strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Polinowski rok w domu i zagrodzie

Zakazy i nakazy


"Pejzaż z żurawiem" - Józef Brandt. Muzeum Okręgowe, Radom

Jacek KobylińskiPodobno zakazany owoc smakuje najlepiej. Dobrze, że jako dzieci nie znaliśmy tego porzekadła i rzeczy zakazane staraliśmy się raczej omijać. Chociaż nie zawsze nam się to udawało...

Pierwszą czynnością zakazaną, którą pamiętam, było zaglądanie do otwartej studni. Ta nie miała bowiem przykrycia, co przy użytkowaniu żurawia było raczej zrozumiałe. Ciekawskie dzieciaki zaglądając tam mogły łatwo wpaść, tym bardziej, że jej cembrowina nie była wysoka. Zakaz naturalnie dotyczył także stawów i rzeczki.

Jak bowiem powszechnie wiadomo, w wodach tych żyły przeraźliwe potopielce. Najstraszniejszym z nich był potopielec studzienny. Gdy dziecko nachylało się nad wodą, ten chwytał je za włosy i wciągał do studni. Podobnie zachowywały się potopielce stawowe i rzeczne. Kroniki z XIV wieku tak ostrzegają przed tymi stworami: ”Szczególną ostrożność przy wodzie zachowaj, by utopca w porę spostrzec. Pomylić się sposobu nie ma, bo brzydki on okrutnie i do ludzi nie podobien. Gdy więc mokrego stwora obaczysz, co głowę ma wielką zielonymi włosami zdobioną i odnóża jak patyki cienkie – uciekaj człeku, by śmierci w odmętach nie ponieść”. Najmłodsi mieszkańcy Polinowa czuli więc respekt do tych miejsc, przynajmniej w wieku przedszkolnym.


"Mokra Wieś" - Władysław Podkowiński. 1892 r. Muzeum Narodowe, Poznań.

Innym okresowym zakazem był zakaz kąpieli przed Świętym Janem, czyli 24 czerwca. Dopiero gdy ten wodę ochrzcił, można było wejść do stawu lub rzeczki. Nawet gdy w czerwcu zdarzały się wczesne upały, zakazu tego też raczej nie łamaliśmy.

Zresztą z kąpielami bywały i inne problemy, mimo że wokół Polinowa wody było przecież dostatek. Otóż właściciel stawów - wujek Tadeusz - nie zawsze pozwalał nam na wodne uciechy. A to ryby się tarły i potrzebowały spokoju, a to właśnie zadał im jakieś lekarstwo. Co by nie mówić, rozwrzeszczana dzieciarnia była na stawach kłopotliwa i całkowicie zbędna. Zresztą czasem podpadaliśmy wujkowi na własne życzenie, np. regulując przepływ i poziom wody w strumyku pod swoje, a nie ichtiofauny, potrzeby.


"Noc ukraińska" - Stanisław Witkiewicz. 1895 r. Muzeum Narodowe, Kraków.

Gdy podpadliśmy wujkowi i obowiązywał całkowity zakaz kąpieli, czekaliśmy z utęsknieniem zmierzchu - wuj co wieczór namiętnie słuchał bowiem radia „Wolna Europa”. Wtedy to zaczynały się nocne harce nad stawem. Dawało się nurki z mnicha i pływało - najlepiej na wznak, obserwując przy tym gwiazdy. Aż dziwię się rodzicom, którzy wiedząc o wszystkim nie zabraniali nam tych nocnych eskapad. Samotne dzieciaki nocą w stawie – to nie były bezpieczne zabawy, ale na szczęście nic nikomu nigdy nie stało. Niestety gdy pewnego razu wujek wreszcie nas nakrył, począł przeprowadzać wieczorne obchody stawów.


"Strumień między drzewami" - Władysław Podkowiński. 1893 r. Muzeum Narodowe w Warszawie.

Wtedy to postanowiliśmy zrobić własne kąpielisko. Przegrodziliśmy rzeczkę tamą z kamieni i mułu. Woda mocno się spiętrzyła, zalewając przy tym częściowo łąkę sąsiada. Duże, drewniane koryto posłużyło za łódkę. Woda nie była głęboka, ale do zabawy wystarczająca. Niestety i wówczas mieliśmy kłopoty, bo zalaliśmy łąkę sąsiadowi, a przy okazji woda przestała płynąć do stawów. Jednak co nam ktoś tamę rozwalił, na drugi dzień była już świeżo odbudowana.

Obowiązywał też zakaz zabawy na maszynach rolniczych, lecz właśnie tam szły nam one najlepiej. Oprócz tego były też niepisane nakazy, które przeważnie sami zresztą ustalaliśmy. Sobotnie sprzątanie podwórza, dekoracja kwiatami kapliczki, poganianie koni w kieracie, oganianie much z dojonych krów, świecenie naftową latarką przy wieczornym obrządku i inne mało uciążliwe czynności traktowaliśmy jednak bardziej jako zabawę, a nie pracę i obowiązek.


"Strumień" - Ferdynand Ruszczyc. Przed 1900 r. Własność prywatna.

Do naszych obowiązków należało też czyszczenie i strojenie grobów na Wszystkich Świętych. Te były wówczas przeważnie ziemne i wymagały sporo pracy przy pielęgnacji. Najpoważniejszym nakazem był jednak niewątpliwie obowiązek szkolny - od poniedziałku do soboty włącznie. Ferie zimowe zaczynały się wtedy przed Wigilią i kończyły po Trzech Królach.

Jeśli spojrzeć z perspektywy czasu, polinowskie zakazy i nakazy miały jednak swoje uzasadnienie (oczywiście tylko według dorosłych), ale nie zawsze były przez nas do końca akceptowane. A im byliśmy starsi, tym gorzej niestety wychodziło nam ich przestrzeganie...

Ojcowie serwisu Polinów
Gawędy przy kominku i Polinowski rok
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy