego soczki do picia i wilgotne chusteczki. Nagle wszystkiego jest nadmiar. Dawno nie czułem się tak dumny z tego, że jestem Polakiem. Zastanawiam się tylko, co będzie jeśli sytuacja zacznie się przedłużać, Ukraińców przybywać, a ich obecność np. po miesiącu, uwierać... Z drugiej strony w szkole języka francuskiego dostałem swego czasu ksywkę "Monsieu Mai" – "Pan Ale", co przy rozważaniu tej kwestii może okazać się znaczące.

Dojeżdżamy do braci Bonifratrów w Iwoniczu. Bardzo ciepłe przyjęcie. Wreszcie można wziąć prysznic! Odprawiam jeszcze Mszę św. w intencji parafian, których zostawiłem, przepakowuję samochód (ładuję jakąś pomoc humanitarną) odmawiam brewiarz i szykuję się do snu. Jutro droga powrotna.

Raport z oblężonej Ukrainy (5)
wieczór, sobota, 26 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMF12 godzin później, 3 kilometry dalej – nudzi mi się. Przed nami jeszcze 360 samochodów. Widział ktoś e-motikona dłubiącego w nosie? Tu by pasował. Za nami sznur samochodów ciągnie się podobno do samego Sambora (40 km stąd). Czy powinno mnie to pocieszać? W każdym razie nie działa. Brat Grzegorz uraczył mnie wiadomością następującej treści: "Jakbyś miał jakiś problem to broń Boże nie dzwoń, bo ja się niczym nie będę zajmował". Popłakałem się ze śmiechu. Kocham czarny humor (albo to ta nuda)! Poza tym nic ciekawego się nie wydarzyło.

Raport z oblężonej Ukrainy (4)
ranek, sobota, 26 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMF Poranna refleksja natury ogólnej na temat: Czym jest wojna?
Wojna to moim zdaniem przede wszystkim nuda. Ale nie taka zwyczajna, którą można przezwyciężyć chociażby odpalając jakąś aplikację w telefonie. To nuda śmiertelna. Idziesz do sklepu, bo właśnie rzucili gdzieś chleb i stoisz w stumetrowej kolejce – nuda. Chcesz uciekać za granicę i stoisz kilkanaście godzin w sznurze samochodów – nuda. Siedzisz w domu, nadsłuchujesz wycia syren i śledzisz wiadomości w telewizji – nuda. Wczoraj gdzieś w oddali słychać było strzały albo gdzieś w pobliżu przeleciał samolot, a podobno sto kilometrów dalej walnęła rakieta, ale ty (dzięki Bogu!) tego nie widziałeś – nuda. A jednocześnie siedzisz jak na szpilkach i zastanawiasz się, co przyniesie jutro, kiedy i jak to się skończy? Te natrętne myśli z tyłu głowy nie pozwalają ci się skupić na niczym innym, więc ta nuda cię zabija. Nie od razu, ale powolutku, krok po kroku. Kawałek po kawałku. W taki bardzo nudny i jakże mało widowiskowy sposób. Do tego naprawdę jesteś wdzięczny Panu Bogu, że nie dzieje się nic ciekawego... Taki obraz można wyczytać w wojennych pamiętnikach, tak było w Afryce, tak jest teraz.

Przez cały noc posunęliśmy ledwo o kilometr, przed nami jeszcze siedem... Nudzimy się. Nudzi się kilka tysięcy osób wokół nas. Co za marnotrawstwo czasu i energii! Wojna jest głupia (to dopiero odkrycie!). Na szczęście nic ciekawego się nie dzieje. Podwójne szczęście, bo siedzimy w ciepłym samochodzie (w nocy był przymrozek). I mamy kanapki. Ktoś w mijanym domu serwuje ludziom wrzątek. Toalety nie ma. Dzieci grzeczne. I piękne słońce wstało.

"Broń to tylko przygodne narzędzie, które ma zmusić przeciwnika do zmiany zamiarów. Jedynym polem bitwy jest umysł. Wszystko inne to nieistotny szum".

Lois McMaster Bujold

Raport z oblężonej Ukrainy (3)
piątek, 25 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFModlitwa za Ukrainę Po porannych modlitwach dzwonię do s. Teresy. Razem z Lesią stoją już cztery godziny na granicy. Kolejka ciągnie się jeszcze przez 12 km. Dzisiaj mam się przenieść na kilka dni do Borysławia (nasza druga parafia, gdzie na co dzień mieszkają siostry), pilnować domu. Po śniadaniu telefon od Oli Pawłowskiej (tej samej, która wczoraj próbowała załatwić paliwo). Pyta, czy nie przewiózłbym przez granicę dwóch rodzin: jedna z nich dwanaście godzin stała na granicy, ale nie wypuścili ich ojca (wrócili do Drohobycza). Jako obywatel RP mogę wyjechać i wjechać z powrotem (chyba). Gadamy o sytuacji z Krzyśkiem (proboszczem). Obaj należymy do osób działających w trybie: „Jeśli chcesz czegoś ode mnie dzisiaj, powiedz mi to wczoraj”. Dzwoni kleryk Artur (redemptorysta) z pytaniem, czy możemy odwieźć jego mamę i brata na przejście graniczne dla pieszych. Kolejne rodziny z parafii myślą o wyjeździe, albo już ich nie ma.

Odbieramy drugi samochód z warsztatu. Staje na tym, że ja mam jechać przewieźć ludzi przez granicę, a Krzysiek jutro odwieźć ludzi do granicy.

Dzień schodzi mi na załatwianiu jakichś dokumentów, montowaniu pożyczonego bagażnika na dachu, dochodzę też do wniosku, że to najlepsza pora, by zająć się montowaniem lampki wiecznej w kaplicy (też tak macie, że jak jest za dużo roboty, to bierzecie się do zaległych robót?). Nie zdążyłem zjeść obiadu. Skracam adorację po Mszy w Borysławiu do jednej godziny i dzięki Bogu, bo kiedy wychodzę z kościoła okazuje się, że muszę jak najszybciej się zbierać, zabrać ludzi z Drohobycza i jechać na granicę. Między 22:00 a 7:00 obowiązuje godzina policyjna, a minęła już 19:00 (rano może być za późno).

Panuje spory ruch. Po drodze mijamy kilka posterunków policji. Podjeżdżamy do kolejki na granicy: 15 km. Brak możliwości, by przecisnąć się bokiem i poszukać auta, którego miejsce mamy zająć (bardzo wąska droga). Jedziemy naokoło blisko 40 km po bocznych, bieszczadzkich drogach. Powiem tylko tyle, że jeśli narzekacie na stan polskich dróg to znaczy, że nie jeździliście po żadnych innych... Po blisko dwóch godzinach wyjeżdżamy na główną drogę i musimy się cofnąć dobre 3 km, by zająć czekające na nas miejsce. Krótkie pożegnanie między ojcami, którzy zostają a żonami i dziećmi, które wiozę dalej. Warto zaznaczyć, że dzieci nad wyraz grzeczne. Jem zimną zupę ze słoika, którą ktoś dla mnie zabrał (pierwszy prawdziwy posiłek od śniadania).

Stoimy w kolejce, a ja piszę tę relację na telefonie. Jest 2:30. Internet jeszcze działa 🙂

Pozdrawiam i proszę o dalszą modlitwę za Ukrainę

Raport z oblężonej Ukrainy (2)
piątek, 25 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFModlitwa za Ukrainę Od wczoraj wiele osób do mnie pisze z pytaniem, czy obecne jestem na Ukrainie. Mówiąc krótko: tak. Nie wszystkim mam głowę odpisać, albo wysyłam po kolei tę samą odpowiedź – wybaczcie. Pomyślałem więc, że może przeproszę się z Facebookiem, żeby dać znać co u mnie, jeśli kogoś to będzie interesować.

Wczoraj (24 lutego) o 7:00 zadzwonił ojciec prowincjał z pytaniem co u nas? W ten sposób dowiedziałem się o agresji Rosji. Jesteśmy (ja i dwóch współbraci) na zachodzie kraju (Truskawiec, obwód lwowski). Dopiero po modlitwach śniadaniu przyszło nam do głowy, że może ‘na wszelki wypadek’ warto byłoby zatankować samochód (bak pełny tylko w połowie), tym bardziej, że drugi znajduje się aktualnie w warsztacie. Niestety obudziliśmy się trochę późno, bo przed wszystkimi stacjami paliwowymi zdążyły się już ustawić kilometrowe kolejki. Ustawiłem się w jednej z nich lekko za miastem.

Niestety, kiedy przede mną stało już tylko kilka samochodów zabrakło oleju napędowego (mam diesla). W międzyczasie jednak dostałem telefon od znajomej, która akurat przebywa w Polsce, że ma zaprzyjaźnionego dyrektora stacji paliw w Bilechowie (półtorej godziny drogi) i by tam jechać. Radziła też zabrać kanistry lub plastikowe butle na wodę, żeby zgromadzić zapas. Zabrałem z piwnicy dwa stare baniaki po jakichś chemikaliach. Po godzinie jazdy okazuje się, że Bolechów leży już w okręgu iwanofrankowskim, a na granicy okręgów ustawiony jest posterunek, a kolejka ciągnie się z pięć kilometrów. Nie ma zasięgu. Postałem jakieś 20 min. i stwierdziłem, że mam dosyć. W drodze powrotnej telefon do znajomej. Kłócimy się, ja zaczynam kląć (w poszukiwania paliwa spaliłem go już na dobre 100 kilometrów, nie mam zamiaru zawracać).

Zatrzymuję się w Stryju, żeby ochłonąć. W międzyczasie jeden dyrektor stacji dzwoni do drugiego i na stacji w Stryju mam się wepchnąć bez kolejki na miejsce dla ciężarówek (nie cierpię takich sytuacji, znowu klnę). Jadę. Na miejscu mam problemy ze znalezieniem dyrektora, ludzie spozierają na mnie wilkiem (wcale im się nie dziwię). W końcu okazuje się, że limit wynosi 20 litrów (po znajomości tankują mi 40). Jadę do znajomych, gdzie częstują mnie obiadem. Okazuje się, że kolejki są głównie za benzyną, a olej napędowy można kupić bez kolejki (Aaaaaa!!!). Na dwój kolejnych stacjach tankujemy 40 litrów do kanistrów i jadę do domu. Wyładowuję kanistry i jadę na Mszę do Borysławia.

Na Mszy jest kilka osób (rzymskich katolików jest tutaj garstka). Po Mszy rozmawiamy z s. Teresą i rodziną Nahirniczów, co dalej. Następnego dnia siostra jedzie do Polski po współsiostry, które wyjechały do Polski na rekolekcje. Lesia Nahirnicz nie wie co robić: męża nie wypuszczą za granicę, a ona ma trójkę małych dzieci (8, 4 i 2 lata) i kolejne w drodze (ósmy miesiąc). Najstarsza córka studiuje w Lublinie i po przerwie międzysemestralnej wyjechała do Polski wczoraj. Wracam do domu, jem kolację, odpisuję na wiadomości, chwilę rozmawiamy ze współbraćmi, oglądam jakieś wiadomości w internecie, odmawiam modlitwy i idę spać.

Pozdrawiam i proszę o dalszą modlitwę za Ukrainę

Raport z oblężonej Ukrainy (1)
czwartek, 24 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFWojciech Przepraszam, ale wiadomość "na szybko" (nie bardzo jestem w stanie już dzisiaj wykrzesać z siebie coś więcej):
Nasza parafia znajduje się na zachodzie kraju (Truskawiec, Zachodnia Ukraina), więc działań wojennych u nas nie widać. Widać za to umiarkowaną panikę. Spędziłem dzisiaj większość dnia próbując zdobyć jakiś zapas paliwa 'na wszelki wypadek' (ostatecznie się udało). Po drodze dużo patroli i kontroli dokumentów.

Generalnie wiemy w zasadzie tyle, co wszyscy. Ludzie się boją. Bardzo prawdopodobna jest powszechna mobilizacja wojskowa (mężczyzn, zawodów medycznych, ale i kobiet). Ja już jedną wojnę przeżyłem (w Afryce), więc chyba jestem nieco uodporniony (no i mimo wszystko nie jestem Ukraińcem). O powrocie do Polski, zwłaszcza teraz, nikt z nas nie myśli.

Pozdrawiam i proszę o dalszą modlitwę za Ukrainę

Ojcowie serwisu Polinów
Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy