strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława
Dawny folwark królewski na południu Podlasia, od 1906 r. siedziba rodu Kobylińskich.

Południowe Podlasie KobylińscyPołudniowe Podlasie WęglińscyPołudniowe Podlasie KorycińscyPołudniowe Podlasie Wężyk

Drzewiej majątku owego gościnę wielu wojów docenić miało już sposobność wszelaką, jako że i dóbr tutejszych przyjezdnym nie szczędzono. Samże folwark tako i dwie stajnie posiadał, co i w każdej po sto koni stanie, prze co i sam król ochoczo w te strony przybywał. A i nieraz gdy z Kraka grodu na Wilno swe kroki kierował, Polinowskiego Dworu nigdy nie omieszkał nawiedzić.
Tako i Ty wędrowcze strudzony racz spocząć przed tym ognia kominem, i pomnij tę krainę pradawną, co mężów zacnych wielu już na świat wydała, a jej strumień, któren od stuleci z Tatarskiego Wzgórza niestrudzenie wody swe toczy, niejedną co noc opowiada historię...

www.polinow.pl to serwis regionalno-historyczno-rodzinny, prezentujący dawny królewski folwark - Polinów, znany dawniej jako Dobra ziemskie Konarzewszczyzna i Skolimowszczyzna (Konarzewszczyzna-Skolimów) lub po prostu Folwark miasta Łosice. Pod koniec XVIII w. opiekę nad majątkiem przejęła od królewskich dzierżawców dawna i zasłużona rodzina wołyńska - hrabiowie Ledóchowscy h. Szaława, późniejszymi właścicielami byli zaś Perkowscy h. Peretyatkowicz. Wreszcie w 1906 r. folwark we władanie objęła rodzina Kobylińskich, czyniąc go swym rodzinnym gniazdem.
Tutejsze życie przez wieki koncentrowało się wokół centralnego podwórca, którego układ, mimo powojennej parcelacji folwarku, nie zmienił się do dnia dzisiejszego. W tym magicznym miejscu co krok bogata tradycja splata się ze współczesnością, a każdy budynek, kamień czy drzewo posiada niepowtarzalną, nierzadko kilkusetletnią, historię.
Oprócz dawnych dziejów tego niecodziennego miejsca przytaczamy także burzliwe dzieje jego kolejnych posesorów, dla których jako tło doskonale służą wspomnienia z samych Łosic i codziennego życia ich mieszkańców.

Warto także wspomnieć, jak ważną rolę w pielęgnacji wielowiekowej tradycji oraz sąsiedzkich więzi na Polinowie nadal odgrywają konie, z którymi Kobylińscy, jak i całe Łosice, związani są od stuleci. To one pozostają wspólnym punktem zainteresowań wielu okolicznych hodowców i hobbystów, wzbogacając historię naszego regionu m.in. o zawody konne, organizowane na Polinowie oraz wielu innych malowniczych miejscach całej okolicy. Kolejny dział naszej strony: Stajnia Polinów, dedykujemy zatem końskim pasjom.

W kolejnym rozdziale: Łosice i okolice opisujemy leżące nad rzeką Toczna (dawniej Tuczna lub Łosiczanka) miasto Łosice wraz z jego ciekawą historią oraz całe Południowe Podlasie, przedstawiając ich bogatą historię oraz unikatowe zabytki: pałace, dwory, stare folwarki i majątki, kościoły, czy wreszcie przydrożne krzyże i kapliczki. Jako że nasz pradziadek - hrabia Alfred Wiktor Witalis Węgliński h. Godziemba - oprócz majątków na lubelszczyźnie posiadał także dwa założenia dworskie nieopodal miasta Łosice: Toporów i Chotycze, grzechem byłby nie poświęcić także im nieco więcej miejsca. W późniejszym okresie dział powiększyliśmy także o Podlaski Przełom Bugu, o którym po prostu nie sposób nie wspomnieć, a całość zamykają zdjęcia lotnicze, na których podziwiać można całą okolicę z lotu ptaka.

Oczywiście stale pielęgnujemy nasze rodowe drzewo genealogiczne, w którym przewijają się takie nazwiska jak: Kobylińscy, Węglińscy, Młoccy, Wężyk, Ossolińscy, Mazur, Ganabasińscy, Korycińscy, Łęczyccy, Trębiccy, Sułkowscy.

Z kolei z racji duchowego powołania naszych dwóch misjonarzy - brata oraz stryja, na kolejny rozdział naszej witryny obraliśmy Misje w Afryce. Staramy się w nim przybliżyć urokliwy kawałek Czarnego Lądu - Wybrzeże Kości Słoniowej oraz jego wspaniałą perełkę - założony przez naszych misjonarzy afrykański chór Claret Gospel, co kilka lat odwiedzający nasz kraj.

Życzymy niezapomnianych wrażeń i zapraszamy do lektury! Jednocześnie pragniemy nadmienić, że nie prowadzimy żadnego rodzaju działalności komercyjno-usługowej, a nasz portal nie posiada żadnego zewnętrznego źródła finansowania, co nie oznacza, że go nie potrzebuje!

"Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości".
"Naród, który traci pamięć, przestaje być Narodem - staje się jedynie zbiorem ludzi czasowo zajmujących dane terytorium".

Marszałek Józef Piłsudski, honorowy obywatel miasta Łosice od 1934 roku

Czy wiesz, że...

Łosice słynęły w okolicy z doskonałej hodowli koni, o które upominali się królowie polscy. /*Stąd też tylko najznamienitsi mogli ubiegać się o zarządzanie folwarkiem.*/ Konie z łosickiej stadniny często brały udział w wojnach prowadzonych przez kolejnych polskich królów.

Wieści z królewskiego folwarku

Depesze Ojca Wojciecha: 9 (125). Baśnie i legendy afrykańskie
Część XIV: Ślub córki Boga
2 grudnia 2017 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFMając dość nieustannych narzekań młodych pokoleń, bez przerwy skłóconych ze starszymi, Bóg postanowił ustanowić społeczeństwo nowego rodzaju, w którym będą żyli jedynie ludzie młodzi. Z jego rozkazu wszystkie stare osoby miały być niezwłocznie zgłaszane, zatrzymywane i skazywane na śmierć. Tylko Ekèndèba zdołał ocalić swoją matkę, ukrywając ją na polu białej fasoli.

Po tym wybuchu gniewu, Bóg wyprawił w swoim pałacu wielkie przyjęcie na cześć swojej córki, która obchodziła właśnie piętnaste urodziny. Cóż to było za wydarzenie – święto osiągnięcia pełnoletności jedynej córki Boga! Aż po dziś dzień wspomina się je, jakby miało miejsce wczoraj. Na przyjęciu obecny był oczywiście Człowiek, ale również Ekèndèba, czyli Pająk, Zając, Bawół i wszyscy inni poddani Boga, bez wyjątku.

Piękna, bardzo piękna była córka Boga: wysoka i zgrabna, o pięknych, jedwabistych, czarnych włosach, o powabnej i smukłej szyi, ognistych oczach, błyszczącej hebanowej cerze i lśniąco białych zębach. Żaden młodzieniec nie mógł na nią spojrzeć, by natychmiast się w niej nie zakochać. W końcu ogłoszono, że Bóg odda rękę swojej córki jedynie kandydatowi, który pokona trzy próby inteligencji, przy czym porażka w którejkolwiek z nich wiązać się będzie śmiercią konkurenta.

Pewny siebie Zając zgłosił swoją kandydaturę, ale nie zdołał rozwiązać żadnej z trzech prób. Lotem błyskawicy wiadomość o jego porażce i śmierci obiegła ziemię. Dalecy od rezygnacji młodzi, którzy następnie ośmielili się spróbować, jeden po drugim ginęli pod ostrzem noża.

Pewnego ranka ogłoszono wizytę Ekèndèba. Kiedy Bóg został poinformowany, że on także przychodzi prosić o rękę jego córki, uśmiechnął się i powiedział:

– Nie odmawiam twojej prośbie, ale moja mata z piasku się podarła. Nie rozpatrzę jej, dopóki nie przyniesiesz mi nowej, całej utkanej z ziarenek piasku.

Pająk odszedł mocno zatroskany. Gdzie znaleźć matę utkaną z piasku? Czy taka mata w ogóle istnieje? Było tyle pytań, które sobie zadawał i które pozostawały bez odpowiedzi. Ostatecznie poszedł skonsultować się ze swoją starą matką.

– Bóg nie chce nawet wziąć pod uwagę mojej kandydatury, aż nie dostanie ode mnie maty utkanej z samych ziarenek piasku. Tymczasem takiej maty nigdy w życiu nawet nie widziałem.

– Więc poproś Boga, żeby pokazał ci dla przykładu podartą matę.

Gdy Ekèndèba dał odpowiedź, której nauczyła go jego matka, Bóg odpowiedział kiwając głową:

– Rzeczywiście, nikt nigdy takiej maty nie widział, bo niepodobna by coś podobnego istniało. Jesteś chyba dość inteligentny, by to wiedzieć. Chcę teraz byś mi przyniósł worek wypełniony wężami.

Za radą swojej matki Ekèndèba napełnił wielki worek suchymi liśćmi i udał się z wizytą do Pytona. W godzinie spoczynku zaproponował swojemu gospodarzowi:

– Pytonie, mój przyjacielu, oto mój worek, który Ci powierzam. Popilnuj go proszę, podczas gdy ja udam się na nocne czuwanie pogrzebowe do sąsiedniej wioski. Wrócę jutro rano.

Pająk włożył niepostrzeżenie do worka kawałek rozżarzonego węgla, ale Pyton, który o tym nie wiedział, spał spokojnie. Jakież było jego zdziwienie, gdy wstając znalazł worek i jego zawartość całkowicie strawione przez ogień. Widząc to Ekèndèba zaczął płakać i lamentować:

– Oh! Pytonie, mój przyjacielu! Spaliłeś mi posag, który z wielkim trudem przygotowałem, by poślubić córkę Boga. Cóż za nieszczęście! Co jej teraz ofiaruję?

– Odszkodowanie rzeczywiście jest bardzo ważne – uznał Pyton. – Nie martw się drogi przyjacielu, zwrócę ci cenę spalonych ubrań.

Niestety, to nie pieniędzy mi potrzeba, ponieważ ubrania te były niepowtarzalne i są absolutnie nie do zastąpienia.

Ekèndèba lamentował tak bardzo nad utratą swojego worka, że groził samobójstwem. Pyton był głęboko zatroskany. W imię solidarności i sympatii, wszystkie węże z sąsiedztwa przyłączyły się do Pytona, by próbować pocieszyć pająka. Wąż Trawiasty ofiarował mu nawet worek zupełnie podobny do tego, który się spalił, ale Ekèndèba jedynie krzyczał jeszcze głośniej:

– Chodź, przyjacielu Pytonie, chodź i zobacz jak leżało w worku jedno z moich ubrań, które było tak długie jak ty.

Zwinął Pytona i włożył do worka. Następnie zwrócił się do Węża Trawiastego:

– Oh! Co za nieszczęście! Ty również, umiłowany Wężu Trawiasty, chodź, zobacz jak leżało w worku ubranie, które było dokładnie twoich rozmiarów.

Dotknięty do łez Wąż Trawiasty zwinął się i pozwolił włożyć do worka. Używając tej samej strategii, Pająk zdołał napełnić swój worek wężami, po czym zaszył go ostrożnie, zarzucił na głowę i ruszył w drogę, mówiąc do swoich więźniów – tak nieostrożnych, co litościwych:

– Widzicie, moi drodzy przyjaciele, właśnie tak wędrowałem z moim workiem z cennym ubraniem na głowie. To dokładnie ta sama droga, którą obrałem, idąc do Pytona. Oto moje ślady, a to miejsce gdzie odpoczywałem, zmęczony upałem…

Przybywszy przed Boga, Ekèndèba położył przed nim triumfalnie swój ciężar:

– Oto worek wężów – rzekł.

– Prawdziwie, jesteś inteligentny, – odparł Bóg – ale to nie wszystko. Wiem, że twoja stara matka ciągle żyje. Jeśli naprawdę chcesz pojąć za żonę moją córkę, przynieś mi płuca matki, a nie zażądam niczego więcej.

Zamordować swoją matkę, by zdobyć rękę dziewczyny? Nie, nigdy! Lepiej zrezygnować z małżeństwa – W ten sposób myślał Ekèndèba idąc do swojej starej matki Azikouman.

– Matko, teraz widzę jasno, że Bóg nie chce nikomu oddać swojej córki za mąż.

– Skąd wiesz? Przecież sam jej nie poślubi!

– A jednak jestem tego pewien. Widzisz, po dwóch próbach poprosił mnie o niemożliwe. Powiedział, abym przyniósł mu płuca matki.

– Co w tym niemożliwego? Bóg nie żąda od ciebie moich płuc, ale antylopy białej. Musisz wiedzieć, że w tajemnym języku samica antylopy białej jest nazywana „matką”, ponieważ dożywa sędziwego wieku.

Wziąwszy łuk i strzały, Ekèndèba wyruszył na poszukiwanie samicy antylopy białej, a gdy ją ustrzelił, wyciął płuca i zaniósł je Bogu.

– Czy przypadkiem nie zabiłeś swojej matki? – zapytał Bóg.

– Nie. Przynoszę ci płuca samicy antylopy białej, matki wszystkich roślinożerców.

– Rzeczywiście, jesteś bardzo mądry. Chętnie oddaję ci więc moją córkę za żonę.

I tak, dzięki mądrości swojej matki, którą uratował od zagłady, Ekèndèba triumfował tam, gdzie wszyscy z jego pokolenia polegli.

Na podstawie: François-Joseph AMON D’ABY, "La mare aux crocodiles, Contes et légendes populaires de Côte d’Ivoire", Abidjan 1992.
Z języka iworyjskiego tłumaczył: o. Wojciech Kobyliński CMF.

zobacz poprzednie depesze...

Gęsina na Św. Marcina
11 listopada 2017 r.

Maciej Kobyliński"Na świętego Marcina najlepsza gęsina" - jak głosi staropolskie przysłowie. Kim był św. Marcin i co mają do tego gęsi?...>

Polinów znów w Radiu Dla Ciebie!
16 lipca 2017 r.

Bartosz KobylińskiLokalnym patriotom nie mogła umknąć długo zapowiadana audycja, nadawana 16 lipca br. przez Radio Dla Ciebie (RDC) w ramach bloku "Łosiowisko". Oprócz prezentacji atrakcji regionu i nadbużańskich okolic, zapowiedzi Dni Łosic oraz opowieści o pisaniu ikon, przy temacie początków i historii Łosic aż dwa razy został wspomniany majątek Polinów, wraz z jego obecnymi właścicielami. Chwalić się tym co prawda może nie jest na miejscu, ale przy takich okazjach serce cieszy przede wszystkim fakt, że po wielu latach udało się na stałe przywrócić pamięć tego kawałka ziemi - niegdyś nieco zapomnianego, lecz przecież nierozerwalnie zrośniętego z bogatą historią Łosic...
Nic straconego dla tych, którzy przegapili audycję, bowiem całości można odsłuchać pod tym adresem.

Afrykańskie kazania w Międzyrzecu Podlaskim i Łosicach
13 i 15 sierpnia 2017 r.

Bartosz Kobyliński W imieniu o. Andrzeja Kobylińskiego CMF, 13 sierpnia br. serdecznie zapraszamy na msze św. w Międzyrzecu Podlaskim, zaś 15 sierpnia (Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny) na msze w jego rodzinnej, łosickiej parafii Św. Zygmunta, podczas których podzieli się najświeższymi wieściami z afrykańskich misji. W tym roku nowością będzie pokaz slajdów wprost z serca nowej misji - tym razem z dala od oceanu i daleko w głębi lądu, bo aż 700 kilometrów na północny wschód od dotychczasowego miejsca pobytu - w mieście Koudougou w Burkina Faso. Niestety klimat jest tam dalece bardziej paskudny niż w dotychczasowych lokalizacjach (wszak Sahara tuż tuż!), a krajobraz skalisty, skrajnie suchy i szalenie niewdzięczny, no ale w końcu w tej posłudze miejsca pracy się nie wybiera. Mapę z dokładną lokalizacją wszystkich dotychczasowych, jak i obecnej misji można obejrzeć w naszym serwisie na stronie tytułowej Misji Afrykańskich.

Po mszach św. zachęcamy do osobistego spotkania z o. Andrzejem i złożenia ofiary na wsparcie budowy czwartego już (sic!) kościoła jego autorstwa. Z racji odmiennego klimatu, jak i szalenie ubogich zasobów materiałowych zastanych na miejscu (doskwiera głównie brak drewna), będzie wymagał użycia zgoła innych technologii, niż te stosowane dotychczas na Wybrzeżu.
Warto przy tym wspomnieć, że w czerwcu br. minęło 27 lat od rozpoczęcia posługi naszego misjonarza na Czarnym Lądzie. Pozostaje życzyć mu co najmniej tyle samo lat w takim zdrowiu i zapale do pracy!

Maciej KobylińskiCzy grozi nam inwazja bobrów? W Polsce bobrów z roku na rok jest coraz więcej, łatwiej więc zauważyć efekty ich pracy. Ścinanie drzew, budowanie tam, piętrzenie wody leży w ich naturze...

Łosickie przedszkolaki odwiedzają Polinów
23 maja 2017 r.

Bartosz Kobyliński23 maja br. chyba po raz pierwszy gościliśmy na Polinowie silną grupę przedszkolaków z Przedszkola Samorządowego nr 1 w Łosicach, oczywiście pod bacznym okiem pań opiekunek. Do południa odwiedziło nas aż trzy około czterdziestoosobowe grupy maluchów, czyli w sumie jakieś 120 osób - a to już, jak na jednorazowe odwiedziny, naprawdę poważna liczba. Z racji dnia roboczego, rola przewodnika i organizatora całego przedsięwzięcia przypadła naszemu Wujowi Janowi Kobylińskiemu, który jednak w tej roli odnajduje się wprost idealnie. Jakby się mogło wydawać, nie jest to jednak bułka z masłem - dwugodzinny wykład w pełnym kontuszu szlacheckim z futrzaną czapą i szablą u boku, na dodatek przy temperaturze otoczenia dochodzącej do 30°C, wymaga naprawdę niezgorszej kondycji.

A jak wrażenia Gości? Oczywiście jak najbardziej pozytywne, ale ponoć najwięcej emocji wzbudziły pięknie ubrane konie oraz krypta pod starą oranżerią - z wielkim, włochatym pająkiem na czele, a raczej u sufitu:) Oczywiście w programie nie zabrakło też zwiedzania starego spichlerza z izbą pamięci i galerią misji afrykańskich, rundki po ogrodzie oraz podziwiania panoramy naszej małej "doliny pięciu stawów" ze szczytu Michałowego Kopca. Oczywiście wszystko to zostało doprawione profesjonalną narracją naszego przewodnika, łącznie z zarysem historycznym dziejów majątku oraz omówieniem ważniejszych jego atrakcji. A wszystko to podane w lekkostrawnej formie, no i oczywiście, jak na Wuja przystało, okraszone humorem.

Mamy nadzieję, że nasi Goście równie miło jak długo będą wspominać nasze skromne progi i jeszcze kiedyś do nas zawitają, do czego oczywiście gorąco namawiamy!

Gorące wieści z misji w Burkina Faso
11 maja 2017 r.

Jacek KobylińskiDawno nie zamieszczaliśmy nowych wieści z misji w Burkina Faso, gdzie przebywa nasz misjonarz z Polinowa – o. Andrzej Kobyliński. Na misji w zasadzie niewiele się zmieniło od czasu ostatniej korespondencji, no może poza pogodą. Po okresie wręcz chłodnym (listopad – styczeń) z pustynnym wiatrem – harmattanem, nastały z kolei męczące upały. Te zaś świadczą o kulminacji pory suchej, która jednak też niebawem dobiegnie końca. Póki co jednak temperatura w dzień przekracza 40°C, w nocy utrzymując powyżej 30 kresek. W pomieszczeniach mieszkalnych słupek rtęci oscyluje w granicach 34-36°C, co przy przerwach w dostawach prądu i jego słabowitym napięciu w zasadzie eliminuje zbawienną tam klimatyzację. Z tego też powodu nawet wentylatorowi nie zawsze chce się mieszać gorące powietrze.

W takiej oto aurze nasi misjonarze musieli przygotowywać uroczystości wielkanocne. Te mają tam jednak nieco inny i skromniejszy wymiar niż u nas. Zresztą zajęć jest tyle, że nie ma czasu na uroczyste świętowanie. Niestety prace związane z budową nowego kościoła stoją w miejscu, gdyż nie odzyskano jeszcze praw do zawładniętej przez protestantów części placu kościelnego.

Nasz misjonarz powoli zaczyna przygotowywać wyjazd do Polski (oczywiście jeszcze nie na stałe). W tym roku w Polsce pojawi się 13 czerwca, a więc tuż przed świętem Bożego Ciała – zdąży jeszcze zatem wziąć udział w procesji w swej rodzinnej parafii Świętego Zygmunta w Łosicach. Ojciec Andrzej będzie przebywał w kraju aż do 4 września, przez ten czas przechodząc szereg badań lekarskich i załatwiając ogrom spraw związanych z planami budowy kolejnego kościoła. W międzyczasie będzie również głosił kazania misyjne i zbierał datki na budowę nowej świątyni w Koudougou.

My planujemy z kolei nagrać jego relacje z pracy na afrykańskich misjach, gdzie spędził już przecież 26 lat – jest zatem o czym opowiadać. Nagrania te, wraz z filmem nakręconym już bezpośrednio w pustynnym Burkina Faso, będą prezentowane zwiedzającym we właśnie tworzonej Galerii Polinowskiej, której część stanowić będzie właśnie ekspozycja misyjna.

Święta Wielkiej Nocy 2017
16-17 kwietnia 2017 r.

Maciej KobylińskiKilka fotek z tegorocznej Wielkanocy. Na Polinowie piękna wiosna...

Niedziela Palmowa
9 kwietnia 2017 r.

Maciej KobylińskiW niedzielę uczestniczyliśmy w tradycyjnej procesji z palmami wokół łosickiego rynku. Kilka fotek z tej uroczystości...

Licznik przekręcony, a Rubikon przekroczony!
3 kwietnia 2017 r.

Bartosz Kobyliński Mało kto wie, wliczając w to do niedawna również i mnie, że 10 grudnia 2016 r. nasz stale bijący licznik odwiedzin przekręcił się z wymownym zgrzytem, wskazując okrągłe 200 tysięcy!
Dziękujemy wszystkim Gościom i liczymy na kolejne wizyty! No i na przyszłość obiecuję nie przeoczyć kolejnej tak okrągłej liczby:)

Lato na przednówku
2 kwietnia 2017 r.

Maciej KobylińskiKwiecień przywitał nas w tym roku letnimi temperaturami. Kto żyw łapał pierwsze promienie wiosennego słońca...

Spuszczanie stawu
1 kwietnia 2017 r.

Maciej KobylińskiWiosna na Polinowie rozpoczęła się w tym roku spuszczeniem wody ze stawu i odłowem ryb. Głównym celem był sum, który siał popołoch wśród narybku. Polowanie zakończyło się pełnym sukcesem. Zapraszamy na foto-relację...

Goście z Laponii
18 lutego 2017 r.

Maciej KobylińskiTegoroczne ferie na Polinowie upłynęły pod znakiem gości z Laponii...

16 wiosen XX-wiecznego serwisu Polinów!
9 lutego 2017 r., godz. 20:49

Bartosz Kobyliński Trzeba otwarcie przyznać, że ostatnimi laty nasz serwis - nie wiedzieć kiedy - z nieopierzonego małolata wyrósł na dorodnego nastolatka. A że jak co roku 9 lutego obchodzi urodziny, w dodatku akurat w Międzynarodowy Dzień Pizzy, wypadałoby przynajmniej w kilku słowach o tym wspomnieć. Jako że zamówiony w pobliskiej pizzerii urodzinowy tort nieubłaganie już stygnie, dziś - w przeciwieństwie do okrągłych rocznic - obędzie się bez zbytniego nadęcia:)
By jednak pozostać wiernym wszelakim podsumowaniom, wspomnę tylko, że ostatni rok to dla serwisu przede wszystkim mobilna rewolucja, do której wreszcie dorośliśmy, a od której ucieczki już nie było. W jej ferworze od podstaw przebudowaliśmy cały serwis oraz menu, zmieniając jego pozycję z wertykalnej na horyzontalną u góry strony, o czym szerzej pisaliśmy marcem ubiegłego roku. Pod koniec listopada z kolei przeszliśmy na najnowszą, piątą już wersję języka HTML.
W tym miejscu warto wspomnieć, że dzięki stronie "Nowości" w dziale "Witryna", możecie przenieść się aż do zamierzchłych czasów końca XX wieku, w których skutecznie zapączkowały pierwsze pomysły. Znajdziecie tam m.in. opisy większych zmian i nowości w życiu wirtualnego Polinowa, na dodatek okraszone archiwalnymi zrzutami ekranów - ot, ewolucja serwisu podana w lekkostrawnej pigułce.
Po tych gruntownych przebudowach w ciągu ostatnich kilku miesięcy wreszcie udało się wszystko dopiąć, przez co dziś serwis działa nienagannie nawet na najbardziej egzotycznym i zminiaturyzowanym sprzęcie. Miejmy zatem nadzieję, że teraz, po uporaniu się z kwestiami technicznymi, następny rok zaowocuje bardziej merytoryczną treścią, czego sobie i wszystkim Czytelnikom życzymy. Cowabunga!

Kolejną okazją do świętowania jest wskazanie stale bijącego licznika odwiedzin naszego serwisu - zaraz po nowym roku naliczył bowiem okrągłe 200.000 unikalnych wizyt!



Maciej KobylińskiW tym roku na Polinowie hucznie świętowaliśmy Dzień Babci i Dziadka...

Boże Narodzenie w Burkina Faso
13 stycznia 2017 r.

Jacek KobylińskiKlaretyńska misja w Burkina Faso, a konkretnie w mieście Koudougou, przed świętami Bożego Narodzenia przeżywała istne oblężenie. Tłumy chętnych do spowiedzi i kandydatów do chrztu, ale i mnóstwo petentów, odwiedzających misję głównie w sprawach godnego przygotowania do świąt kościoła oraz rozrzuconych po okolicznych wsiach kaplic. Tam co prawda te święta obchodzone są zupełnie inaczej, ale ich wymowa jest tożsama z tymi „naszymi”. Brak jednak tej całej świątecznej otoczki, która u nas zdominowała cały sens tego radosnego okresu.

Tamtejsze święta poprzedza obowiązkowo spowiedź. Ojciec Andrzej czuł się nieco zakłopotany, ujrzawszy niemieszczące się w kościele i wylewające na zewnątrz tłumy chętnych. Co prawda tamtejsza spowiedź trwa krótko, gdyż mało kto mówi po francusku, a nasi misjonarze nie rozumieją z kolei po burkińsku, ale mimo tego na szczęście wszystko idzie całkiem sprawnie. Taka spowiedź oczywiście również jest ważna i w teologii ma nawet swoje specjalne określenie. Faktem jest, że rozgrzeszenie następuje niezwłocznie po wyznaniu win, a cały sakrament trwa czasem mniej niż minutę. Jeden ksiądz może więc wyspowiadać setki wiernych, ale to i tak długie godziny spędzone w konfesjonałach, o ile oczywiście takowe są na miejscu dostępne.

Zaraz po Wigilii nasi misjonarze rozjechali się po wioskach, gdzie funkcjonują tamtejsze kaplice. Niektóre z nich są naprawdę pokaźnych rozmiarów i gromadzą tłumy wiernych. Najbardziej cieszą jednak całe zastępy katechumenów, pragnących przyjąć chrzest. W kościele głównym (który póki co ładniej się nazywa, niż wygląda) ochrzczono w pierwszy (i jedyny zresztą) dzień Świąt Bożego Narodzenia 192 katechumenów – czyli wstępujących do kościoła katolickiego – zarówno tych dorosłych, jak i dzieci. Ta liczba nie obejmuje jednak chrztów w kaplicach wiejskich. W sumie daje to ponad 300 ochrzczonych w minione święta parafian… Ludzie garną się do kościoła i widać, że budowa nowej świątyni jest bardzo potrzebna. Niestety przyciągają się formalności związane z przejęciem gruntów i pozwoleniami.

Co do miejscowego folkloru związanego z Bożym Narodzeniem, to nie jest on tak rozbudowany jak u nas, bo i tradycji wszakże brak... Ale i owszem, czczony jest nowonarodzony w stajni Mesjasz. Przeważnie przybiera to formę przydomowych szopek dekorowanych na zewnątrz domostw. Kościelna szopka również jest skromna i gdzie jej tam równać się z naszymi. Owe dekoracje lepiej od słów zilustrują jednak załączone obok zdjęcia.

Natomiast święta to paradoksalnie również i trudny dla polskich misjonarzy okres. Rzadko śpiewają nawet polskie kolędy. Tęsknota za krajem, rodzinami czy polskimi obyczajami staje się w tym czasie szczególnie dotkliwa. I nie zapełni jej ani namiastka choinki, ani zaimprowizowana Wigilia, ani Pasterka, bo to nie ten kraj, nie ta kultura, nie to otoczenie... Tych świąt i ich atmosfery brakuje im chyba najbardziej. Jednak świadomość potrzeby działania w tamtych realiach łagodzi ich smutki i sprawia, że chcą tam być i pracować, niosąc dobrą nowinę dla tego kraju i ich mieszkańców.

Radca Prawny Grzegorz Kobyliński - Siedlce

. .
Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy