strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława
Dawny folwark na południu Podlasia, od 1906 r. siedziba rodu Kobylińskich.

Południowe Podlasie KobylińscyPołudniowe Podlasie WęglińscyPołudniowe Podlasie Korycińscy

Drzewiej majątku owego gościnę wielu wojów docenić miało już sposobność wszelaką, jako że i dóbr tutejszych przyjezdnym nie szczędzono. Samże gród tako i dwie stajnie posiadał, co i w każdej po sto koni stanie, prze co i sam król ochoczo w te strony przybywał.
Tako i Ty wędrowcze strudzony racz spocząć przed tym ognia kominem, i pomnij tę krainę pradawną, co mężów zacnych wielu już na świat wydała, a jej strumień, któren od stuleci z Tatarskiego Wzgórza niestrudzenie wody swe toczy, niejedną co noc opowiada historię...

www.polinow.pl to serwis regionalno-historyczno-rodzinny, prezentujący dawny folwark - Polinów, znany dawniej jako Dobra ziemskie Konarzewszczyzna i Skolimowszczyzna (Konarzewszczyzna-Skolimów) lub po prostu Folwark miasta Łosice. Pod koniec XVIII w. opiekę nad majątkiem przejęła dawna i zasłużona rodzina wołyńska - hrabiowie Ledóchowscy h. Szaława, późniejszymi właścicielami byli zaś Perkowscy h. Peretyatkowicz. Wreszcie w 1906 r. folwark we władanie objęła rodzina Kobylińskich, czyniąc go swym rodzinnym gniazdem.
Tutejsze życie przez wieki koncentrowało się wokół centralnego podwórca, którego układ, mimo powojennej parcelacji folwarku, nie zmienił się do dnia dzisiejszego. W tym magicznym miejscu co krok bogata tradycja splata się ze współczesnością, a każdy budynek, kamień czy drzewo posiada niepowtarzalną, nierzadko kilkusetletnią, historię.
Oprócz dawnych dziejów tego niecodziennego miejsca przytaczamy także burzliwe dzieje jego kolejnych posesorów, dla których jako tło doskonale służą wspomnienia z samych Łosic i codziennego życia ich mieszkańców.

Warto także wspomnieć, jak ważną rolę w pielęgnacji wielowiekowej tradycji oraz sąsiedzkich więzi na Polinowie nadal odgrywają konie, z którymi Kobylińscy, jak i całe Łosice, związani są od stuleci. To one pozostają wspólnym punktem zainteresowań wielu okolicznych hodowców i hobbystów, wzbogacając historię naszego regionu m.in. o zawody konne, organizowane na Polinowie oraz wielu innych malowniczych miejscach całej okolicy. Kolejny dział naszej strony: Stajnia Polinów, dedykujemy zatem końskim pasjom.

W kolejnym rozdziale: Łosice i okolice opisujemy leżące nad rzeką Toczna (dawniej Tuczna lub Łosiczanka) miasto Łosice wraz z jego ciekawą historią oraz całe Południowe Podlasie, przedstawiając ich bogatą historię oraz unikatowe zabytki: pałace, dwory, stare folwarki i majątki, kościoły, czy wreszcie przydrożne krzyże i kapliczki. Jako że nasz pradziadek - hrabia Alfred Wiktor Witalis Węgliński h. Godziemba - oprócz majątków na lubelszczyźnie posiadał także dwa założenia dworskie nieopodal miasta Łosice: Toporów i Chotycze, grzechem byłby nie poświęcić także im nieco więcej miejsca. W późniejszym okresie dział powiększyliśmy także o Podlaski Przełom Bugu, o którym po prostu nie sposób nie wspomnieć, a całość zamykają zdjęcia lotnicze, na których podziwiać można całą okolicę z lotu ptaka.

Oczywiście stale pielęgnujemy nasze rodowe drzewo genealogiczne, w którym przewijają się takie nazwiska jak: Kobylińscy, Węglińscy, Młoccy, Wężyk, Ossolińscy, Mazur, Ganabasińscy, Korycińscy, Łęczyccy, Trębiccy, Sułkowscy.

Z kolei z racji duchowego powołania naszych dwóch misjonarzy - brata oraz stryja, na kolejny rozdział naszej witryny obraliśmy Misje w Afryce. Staramy się w nim przybliżyć urokliwy kawałek Czarnego Lądu - Wybrzeże Kości Słoniowej oraz jego wspaniałą perełkę - założony przez naszych misjonarzy afrykański chór Claret Gospel, co kilka lat odwiedzający nasz kraj.

Życzymy niezapomnianych wrażeń i zapraszamy do lektury! Jednocześnie pragniemy nadmienić, że nie prowadzimy żadnego rodzaju działalności komercyjno-usługowej, a nasz portal nie posiada żadnego zewnętrznego źródła finansowania, co nie oznacza, że go nie potrzebuje!

"Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości".
"Naród, który traci pamięć, przestaje być Narodem - staje się jedynie zbiorem ludzi czasowo zajmujących dane terytorium".

Marszałek Józef Piłsudski, honorowy obywatel miasta Łosice od 1934 roku

Czy wiesz, że...

Zaraz po odzyskaniu przez Łosice wolności - w grudniu 1918 r. - zaczęto formować nowe władze. Na zwołanym zebraniu mieszkańców miasta obu wyznań, do 12-osobowej rady składającej się z 6 katolików i 6 radnych żydowskich, został wybrany m.in. nasz pradziadek - właściciel Polinowa - Michał Kobyliński. Ponadto został jednym z dwóch ławników nowego sądu.

Wieści ze starego folwarku

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
IV dzień
19 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMFWstanie: 6:00
Modlitwy, msza św.: 6:30
Śniadanie: 7:15

Po raz pierwszy tego dnia, przynajmniej czasowo, nie odczuwamy gorąca. Także w nocy, śpiąc w przeciągu bez pidżamy i przykrycia, nie było duszno; uczucie to jest rzadkie i dziwne, do odczuwania chłodu jednak daleko. Przed obiadem, w czasie spaceru brzegiem oceanu, około 10 m od linii wody, zostaliśmy dotknięci wyższą falą, która zmoczyła nas swą pianą zmieszaną z morskim piaskiem.

Pomni na przestrogi doświadczonych misjonarzy na temat inkulturacji i wyliczane bez końca cnoty misjonarza: cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość… ćwiczymy się w nich pilnie i aż do upadłego (na łóżko oczywiście), a inkulturacja w tutejszą atmosferę błogiego o...nia (np. oczekiwania) przebiega – wbrew oczekiwaniom najwyższych przełożonych – pomyślnie; do pracy nie palimy się, ale wewnętrzny zapał zawsze będzie można rozdmuchać.

Dziś mieliśmy pierwszy kontakt z Europą: telefon z Rzymu od Prowincjalnej Sióstr Klaretynek; słyszalność ok. 1%.

Wspólna modlitwa w kaplicy głęboko przeżywana, kolacja w rodzinnej atmosferze i Mundial w telewizji (Italia – Czechosłowacja 2:0) kończą ten spokojny dzień.

Jacek KobylińskiW listopadowym numerze miesięcznika "Dobre rady" ukazał się artykuł o Polinowie. Poniżej fragmenty:...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
1. Przed wyjazdem
kwiecień – lipiec 2020 r.

o. Wojciech Kobyliński CMF Ukraina zaczęła się dla mnie 19 kwietnia 2020 roku, a więc w samym środku wybuchu pandemii koronawirusa, i gdyby przed tym dniem ktoś powiedział mi, że za kilka (a dokładniej 3,5) miesiąca znajdę się tu stałe, pewnie bym go wyśmiał. To kolejny dowód na to, że Pan Bóg ma swoje sposoby na opornych...

Siedziałem sobie właśnie w kaplicy zakonnej we Wrocławiu, pytając Pana Jezusa, co będzie z naszym Duszpasterstwem Akademickim po "narodowej kwarantannie". Naprawdę mam nadzieję być kiepskim prorokiem, ale uważam, że ośrodki akademickie jako pierwsze, ale wcale nie jedyne, doświadczą kryzysu związanego z brakiem ludzi w Kościele. Nie chodzi mi oczywiście o załamywanie rąk – wręcz przeciwnie! Ala ja akurat nie bardzo miałem pomysł, jak temu przeciwdziałać.

Nagle przyszło mi do głowy, że może to nie ja mam mieć pomysły. Co to, moje Duszpasterstwo? Chrystusowe przecież! To niech On się martwi. Poza tym od jakiegoś czasu łapałem się na tym, że coraz mniej rozumiem studentów, a Prowincjał od kilku miesięcy szuka osób, które chciałyby rozpocząć nową misję na Ukrainie – a konkretnie w Truskawcu, w obwodzie lwowskim.

O Ukrainie co prawda wiedziałem tyle co nic, ale zawsze kojarzyła mi się z otwartymi ludźmi (czasami aż za bardzo), trudną historią i nieskażoną (no, może poza okolicami Czarnobyla) przyrodą. Zresztą rozważania te były czysto teoretyczne i byłem pewien, że któreś sito rozeznania na pewno je zatrzyma.

Pierwszym z owych sit był telefon do mamy, która mocno przeżywała mój pięcioletni pobyt na na Wybrzeżu Kości Słoniowej, a ja nie chciałem dodawać jej zmartwień.

Mamo, co byś powiedziała, gdybym chciał wyjechać na misje? – zapytałem bez zbędnych wstępów.
Gdzie?! – zapytała rzeczowo.
Na Ukrainę.
Nastąpiła chwila milczenia.
Do Amazonii – to po mojej śmierci, ale na Ukrainę możesz jechać...

Drugim sitem był telefon do Prowincjała ze zgłoszeniem swojej kandydatury. Towarzyszyło mu przekonanie, że i tak nigdzie nie pojadę, bo przecież na miejscu jestem "niezastąpiony"... Okazało się inaczej...

No i zaczęły się przygotowania, podczas których Pan Bóg jakby dawał znaki, że to On wybrał dla mnie tę drogę. Jakoś tak udawało mi się szybko pozamykać różne sprawy, które ciągnęły się za mną od dawna, zrealizować zaległe plany, wyrobić wymagane dokumenty itd., że miałem coraz mniej wątpliwości. Dla lepszego zobrazowania tego, co się działo powiem tyle, że w zasadzie jedyną rzeczą, jakiej nie zdążyłem zrobić przed wyjazdem, był lot szybowcem... Resztę sami sobie dopowiedzcie.

Największym wyzwaniem okazało się pakowanie. Ubóstwo zakonne ma to do siebie, że wzrasta wprost proporcjonalnie do czasu, jaki spędza się w jednym miejscu. Moje zdążyło urosnąć do całkiem pokaźnych rozmiarów i gdyby nie pomoc rodzonego brata, który większość książek wywiózł do rodziców (żadna biblioteka nie chce dziś przyjmować książek) i kilka kartonów pozostawionych we Wrocławiu, nie poradziłbym z nim sobie.

W końcu przyszedł czas na pożegnania, które z uwagi na wyjazd w trakcie wakacji rozciągnęły się na cały miesiąc i ostatecznie odbyły bez zbędnej pompy. Oto otwierały się przede mną nowe horyzonty.

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Maciej KobylińskiW czasie kampanii napoleońskiej 7 listopada 1812 r. doszło do 3-godzinnej bitwy w okolicy polinowskich stawów. Atakujący miasto około 3-tysięczny oddział kozaków, pod dowództwem gen. Iwana Witta, powstrzymał major Józef Rzodkiewicz i zajmując groblę na polinowskich stawach, odrzucił ich do lasu chotyckiego....

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
III dzień
27 października 2020 r.
18 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMF

zobacz poprzednie wpisy >>>

Sesja fotograficzna
wrzesień 2020 r.

Jacek KobylińskiU schyłku lata odbyła się na Polinowie sesja fotograficzna dla potrzeb własnych i na użytek kolorowej prasy. Będzie o nas artykuł w miesięczniku "Dobre Rady"...

Wakacje
wrzesień 2020 r.

Jacek KobylińskiNiestety wakacje minęły i były one inne jak zazwyczaj. Z wiadomych powodów plany wojaży trzeba było odłożyć na przyszłe lata. Ale nie ma co narzekać i tak było fajnie...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
0. Nowe otwarcie
1 października 2020 r.

o. Wojciech Kobyliński CMF Dawno, dawno temu, bo w roku 2009, wyjechawszy na Wybrzeże Kości Słoniowej zacząłem pisać „Depesze Ojca Wojciecha” – z założenia raczej głupawe i krótkie teksty o życiu misyjnym. Mimo powrotu do Polski w 2014 r., nigdy na dobre ich nie porzuciłem, bowiem przywiozłem ze sobą kilka książek z afrykańskimi legendami, które ciągle czekają na tłumaczenie... Na przeszkodzie stoi jednak brak czasu i samozaparcia.

Misje, obojętnie w jakim kraju, wywierają na człowieku swoje piętno. Pozytywne czy negatywne – nie mnie to oceniać. Trudno to wyrazić słowami, ale zasadniczo łatwiej dogaduję się ze współbraćmi, którzy zakosztowali życia poza granicami Polski (nie mylić z podróżami), niż z tymi, którzy znają tylko polską recepcję Kościoła Chrystusowego. Może zwyczajnie trudno nam się później w niej odnaleźć? A może to sprawa indywidualnego powołania każdego z nas? A może gadam głupoty (taką możliwość również warto wziąć pod uwagę)?

W każdym razie w moim życiu przyszedł czas na otwarcie nowego misyjnego rozdziału, któremu na imię Ukraina. Ktoś powie: „E tam, Ukraina to nie Afryka. Tam w ogóle nie jest egzotycznie!”.

Czyżby? Posłuchajcie...

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Maciej Kobyliński22 sierpnia obchodziliśmy nie byle jaką rocznicę, bo 70-tkę Dziadka Jacka. Najpierw świętowaliśmy na Polinowie, a później przenieśliśmy się do pobliskiej "Gospody u Olka"...

Noc świętojańska
24 czerwca 2020 r.

Maciej KobylińskiNoc świętojańska ma miejsce w wigilię dnia św. Jana Chrzciciela, czyli z 23 na 24 czerwca. To święto jest próbą zasymilowania przez chrześcijaństwo pogańskich obrzędów związanych z letnim przesileniem słońca...

30 lat posługi misjonarzy klaretynów w Afryce!
16 czerwca 2020 r.

Bartosz Kobyliński Tak, tak, to właśnie dziś mija 30 lat od wylotu naszych misjonarzy klaretynów na Wybrzeże Kości Słoniowej! Dokładnie 16 czerwca 1990 r. bowiem dwóch młodych klaretynów z Polski – o. Andrzej Kobyliński CMF i o. Roman Woźnica CMF zapięło pasy bezpieczeństwa i z płyty lotniska Paryż-Roissy-Charles de Gaulle wzbiło się w przestworza, by zniknąć gdzieś w obłokach nad piaskami gorącej Sahary... I pomimo, że ostatnim z ostatnich Mohikanów pozostał już jedynie o. Andrzej, to wyprawa w nieznane trwa do dziś!
Ale żeby za nadto nie dublować własnych wstępniaków, wszystkich zainteresowanych perypetiami naszych misjonarskich pionierów na Czarnym Lądzie odsyłam do nowej strony: Pamiętniki misjonarzy.
Zaczynamy od samego początku – a więc pamiętnego dnia wylotu, zaś kolejne relacje będziemy publikować w kilkutygodniowych odstępach. Naszym Misjonarzom gratulujemy zatem wytrwałości w posłudze, a Czytelnikom życzymy miłej lektury!

Maciej KobylińskiNowa Gazeta Podlaska w numerze 43 z 1933 r. informuje, że na Polinowie zamieszkiwał niejaki Kalif Matador. Kim była postać o tak tajemniczym imieniu? Jakiś uwodziciel, bałamutnik, pożeracz serc, hiszpański Don Juan?...

Pięknie... ale pusto!
kwiecień 2020 r.

Jacek KobylińskiJest takie powiedzenie,że najlepszy ubaw ma Pan Bóg, gdy patrzy na nasze plany. Zapewne w tym roku tych okazji miał dużo więcej...

Pandemia i wiosna
marzec 2020 r.

Jacek KobylińskiZa oknem przyroda budzi się do życia, a w miastach życie zamiera. ZARAZA – to słowo już zostało zapomniane. Co prawda były jakieś epidemie grypowe, ale tym się nikt specjalnie nie przejmował. To co dzieje się teraz na świecie zmieni nasze myślenie na długie lata. Nikt nie wie, co się jeszcze wydarzy? Kogo ta zaraza dotknie? Jakie będą jej skutki dla naszej ekonomi i nie tylko...

1917
luty 2020 r.

Maciej KobylińskiPodczas tegorocznej gali Oscarów triumfy święcił m.in. dramat wojenny "1917", którego akcja toczy się w czasie I wojny światowej. Niewiele osób wie, że Polinów, a w zasadzie polinowska kamienica (dawna oranżeria) odegrała w łosickich dziejach tego okresu ważną rolę - mieścił się tam niemiecki szpital wojskowy...

Jacek KobylińskiMimo że za oknem szaro, zimno i czasem prószy śnieg to w przyrodzie czuje się już nadchodzące zmiany. Pierwsze wiosenne sygnały wysyłają ptaki. Zamiast zimowej ciszy słychać już ożywione głosy sikorek i kosów. Kwiczoły, które już się pojawiły skrzeczą coraz głośniej. Tylko patrzeć jak powrócą szpaki...

19 lat wirtualnego Polinowa!
9 lutego 2020 r., godz. 20:49

Bartosz Kobyliński Trzeba otwarcie przyznać, że ostatnimi laty nasz serwis - nie wiedzieć zresztą kiedy - z nieopierzonego małolata wyrósł na dorodnego nastolatka. A że jak co roku w dniu 9 lutego obchodzi urodziny, na dodatek przypadające w Międzynarodowy Dzień Pizzy (a któż o tym wtedy miał pojęcie?), wypadałoby przynajmniej w kilku słowach wspomnieć o tym wydarzeniu. Jednak jako że zamówiony w pobliskiej pizzerii urodzinowy tort nieubłaganie już stygnie, dziś - w przeciwieństwie do okrągłych rocznic - obędzie się bez zbytniego nadęcia...

Jako że na głębsze (czy też płytsze) refleksje na temat ewolucji naszego serwisu nachodzi mnie raczej przy okazji bardziej okrągłych rocznic, ale z drugiej strony szkoda by było przemilczeć kolejną okazję bez żadnej ciekawostki, dziś takowa znów nasuwa się sama. Otóż po raz pierwszy w prawie 20-letniej historii serwisu mieliśmy więcej odwiedzin z urządzeń mobilnych, niż stacjonarnych! Tak, tak, w 2019 roku szala przechyliła się wreszcie w stronę mobilków, notując ich wynik na poziomie 48,38%, w stosunku do 48,21% z komputerów stacjonarnych! Co w takim razie mogą oznaczać te dwie tajemnicze, przecinające się obok kreski? Otóż tylko jedno - definitywny koniec ery blaszaków i hegemonii wINDOW$a!!! Hip-hip - hura!

Przy okazji corocznych podsumowań warto także przytoczyć wskazanie ogólnego licznika odwiedzin - a ten przekroczył właśnie 240 tysięcy wizyt! Dziękujemy za tę imponującą liczbę i prosimy o jeszcze!
Cowabunga! Ej, ale ta pizza już jakaś taka zimnowata...

Jacek KobylińskiTo już prawdziwa inwazja bobrów. Jeszcze przed rokiem była to żeremia na bagnach źródliskowych Polinówki. Obecnie bobry porzuciły stare siedlisko pewnie dlatego, że zabrakło tam nowych drzew do cięcia i ogryzania. Przeniosły się niżej i zaczęły budować tamy na rzeczce...

Jacek Kobyliński Cóż za zimę mamy w tym roku? Kiedyś, w styczniu o tę porę szalały śnieżyce, drzewa pękały z hukiem od trzaskającego mrozu. Polinowskie stawy czasem przemarzały prawie do dna. Całą zimę zamiast wozów używano sań...

Jacek Kobyliński W nowym sezonie nasze Rodzinne Muzeum Misyjne będzie się prezentowało znacznie bogaciej. Jest to możliwe dzięki hojności O. Romana Woźnicy CMF, który przez wiele lat przebywał w Abidżanie na Wybrzeżu Kości Słoniowej wraz z O. Andrzejem Kobylińskim CMF...

Polinów pięknieje
grudzień 2019 r.

Jacek Kobyliński Tegoroczna jesień na Polinowie upływa pod znakiem remontów. Wypiękniała strona zachodnia i północna naszej oranżerii, pod którą mieści się mroczna krypta...

Wizyta z narodowym akcentem
12 listopda 2019 r.

Jacek Kobyliński Zaraz po Święcie Niepodległej tj. 12 listopada odwiedziły Polinów dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 2. Z wielką uwagą obejrzały film o Polinowie i słuchały jak to się żyło na Polinowie, gdy byłem w ich wieku. Nie przestraszyła ich nawet wizyta w polinowskiej krypcie i opowieści o polinowskich duchach...

Jacek Kobyliński Sezon wycieczek dobiega końca. Jednak w końcówce października mieliśmy piękne "babie lato" i przyjęliśmy kolejnych, pewnie już ostatnich gości grupowych. 22 października odwiedzili nas uczniowie drugiej klasy I Liceum Ogólnokształcącego w Łosicach z opiekunami. Były to warsztaty poświęcone zagadnieniom związanym ze szlachtą polską. Uczniowie obejrzeli krótki film o historii Polinowa i jego mieszkańcach oraz o misjach prowadzonych przez misjonarzy wywodzących się z Polinowa, a pracujących w Afryce...

Szafirowe gody
19 października 2019 r.

Maciej Kobyliński Rocznica ślubu to szczególny dzień w roku dla każdego małżeństwa. Dzięki niej mąż i żona mogą wrócić myślami do dnia, w którym przed ołtarzem składali sobie przysięgę małżeńską. Wyjątkowego znaczenia nabierają rocznice "okrągłe" i taką w tym roku celebrowaliśmy. Nasi rodzice, Ala i Jacek obchodzili w tym roku 45-tą rocznicę, zwaną "szafirową"...

Jacek Kobyliński W dniu 26 września br. w sali Łosickiego Domu Kultury odbyła się bardzo miła uroczystość. Pięć łosickich rodzin otrzymało z rąk posła Daniela Milewskiego i Burmistrza Łosic Mariusza Kucewicza Złote Róże Niepodległości...

Maciej Kobyliński To co dobre niestety szybko się kończy, dotyczy to niestety również wakacji. Nie pozostaje nic innego jak cieszyć się tym co było i czekać na następne. Bo jak głoszą słowa starej, kabaretowej piosenki: "...jeszcze tylko: wrzesień, październik, listopad, grudzień, styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec i...

Jacek Kobyliński Nie wiem, przypadek czy zrządzenie losu, ale owocne. Pewnego letniego dnia popołudniową ciszę przerwało głośne "Dzień dobry!". Do ogrodu wszedł obcy, ale miłej aparycji Nieznajomy, który przedstawił się jako emerytowany lekarz, obecnie regionalista i propagator idei "Mateczników Polskości". Pan Maciej Andrzej Zarębski, autor wielu ciekawych książek, pracujący obecnie nad nowym albumem prezentującym Mateczniki Polskości...

Depesze Ojca Wojciecha: 1 (126). Baśnie i legendy afrykańskie
Część XV: Bitwa Ptaków i Ssaków
27 sierpnia 2019 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFPewnego spokojnego dnia lekki wiatr przyniósł ludziom wiadomość, że bitwa między Ptakami a Ssakami jest nieuchronna. Jaki był powód niezgody? Czyż ostatni spór, dotyczący zimowej wędrówki Ptaków, nie zakończył się uroczystymi przysięgami przed fetyszami, że w przyszłości rodzaj skrzydlaty i pieszy będą kroczyć ramię w ramię? No cóż, my ludzie nie mamy monopolu na krzywoprzysięstwa! Ludzie martwili się o los swoich dwu- i czteronożnych pomocników. Któż mógł wiedzieć, czy i ludzie nie zostaną wciągnięci w ten konflikt? Powód? Cóż. Ten był błahy, ale każdy z obozów uczynił z niego rację stanu.

Pewnego dnia Kogut i Małpa spotkali się przy wodopoju, który przed wiekami stał się przyczyną kłótni między Ptakami i Zwierzętami Czworonożnymi, i który przywłaszczył sobie (jako niezawisły arbiter, w imię zachowania pokoju i wspólnego dobra) człowiek. W obliczu brutalnej siły strony ustąpiły, ale nie zrezygnowały z korzystania ze źródła wody, które każda uważała za swoją własność. Zarówno więc Ptaki jak i Ssaki po kryjomu przychodziły tam gasić pragnienie. Zaskoczony Kogut zaczął udawać, że pełni straż dla swojego pana – człowieka, natomiast Małpa oświadczyła, że przyszła jedynie przejrzeć się w tafli wody, ponieważ potłukła swoje lusterko podczas kłótni z panią Koczkodanową. Nie wiadomo kto kłamał bardziej, ale Kogut i Małpa od pokoleń byli zaprzysięgłymi wrogami. Małpa, powołując się na swoje podobieństwo do człowieka, twierdziła, że jest panią Koguta, który, pyszniąc się swoją rolą strażnika, nie przyznał jej racji. Rzucił jej bezczelne spojrzenie, na co Małpa, podejmując wyzwanie, splunęła w bardzo pogardliwy sposób (a to Małpa!) Kogut, czując się obrażony, cmoknął obraźliwie. Małpa zadrapała go pazurem. Kogut ją kopnął. Małpa znowu go zadrapała i tak przeszli do rękoczynów. Na koniec Małpa miała podbite oko i wiele zadrapań, natomiast kogut zaliczył przymusową kąpiel i zostawił na ziemi kilka pór. Każde z nich poszło do swoich na skargę, naciągając nieco fakty.

Małpa twierdziła, że wychodząc rano w pole widziała Koguta kąpiącego się wodzie, do której zwykł przychodzić lew, aby ugasić pragnienie, a kiedy się zbliżyła, Kogut napadł ją bez ostrzeżenia. Wszyscy jakby zapomnieli o złośliwej naturze Małpy i zaczęli jej żałować, żądając jednocześnie zadośćuczynienia za zniewagę jaka spotkała czworonożnego obywatela. Rada, pod przewodnictwem Lwa, zdecydowała wnieść skargę do Orła, króla ptaków. Wydelegowano Hienę, uchodzącą za dobrego mówcę, sprawnego retora i zręcznego dyplomatę, zaznajomionego z zawiłościami językowymi i sądowymi. Cały lud poczuł się poruszony. Odezwały się wojenne tam-tamy, zwołując wszystkich, którzy byli na polu bądź w podróży. Zdyszany Kozioł z potem ściekającym po brodzie, przepasany skórzanym fartuchem, beczał przed swoją kuźnią. Strzały i włócznie świeciły już w słońcu, a pijani bojownicy wykonywali swój wojenny taniec.

Z kolei Kogut opowiadał, jak podczas spaceru zaskoczył Małpę u wodopoju, a ta uznała za świetny pomysł zmusić go do nurkowania. Przyszedł więc by przedłożyć swoją skargę swojemu królowi – Orłowi. Niektóre ptaki chciały zawołać człowieka, ale czy można by wówczas powiedzieć, że obywatele uskrzydlonego ludu są rzeczywiście wolni, skoro ponownie uciekną się do tak samolubnego sędziego jak człowiek? Lepiej było wysłać delegację do Lwa i zająć się sprawą bez pośredników. Wysłano więc Kruka. Kruka, który był najstarszym wrogiem Hieny. W konsekwencji sytuacja pogorszyła się do tego stopnia, że następnego dnia zdecydowano się stoczyć bitwę.

O świcie wojownicy stanęli naprzeciwko siebie, gotowi się ze sobą zmierzyć. Zwierzęta Czworonożne okazywały zniecierpliwienie. Słoń dla zabawy z głośnym śmiechem połamał wszystkie drzewa w okolicy. Nagle Ptaki poderwały się z ziemi, a Ssaki usłyszały dziwną pieśń – pieśń wojenną, której nigdy dotąd nie słyszały.

Jeśli strzelę i chybię,
Zabiję tysiąc.
Jeśli strzelę i trafię,
Zabiję wszystkich.

I ujrzały jak z chmury wyłania się i spada na nie malutki nektarnik. Oszołomione zwierzęta wpatrywały się w to dziwne zjawisko:

Jeśli strzelę i chybię,
Zabiję tysiąc.
Jeśli strzelę i trafię,
Zabiję wszystkich.

Ssaki przerażone, że tak mały ptaszek może dokonać tak wielkiej rzezi, wolały pertraktować z Orłem, który zażądał pierwszeństwa w dostępie do wszystkiego: od wody do picia, po owoce do jedzenia.

Od tego czasu to ptaki jako pierwsze smakują owoców i pierwsze przychodzą pić z każdego nowego źródła. Dlatego też podczas największych upałów, gdy słońce pali wszystko, a zwierzęta i ludzie szukają przed nim schronienia, Orzeł woła w locie: Séhoué, séhoué, co w języku ptaków oznacza: Oto król! Oto król!

Na podstawie: Bernard B. Dadié, "Légendes africanes", Abidjan 2003.
Z języka iworyjskiego tłumaczył: o. Wojciech Kobyliński CMF.

zobacz poprzednie depesze...

„Ilustrowany Przewodnik po nawiedzonych miejscach Ziemi Łosickiej” – i co dalej?
19 lipca 2019 r.

o. Wojciech Kobyliński CMF Po nadspodziewanie ciepłym przyjęciu Przewodnika, stosunkowo często pojawia się pytanie o jego ewentualną kontynuację. Nie potrafimy niestety na nie odpowiedzieć, a to z uwagi na brak danych: prace nad książką w dużej mierze miały charakter odtwórczy, polegający na zebraniu krążących po okolicy opowieści. Choć temat różnej maści duchów i upiorów wydaje się cokolwiek wyeksploatowany, niekoniecznie musi tak być w istocie. Nie udało nam się przecież z koleżanką Małgorzatą Waszkiewicz dotrzeć do wszystkich relacji o zjawiskach dziwnych i nadprzyrodzonych. Jest też pewna ilość legend dotyczących okolicznych terenów (że wspomnę choćby tę o źródłach strugi Polinówki i Tatarskiej Górze), które nie pasowały do obranej przez nas linii. Mnożą się również hipotezy związane z nowymi odkryciami archeologicznymi na terenie Łosic i grodziska Dzięcioły. Jeśli ktoś z Was zna, choćby fragmentarycznie, jakieś podania lub pamięta ciekawe wydarzenia z historii Łosic i okolic, czy chociażby posiada zdjęcia jakichś strasznych miejsc, prosimy o kontakt. Zawsze znajdzie się na nie miejsce na naszej stronie, a jeśli uzbiera się ich odpowiednia ilość, będzie można myśleć o kolejnej pozycji książkowej. W powyższej sprawie piszcie zatem na adres e-mail:

Radca Prawny Grzegorz Kobyliński - Siedlce

. .
Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy