nagłówek "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) – dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława link nagłówka

Dawny folwark łosicki na południu Podlasia, od 1906 r. siedziba rodu Kobylińskich.

Południowe Podlasie KobylińscyPołudniowe Podlasie WęglińscyPołudniowe Podlasie Korycińscy

Drzewiej majątku owego gościnę wielu wojów docenić miało już sposobność wszelaką, jako że i dóbr tutejszych przyjezdnym nie szczędzono. Samże gród tako i dwie stajnie posiadał, co i w każdej po sto koni stanie, prze co i sam król ochoczo w te strony przybywał.
Tako i Ty wędrowcze strudzony racz spocząć przed tym ognia kominem, i pomnij tę krainę pradawną, co mężów zacnych wielu już na świat wydała, a jej strumień, któren od stuleci z Tatarskiego Wzgórza niestrudzenie wody swe toczy, niejedną co noc opowiada historię...

www.polinow.pl to serwis regionalno-historyczno-rodzinny, prezentujący dawny folwark - Polinów, znany dawniej jako Dobra ziemskie Konarzewszczyzna i Skolimowszczyzna (Konarzewszczyzna-Skolimów) lub po prostu Folwark miasta Łosice. Pod koniec XVIII w. opiekę nad majątkiem przejęła dawna i zasłużona rodzina wołyńska - hrabiowie Ledóchowscy h. Szaława, późniejszymi właścicielami byli zaś Perkowscy h. Peretyatkowicz. Wreszcie w 1906 r. folwark we władanie objęła rodzina Kobylińskich, czyniąc go swym rodzinnym gniazdem.
Tutejsze życie przez wieki koncentrowało się wokół centralnego podwórca, którego układ, mimo powojennej parcelacji folwarku, nie zmienił się do dnia dzisiejszego. W tym magicznym miejscu co krok bogata tradycja splata się ze współczesnością, a każdy budynek, kamień czy drzewo posiada niepowtarzalną, nierzadko kilkusetletnią, historię.
Oprócz dawnych dziejów tego niecodziennego miejsca przytaczamy także burzliwe dzieje jego kolejnych posesorów, dla których jako tło doskonale służą wspomnienia z samych Łosic i codziennego życia ich mieszkańców.

Warto także wspomnieć, jak ważną rolę w pielęgnacji wielowiekowej tradycji oraz sąsiedzkich więzi na Polinowie nadal odgrywają konie, z którymi Kobylińscy, jak i całe Łosice, związani są od stuleci. To one pozostają wspólnym punktem zainteresowań wielu okolicznych hodowców i hobbystów, wzbogacając historię naszego regionu m.in. o zawody konne, organizowane na Polinowie oraz wielu innych malowniczych miejscach całej okolicy. Kolejny dział naszej strony: Stajnia Polinów, dedykujemy zatem końskim pasjom.

W kolejnym rozdziale: Łosice i okolice opisujemy leżące nad rzeką Toczna (dawniej Tuczna lub Łosiczanka) miasto Łosice wraz z jego ciekawą historią oraz całe Południowe Podlasie, przedstawiając ich bogatą historię oraz unikatowe zabytki: pałace, dwory, stare folwarki i majątki, kościoły, czy wreszcie przydrożne krzyże i kapliczki. Jako że nasz pradziadek - hrabia Alfred Wiktor Witalis Węgliński h. Godziemba - oprócz majątków na lubelszczyźnie posiadał także dwa założenia dworskie nieopodal miasta Łosice: Toporów i Chotycze, grzechem byłby nie poświęcić także im nieco więcej miejsca. W późniejszym okresie dział powiększyliśmy także o Podlaski Przełom Bugu, o którym po prostu nie sposób nie wspomnieć, a całość zamykają zdjęcia lotnicze, na których podziwiać można całą okolicę z lotu ptaka.

Oczywiście stale pielęgnujemy nasze rodowe drzewo genealogiczne, w którym przewijają się takie nazwiska jak: Kobylińscy, Węglińscy, Młoccy, Wężyk, Ossolińscy, Mazur, Ganabasińscy, Korycińscy, Łęczyccy, Trębiccy, Sułkowscy.

Z kolei z racji duchowego powołania naszych dwóch misjonarzy - brata oraz stryja, na kolejny rozdział naszej witryny obraliśmy Misje w Afryce, przedstawiający katolickie misje afrykańskie ojców klaretynów CMF na Wybrzeżu Kości Słoniowej (Abidjan, Bouaflé, Soubré) i w Burkina Faso (Koudougou). O. Andrzej Kobyliński CMF oraz o. Wojciech Kobyliński CMF stara się w nim przybliżyć urokliwy kawałek Czarnego Lądu - Wybrzeże Kości Słoniowej oraz jego wspaniałą perełkę - założony przez naszych misjonarzy afrykański chór Claret Gospel, co kilka lat odwiedzający nasz kraj. Ostatnie wpisy poszerzają powyższy dział również o misje katolickie na Ukrainie (Truskawiec), gdzie obecnie przebywa nasz brat.

Życzymy niezapomnianych wrażeń i zapraszamy do lektury! Jednocześnie pragniemy nadmienić, że nie prowadzimy żadnego rodzaju działalności komercyjno-usługowej, a nasz portal nie posiada żadnego zewnętrznego źródła finansowania, co nie oznacza, że go nie potrzebuje!

"Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości".
"Naród, który traci pamięć, przestaje być Narodem - staje się jedynie zbiorem ludzi czasowo zajmujących dane terytorium".

Marszałek Józef Piłsudski, honorowy obywatel miasta Łosice od 1934 roku

Czy wiesz, że...

Ważną dla Polinowa datą był rok 1569, kiedy to nastąpiła unia Polski z Litwą, a na mocy uchwały sejmu województwo podlaskie zostało wcielone na zawsze do Korony. Majątek znalazł się na ziemiach Rzeczpospolitej.

Wieści ze starego folwarku

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
1 (10). Spełnione marzenie
4 listopada 2021 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFMinął prawie rok od napisania przeze mnie ostatniej depeszy, co stanowi fakt wiele mówiący o otaczającej mnie rzeczywistości: nie nudzę się, a otaczający mnie świat jest fascynujący – wystarczy tylko uważniej się przyjrzeć. Ale przejdźmy do rzeczy:

Marzenia są po to, by je spełniać. Tak uważam. Jednocześnie twierdzę, że jednym z najbardziej perfidnych przekleństw jest życzyć komuś spełnienia wszystkich marzeń. Dlaczego? Bo jeśli człowiek nie ma już o czym marzyć i nie ma do czego dążyć, popada w beznadzieję i rozpacz. Dlatego kiedy uda się jakieś marzenie zrealizować, należy na wszelki wypadek dopisać dwa kolejne do ich listy, a to dlatego, że w międzyczasie jakieś może się zdezaktualizować.

Zdarzyło mi się już pić w życiu wino starsze ode mnie (i owszem – byłem już wówczas pełnoletni). Odkąd tu przyjechałem marzyłem natomiast, by móc poprowadzić samochód, który miałby więcej lat niż ja. I stało się. A wszystko to dzięki panu Myronowi (zwanego przez sąsiadów Romeem), któremu udało się w mrocznych czasach Związku Radzieckiego kupić samochód w roku swojego ślubu z Katią (zwanej Julią), więc można powiedzieć, że był to jego prezent ślubny dla ukochanej. Dość wspomnieć, że Katia i Myron w maju bieżącego roku obchodzili złote gody, a ich Moskwicz 412 ciągle jeszcze jest na chodzie! Po drodze zmienił co prawda silnik (od starego BMW), ale poza tym wszystkie części ma oryginalne lub własnoręcznie dorabiane przez właściciela, który zna każdą jego śrubkę i przewód.

W końcu nadszedł ten wiekopomny dzień, kiedy po krótkim instruktarzu uroczyście odebrałem kluczyki od wehikułu. Trudno opowiedzieć o wrażeniach, jakie mi towarzyszyły. Wyposażenie: więcej niż ascetyczne, co widać na zdjęciach. Początkowo lekkie problemy z opanowaniem sprzęgła. Efekty dźwiękowe: nie do opisania! (w dzieciństwie używaliśmy pojęcia „skrzypi-rypi-rampamponi”). Radość: rozpierająca serce. Rozwinąłem zawrotną prędkość 80 km/h, co biorąc pod uwagę siłę, jaką trzeba było włożyć w każdy skręt kierownicy, stanowiło granicę ryzyka, na jaką się zdobyłem.

Na koniec pozostał jeden problem: jakie pozycje dopisać do listy marzeń?

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
XII dzień
27 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMFPierwszy dzień na nowym miejscu.
Porządek dnia dość stały: wstanie 6:00, laudesy (z ludźmi) 6:20, Msza 6:30, następnie śniadanie, obiad o 12:30, kolacja o 21:30.
Pierwsze prace papierkowo-administracyjne.
Korespondencja.
Instalacja w pokojach.

Dziś zobaczyliśmy piękne przykłady głębokiej religijności niektórych katolików: indywidualne modlitwy w kościele, długie adoracje, skupienie. Wieczorem kilkugodzinne spotkanie grupy charyzmatycznej; słychać modlitwy, śpiewy, mowy…

W parafii np. dziś – dzień powszedni – prócz laudesów, Mszy i nieszporów było: spotkanie chóru, spotkanie Parafialnej Komisji ds. Powołań, spotkanie robotników, spotkanie animatorów prowadzących grupy katechumenalne, nabożeństwo modlitewne grupy charyzmatycznej; przy czym chór około 50 osób, komisja powołaniowa – 10, robotnicy ~ 30, animatorzy – 10, charyzmatycy ~ 150 osób.

Boże Narodzenie 2021
24 grudnia 2021 r.

"...Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło...".(Iz 9,1)

COVIDowa jesień
grudzień 2021 r.

Jacek KobylińskiJesień już za kilka dni zamieni się w zimę. Po raz kolejny była to jesień pod presją COVIDu. Co rusz ktoś ze znajomych i przyjaciół choruje. W mediach też dominują dwa tematy: szczepienia i burdy na granicy...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
9. Kuchnia pełna niespodzianek
25 października 2020 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFKiedyś pisałem już depeszę o tym tytule z Wybrzeża Kości Słoniowej. Okazuje się jednak, że nie trzeba jechać na inny kontynent, by dać się zaskoczyć. Nie będę jednak dzisiaj mówił o jakiś egzotycznych daniach, ale o słoikach...

Zaczęło się od tego, że kupiłem słoik dżemu jabłkowego. Wróciłem do domu, siadłem przy stole, chcę go otworzyć, a tu… zamiast nakrętki jakaś dziwna blaszka, której nijak nie da się odkręcić. Chwyciłem nóż, żeby ją podważyć. Napociłem się mocno, ale nie dało to pożądanych rezultatów. W końcu chwyciłem otwieracz do konserw i ten argument okazał się nie do odparcia...

Dopiero po jakimś czasie ktoś wyjaśnił mi, że to kapsel i najłatwiej poradzić sobie z nim otwieraczem do butelek (no proszę, kto by pomyślał!). W jednej z szuflad znalazłem nawet maszynkę do kapslowania i plastikowe pokrywki, których używa się do napoczętych już słoików.

Życie nie przestaje człowieka zaskakiwać...

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
XI dzień: Przenosiny
26 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMF Po mszy odprawionej w intencji Sióstr – jako podziękowanie za wspaniały pobyt – pakowanie i przewózka. …początek pobytu, a rzeczy jest tyle, że wypakowany pod dach Fiat Uno z siostrą szoferką i jednym z misjonarzy z trudem porusza się po wyboistej drodze… i dojeżdża do parafii, gdzie już czeka – wczoraj przywieziona – porcja bagażu.

Jeden z misjonarzy, zaraz po śniadaniu, wyjechał na zjazd odpowiedzialnych za katechezę, a drugi reprezentował polską misję na uroczystości w domu regionalnym Instytutu Misji Afrykańskich. Obiad uroczysty, poprzedzony ponad godzinnym aperitifem, podczas którego można było poznać nieco tutejszych misjonarzy, nawiązać pierwsze znajomości, a rzut oka do magazynu pomocy misyjnych uświadomił ich gigantyczną organizację.

Wrażenia drugiego misjonarza, choć niewypchane świątecznym obiadem, również są obfite: zjazd był w Diecezjalnym Centrum Duchowości „Betlejem”. Obecnych było około 25 osób. Było to sprawozdanie z ubiegłego roku. Spotkanie, z którego wrócił misjonarz bardzo zadowolony, ukazało mu obraz ogromu potrzeb i prac, zwłaszcza w formowaniu katechetów. Był to, jak do tej pory, najbardziej bogaty w doświadczenia duszpasterskie dzień.

Po powrocie instalacja w pokojach… Wychodząc do sióstr na kolację, by zobaczyć Mundial (jako że tutejszy telewizor nie działał) spotkaliśmy grupę sióstr karmelitanek (kolumbijskich), które będą miały swój kartel w okolicach Grand Bassam; prócz kilku zamienionych słów powiedziały, że Nuncjusz Apostolski na nas czeka… (to dobrze…).

U sióstr kolacja i telewizja (Anglia wygrała z Belgią 1:0), wesoło… choć jeden z misjonarzy, cierpiąc na chwilowy brak humoru (depresja poobiednio-świąteczna), określił żywe dialogi mianem młócenia słomy, dając często do nich polskie, nieprzetłumaczalne komentarze; drugi zaś bawił się znakomicie.

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
8. Tajemnica betonowej zapory
11 października 2020 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFNo i wyjaśniła się tajemnica betonowej zapory na drodze, o której pisałem relacjonując nasz przyjazd do Truskawca. Okazuje się, że trasa, którą jechaliśmy została zamknięta z uwagi na… niebezpieczeństwo zapadnięcia się ziemi.

Wszystkiemu winna kopalniana przeszłość tych terenów, o której zamierzam napisać nieco później. W każdym razie od kilku stuleci wydobywano tutaj sól, wosk ziemny, a od XIX w. również ropę naftową. Tam gdzie kopalnie i szyby naftowe, tam i podziemne puste przestrzenie, które od czasu do czasu lubią się zapadać. No i takie zapadliszcza zaczęły się tworzyć po obu stronach szosy z Drohobycza do Truskawca. Ostatnie i największe, bo o blisko 40 metrowej głębokości, powstało w marcu tego roku, powodując niewielkie trzęsienie ziemi w północnej części miasta. Teoretycznie w każdym momencie może zapaść się więc również sama droga. Budowa nowej trasy została już rozpoczęta, a prace są nawet dość zaawansowane. Tymczasem wytyczony został objazd i podjęta uchwała o zamknięciu i odgrodzeniu betonowymi przegrodami niebezpiecznego odcinka. Pozornie problem został więc rozwiązany, prawda?

Oczywiście – ale tylko zza biurka, bo wspomniana trasa alternatywna jest o 14 km dłuższa, nowa droga zostanie oddana do użytku lada… rok, a ryzyko w sumie jest niewielkie...

Zresztą pomyślmy ekologicznie: jakie to marnotrawstwo paliwa i zwiększenie związanej z nim emisji CO2! Myślący więc o dobru naszej planety mieszkańcy szybko "poradzili sobie" z urzędniczymi rozwiązaniami i zwyczajnie po kawałku zaczęli wspomniane zapory rozbierać, czego nikt im jakoś szczególnie nie utrudniał. W końcu po zaporach nie pozostał nawet ślad. Dla tych, którzy mimo wszystko nad dobro Matki Ziemi przedkładają własne bezpieczeństwo, ustawiono znak drogowy, który uczciwie ostrzega o zagrożeniu. I tak wszyscy są zadowoleni. Prawda?

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Świętego Marcina
11 listopada 2021 r.

Maciej Kobyliński "Na świętego Marcina najlepsza gęsina" głosi staropolskie przysłowie. I jak na zawołanie na polinowskich stawach pojawiła się świeżutka gęsina...

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
X dzień
25 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMF Pogoda wstrętna, wiatr, dość chłodno.
Dziś mieliśmy się ostatecznie przenieść na parafię, przeniesiemy się ostatecznie jutro.
Po mszy i śniadaniu snucie planów, które wciąż się zmieniały, zakończone przedsięwzięciem, aby jeden z misjonarzy pojechał po nasze rzeczy, które to będąc po raz pierwszy tutaj (czyli w grudniu ub. r.) zostawiliśmy, a które z racji na wilgotność powietrza przewiezione zostały do innego domu sióstr koło Akoupé. Po politycznych podchodach Matka Prowincjalna zgodziła się na to, aby siostra Lucia wraz z nami pojechała samochodem.

Jako że jeden z misjonarzy miał reprezentować polską delegaturę na poniedziałkowym obiedzie okolicznych księży u franciszkanów w Koumassi, co skłoniło go do rezygnacji z wyprawy, a droga wiodła przez dżunglę, Matka Prowincjalna podjęła trud towarzyszenia siostrze szoferce i osamotnionemu misjonarzowi, który mógł zobaczyć kawał prawdziwej Afryki: wioski, chatki, drogi, handlarzy i myśliwych przy nich, śmiejące się afrykańskie dzieci, które mu machały, i wspólnotę sióstr, która wywarła wrażenie pozytywne; atmosfera rodzinna; misja, z braku dostatecznej ilości czasu, trudna do zidentyfikowania.

Drugi zaś, w towarzystwie ks. Leopolda i seminarzysty Jean’a Jacues’a, udał się na wyśmienity obiad, który spożył w towarzystwie dziesięciu księży; wrażenia pozytywne. Rubaszność i tusza franciszkanów przypominała ich polskich współbraci.

W czasie kolacji wyprawa po rzeczy wróciła do domu szczęśliwie, przywożąc – obok bagażu – wiele afrykańskich wrażeń.

Barwy jesieni na Polinowie
październik 2021 r.

Jacek Kobyliński Jesień ma różne oblicza. Zaczyna się ciepłem babiego lata, mieni kolorami złota i czerwieni. Potem zasypuje nas zeschłym listowiem i żegna szarością listopadowej szarugi. Ale przecież urok naszego klimatu i przyrody polega na zmienności...

A mnie jest szkoda lata…
wrzesień 2021 r.

Jacek Kobyliński Kolejne lato przeszło do historii. Mimo, że było trochę kapryśne, to jednak żal tych długich, ciepłych dni, tych zapachów, odgłosów przyrody i wrażeń,którymi nas obdarowało. ...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
7. Pierwsza Piesza Pielgrzymka Borysław – Truskawiec
27 września 2020 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFZacznijmy od tego, że pod koniec sierpnia bieżącego roku w Truskawcu została poświęcona wzorowana na słynnym pomniku z Rio de Janeiro figura Jezusa Chrystusa. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że mierzy ona dziewięć metrów wysokości, a dodatkowo zainstalowana została na trzymetrowym podeście. Co prawda do tej ze Świebodzina jej daleko, ale i tak słychać głosy „zatroskanych”, którzy twierdzą, że to przecież megalomania i komu to potrzebne, a tak w ogóle to ilu ubogich można by było nakarmić za zaoszczędzone pieniądze…

W tym miejscu należy podkreślić, że to inicjatywa prywatna! Jeśli ktoś chce, ma prawo za własne pieniądze karmić ubogich (bardzo popieram), albo przeznaczyć je na Radio Maryja czy WOŚP. Wolno mu! Pan Igor Kisak miał akurat fantazję wystawić Panu Jezusowi pomnik. Nie sam co prawda, ale znalazł też innych sponsorów, dogadał się z Radą Miasta i żelbetonowy kolos stanął na Górze Goszowskiej, powyżej dworca kolejowego, skąd rozpościera się przepiękna panorama miasta. Chrystus z pomnika obejmuje więc swoimi ramionami mieszkańców oraz gości Truskawca i przypomina, że nie są sami w swoich codziennych troskach.

Powstanie pomnika stało się znakomitym pretekstem do tego, by zebrać młodzież z obu naszych parafii i ruszyć z Pieszą Pielgrzymką z Borysławia do Truskawca. Co prawda w pielgrzymowaniu nie chodzi wcale o cel, a o wspólnie przebytą drogę, ale ten pierwszy jest przecież nieodzowny. Biorąc pod uwagę fakt, że szosa łącząca te dwie miejscowości jest raczej prosta i liczy nie więcej niż 7 km, trasa „na skróty” bocznymi drogami i przez las była nieco dłuższa i dała więcej okazji do wspólnej modlitwy, duchowego odpoczynku i pielgrzymkowej „głupawki”.

Całość wypadła na tyle dobrze, że już planujemy na stałe wpisać to wydarzenie w kalendarz parafii na rozpoczęcie roku katechetycznego. Pożyjemy – zobaczymy.

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
IX dzień: Niedziela. Uroczystość św. Jana Chrzciciela
24 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMF Od samego rana gorączka niedzieli. Jeden z nas wyruszył z ks. Leopoldem do okolicznych kaplic: Gonzagueville. Było to dla niego pierwsze zderzenie z prawdziwą niedzielną Afryką, której pierwszy raz czytał Ewangelię… Śpiew, tańce, liturgia… Msza łącząca chrzest, I Komunię i sanację małżeństwa…

Po Mszy przyjęcie i podjęcie wspaniałą kuchnią afrykańską.

Drugi zaś udzielał się w tutejszej parafii. Po Mszy, przy akompaniamencie murzyńskiej orkiestry – tańce w kościele. Tubylcy wpadli w trans nie oszczędzając nawet ołtarza, nie mówiąc już o siostrach, które zarazili swym tanecznym duchem, co pozwoliło nam nieco zidentyfikować ich misję.

Po Mszy i tańcach, ogólne przyjęcie we wspólnej sali, zorganizowane przez parafialne wspólnoty młodzieżowe. Po obiedzie Mundial i wielki smutek sióstr – Brazylia przegrała z Argentyną 0:1.

Wieczorem, po długim oczekiwaniu na przyjazd księdza, który miał nas zawieźć na zebranie «Foyers Chrétiens», gdy już zrezygnowani oglądaliśmy Mundial, zostaliśmy zaskoczeni wizytą świeckiego aktywu, który nas tam zawiózł.

Zebranie – choć z kilkugodzinnym opóźnieniem, które nikomu nie przeszkadzało, prowadzone było z wielką kulturą i w atmosferze modlitwy.

Porządek:
– Krótka prezentacja wspólnoty nowym księżom z parafii przez Sekretarza
– Krótkie sprawozdanie z wyjazdu do Kodjoboue w poniedziałek 4 czerwca przez Sekretarza
– Film video o objawieniach Maryi Dziewicy w Kibeho w Rwandzie
– Przygotowanie praktyczne i uczestnictwo w święcie nowożeńców.

Po zebraniu kolacja i specjały tutejszej kuchni.

Gościnność gospodarzy, obfitość i pikantność potraw pozostaną na zawsze w pamięci. Po serdecznych pożegnaniach wróciliśmy do domu.

Było to pierwsze spotkanie oficjalne z grupą zaangażowanych świeckich, których w parafii jest wiele; uświadomiło nam ono jak wiele pracy będzie wymagała animacja tych grup.

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
6. Samochodowe klasyki
13 września 2020 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFSzykując się do wyjazdu na Ukrainę, byłem przygotowany na fatalny stan dróg. Jednak te, przynajmniej w zachodniej części kraju, prezentują się już całkiem przyzwoicie. Tymczasem na uwagę zasługują nie tyle same drogi, a to, co po nich jeździ. Niekiedy można odnieść wrażenie, że człowiek znalazł się na planie zdjęciowym jakiegoś filmu z czasów późnego PRL-u. Widział ktoś z Was ostatnio jeżdżącą Wołgę albo Moskwicza? Tutaj to widok powszechny. Królowymi szos pozostają Łady (różne modele zbudowane na bazie Fiata 124 i 125). Niestety w Polsce nie da się tych cudów motoryzacji zarejestrować, bo nie spełniają norm unijnych. „Cudów”, bo często mają po 30, 40, 50 lat i ciągle jeżdżą! A jeśli coś jeździ, znaczy się jest zdatne do użytku i żadnych innych norm spełniać nie musi. A że trochę więcej pali i co kilka kilometrów trzeba dolać oleju? Mój samochód – mój problem, i o co tyle krzyku? W końcu żyjemy w wolnym kraju, prawda?

Że nowe samochody są bezpieczniejsze? Wypadków też nie zaobserwowałem tutaj więcej (wręcz przeciwnie), a porównując ich osiągi, śmiem zgłosić poważne wątpliwości.

P.S. Kolejny punkt do dopisania na liście marzeń: poprowadzić kiedyś jeden z takich klasyków.

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
VIII dzień: Uroczystość Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny
23 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMF Rano, w odświętnie przystrojonej kaplicy, Msza Święta Uroczysta z laudesami i krótkim wprowadzeniem w istotę święta.

Po śniadaniu udaliśmy się do parafii i do Domu Młodzieży «CARITAS», aby zobaczyć finał miejsko-parafialnych mistrzostw w pingponga. Jeden z nas wrócił szybciej, aby zająć się korespondencją, drugi zaś, jako że okazał się wierniejszym kibicem, pozostał (niestety – jak się później okazało – za długo).

Obiad uroczysty i smaczny, uszykowany nawet pod polsko-kartoflane gusta, na którym byli również księża z parafii, zakłócony został nieco spóźnieniem się misjonarza-kibica, który – rozegrawszy ponoć całkiem niezły mecz i usatysfakcjonowany kontaktami z parafianami – wrócił z iście afrykańską niefrasobliwą punktualnością.

Po obiedzie udaliśmy się gromadnie na latarnię morską, aby podziwiać widoki i zrobić kilka zdjęć. Panorama rzeczywiście piękna!…

Pod wieczór znowu mecze: w telewizji Mundial, Camerun-Columbia 2:1, i na żywo w parafii, poganie «contra» konwertyci (wynik nieznany, lecz zaciekłość świętej wojny). Wróciliśmy z niego brzegiem morza, tym razem wśród modlących się muzułmanów.

Nie obyło się oczywiście bez wygłupu, gdyż jeden z misjonarzy, chcąc być bardziej grzeczny, a widząc mężczyzn rozciągających koc i ustawiających się na nim, wziął ich za podmiejskich artystów przygotowujących się do występów, co nie pozwoliło mu przejść obojętnie, bez okazania swej podziwiająco-radosnej ciekawości. Dopiero po jakimś czasie, dzięki licencjatowi z misjologii i innym muzułmanom będącym już w trakcie modłów, odkrył ducha Mahometa.

Wieczór upłynął barwnie na Święcie Młodości w parafii. Razem z tłumem tubylców podziwialiśmy niesamowite występy tutejszych artystów. Zwłaszcza taneczne popisy baletów… W pamięci utkwił nam balet ministrantów, który przyprawiał o pisk i omdlewanie niewiasty oraz balet młodych dziewczynek.

Radca Prawny Grzegorz Kobyliński - Siedlce

. .
Ojcowie serwisu Polinów
Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy