strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Polinowski rok w domu i zagrodzie

Wakacyjne atrakcje


"Pejzaż wiejski" - Roman Kochanowski. Ok. 1890 r.

Jacek KobylińskiPrzez wiele powojennych lat wakacje zaczynały się w okolicy przesilenia letniego. Na zakończenie roku szkolnego czekali wszyscy - zarówno ci dobrzy, jak i gorsi uczniowie. Ci zdolniejsi dostawali nagrody w postaci książek, a później świadectwa z czerwonym paskiem. Ci "zdolni inaczej" liczyli zaś na litość nauczycieli i prześlizgnięcie do następnej klasy, a trzeba wspomnieć, że podówczas wystarczyła tylko jedna dwója, by nie dostać promocji na następny rok. W ten oto sposób zwykle 3-4 osoby spędzało kolejny rok szkolny w poprzedniej klasie.

Nieletni mieszkańcy Polinowa nie mieli jednak problemów z nauką, wręcz przeciwnie. Niemniej i tak na wakacje zawsze czekało się z utęsknieniem, mimo że nasze letnie ferie mocno różniły się od tych współczesnych, a dla nas nie był to bynajmniej czas lenistwa i przesiadywania przed komputerem. Ojciec gonił do roboty, i to codziennie. Jak mawiał, "robota jest zawsze" - i faktycznie zawsze była, oczywiście stosownie do naszego wieku i możliwości.

Pierwszą wakacyjną atrakcją był... deszcz, gdyż wtedy nie jechało się na pole. Można było się wtedy spokojnie gdzieś zaszyć i czytać książki. Albo też skrzyknąć do stodoły i wymyślać przeróżne skoki z wysokich belek na sąsiek siana. Robiliśmy też szałasy, gdzie bez nadzoru dorosłych można było piec na ognisku żabie udka czy małe rybki.


"Stodoły w Pustowarni" - Jan Stanisławski. Ok. 1903 r. Muzeum Narodowe, Kraków

Drugą wakacyjną atrakcją było spanie w stodole. Przez wiele lat była to niepisana, ale i przestrzegana tradycja. Gdy zaczynały się wakacje, a stodoła zapełniała się pachnącym sianem, nie było siły na zatrzymanie nas w domowych pieleszach. Cała polinowska dzieciarnia zmieniała wtedy noclegownię. Jako że nie było tam nadzoru starszych, kwitły opowieści niestworzonych historii, plany psot i zabaw, a nawet dzielenie się swoją wiedzą na zakazane tematy.

Gorzej było rano, gdy o świcie budził się polinowski zwierzyniec. Zaczynały kaczki cioci Dusi. Gdy pierwsza otworzyła oko, a następnie dziób, głosząc przy tym chwałę budzącego się dnia poprzez głośne "kwa", uruchamiała tym samym lawinową kakofonię kwaknięć stada pozostałych kaczek. To budziło także koguta, krowy, psy, i co tam jeszcze w zagrodzie było. O czwartej rano robiło się zatem na Polinowie głośno, a ażurowe ściany stodoły w żadnym stopniu nie chroniły przed hałasem. Na końcu wstawał ojciec, by dopełnić porannego obrządku. Skrzypiały wrota i studzienny żuraw, więc ze spaniem mieliśmy już kłopoty.

Najgorsze podczas spania w stodole były jednak letnie, nocne burze. Nie wiem dlaczego, ale te były znacznie bardziej intensywne od tych współczesnych. Z każdym błyskiem światło wpadało do stodoły przez najmniejszą nawet szparę, a dramaturgii dodawał walący o dach deszcz czy grad. Co młodsi i strachliwsi uciekali wtedy do domu, lecz i tam grzmotów nie tłumiły nawet ściany domu czy zamknięte okna. Gdy burza była szczególnie intensywna, rodzicom zdarzało się czasem zarządzać masową ewakuację.


"Grzybobranie" - Franciszek Kostrzewski. Ilustracja do III księgi Pana Tadeusza. Ok. 1860 r.

Świąteczną atrakcją była zaś wyprawa do lasu na grzyby. Jeździliśmy tam niemal każdej niedzieli furmanką wymoszczoną sianem. W lesie wszystko lepiej smakowało, a grzybów było znacznie więcej niż dzisiaj, w przeciwieństwie do kleszczy czy innych plugastw. Matula i babcie zbierały też wtedy jagody na pierogi.

Wieczorami, gdy wujek Tadeusz siadał przy radiu i słuchał zakazanej radiostacji "Wolna Europa", szliśmy się kąpać na jego stawy. Nocne kąpiele były co prawda zakazane, ale przez to tym bardziej atrakcyjne. O rzeczach na Polinowie zakazanych jednak już w kolejnym odcinku.

Ojcowie serwisu Polinów
Gawędy przy kominku i Polinowski rok
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy