strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Wieści z królewskiego folwarku

Anno Domini 2016

Maciej Kobyliński W tym roku zamiast życzeń "Pastorałka od serca do ucha" zespołu Rokiczanka (pochodzą z Rokitna, około 100 km na południe od Polinowa). Niech autentyczne melodie dawnej wsi wprowadzą wszystkich w świąteczny nastrój.

Maciej Kobyliński Definicja terminu "kopcowanie" w słowniku języka polskiego i słowniku polinowskim diametralnie się różnią.

Słońce i kurz nad Koudougou
9 grudnia 2016 r.

Jacek KobylińskiW Burkina Faso właśnie przestało padać. To o tyle zła wiadomość, że następny deszcz pojawi się tu za... pół roku. Wszystko zdążyło już w palącym słońcu wyschnąć na wiór. Drzewa gubią liście. Wysokie, uschłe trawy stanowią niemałe zagrożenie – wystarczy bowiem iskra, by silny, pustynny wiatr wzniecił burzę ognia. Na szczęście póki co wzbija tylko tumany pyłu, wciskającego się do samochodów i mieszkań. Jest dosłownie wszechobecny. Każdy samochód na gruntowej drodze wzbija całe jego chmury, które dalej gna już wiatr. Doprawdy nie sposób przed nim uciec.

Z wodą również są coraz większe problemy, a przy tym temperatura nie przestaje rosnąć. W dzień to już ponad 40°C, w nocy spada do „zaledwie” ponad 30°C. Coraz bardziej zatem da się odczuć, że równik już niedaleko. O ile dla nas to egzotyczne, pogodowe wieści, o tyle o. Andrzej próbuje się do tych nowych warunków zaaklimatyzować. Na nowej, gdyż działającej dopiero półtora roku misji, na razie idzie mu całkiem nieźle, a przede wszystkim nie dopadła go jeszcze żadna poważniejsza choroba, no, może poza dokuczliwym, afrykańskim katarem (zapewne nie spowodowanym wyziębieniem). Powoli też wdraża się w tamtejszy rytm misjonarskich obowiązków.

Jeśli zaś mielibyśmy mówić o wygodach, to w pokoju o. Andrzeja pojawił się wreszcie klimatyzator, bez którego w tych warunkach przetrwać jest naprawdę ciężko – tyle, że nie działa, gdyż tamtejsze napięcie niedomaga. Działa za to internet, dzięki czemu można przynajmniej pogadać – nie dość że za darmo, to jeszcze z wizją. Wszystkie te trudy i niewygody niełatwej posługi wynagradzają jednak jej owoce – ludzie. Biedni, prości, ale serdeczni i głęboko wierzący. O tym, jak garną się do kościoła miejscowi mieszkańcy, świadczy chociażby liczba chrztów i tłumy wiernych na mszach. Tamtejsi mieszkańcy są po prostu spragnieni wiary, i jeśli nie przygarną ich katolicy – skończą w jakichś sektach lub w swe szeregi wchłoną ich muzułmanie.

Nasi klaretyni, wspomagani przez jednego miejscowego, dwoją się zatem i troją, bo „żniwo wielkie, a robotników mało”. Tym bardziej, że teren misji odpowiada mniej więcej obszarowi polskiej diecezji. Misjonarze mają więc do obsługi 12 kaplic rozrzuconych po okolicznych miejscowościach. Budowa nowego kościoła na razie nie rusza, a to z uwagi na trwający proces sądowy o zwrot działki budowlanej. Jeśli jednak wszystko się powiedzie i w końcu zapadnie wiążąca decyzja, nie wiadomo z kolei, czy o. Andrzej wyrwie się z wiru prac i w przyszłym roku przyleci do Polski. Póki co opracowuje plany i szuka sponsorów.

Patrząc z na to, co się dzieje w Europie Zachodniej, o. Andrzej wieści rychły tryumf muzułmanów – we Francji, Niemczech, jak i wielu innych krajach. Zresztą mówił już o tym ćwierć wieku temu, tyle że dla nas była wówczas niezrozumiała egzotyka i nie bardzo wiedzieliśmy, co tak naprawdę ma na myśli. Teraz już dokładnie wiemy, co chciał nam w swej wizji przekazać…

Z kolei kościół w Afryce czy Azji posiada perspektywy rozwoju i może odgrywać coraz większą rolę, zaś nasz rodak z Łosic pozostawi ku temu trwały ślad – zarówno w sferze duchowej, jak i materialnej. Jego dzieła oraz aktualne dokonania już niedługo będą eksponowane w polinowskiej galerii, która być może już w przyszłym roku zainauguruje swoją działalność.

Maciej Kobyliński 11 listopada oprócz Dnia Niepodległości przypada również Dzień św. Marcina. Najprzyjemniejszym zwyczajem tego dnia jest objadanie się rogalami świętomarcińskimi.

Wiadomości z misji, czyli co słychać w Burkina Faso
9 listopada 2016 r.

Jacek KobylińskiO. Andrzej Kobyliński CMF, po wakacyjnym wypoczynku i zdrowotnym przeglądzie, który wypadł zresztą nadspodziewanie dobrze, opuścił nas z początkiem września, by finalnie wylądować w Wagadugu – stolicy Burkina Faso. Na początku trzeba wspomnieć, że to całkiem inny kraj – z inną kulturą, innymi ludźmi oraz dalece bardziej nieprzyjaznym klimatem. Jak widać na mapie umieszczonej przez nas na stronie tytułowej misji, nowa placówka położona jest już na samym skraju Sahary, więc to już nie są przelewki. O poprzedniej zieloności, obfitości owoców, lagunach i oceanicznym klimacie na zawsze można zapomnieć. Tu wypalona ziemia straszy swą ponurą szarością, skutecznie utrudniając wzrost jakiejkolwiek roślinności i nie wróżąc nic dobrego... Mniejszy jest ten odsetek chrześcijaństwa, który tutaj kształtuje się średnio na poziomie 40%, przy 60% islamu, a północ kraju jest nim wysycona w zasadzie w 100%. Jednak jak mawia nasz misjonarz, nie jest to tak radykalny islam, o jakim przyszło nam słuchać ostatnio w mediach. Na dodatek prognostyk jest taki, że prędzej zostanie nim zalana cała Europa, niż Burkina Faso, a więc póki co raczej nie ma się czego obawiać.

Pierwsze wrażenia i różnice w stosunku do poprzedniego ćwierćwiecza pobytu na Wybrzeżu Kości Słoniowej nie kazały na siebie zbyt długo czekać… I tak oto, zaraz po wyjściu z samolotu nasz misjonarski weteran poczuł gorący strumień powietrza z niewygaszonych silników odrzutowca. Niestety ku swemu zdziwieniu niebawem spostrzegł, iż ów palącym powiewem okazał się miejscowy wiaterek wiejący z pobliskiej Sahary… Jako że w Afryce przeżył już jednak 26 lat, za bardzo się tym nie przejął. Spotkał zaraz swoich współbraci, którzy zawieźli go na misję w Koudougou – trzeciego pod względem wielkości miasta w Burkina Faso.

Po przybyciu na miejsce, pierwsze wrażenie przypominało przeniesienie się z salonu do szałasu... Obecna misja to bowiem zlepek prowizorek – kaplica to za zaadaptowany budynek w formie baraku z wysuniętym dachem, o wiele zresztą za małym na potrzeby coraz większej rzeszy garnących się wiernych, dom mieszkalny dla misjonarzy też komfortem nie grzeszy, choć jak na miejscowe standardy nie jest jeszcze najgorzej. Nasz misjonarz mieszka obecnie w pokoju bez mebli i klimatyzacji, na miejscu zastał jedynie łóżko. Szafę właśnie kleci, no i w zasadzie to wiele więcej mu nie potrzeba. Pomału zaczyna się rozglądać i przyzwyczajać do nowego otoczenia, od nowa poznając odmienną przyrodę i mentalność tubylców.

Mimo wszystkich tych niedogodności, pierwsze wrażenia są jednak jak najbardziej pozytywne. Przede wszystkim ludzie – są nieco inni jak na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Co prawda bardzo ubodzy, chyba jeszcze bardziej niż na południu, ale za to otwarci, uprzejmi, pogodni i uczciwi, a do kościoła garną się z prostotą i szczerością dzieci. I właśnie to oni są największym kapitałem na przyszłość.

Mimo krótkiego czasu funkcjonowania misji w nowym kraju, liczba chrztów przekroczyła już tysiąc. Jako że misja dopiero się tworzy, w przyszłości będzie budowany tu kościół oraz dom misyjny. Pracy jest ogrom, a proboszcz – ojciec Łaś CMF – dwoi się i troi. Efekty tych znojów dodają mu jednak sił. Trwają także starania o pozyskanie większego terenu i dopiero wtedy będzie wiadomo, jaki obszar obejmie przyszła budowa. Do misji należą też kaplice w innych miejscowościach, gdzie trzeba dojechać z kapłańską posługą. Skład misji jest co prawda skromny, za to z dużym misyjnym doświadczeniem. Poza o. Andrzejem jest wspomniany o. Zbigniew Łaś CMF, pracujący wcześniej ponad 20 lat na Wybrzeżu Kości Słoniowej, brat Jan Mężyk, również z pokaźnym stażem, oraz klaretyn z Wybrzeża Kości Słoniowej - iworyjczyk o. Narcisse Sekre, który odprawia msze święte i głosi nauki po burkińsku - dla tych nieznających francuskiego.

Trzeba powiedzieć, że w porównaniu z Wybrzeżem Kości Słoniowej krajobraz na nowej misji wygląda niemal jak po wojnie nuklearnej. W oczy rzuca się przede wszystkim wypalona słońcem ziemia oraz brak drzew, przez co jedną z niewielu rzeczy godną narzekań jest kompletny brak owoców. Niedostępne jest też kakao, co na nieszczęście dotyczy również sklepowych półek. O losie! Gdzie te czasy, kiedy na śniadanie zajadało się banana prosto z drzewa, popijając kakao zalanym wrzątkiem? Jest też trochę za ciepło, w pokoju temperatura nie spada poniżej 32°C. Niestety kończy się też pora deszczowa – póki co jest jeszcze zielono, ale świadomość, że następny deszcz spadnie dopiero pod koniec maja przyszłego roku, skutecznie zniechęca do rozmyślań o przyszłości. Przez ten czas wszystko zdąży już wyschnąć na wiór. Z wodą też są kłopoty – ta w wodociągu pojawia się tylko między 2:00 a 5:00 w nocy. Wtedy też nadarza się jedyna w ciągu doby okazja, by zmagazynować jej zapas w wielkiej, plastikowej bece. Później cały dzień służy misjonarzom oraz tubylcom.

Kolejną niedogodnością jest wszechobecne robactwo – a zwłaszcza jeden z rodzimych gatunków owadów, trochę większy od karalucha, ale dalece bardziej wredny – wciska się bowiem do domu wszelkimi możliwymi szparami, skutecznie uprzykrzając normalne funkcjonowanie. Wyglądem nieco przypomina to to turkucia podjadka, przy czym ten nie tylko fruwa, ale i skacze. Na dodatek ich zastępy często czyhają u progu drzwi, by po ich otwarciu przez nieuważnego domownika wprosić się do domu. Oprócz tych stawonogów, do pomieszczeń zewsząd wpycha się jeszcze jednen nieproszony gość - szary, niesiony z wiatrem pył. Niestety do tego również pozostanie się po prostu przyzwyczaić.

Jednak wszystkie te niewygody wynagradza odczuwalna potrzeba bycia tam, posługi poprzez głoszenie Bożego przesłania i udzielanie sakramentów. Ludzie garną się sami, a gdy powstanie nowy kościół, zapewne jeszcze ich przybędzie. O sytuacji na nowej misji, postępie prac i nieprzewidzianych kłopotach będziemy informować na naszej stronie na bieżąco.

Maciej Kobyliński 29 października znaleziono na terenie Polinowa zwłoki wiewiórki Basi. Na skórze ofiary odkryto liczne ślady kłów i pazurów. Identyfikacja była bardzo utrudniona, ponieważ ciało ofiary zostało w większości ... zjedzone.

Wirtualny cmentarz
27 października 2016 r.

Bartosz KobylińskiA w zasadzie to działa już od jakiegoś czasu, a owa wieść leżakuje w poczekalni już kilka ładnych miesięcy... Jednak jako że w upalne wakacje jakoś nie miałem weny do podobnych tematów, dopiero teraz nadarza się właściwy moment do jej publikacji. Pewnie nie każdy z Was powziął jeszcze informację, że nasz łosicki cmentarz doczekał się wreszcie zapowiadanej od kilku lat inwentaryzacji. Ostatnio także, na stronie parafii św. Zygmunta - coraz prężniej się zresztą rozwijającej - pojawiła się zakładka "Cmentarz", a ta prowadzi już wprost na, wirtualny na szczęście, łosicki cmentarz! Obecnie skatalogowane zostały już wszystkie groby - każdy z nich posiada zdjęcie (a czasem nawet kilka), każdemu z nich przyporządkowane zostały także współrzędne oraz lokalizacja na mapie (w tym sektor, numer rzędu i numer grobu), a nawet wyszczególnione nagrobne inskrypcje. Niestety jeśli chodzi o daty to nie odwołują się one do rzetelnych danych z parafialnych archiwów, a są jedynie przepisane z tablic nagrobnych, ale dobre i to. I w tym właśnie miejscu pojawia się nasza rola...

Jeśli bowiem podczas odwiedzin wirtualnego cmentarza znajdziecie jakieś błędy w owych informacjach lub posiadacie dane, na podstawie których można by było uzupełnić wpisy, namawiam do niezwłocznego ich sprostowania! (ja takowych nie omieszkałem już zresztą poczynić). Co ciekawe, a jednocześnie irytujące, nawet brak polskiego znaku w nazwisku powoduje niemożność wyszukania osoby, więc gra jest warta świeczki! A jeśli już o świeczkach mowa, to przy każdym zmarłym można zapalić wirtualny (a jakże) znicz - na dodatek nie jakąś chińszczyznę, a polskiej produkcji lampkę z gwarancją na całe 7 dni świecenia! Pomocna może się okazać także, zwłaszcza dla gości z dalszych stron, opcja wyświetlenia interaktywnego planu cmentarza. Zachęcamy zatem do odnalezienia grobów swoich bliskich i weryfikacji danych, w tym m.in. najprzyjemniejszej rzeczy, czyli terminu opłacenia pokładnego:)

Dla leniwców podaję link do strony cmentarza parafii św. Zygmunta w systemie o wdzięcznej nazwie Grobonet, której zresztą chyba z niczym nie sposób pomylić:) Miłych odwiedzin!

Medal i wyróżnienia dla Polinowa i jego mieszkańców
29 września 2016 r.

Bartosz Kobyliński29 września br. w Pałacu Biskupim w Siedlcach odbyła się uroczystość wręczenia medali oraz wyróżnień za szczególne zaangażowanie w pomoc przy organizacji Światowych Dni Młodzieży w Rejonie Łosickim. I tak, medal "Zasłużeni dla Diecezji Siedleckiej" z rąk biskupa siedleckiego Kazimierza Gurdy otrzymało Miasto i Gmina Łosice, Starostwo Powiatowe w Łosicach oraz Folwark Polinów, zaś specjalnymi wyróżnieniami zostali uhonorowani m.in. mieszkańcy Polinowa: Jan i Jacek Kobylińscy, Krzysztof Rumik i Marek Tokarski. Gratulujemy!

Maciej KobylińskiPół wieku temu samochód w miasteczkach takich jak Łosice był sensacją - aż ciężko uwierzyć, szczególnie tym, którzy dzisiaj tkwią w korkach lub bezskutecznie szukają miejsca do parkowania.

Maciej Kobyliński Lato pożegnało nas w miniony weekend wspaniałą pogodą. Wszystko co żyje łapało promienie odchodzącego, letniego słońca: ostatnia lilia na stawie, wylegujące się koty i oczywiście ludzie.

Maciej Kobyliński Tegoroczne wakacje zakończyły się pięknie: ponad 30-stopniowe upały i żadnej chmurki na niebie. Tym ciężej rozstawać się z Polinowem i wracać do codziennego rytmu.

Na Bartłomieja apostoła...
24 sierpnia 2016 r.

Maciej Kobyliński "Na Bartłomieja apostoła, bocian do drogi dzieci woła" - tak brzmi ludowe przysłowie. Koniec sierpnia to czas bocianich sejmików i odlotów do Afryki. To niestety także jedna z oznak zbliżających się smętków jesieni.

Ostatnie afrykańskie kazania w Łosicach
21 sierpnia 2016 r.

Bartosz Kobyliński21 sierpnia br. serdecznie zapraszamy na msze św. w parafii Św. Zygmunta w Łosicach, podczas których kazania wygłosi o. Andrzej Kobyliński CMF, po raz ostatni w tym roku dzieląc się z nami najświeższymi wieściami z misji na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Po mszach św. w swej rodzinnej parafii zachęcamy do osobistego spotkania z o. Andrzejem i złożenia ofiary na wsparcie budowy czwartego już(sic!) kościoła jego autorstwa - tym razem w głębi lądu i z dala od oceanu, bo aż 700 kilometrów na północny wschód od dotychczasowego miejsca pobytu - w mieście Koudougou w Burkina Faso. Niestety klimat tam jest dalece bardziej paskudny niż w dotychczasowych lokalizacjach, ale w końcu w tej posłudze miejsca pracy się nie wybiera. Zaktualizowaną mapę dotychczasowych misji można obejrzeć w naszym serwisie na stronie tytułowej Misji Afrkańskich.
Warto przy tym wspomnieć, że w czerwcu br. minęło 26 lat od rozpoczęcia posługi naszego misjonarza na Czarnym Lądzie. Pozostaje życzyć mu co najmniej kolejnych 26 lat w takim zdrowiu i zapale do pracy!

T-55 na Polinowie
21 lipca 2016 r.

Maciej Kobyliński Największą sensacją podczas Światowych Dni Młodzieży na Polinowie był niewątpliwie czołg T-55 z Podlaskiego Muzeum Techniki Wojskowej w Bielanach-Wąsach.

Światowe Dni Młodzieży na Polinowie
21 lipca 2016 r.

Maciej Kobyliński 21 lipca obchodziliśmy na Polinowie Światowe Dni Młodzieży z udziałem młodzieży z Boliwii i Białorusi, a także licznych wolontariuszy. Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z tego wydarzenia: ŚDM Polinów 2016.

Jubileuszowa, dziesiąta wizyta afrykańskiego chóru Claret Gospel w Polsce
8 lipca - 15 września 2016 r.

Bartosz Kobyliński Z radością informujemy, że po raz dziesiąty już gościć będziemy w Polsce afrykański chór Claret Gospel! W tym roku wizyta potrwa ponad dwa miesiące - od 8 lipca do 15 września. Sam przylot chóru do Warszawy niefortunnie zbiega się w tym roku ze szczytem NATO - miejmy jednak nadzieję, że egzotycznym gościom z masą bagażu uda się jakoś przedrzeć przez szczelnie chronione lotnisko. Dla przypomnienia dodam, że założycielami Claret Gospel są o. Roman Woźnica CMF oraz nasz stryj - o. Andrzej Kobyliński CMF, który już od końca maja przebywa w Polsce i nie omieszka podzielić się z nami "dobrą nowiną", przynajmniej jeśli chodzi o dwie łosickie parafie oraz kościół Św. Ducha w Siedlcach. Z pewnością w czasie jego pobytu będzie także okazja do mniej oficjalnych spotkań.

Ale wróćmy do zapowiedzi chóru - za ogrom organizacyjnych trudów oraz opiekę tak materialną, jak i duchową, odpowiada jak zwykle niezłomny o. Roman Woźnica CMF. O tegorocznych planach grupy Claret Gospel z Wybrzeża Kości Słoniowej (nadal w opracowaniu) możecie przeczytać na stronie Referatu Misyjnego Misjonarzy Klaretynów, zaś na stronie galerii obejrzeć aktualne zdjęcia z budowy ukończonego już kościoła w Bouaflé projektu o. Andrzeja Kobylińskiego CMF.

Wszystkich chętnych z naszego regionu zapraszamy do spotkania z czarnoskórymi artystami już na sam koniec pobytu - w parafii pw. Narodzenia NMP (występy na wszystkich mszach, główny koncert o godz. 17.00) oraz 7 września w Warszawie w Sanktuarium Św. Andrzeja Boboli. Z pewnością punktem kulminacyjnym wizyty będzie spotkanie z Papieżem Franciszkiem 30 i 31 lipca, podczas Światowych Dni Młodzieży - tego w historii chóru jeszcze nie było! Jak widać, okazji do ich spotkania nie będzie brakowało, a grafik jak zwykle napięty jest do granic możliwości - w zasadzie każdy dzień pobytu zwieńczony będzie koncertem, a nawet kilkoma! Zapraszamy serdecznie!

Dla chętnych spotkania z chórem, poniżej publikujemy trasę wraz z miejscami ewangelizacji, ze względu ograniczeń technicznych podzieloną na 5 etapów:

Z kolei na stronie Kleryckiego Koła Misyjnego Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej możecie obejrzeć relację ze spotkania z naszym misjonarzem o. Romanem, który w ciekawy sposób przybliża tematykę misji na Czarnym Lądzie oraz zapowiada tegoroczną wizytę chóru Claret Gospel.

Afrykańskie kazania w Łosicach i Siedlcach
3 i 10 lipca 2016 r.

Bartosz Kobyliński3 lipca br. serdecznie zapraszamy na msze św. w parafii Św. Trójcy w Łosicach, zaś 10 lipca do kościoła pw. Ducha Świętego w Siedlcach, podczas których kazania wygłosi o. Andrzej Kobyliński CMF, dzieląc się z nami najświeższymi wieściami z misji na Wybrzeżu Kości Słoniowej. W późniejszym terminie planowane są również kazania w rodzinnej, łosickiej parafii Św. Zygmunta. Po mszach św. zachęcamy do osobistego spotkania z o. Andrzejem i złożenia ofiary na wsparcie budowy czwartego już(sic!) kościoła jego autorstwa - tym razem w głębi lądu i z dala od oceanu, bo aż 700 kilometrów na północny wschód od dotychczasowego miejsca pobytu - w mieście Koudougou w Burkina Faso. Niestety klimat tam jest dalece bardziej paskudny niż w dotychczasowych lokalizacjach, ale w końcu w tej posłudze miejsca pracy się nie wybiera. Zaktualizowaną mapę dotychczasowych misji można obejrzeć w naszym serwisie na stronie tytułowej Misji Afrkańskich.
Warto przy tym wspomnieć, że w czerwcu br. minęło 26 lat od rozpoczęcia posługi naszego misjonarza na Czarnym Lądzie. Pozostaje życzyć mu co najmniej kolejnych 26 lat w takim zdrowiu i zapale do pracy!

Film z piętnastolecia Stajni Polinów
11 czerwca 2016 r.

Maciej KobylińskiZapraszamy do obejrzenia filmu z ostatniej imprezy na Polinowie.

Wywiad z o. Andrzejem Kobylińskim CMF
17 czerwca 2016 r.

Bartosz KobylińskiMiło nam poinformować, że na stronie regionalnego portalu informacyjnego Podlasie24 w dziale "Nasi Misjonarze" można wysłuchać całości wywiadu udzielonego przez naszego stryja, pod nazwą: "Ks. Andrzej Kobyliński wyrusza na kolejną misję". Dzieli się w nim m.in. refleksjami na temat trudnych pożegnań z Wybrzeżem Kości Słoniowej, gdzie przebywał przez ostatnie 26 lat, a także snuje plany na dalszą drogę misyjnej posługi, tym razem w głębi gorącego kontynentu - Burkina Faso.

VII Polinowski Festyn w 110 rocznicę Kobylińskich na Polinowie
11 czerwca 2016 r.

Bartosz KobylińskiTak tak, to nie pomyłka, za nami siódma już oficjalna impreza z cyklu spotkań rodzinnych-konnych. Pogoda na całe szczęście nie dała powodów do narzekania, a dzięki lekkiemu ochłodzeniu nasi statyści nie rozpuścili się pod warstwami przebarwnych strojów z epoki. Goście w liczbie około 200 jak zwykle dopisali - wszak bez nich każda impreza byłaby kompletną klapą. Jako że matetriału do obróbki jest dosyć sporo, a i opisanie tego podniosłego wydarzenia zajmie pewnie parę dni (właśnie szukam weny), póki co publikujemy artykuł wraz z galerią oraz wywiadem na stronie zaprzyjaźnionego serwisu Podlasie24, dziękując przy tym za wizytę Pani redaktor Dorocie Kalinowskiej: "Święto na Polinowie". Miłej lektury zatem i czekajcie na następny sygnał z Matplanety!

Polinowska pamiątka chrztu Polski
14 kwietnia 2016 r.

Bartosz KobylińskiOd Mieszka I dzieli nas już ponad 40 pokoleń. Znaczenie przyjęcia chrześcijaństwa dla kształtującej się Polski jest niepodważalne, o czym wiedzieli już nasi dalsi i bliżsi przodkowie. Nie tylko w mediach "wielkiego świata" można natknąć się w ostatnich dniach na symbole rocznicy Chrztu Polski, a w zasadzie Mieszka I i całego jego dworu. Ów odbył się prawdopodobnie 14 kwietnia 966 r. - w Wielką Sobotę lub Niedzielę Wielkanocną. Jako hipotetyczne miejsce historycy podają: Ratyzbonę, Kolonię, Czechy, Ostrów Lednicki, Poznań i Gniezno. Co prawda nie był to Polinów, ale i ten posiadał i nadal posiada swój pomnik, postawiony w tysięczną rocznicę tego wielkiego wydarzenia. A jest nim półwieczna kapliczka z figurką Matki Boskiej i aniołkami oraz lastrykowa tablica wmurowana u jej stóp, której pełna inskrypcja przedstawia się następująco:

MARYJO!
KRÓLOWO POLSKI
JESTEM PRZY TOBIE
PAMIĘTAM - CZUWAM
966 R. - 1966 R.

Całość została 50 lat temu wkomponowana w ścianę nowowybudowanego domu dziadka Hieronima. Jak głosi legenda, na miejsce przewożono ją żelaźniakiem, skrzętnie ukrytą przed ówczesną władzą. W czerwcu 2009 r. figurki zostały odświeżone a tablica wymieniona na granitową, poprzednia zaś do dziś stanowi swoisty zabytek.

15 lat S.K. Polinów
31 marca 2016 r.

Bartosz KobylińskiNo tak, hucznie odtrąbiliśmy 15 lat istnienia wirtualnego Polinowa, a ani słowem nie wspomnieliśmy o Stajni Polinów, której przecież "stuka" te same 15 lat. Wszak to również na jej kanwie powstała ogromna część witryny Polinów, wypełniając po brzegi nie tylko działy z lokalnymi wydarzeniami, ale i wspaniale ubogacając polinowskie pejzaże. Z całą stanowczością można powiedzieć, że bez stajni cały Polinów nie byłby dziś tym, czym jest obecnie. To jej powstanie bowiem stało się przyczynkiem wielu zmian , remontów i spotkań na Polinowie. Poczynając od remontu starej, walącej obory, a w zasadzie jej rozebrania i postawienia na jej fundamentach nowego budynku, a kończąc na uporządkowaniu i utrzymaniu okolicznego terenu oraz pobliskich łąk. To w końcu właśnie otwarcie stajni legło u podstaw integracji wielu pokoleń mieszkańców Polinowa - tych uprzednich, jak i obecnych. W centrum spotkań oprócz stałej obecności rodziny często bywa też sam kwiat konnego światka, a nawet afrykański chór z Wybrzeża Kości Słoniowej, którego artystki po raz pierwszy w życiu właśnie na Polinowie na własne oczy widziały konia, nie mówiąc już o niezapomnianych przejażdżkach tymi egzotycznymi czworonogami. Spośród wielu konnych imprez i innych ważniejszych wydarzeń skupionych wokół "S.K. Polinów", wspomnę tylko takie perełki jak:

  1. Otwarcie stajni (2001 r.)
  2. I Zawody Konne WKKW Polinów i Hubertus (2003 r.)
  3. II Zawody Konne WKKW Polinów, otwarcie powozowni, odsłonięcie herbu i I Zjazd Rodu Kobylińskich (2004 r.)
  4. Ułani na Polinowie (2004 r.)
  5. III Rejonowe Zawody Konne o Puchar Polinowa, otwarcie "Krypty" (2005 r.)
  6. Parada konna z okazji 500-lecia nadania praw miejskich Łosicom (2005 r.)
  7. IV Zawody Konne o Puchar Polinowa i 600 lat Polinowa - inscenizacja Obrony Polinowa przed Tatarami, odsłonięcie pamiątkowej tablicy na Michałowym Kopcu (2006 r.)
  8. V Zawody Konne o Puchar Polinowa, Stare Mierzwice (2007 r.)

Całemu jubileuszowi dreszczyku emocji dodaje natomiast skrót "S.K. Polinów", widniejący na fasadzie stajni od samego początku jej istnienia, a który po dziś dzień nie został rozszyfrowany... Główne hipotezy odnośnie jego znaczenia to m.in. "Stajnia Koni Polinów, "Stadnina Koni Polinów", "Stajnia Królewska Polinów", "Stajnia Kobylińskiego Polinów", "Stajnia Kopytno-nieparzystych Polinów" etc. Ale ten temat pozostawiam już jako temat rozważań dla naszych Czytelników...

Pisaliśmy także ostatnio o przeniesieniu jednego z naszych podopiecznych do krainy wiecznie zielonej murawy, zaś dziś możemy już przedstawić jego godnego następcę. Dokładnie w 15 rocznicę stajni na Polinowie pojawił się bowiem Korab - ośmioletni, wychowany aż pod Wrocławiem gniady wałach, starannie wyselekcjonowany z oferty wielu polskich stadnin. Przede wszystkim jest inaczej umaszczony oraz niższy od Walka, co zdecydowanie ułatwia jego dosiadanie, ale również i ogranicza przykre skutki przypadkowej "utraty kontaktu z siodłem":) Jego rodzicami są zimnokrwisty ogier Gustin oraz wielkopolska klacz Kobza. Miejmy nadzieję, że nowy mieszkaniec polinowskiej stajni pozostanie z nami na dłużej, a Karina w końcu przywyknie do swego nowego towarzysza. Co prawda nie doczekał się jeszcze sesji w terenie z prawdziwego zdarzenia, ale pierwsze zdjęcia możemy już opublikować - na początek te z imponującą grzywą.


Z życia rodziny: Wielkanoc 2015
27-28 marca 2016 r.

Maciej KobylińskiŚwięta Wielkanocne były w tym roku wyjątkowo piękne. Mimo że to jeszcze marzec, słońca nie brakowało, a czas spędzony na powietrzu pozwolił trochę się rozruszać po świątecznych obżarstwach.

Nowa szata serwisu - krok ku mobilności,
mały dla człowieka - wielki dla ludzkości!
27 marca 2016 r.

Bartosz KobylińskiWiosnę powoli czuć już w zagrodzie i obejściu, na dodatek w tym roku udzieliła się nam także i w tym wirtualnym wymiarze. Ale może od początku: patrząc wstecz trzeba przyznać, że wiele pomniejszych, niekomercyjnych serwisów, mimo że powstawały znacznie później niż nasz, padało jak muchy na drodze do swej niedoszłej chwały, nie zostawiając po sobie żadnego cyfrowego śladu. My dla odmiany nieustannie pniemy się w górę, za nic mając przeciwności losu i brak czasu na filantropię. Dziś, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, przedstawiamy kolejny dowód na to, że nie zasypiamy (tak tak, to właśnie forma poprawna) gruch w popiele i po raz kolejny udowadniamy swój profesjonalizm oraz niewątpliwy kunszt artystyczno-techniczny (no dobra, teraz pojechałem po całości:). A najlepszym tego dowodem niech będzie poniższe skromne, gminne obwieszczenie:

Jak to kiedyś ująłem za dawną reklamą w TV, Idziemy z czasem, z postępem, z osiągnięciami". Nie inaczej było i w 2002 roku, kiedy to zaczynałem newsa głoszącego o hucznym przejściu strony na kaskadowe arkusze stylów (CSS), które wówczas były względną nowością, a przeglądarki interpretowały je jeszcze w sposób, powiedzmy, dość przypadkowy. Czas jednak nie stoi w miejscu, a o ile brzmi powiedzenie: "kto nie podąża do przodu, ten stoi w miejscu", to w świecie urządzeń elektronicznych wręcz się cofa... Nie inaczej jest i tym razem, kiedy, a w zasadzie nie wiedzieć kiedy, doświadczyliśmy wokół siebie mobilnej rewolucji. Niezależnie od tego, czy w początkowej fazie serwis powstawał jeszcze na dość rozbudowanej, aczkolwiek zgrabnej Amidze, czy migrował później na bardziej monotonny sprzęt, od zawsze jego nieodłącznym towarzyszem była wcale niemała skrzynka przy biurku oraz pękaty monitor, siejący po całym ciele ze swojego działka śmiercionośnymi elektronami. Jednak trzeba być ślepcem żeby nie dostrzec faktu, że już od przynajmniej dwóch lat większość z nas zarówno ekran, jak i całą skrzynię z zasilaczem oraz wszelakiej maści kartami rozszerzeń i stosami kabli nosi... we własnej w kieszeni, a po internecie śmiga nawet w toalecie najbardziej zdezolowanego składu PKP... Dwa lata to i dużo, i mało, ale dla internetu to cała wieczność i niewybaczalnym byłoby przegapienie tej mobilnej rewolucji... I choć trudno w to uwierzyć, o ile oczywiście wierzyć mediom (o mocno nadwątlonej ostatnio reputacji), już ponad 40% ruchu w internecie generują urządzenia mobilne!

Pewnym jest że Polinów, mimo kilku wieków historii na karku, żeby nie zostać pogrzebany przez kurz historii, w dalszym ciągu musi się rozwijać. To samo dotyczy również jego ewolucji w wymiarze wirtualnym. I tak oto mamy przyjemność po raz kolejny przedstawić nasz serwis w odmienionej szacie. W porównaniu z poprzednią, ta może wydawać mocno minimalistyczna. Zaniepokojonych z miejsca uspokajamy że tylko zewnętrzna powłoka uległa drastycznej zmianie i zapewniamy, że z treści nie ucierpiała nawet jedna literka. Mimo, że przez te kilka ładnych lat do poprzedniej odsłony witryny każdy zdążył już przywyknąć, a jej wystrój naszym skromnym zdaniem wcale nie należał do najgorszych, mobilna rewolucja i nas pchnęła ku trwałym zmianom. Układ kolumnowy był może i dobry w poprzednim dziesięcioleciu, ale od tego czasu w Polinówce upłynęło już wiele wody... Współczynnik wejść z urządzeń mobilnych nie wiedzieć kiedy przekroczył w ostatnim czasie 21,5% i nadal rośnie. W obliczu tych niezaprzeczalnych faktów nie możemy sobie pozwolić na dalszą ignorancję, a przynajmniej znaczny dyskomfort, o ile nie całkowite odcięcie, prawie ćwierci użytkowników. Zatem tym razem ostatnie nasze wysiłki skoncentrowały się na dostępie mobilnym, i chociaż do widoku w pełni responsywnego i pełnego skalowania jeszcze nie dorośliśmy, to poczyniliśmy wiele obiecujących zmian, idących oczywiście jak zwykle w jedynie słusznym kierunku.

Co się w takim razie zmieniło? W zasadzie to wszystko... Przede wszystkim prace należało zacząć od "zrelatywizowania" wszystkich elementów strony. Po wielu latach (a w zasadzie od początku istnienia serwisu) musieliśmy zatem oderwać się w końcu od stałej szerokości strony (ramki głównej oraz obu menu) i wielkości czcionek. Całkowicie przebudowaliśmy także menu, czyszcząc je przy okazji z ociężałego kodu Java Scriptu i opierając wyłącznie na kaskadowych arkuszach stylów, na dodatek w najnowszej, wciąż ewaluacyjnej, wersji (CSS 3). Na rzecz obu kolumn po bokach dodaliśmy jedynie skromną, górną belkę z przebudowanymi działami. Znacznie powiększona została czcionka, dzięki czemu czytelność na małych ekranach znacznie się poprawiła (poprzednio wielkość tekstu, zwłaszcza w menu, nierzadko wymuszała użycie binokli). Strona na małych ekranach nie wychodzi już poza ekran, zaś jej treść skaluje się płynnie wraz ze zmianą rozmiaru okna.

Jak to zwykle bywa, tak i tym razem o krok wyprzedzamy internetową rewolucję oraz utarte standardy, choć z drugiej strony dopiero teraz sieć oraz rozwój nowoczesnych przeglądarek pozwoliła na wykorzystanie wielu nowych rozwiązań (Micro$oft Internet Explorer niechaj gnije po wszeczasy! Tfu!). Serwis powinien także nieco przyspieszyć, gdyż pozbyliśmy się sporej ilości ociężałych elementów, a dzięki kilku szczwanym trikom udało się prawie na dobre pożegnać z ociężałą Javą. A że udało się to osiągnąć dzięki najnowszym specyfikacjom, nasza strona wyświetla się prawidłowo tylko w najnowszych przeglądarkach (jeśli nadal siedzisz na internetowej zakale - Internet Explorerze, nawet nie próbuj do nas zaglądać!).

Prace dorywcze nad zmianami trwały 3 miesiące, co jak na filantropię i tak jest chyba niezłym wynikiem - ręczne dłubanie ma się bowiem nijak do wszędobylskich, gotowych szablonów, w których wystarczy kliknąć by zmienić całą szatę... Na szczęście nie tylko prawdziwi koneserzy sztuki są w stanie docenić prawdziwe rękodzieło, w którym każdy artysta zostawia przecież część swej duszy, w odróżnieniu od maszynowych wydzielin bezdusznych robotów. Całość operacji wymagała wręcz chirurgicznej precyzji, każdy bowiem element trzeba było wręcz wyrwać z korzeniami i na nowo opisać oraz "zpozycjonować", uważając przy tym, by nie wyciąć jednego organu za dużo... Masa zależności jest jednak niezbędna przy tak skomplikowanym serwisie i właśnie to zajęło lwią część czasu. Odkąd skalpel poszedł w ruch wiele się zatem zmieniło, i to nie tylko "pod maską". W parze musiały iść również i wizualne aspekty strony, co zresztą widać już na pierwszy rzut oka.

I tak oto, odznaczeni przez starego, dobrego Wujka Google'a odznaką "Przyjaciół urządzeń mobilnych", upaprani po łokcie w żywym kodzie, tym razem uśmiechamy się także do właścicieli wszelakiej maści "mobilków" i zapraszamy do przetestowania naszego nowego dzieła. Oczywiście po tak dużych zmianach zapewne kilka rzeczy trzeba będzie jeszcze doszlifować, niemniej zarys zmian jest już w pełni widoczny. Mamy też nadzieję, że po oderwaniu się po 15 latach od skostniałego szablonu kolumnowego, wszelkie zmiany będą teraz szybsze i łatwiejsze do zaaplikowania, a my przez zaniedbania nie zostaniemy odstawieni na boczny tor przejeżdżającej obok rewolucji. I tak, o ile sto lat temu krzyczeliśmy: "Viva automobile!", tak teraz zakrzykniemy już tylko (a może aż): "Viva mobile!"... Wszak, jak to zwykł mawiać mój duchowy przewodnik - Wielki Mistrz Yoda: "rewolucji nadszedł dokonać czas...".

Jeśli świąteczne zakupy, to tylko z Polą!
21 marca 2016 r.

Bartosz KobylińskiNa przestrzeni tych kilkunastu lat istnienia naszego serwisu popełniłem już kilka tekstów na temat patriotyzmu gospodarczego, więc postaram się zbytnio nie powtarzać, choć pewne fakty należy na powrót przytoczyć. Katowanie nas coraz to większymi podatkami chyba każdego już drażni, a wielu wręcz doprowadza do furii. Dziwię się jednak, że Polacy - gotowi przecież ściśle zewrzeć szyki w przypadku zagrożenia zzewnątrz (jak chociażby w przypadku nielegalnych imigrantów zarobkowych, za co chwała wszystkim!), są za to kompletnie bezbronni w obliczu innego zagrożenia - ekonomicznego. Oczywiście można by ciosać kołki na głowach kolejnych włodarzy naszego kraju za sprzedaż takich symboli polskiej produkcji jak Wedel (obecnie w rękach Japończyków), Bobo Frut i Winiary (kupione przez francuską Nestlé), Hortex czy Zelmer (obecnie Niemcy), jednak pora zdać sobie sprawę, że jedyną władzą jesteśmy właśnie my, i to właśnie my decydujemy, jak wiedzie się naszym przedsiębiorcom, a co za tym idzie - nam wszystkim!

Powoli nadchodzi jednak odwilż, jeśli chodzi o zabetonowany rynek wszelakich zagranicznych wynalazków, często wręcz śmiertelnych dla naszego zdrowia - vide spływający tłuszczem i chemią McDonald's czy Coca-Cola, której jedna butelka zawiera w sobie szklankę cukru. Wiele dzieje się nie tylko w segmencie produktów spożywczych, ale również i tym odzieżowym czy nawet motoryzacyjnym (vide reaktywowany Ursus). Przez lata staliśmy się np. głównym producentem okien w Europie (Drutex, Oknoplast, Fakro itd.) czy pierwszym na świecie producentem jabłek, w czym wyprzedziliśmy nawet Chiny! To głównie dzięki polskim konsumentom te dumy polskiej gospodarki mogły stać się potęgą na wielu zagranicznych polach, pozyskując fundusze na dalszą ekspansję. Ów zryw patriotyczny nie pojawił się jednak po ostatniej zmianie władzy, a już znacznie wcześniej - w dodatku całkowicie oddolnie. Obecni u sterów zdają się jednak na szczęście coraz głośniej przyklaskiwać owej idei, a w internecie wręcz zaroiło się ostatnio od wszelakich profili patriotyczno-konsumenckich, że wspomnę tylko: Wybieram Polskie Marki, Przegląd Polskich Marek, 590 Powodów, Polski Ślad, Wspieram Rozwój, Gwarantowane polskie marki, Wszystko co polskie czy 100% Polski Kapitał i wiele innych, które znajdziecie bez trudu. Trzeba jednak zaznaczyć, że jeszcze niedawno, jakby ze wstydu przed polskością, było ich jak na lekarstwo - pamiętam, jak kiedyś miałem problem nawet ze znalezieniem kodu kreskowego, świadczącego o produkcie pochodzącym z Polski (dla przypomnienia: ...590). Obecnie każdy zainteresowany ma jednak wreszcie w czym wybierać, i niech tak już zostanie.

Przed rozpoczęciem świadomych zakupów trzeba sobie oczywiście zdać sprawę, że nasz rynek zdominowany jest przez firmy zagraniczne, które dostają miliardowe(!) wsparcie od europejskich podmiotów na realizację tzw. "celów marketingowych" w naszym kraju. I tak w 2011 roku okazało się, że sieci supermarketów Lidl (Niemcy) i Kaufland (Francja) całkowicie „nie radzą” sobie na polskim rynku, gdyż... nie zapłaciły ani złotówki podatku CIT za ten okres! Przebił je jednak francuski Carrefour, który otrzymał nawet 14 mln złotych zwrotu! A to wszystko zawdzięczamy tzw. "optymalizacji podatkowej" i twórczej księgowości. Kilka lat temu można było z kolei przeczytać, że zagraniczne sieci Lidl i Kaufland dostały preferencyjne kredyty na kwotę prawie miliarda(sic!) dolarów na rozwój ich sieci sklepów - w Polsce oraz innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Pieniądze pożyczyły Bank Światowy i EBOiR, których głównym celem jest wyrównywanie nierówności w bogactwie różnych państw. Moim zdaniem został osiągnięty całkowicie odwrotny cel - a mianowicie zubożenie naszego kraju i zapalenie zielonego światła dla jego gospodarczej kolonizacji przez zagraniczne, drapieżne sieci. W obliczu takich molochów, w dodatku potajemnie wspieranych przez unijnych oficjeli, nasza rodząca się gospodarność nie ma żadnych szans. I właśnie na to musimy się wreszcie uwrażliwić - los i dobro naszych rodzimych przedsiębiorców, którzy nie poszli na łatwiznę i jak inni nie wyjechali z kraju, a na ziemi ojców walczą z codzienną biurokracją i uczciwie płacą podatki, nie mogą być nam obojętne!

Wielu malkontentów i brukselskich lewaków oczywiście zakrzyknie swoje nieśmiertelne: "Ale kapitalizm nie ma narodowości!". A ja na to odkrzyknę jeszcze bardziej gromkie: "Ładu ładu, kij do zadu!" i zacytuję fragment z witryny "Wspieram Rozwój": "Obcy kapitał jest u nas wciąż bardzo silny. Oczywiście są doraźne korzyści tego stanu rzeczy, generalnie jednak oczywiście nie może się nam to podobać. Jeśli chcemy, aby inni nas szanowali, szanujmy się sami - nie możemy dalej wyprzedawać naszego kraju i myśleć, że inni za nas zrobią wszystko lepiej. Otóż to tylko pozory, a tak naprawdę chcą nas po prostu wyeksploatować jako tanią siłę roboczą i nabywców produktów trzeciego sortu". Oczywiście trzeba mieć własny rozum. W dzisiejszych czasach media publiczne są w stanie nam wmówić dosłownie wszystko, np. to, że przez nadmiar wody w organizmie kobiety są tak grube (vide ostatnie reklamy w TV)... Już widzę jak zapasione amerykanki z hamburgerem w dłoni chudną w oczach, odstawiając wodę i odwadniając organizm... Nie inaczej jest i z kapitałem. Nie dajmy sie otumanić zagranicznym siłom nieczystym (obecnie już ponad 80% "wolnych mediów" w Polsce jest w niemieckich rękach!).

W 2015 roku po raz pierwszy od blisko 25 lat mieliśmy dodatni bilans handlowy. To cieszy. Wciąż zostało jednak wiele do zrobienia, a w zasadzie do nadrobienia. Rodzimy biznes tak naprawdę jeszcze raczkuje i nie ma szans z pasionymi od dziesięcioleci, wielkimi molochami, z central których płyną grube miliony na wsparcie budowy kolejnych hangarów z falistej blachy, jakże upiększających nasz krajobraz. Wpompowane miliony dają z kolei możliwość wysysania z nas miliardów i transferowanie ich spowrotem za granice naszego kraju. A co dostajemy? Kilka głodowych etatów na kasie... Mimo niewątpliwie pozytywnych oznak umacniania się polskiego kapitału, także i w samych Łosicach (ostatnimi miłymi akcentami są m.in. nowe sklepy polskich sieci Topaz i Mila) w dalszym ciągu nasz rynek drenują całkowicie zagraniczne sieci, że nie wspomnę o jednej z najbardziej drapieżnych - niemieckim Rossmannie. Przy nim rodzime drogerie typu Alabaster niestety świecą pustkami...

To tyle tytułem jak zwykle przydługiego wstępu, choć w tym temacie mozna by pisać grube książki. Dziś wspomnę o ciekawym narzędziu wspierającym naszych rodzimych przedsiębiorców, toczących nierówne boje z przerośniętą, zagraniczną konkurencją. A mowa o mobilnej aplikacji o wdzięcznej nazwie "Pola". Jeśli jeszcze o niej jeszcze nie słyszałeś, a trzeba było się w takim wypadku naprawdę mocno starać, to najwyższy czas to nadrobić. Na początek przytoczę w tym miejscu znany tekst doskonale odzwierciedlający całą sytuację, nieco przeze mnie rozbudowany - choć akurat to można by robić bez końca, mnożąc kolejne przykłady:

Polak wstaje rano, włącza japońskie radyjko, zakłada amerykańskie spodnie, wietnamski podkoszulek i chińskie tenisówki, po czym z holenderskiej lodówki wyciąga niemieckie piwo. Siada przed koreańskim komputerem i w amerykańskim banku zleca internetowe zakupy w Anglii, przegląda amerykańskiego facebooka, po czym wsiada do czeskiego samochodu i jedzie do francuskiego hipermarketu na zakupy. Po uzupełnieniu żarcia w hiszpańskie owoce, belgijski ser i greckie wino wraca do domu, po drodze tankując na brytyjskiej stacji paliw ropę przywiezioną z Arabii Saudyjskiej. Zakupione produkty przygotowuje na rosyjskim gazie. Na koniec siada na włoskiej kanapie i... w polskojęzycznej, lecz niemieckiej (a jakże!) gazecie, szuka pracy - a to pech! Znowu nie ma!

A na początek końca pójdę już na łatwiznę i zacytuję opis aplikacji z witryny naszej Poli, co by nie rozpisywać się za nadto:

Masz dość masówki globalnych koncernów? Szukasz lokalnych firm tworzących unikalne produkty? Pola pomoże Ci odnaleźć polskie wyroby. Zabierając Polę na zakupy odnajdujesz produkty “z duszą” i wspierasz polską gospodarkę.
Zeskanuj kod kreskowy z dowolnego produktu i dowiedz się więcej o firmie, która go wyprodukowała. Pola powie Ci, czy dany producent opiera się na polskim kapitale, ma u nas swoją produkcję, tworzy wykwalifikowane miejsca pracy, jest częścią zagranicznego koncernu.

Na dodatek, jeśli znajdziesz firmę, której nie ma w bazie, możesz śmiało zgłosić ją do autorów. Pomożesz w ten sposób uzupełniać unikatową bazę polskich producentów.

Żeby się zbytnio nie powtarzać, więcej możecie przeczytać np. tutaj, choć informacji nt. naszej bohaterki jest już dziesiątki, i to w największych polskich mediach, że wspomnę tylko Nasz Dziennik, Gazetę Wyborczą czy Polskie Radio, a 25 marca - zaledwie 4 dni po publikacji tego newsa - nawet w głównym wydaniu Wiadomości TVP1!

Aplikację polecam zwłaszcza młodym rodzicom - zaproponowanie wspaniałej, a przede wszystkim pożytecznej dla nas wszystkich, zabawy, z pewnością przyniesie pozytywne skutki. Zakupy przestaną być nudne, a ich oblicze może zmienić się nie do poznania. Niewątpliwym plusem jest także fakt, że aplikacja działa również w obcych sklepach, choć oczywiście te polecam omijać szerokim łukiem. Z Polą zakupy robi już ponad 100 tys. rodaków, na samym facebooku ma już prawie 11 tys. fanów, a liczba ta rośnie lawinowo - appka pojawiła bowiem na rynku dopiero w listopadzie 2015 r. Użytkownicy zeskanowali już ponad 1,5 miliona kodów kreskowych, a w baza zawiera już ponad 1,5 tys. zweryfikowanych producentów!

Autorzy, jak to zwykle bywa w przypadku inicjatyw oddolnych, potrzebują jednak naszego wsparcia. Chcą zrobić dużo więcej, m.in.:

  • rozwijać bazę producentów,
  • rozszerzyć Polę o informacje o usługach i punktach sprzedaży,
  • dotrzeć do nowych użytkowników,
  • stworzyć wersję dla przeglądarek internetowych z wyszukiwarką firm.

Zatem jeśli jeszcze nie wiesz, gdzie przekierować swój 1% podatku - tak, by nie został bezpowrotnie zmielony w przerośniętej, biurokratycznej machinie, tudzież przepity przez patologicznych, oczywiście bezrobotnych rodziców kilkunaściorga latorośli, na których nieodpowiedzialność będziemy się niebawem wszyscy zrzucać, i to w dalece większym stopniu niż dziś - pomóż biednej Poli i polskim przedsiębiorcom! Właśnie im - nieprzypadkowym i ciężko PRACUJĄCYM rodakom, z których podatków utrzymywane są szpitale, leczone nasze dzieci, dzięki którym funkcjonuje policja, wojsko czy muzea. Wesprzyj tę słuszną i szlachetną inicjatywę! Zapewniam, że ta inwestycja zwróci się nam po stokroć, procentując na przyszłe pokolenia i dodatkowo poszerzając świadomość naszych pociech, uwrażliwiając je na prawdziwy patriotyzm. Z pewnością pomoże to także w obraniu przez naszą nadwątloną gospodarkę właściwego kierunku. Wierzę, że Polacy wybiorą mądrze, na przekór niemieckim mediom, które znów zaczęły z nas powoli szydzić - ale to tylko oznacza, że aplikacja działa prawidłowo i dobrze spełnia swoją rolę:)

Pomóż zatem rozwijać Polę i promować patriotyzm gospodarczy, przekazując 1% PIT Klubowi Jagiellońskiemu: nr KRS to 0000128315. Spraw, by zakupowy patriotyzm stał się wreszcie modny! Pora wziąć gospodarkę we własne ręce! Zostań zakupowym patriotą!

Już wiosna przyszła...
6 marca 2016 r.

Maciej KobylińskiTemperatura 12 stopni, bazie, kwitnące przebiśniegi i koty wylegujące się na słońcu. Nie ma co do tego wątpliwości - na Polinów powoli zmierza długo wyczekiwana wiosna.

15 wiosen XX-wiecznego serwisu Polinów!
9 lutego 2016 r., godz. 20:49

Bartosz KobylińskiPrzy tak szczególnej okazji, jaką bez wątpienia jest jubileusz 15 lat trwania naszego serwisu w globalnej sieci, jego autorom wypadałoby zapewne skrobnąć, a w zasadzie stuknąć, przynajmniej kilka skromnych zdań. Niestety ostatnimi czasy, w dodatku w tajemniczych okolicznościach, z mojego podręcznego słownika nieszczęśliwie wyparowała strona z frazą "wypada coś zrobić" - i to we wszystkich jej możliwych odmianach. Uznałem zatem, że ta wątpliwa przyjemność kompletnie mnie nie dotyczy. Jeśli dodamy do tego fakt, że po wielu latach czynnej służby człowiek poczyna się stopniowo wypalać, w zasadzie mógłbym w tym miejscu zakończyć...

Ten sam los mógłby spotkać również i nasz serwis, jednak na przekór przeciwnościom (czyt.: lenistwu) ten w dalszym ciągu "się" rozwija. Podobnie jest i z tym tekstem - jak już się "przysiądzie", nagle sam zaczyna się pisać... No, może prawie sam:) Niefortunnie czuję jednak w kościach, że własnego wywodu z okazji wcześniejszej "dekacznicy" i tak nie przebiję, więc nawet nie będę próbował się silić na popełnienie czegoś bardziej oryginalnego (no dobra, jestem zbyt leniwy, a że tekst jest monumentalny, to dodałem jedynie kilka zdań i garść statystyk;). A więc (to tak na przekór polonistce, która zawsze mawiała, że nie zaczynamy zdania od "A więc..."), w skrócie było to tak:

Dawno, dawno temu, dokładnie 9 lutego Anno Domini 2001 o godz. 21:49 czasu środkowoeuropejskiego, na liczącą sobie dokładnie trzy miesiące Listę Dyskusyjną Polinów, przychodzi kolejna, z pozoru niczym niewyróżniająca się, wiadomość. Zapewne wmieszała by się w tłum dziesiątek innych, podobnych e-maili, gdyby nie jeden mały szczegół. Otóż ta okazała się istną "bombą dekompresyjną", której z pozoru lakoniczna treść targnęła całą ówczesną cyberprzestrzenią, a po odbiciu szerokim echem w zatrzęsłej w swych posadach globalnej sieci, jej pomruki słychać po dziś dzień... Owy lapidarny tekst niespodziewanie zwiastował bowiem wzbogacenie się raczkujących jeszcze w Polsce "środków społecznego komunikowania o szerokim zasięgu" o nową, nieznaną witrynę, na imię której było... www.polinow.pl!

Hmmm, w zasadzie to nie wiem, od czego zacząć... Jeśli jednak przyjąć, że tak naprawdę to już zacząłem (choć przecież wcale nie musiałem), lecz taka okazja wymaga wszakże co najmniej dwóch "wstępniaków" - jestem zmuszony zacząć od początku...

Tym razem rozpocznę odpowiedzią na często zadawane nam ostatnio pytanie: czy to już naprawdę 15 lat? Tak, naprawdę - definitywnie, nieodwołalnie i... szczęśliwie! Szczerze mówiąc, gdy tylko fakt ów dotarł do naszej świadomości, sami byliśmy mocno zdziwieni... 15 lat - kawał czasu, można by rzec. Ano...

Biorąc pod uwagę szmat czasu, jaki upłynął od pierwszej publikacji serwisu, jest co podsumowywać. Nie bez kozery przy takich okazjach, na początku nasuwa się pytanie o... początki... A więc (znów na przekór, a co tam), jak to wszystko się zaczęło? Pomijając datę premiery, tak naprawdę pomysł stworzenia serwisu o Polinowie zaświtał w głowie Macieja - jeszcze w ubiegłym, XX wieku, a dokładnie pod koniec 2000 roku, zaraz po powstaniu (9 grudnia) Listy Dyskusyjnej Polinów. Początkowo cały serwis tworzyliśmy na komputerze Amiga 1200 w obudowie "tower", podpiętym do modemu telefonicznego (Zoltrix), co urzeczywistnia oryginalny zrzut ekranu widoczny obok (tak tak, Amiga nigdy nie była tylko wspaniałą maszynką do gier!). Kolejne przedpremierowe wersje strony przeprowadziły nas przez przełom wieków, przywodząc w końcu do magicznej daty 9 lutego 2001 r., kiedy to po raz pierwszy zaczyn internetowego serwisu Polinów mógł już bez wyjątku obejrzeć każdy mieszkaniec kuli ziemskiej. Pomijam fakt, że wtedy nawet Google jeszcze raczkował i początkowo mało kto o nas wiedział:)

Jako że zacna historia zasługuje na równie zacne miejsce, opis wszelakich poważniejszych zmian w serwisie systematycznie publikujemy na stronie Nowości w serwisie w dziale Inne. Jak na tacy przedstawiamy tam ewolucję naszego serwisu, której to kolejne kroki skrzętnie notujemy, okraszając przy tym co jakiś czas zrzutami ekranu z aktualną wersją strony. Pierwsze wpisy o początkach serwisu, czy nieśmiałe próbki szaty graficznej, śmiało mogą przyprawić o łezkę w oku...

Nie żegnając się z refleksyjnym nastrojem, w tym miejscu pragniemy serdecznie podziękować wszystkim naszym Szanownym Czytelnikom, bez których tworzenie tego serwisu straciłoby jakikolwiek sens! Dziękujemy również za zadawane pytania, liczne słowa wsparcia, ale także i konstruktywnej krytyki, choć te na szczęście zdarzają się sporadycznie (no dobra, wcale).

Ze swojej strony możemy dodać, że pomimo wielu trudności i nauki fachu od zera, przez cały ten czas tworzenie serwisu www.polinow.pl było dla nas ogromną przyjemnością i nie żałujemy ani jednej chwili nad nim spędzonej, a wierzcie nam, że było ich naprawdę wiele! Za każdym razem jednak, bez względu na to, czy była to nowa strona, aktualizacja wieści, gorące dyskusje nad wyglądem czy też mozolne dłubanie w kodzie i optymalizowanie skryptów, była to dla nas nie tylko solidna nauka, ale także wspaniała (i mamy nadzieję pożyteczna) zabawa, której Wam również życzymy przy każdych wirtualnych odwiedzinach serwisu Polinów! Mamy także nadzieję, że docenią ją kiedyś także przyszłe pokolenia.

Jeśli chodzi o popularność, to chyba nie jest źle, oczywiście jak na regionalno-rodzinny serwis o mocno ograniczonym zasięgu. Wspomnę tylko, że w lutym przekroczyliśmy próg 182 tysięcy unikalnych odwiedzin, zaś w roku bieżącym postaramy się przebić magiczną barierę 200 tysięcy, a to już brzmi dumnie. Liczba dziennych odwiedzin ostatnimi laty zdaje się wreszcie stabilizować, i to w górnych granicach normy. Całość serwisu rozrosła się już do ponad 12 tysięcy wszelakiej maści plików, zajmujących z kolei okrągły 1 GigaBajt (co wykracza już poza pojemność naszego pierwszego twardego dysku w Amidze, zaś archiwum dawno przestało mieścić się na standardowej płytce CD).

Skoro zawadziliśmy już o przeszłość i teraźniejszość, nadeszła pora na przyszłość - wszak człowieka, zwłaszcza rodzaju męskiego, ocenia się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy! A my póki co kończyć nie planujemy - i niech to pozostanie najlepszym wskaźnikiem naszej jakości;) Przy okazji wspomnę tylko, że w najbliższym czasie zamierzamy ponownie wyprzedzić panujące w sieci trendy i wprowadzić w życie spore zmiany, ale o tym na razie sza... Do najbliższych świąt mamy jednak zamiar się ze wszystkim uporać i wyjść z niekończącej się fazy testów. No cóż, a więc póki co... szampana czas wystrzelić!

P.S. Hmmm, całkiem przypadkiem rocznica powstania naszego serwisu zbiega się z międzynarodowym dniem pizzy, a w roku bieżącym połączonym na dodatek z mięsopustem, więc nie pozostaje zatem nic innego jak na zapas się najeść, wyspać, zaś pomysł na tort nasuwa się sam... Cowabunga! Hrum, hrum, hrum...

Ferie 2016
5 lutego 2016 r.

Maciej KobylińskiFerie w pełni, a śniegu nie widać. Górale płaczą, bo warunki narciarskie kiepskie, sanki kurzą się gdzieś w piwnicy, a białego puchu jak nie było, tak nie ma. Dla spragnionych śniegu - kilka zdjęć zaśnieżonego Polinowa sprzed kilku dni.

Żałoba po Walusiu
3 stycznia 2016 r.

Maciej Kobyliński3 stycznia do "krainy wiecznie zielonej trawy" odszedł koń Waluś. Tym samym pogłowie Stajni Polinów zmniejszyło się połowę. Waluś mieszkał na Polinowie 15 lat, od otwarcia stajni w 2001 r. Mieszkał to trochę za mało powiedziane, bo stał się przez ten czas w zasadzie symbolem Polinowa. Był ozdobą konnych imprez organizowanych przez Wujka Jasia na Polinowie, jak też uczestniczył z nim w wielu imprezach organizowanych w bliższej i dalszej okolicy. Może nie był mistrzem gracji, ale (przynajmniej moim zdaniem) był zawsze koniem, który najbardziej rzucał się w oczy ze względu na piękny i oryginalny wygląd. Można go podziwiać w relacjach z niektórych zawodów w dziale Stajnia Polinów. Cóż, bez Walka Polinów już nie będzie taki sam...

Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy