strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława
Dawny folwark królewski na południu Podlasia, od 1906 r. siedziba rodu Kobylińskich.

Południowe Podlasie KobylińscyPołudniowe Podlasie WęglińscyPołudniowe Podlasie KorycińscyPołudniowe Podlasie Wężyk

Drzewiej majątku owego gościnę wielu wojów docenić miało już sposobność wszelaką, jako że i dóbr tutejszych przyjezdnym nie szczędzono. Samże folwark tako i dwie stajnie posiadał, co i w każdej po sto koni stanie, prze co i sam król ochoczo w te strony przybywał. A i nieraz gdy z Kraka grodu na Wilno swe kroki kierował, Polinowskiego Dworu nigdy nie omieszkał nawiedzić.
Tako i Ty wędrowcze strudzony racz spocząć przed tym ognia kominem, i pomnij tę krainę pradawną, co mężów zacnych wielu już na świat wydała, a jej strumień, któren od stuleci z Tatarskiego Wzgórza niestrudzenie wody swe toczy, niejedną co noc opowiada historię...

www.polinow.pl to serwis regionalno-historyczno-rodzinny, prezentujący dawny królewski folwark - Polinów, znany dawniej jako Dobra ziemskie Konarzewszczyzna i Skolimowszczyzna (Konarzewszczyzna-Skolimów) lub po prostu Folwark miasta Łosice. Pod koniec XVIII w. opiekę nad majątkiem przejęła od królewskich dzierżawców dawna i zasłużona rodzina wołyńska - hrabiowie Ledóchowscy h. Szaława, późniejszymi właścicielami byli zaś Perkowscy h. Peretyatkowicz. Wreszcie w 1906 r. folwark we władanie objęła rodzina Kobylińskich, czyniąc go swym rodzinnym gniazdem.
Tutejsze życie przez wieki koncentrowało się wokół centralnego podwórca, którego układ, mimo powojennej parcelacji folwarku, nie zmienił się do dnia dzisiejszego. W tym magicznym miejscu co krok bogata tradycja splata się ze współczesnością, a każdy budynek, kamień czy drzewo posiada niepowtarzalną, nierzadko kilkusetletnią, historię.
Oprócz dawnych dziejów tego niecodziennego miejsca przytaczamy także burzliwe dzieje jego kolejnych posesorów, dla których jako tło doskonale służą wspomnienia z samych Łosic i codziennego życia ich mieszkańców.

Warto także wspomnieć, jak ważną rolę w pielęgnacji wielowiekowej tradycji oraz sąsiedzkich więzi na Polinowie nadal odgrywają konie, z którymi Kobylińscy, jak i całe Łosice, związani są od stuleci. To one pozostają wspólnym punktem zainteresowań wielu okolicznych hodowców i hobbystów, wzbogacając historię naszego regionu m.in. o zawody konne, organizowane na Polinowie oraz wielu innych malowniczych miejscach całej okolicy. Kolejny dział naszej strony: Stajnia Polinów, dedykujemy zatem końskim pasjom.

W kolejnym rozdziale: Łosice i okolice opisujemy leżące nad rzeką Toczna (dawniej Tuczna lub Łosiczanka) miasto Łosice wraz z jego ciekawą historią oraz całe Południowe Podlasie, przedstawiając ich bogatą historię oraz unikatowe zabytki: pałace, dwory, stare folwarki i majątki, kościoły, czy wreszcie przydrożne krzyże i kapliczki. Jako że nasz pradziadek - hrabia Alfred Wiktor Witalis Węgliński h. Godziemba - oprócz majątków na lubelszczyźnie posiadał także dwa założenia dworskie nieopodal miasta Łosice: Toporów i Chotycze, grzechem byłby nie poświęcić także im nieco więcej miejsca. W późniejszym okresie dział powiększyliśmy także o Podlaski Przełom Bugu, o którym po prostu nie sposób nie wspomnieć, a całość zamykają zdjęcia lotnicze, na których podziwiać można całą okolicę z lotu ptaka.

Oczywiście stale pielęgnujemy nasze rodowe drzewo genealogiczne, w którym przewijają się takie nazwiska jak: Kobylińscy, Węglińscy, Młoccy, Wężyk, Ossolińscy, Mazur, Ganabasińscy, Korycińscy, Łęczyccy, Trębiccy, Sułkowscy.

Z kolei z racji duchowego powołania naszych dwóch misjonarzy - brata oraz stryja, na kolejny rozdział naszej witryny obraliśmy Misje w Afryce. Staramy się w nim przybliżyć urokliwy kawałek Czarnego Lądu - Wybrzeże Kości Słoniowej oraz jego wspaniałą perełkę - założony przez naszych misjonarzy afrykański chór Claret Gospel, co kilka lat odwiedzający nasz kraj.

Życzymy niezapomnianych wrażeń i zapraszamy do lektury! Jednocześnie pragniemy nadmienić, że nie prowadzimy żadnego rodzaju działalności komercyjno-usługowej, a nasz portal nie posiada żadnego zewnętrznego źródła finansowania, co nie oznacza, że go nie potrzebuje!

"Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości".
"Naród, który traci pamięć, przestaje być Narodem - staje się jedynie zbiorem ludzi czasowo zajmujących dane terytorium".

Marszałek Józef Piłsudski, honorowy obywatel miasta Łosice od 1934 roku

Czy wiesz, że...

Najstarszą mieszkanką Polinowa była urodzona w Odessie Zinaida Alicja Kobylińska - dożyła 96 lat. Trzeźwość jej umysłu i zdrowie do końca zadziwiały wszystkich, którym dane było ją spotkać...

Wieści z królewskiego folwarku

Babie lato
październik 2018 r.

Maciej KobylińskiPo wyjątkowo ciepłej wiośnie, upalnym lecie, na Polinowie czas na piękną, złotą jesień...

Filmy
październik 2018 r.

Jacek KobylińskiZapraszam do obejrzenia filmów promocyjnych o Polinowie i misjach.

Co wspólnego z Polinowem ma admirał Józef Unrug?
1-2 października 2018 r.

Bartosz KobylińskiJak zapewne większość z Was wie, w Helu rozpoczną się dziś uroczystości pogrzebowe dowódcy Marynarki Wojennej w okresie II RP i dowódcy Obrony Wybrzeża we wrześniu 1939 r., admirała Józefa Unruga i jego żony Zofii. Ich szczątki przypłynęły z Francji do Polski w niedzielę na pokładzie okrętu ORP Kościuszko.
Nie wszyscy jednak wiedzą, że w jednym z obozów jenieckich razem z nim siedział Stanisław Kobyliński - syn Michała Kobylińskiego. Po tym, jak pod Mławą jego pułk został okrążony i rozbity, a żołnierze wzięci do niewoli, oficerowie zostali następnie przetransportowani do Stalagu w Niemczech, po czym przewiezieni do oficerskiego obozu w Murnau koło Monachium w Bawarii. Współwięźniami Stanisława byli tam m.in. wspomniany Józef Unrug, Witold Pilecki ps. „Witold”, „Druh”, Henryk Sucharski, a także generałowie dywizji, generałowie brygady i pułkownicy. W obozie Stanisław przesiedział długie sześć lat – aż do końca wojny, ale o tym przeczytacie więcej na stronie "Kobylińscy na Polinowie". Przy tej okazji warto jednak nieco przybliżyć postać admirała Józefa Unruga, tym bardziej, ze bezsprzecznie na to zasługuje:

"Józef Michał Hubert Unrug - Polski admirał pochodzenia niemieckiego, dowodzący Marynarką Wojenną i morski oficer pokładowy okrętów podwodnych. Podczas I wojny światowej był dowódcą okrętów podwodnych i flotylli okrętów podwodnych w Kaiserliche Marine. Następnie wstąpił do odrodzonej polskiej Marynarki Wojennej. Od 1925 do 1939 dowodził Flotą i Obszarem Nadmorskim, a w trakcie kampanii wrześniowej Obroną Wybrzeża. Po wyjściu z niewoli niemieckiej, pod koniec II wojny światowej, zajmował stanowisko I zastępcy szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej".

Po kapitulacji, z racji jego wcześniejszej służby w marynarce niemieckiej, hitlerowcy proponowali admirałowi Unrugowi pobyt w niewoli na specjalnych warunkach. On jednak konsekwentnie się nie zgadzał. Przetrzymywany był kolejno w kilku oflagach, w tym w dwóch karnych, gdzie był szczególnie szykanowany. W niewoli Józef Unrug rozmawiał z Niemcami tylko po polsku za pośrednictwem tłumaczy. Niemieccy oficerowie dziwili się, że były niemiecki dowódca nie mówi po niemiecku. Wtedy admirał odpowiadał, że jest Polakiem i polskim oficerem, a języka niemieckiego zapomniał 1 września 1939 roku...

Przerzucano go z obozu do obozu, gdzie zachował nie tylko dumną i nieugiętą postawę, ale też poczucie wojskowego drygu. Niższych rangą żołnierzy upominał nawet, by byli schludnie ubrani i zachowywali się z godnością. Upominał ich także, by nie podawali Niemcom ręki. Sam traktował ich z góry i wymagał, by respektowali jego stopień wojskowy.

Kiedy adm. Unrug umierał zdecydował, że jego szczątki mogą wrócić do Polski tylko wtedy, kiedy zamordowani przez stalinowskich oprawców jego towarzysze boju będą z honorem pochowani. I tak też się właśnie stało...

Afrykańskie kazania w Łosicach
12 sierpnia 2018 r.

Bartosz Kobyliński W imieniu o. Andrzeja Kobylińskiego CMF, serdecznie zapraszamy na msze św. w jego rodzinnej, łosickiej parafii Św. Zygmunta, podczas których 12 sierpnia br. podzieli się najświeższymi wieściami z samego serca nowej misji - tym razem z dala od oceanu i daleko w głębi lądu, bo aż 700 kilometrów na północny wschód od dotychczasowego miejsca pobytu - w mieście Koudougou w Burkina Faso. Niestety klimat jest tam dalece bardziej paskudny niż w dotychczasowych lokalizacjach (wszak Sahara tuż tuż!), a krajobraz skalisty, skrajnie suchy i szalenie niewdzięczny, no ale w końcu to służba, a nie wakacje... Wszak już z samej definicji owej posługi, czy wreszcie nazwy - "misja" - można wywnioskować, że miejsca pracy raczej się tu nie wybiera... Mapę z dokładną lokalizacją wszystkich dotychczasowych, jak i obecnej misji można obejrzeć w naszym serwisie na stronie tytułowej Misji Afrykańskich.

Po mszach św. zachęcamy do osobistego spotkania z o. Andrzejem i złożenia ofiary na wsparcie budowy czwartego już (sic!) kościoła jego autorstwa. Z racji odmiennego klimatu, jak i szalenie ubogich zasobów materiałowych zastanych na miejscu (doskwiera głównie brak drewna), budowa będzie wymagała użycia zgoła innych technologii i materiałów, niż te stosowane dotychczas na Wybrzeżu.
Warto przy tym wspomnieć, że w czerwcu br. minęło 28 lat od rozpoczęcia posługi naszego misjonarza na Czarnym Lądzie. Pozostaje życzyć mu co najmniej tyle samo wiosen w takim zdrowiu i zapale do pracy!

Wakacje, wakacje
lipiec 2018 r.

Maciej KobylińskiNiedługo półmetek wakacji. Oto przegląd najważniejszych wydarzeń...

11. wizyta afrykańskiego chóru Claret Gospel w Polsce
3 czerwca - ? 2018 r.

Bartosz Kobyliński Z radością informujemy, że już po raz jedenasty gościmy w Polsce afrykański chór Claret Gospel! W tym roku wizyta trwa od 3 czerwca. Dla przypomnienia dodam, że założycielami chóru są o. Roman Woźnica CMF oraz nasz stryj - o. Andrzej Kobyliński CMF, który od 21 czerwca przebywa w Polsce na tzw. "przymusowym urlopie". Niestety w tym roku być może nie będzie mu dane podzielić się z nami "dobrą nowiną" nawet w rodzimej, łosickiej parafii...

Ale po kolei. Jak co roku bowiem, za ogrom organizacyjnych trudów oraz opiekę nad chórem odpowiada niezłomny o. Roman Woźnica CMF - niestety nagłe i nieoczekiwane problemy zdrowotne oraz przymusowa wizyta w szpitalu w środku krajowego tournée całkowicie pokrzyżowały dalsze plany. Tym samym jedyną osobą zdolną zastąpić współbrata w roli dalszego przewodnika i opiekuna (a przy tym biegle władającą językiem francuskim oraz znającą afrykańskie realia) pozostaje nasz stryj - o. Andrzej Kobyliński CMF, który dopiero co przyleciał na zasłużony odpoczynek z nadsaharyjskiego kraju nękanego 45-stopniowymi upałami... Niestety koniec trasy chóru zbiega się również z końcem jego "urlopu", więc zapewne zabraknie czasu nawet na kilka dni wypoczynku. Ten rok może zatem okazać się naprawdę ciężki... Być może czeka go nawet wspólny powrót z czarnoskórymi artystami. Z pewnością będzie zatem mniej okazji do pozakuluarowych spotkań czy odwiedzinach znajomych, nie mówiąc już o urlopowych planach... Pozostaje zatem życzyć mu przede wszystkim wytrwałości i cierpliwości, bowiem zapanować na kilkunastoma chórzystami z innego kontynentu naprawdę nie jest łatwo. Tym bardziej, że stryj już od kilku lat powinien w ojczystym kraju oddawać się zasłużonej emeryturze. Z drugiej strony zaś życie po raz kolejny uczy nas, że człowiek zaplanować to sobie może co najwyżej... co dziś zje na śniadanie...

Dla chętnych spotkania z chórem, na podstawie oficjalnej "Trasy koncertowej Claret Gospel 2018", poniżej publikujemy jego graficzną wersję wraz z miejscami ewangelizacji (ze względu na ograniczenia techniczne podzieloną na etapy - cdn.):

  1. etap
  2. etap
  3. etap
  4. etap
  5. (cdn.)

Maciej KobylińskiNa polinowskim niebie został zaobserwowany niezidentyfikowany obiekt latający. Po wnikliwej analizie okazało się, że tajemniczy obiekt to papuga Ara żółtoskrzydła (Ara macao)...

Majówka 2018
maj 2018 r.

Maciej KobylińskiTegoroczna majówka, nie dość że wyjątkowo długa, to jeszcze była bardzo ciepła i słoneczna...

Wielkanoc 2018
2 kwietnia 2018 r.

Maciej KobylińskiŚnieg, deszcz i wichury - taka była w tym roku wielkanocna pogoda. W niektórych częściach Polski wichura osiągała prędkość 80 kilometrów na godzinę, miejscami występowała wraz z zacinającym deszczem. Niektórzy musieli wielkanocny obiad gotować bez prądu....>

Problem z Marzanną
20 marca 2018 r.

Maciej KobylińskiDziś pierwszy dzień wiosny! 20 marca o godzinie 17.15. rozpoczęła się astronomiczna wiosna! Niestety póki co za bardzo tego w przyrodzie nie widać, a na domiar złego jest problem z utopieniem Marzanny...>

17 wiosen XX-wiecznego serwisu Polinów!
9 lutego 2018 r., godz. 20:49

Bartosz Kobyliński Trzeba otwarcie przyznać, że ostatnimi laty nasz serwis - nie wiedzieć zresztą kiedy - z nieopierzonego małolata wyrósł na dorodnego nastolatka. A że jak co roku w dniu 9 lutego obchodzi urodziny, na dodatek w Międzynarodowy Dzień Pizzy, wypadałoby przynajmniej w kilku słowach wspomnieć o tym wydarzeniu. Jednak jako że zamówiony w pobliskiej pizzerii urodzinowy tort nieubłaganie już stygnie, dziś - w przeciwieństwie do okrągłych rocznic - obędzie się bez zbytniego nadęcia:)
Przy okazji corocznych podsumowań warto jednak przytoczyć wskazanie naszego licznika odwiedzin - a ten przekroczył właśnie 215 000 wizyt! Jednym słowem - jest co świętować, tylko jak do jasnej cholery wcisnąć w siebie pizzę, skoro w kolejce do strawienia leży jeszcze całe stado wczorajszych pąków? Ale co tam, urodziny ma się tylko raz w roku! A zatem - Cowabunga!!!

Depesze Ojca Wojciecha: 9 (125). Baśnie i legendy afrykańskie
Część XIV: Ślub córki Boga
2 grudnia 2017 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFMając dość nieustannych narzekań młodych pokoleń, bez przerwy skłóconych ze starszymi, Bóg postanowił ustanowić społeczeństwo nowego rodzaju, w którym będą żyli jedynie ludzie młodzi. Z jego rozkazu wszystkie stare osoby miały być niezwłocznie zgłaszane, zatrzymywane i skazywane na śmierć. Tylko Ekèndèba zdołał ocalić swoją matkę, ukrywając ją na polu białej fasoli.

Po tym wybuchu gniewu, Bóg wyprawił w swoim pałacu wielkie przyjęcie na cześć swojej córki, która obchodziła właśnie piętnaste urodziny. Cóż to było za wydarzenie – święto osiągnięcia pełnoletności jedynej córki Boga! Aż po dziś dzień wspomina się je, jakby miało miejsce wczoraj. Na przyjęciu obecny był oczywiście Człowiek, ale również Ekèndèba, czyli Pająk, Zając, Bawół i wszyscy inni poddani Boga, bez wyjątku.

Piękna, bardzo piękna była córka Boga: wysoka i zgrabna, o pięknych, jedwabistych, czarnych włosach, o powabnej i smukłej szyi, ognistych oczach, błyszczącej hebanowej cerze i lśniąco białych zębach. Żaden młodzieniec nie mógł na nią spojrzeć, by natychmiast się w niej nie zakochać. W końcu ogłoszono, że Bóg odda rękę swojej córki jedynie kandydatowi, który pokona trzy próby inteligencji, przy czym porażka w którejkolwiek z nich wiązać się będzie śmiercią konkurenta.

Pewny siebie Zając zgłosił swoją kandydaturę, ale nie zdołał rozwiązać żadnej z trzech prób. Lotem błyskawicy wiadomość o jego porażce i śmierci obiegła ziemię. Dalecy od rezygnacji młodzi, którzy następnie ośmielili się spróbować, jeden po drugim ginęli pod ostrzem noża.

Pewnego ranka ogłoszono wizytę Ekèndèba. Kiedy Bóg został poinformowany, że on także przychodzi prosić o rękę jego córki, uśmiechnął się i powiedział:

– Nie odmawiam twojej prośbie, ale moja mata z piasku się podarła. Nie rozpatrzę jej, dopóki nie przyniesiesz mi nowej, całej utkanej z ziarenek piasku.

Pająk odszedł mocno zatroskany. Gdzie znaleźć matę utkaną z piasku? Czy taka mata w ogóle istnieje? Było tyle pytań, które sobie zadawał i które pozostawały bez odpowiedzi. Ostatecznie poszedł skonsultować się ze swoją starą matką.

– Bóg nie chce nawet wziąć pod uwagę mojej kandydatury, aż nie dostanie ode mnie maty utkanej z samych ziarenek piasku. Tymczasem takiej maty nigdy w życiu nawet nie widziałem.

– Więc poproś Boga, żeby pokazał ci dla przykładu podartą matę.

Gdy Ekèndèba dał odpowiedź, której nauczyła go jego matka, Bóg odpowiedział kiwając głową:

– Rzeczywiście, nikt nigdy takiej maty nie widział, bo niepodobna by coś podobnego istniało. Jesteś chyba dość inteligentny, by to wiedzieć. Chcę teraz byś mi przyniósł worek wypełniony wężami.

Za radą swojej matki Ekèndèba napełnił wielki worek suchymi liśćmi i udał się z wizytą do Pytona. W godzinie spoczynku zaproponował swojemu gospodarzowi:

– Pytonie, mój przyjacielu, oto mój worek, który Ci powierzam. Popilnuj go proszę, podczas gdy ja udam się na nocne czuwanie pogrzebowe do sąsiedniej wioski. Wrócę jutro rano.

Pająk włożył niepostrzeżenie do worka kawałek rozżarzonego węgla, ale Pyton, który o tym nie wiedział, spał spokojnie. Jakież było jego zdziwienie, gdy wstając znalazł worek i jego zawartość całkowicie strawione przez ogień. Widząc to Ekèndèba zaczął płakać i lamentować:

– Oh! Pytonie, mój przyjacielu! Spaliłeś mi posag, który z wielkim trudem przygotowałem, by poślubić córkę Boga. Cóż za nieszczęście! Co jej teraz ofiaruję?

– Odszkodowanie rzeczywiście jest bardzo ważne – uznał Pyton. – Nie martw się drogi przyjacielu, zwrócę ci cenę spalonych ubrań.

Niestety, to nie pieniędzy mi potrzeba, ponieważ ubrania te były niepowtarzalne i są absolutnie nie do zastąpienia.

Ekèndèba lamentował tak bardzo nad utratą swojego worka, że groził samobójstwem. Pyton był głęboko zatroskany. W imię solidarności i sympatii, wszystkie węże z sąsiedztwa przyłączyły się do Pytona, by próbować pocieszyć pająka. Wąż Trawiasty ofiarował mu nawet worek zupełnie podobny do tego, który się spalił, ale Ekèndèba jedynie krzyczał jeszcze głośniej:

– Chodź, przyjacielu Pytonie, chodź i zobacz jak leżało w worku jedno z moich ubrań, które było tak długie jak ty.

Zwinął Pytona i włożył do worka. Następnie zwrócił się do Węża Trawiastego:

– Oh! Co za nieszczęście! Ty również, umiłowany Wężu Trawiasty, chodź, zobacz jak leżało w worku ubranie, które było dokładnie twoich rozmiarów.

Dotknięty do łez Wąż Trawiasty zwinął się i pozwolił włożyć do worka. Używając tej samej strategii, Pająk zdołał napełnić swój worek wężami, po czym zaszył go ostrożnie, zarzucił na głowę i ruszył w drogę, mówiąc do swoich więźniów – tak nieostrożnych, co litościwych:

– Widzicie, moi drodzy przyjaciele, właśnie tak wędrowałem z moim workiem z cennym ubraniem na głowie. To dokładnie ta sama droga, którą obrałem, idąc do Pytona. Oto moje ślady, a to miejsce gdzie odpoczywałem, zmęczony upałem…

Przybywszy przed Boga, Ekèndèba położył przed nim triumfalnie swój ciężar:

– Oto worek wężów – rzekł.

– Prawdziwie, jesteś inteligentny, – odparł Bóg – ale to nie wszystko. Wiem, że twoja stara matka ciągle żyje. Jeśli naprawdę chcesz pojąć za żonę moją córkę, przynieś mi płuca matki, a nie zażądam niczego więcej.

Zamordować swoją matkę, by zdobyć rękę dziewczyny? Nie, nigdy! Lepiej zrezygnować z małżeństwa – W ten sposób myślał Ekèndèba idąc do swojej starej matki Azikouman.

– Matko, teraz widzę jasno, że Bóg nie chce nikomu oddać swojej córki za mąż.

– Skąd wiesz? Przecież sam jej nie poślubi!

– A jednak jestem tego pewien. Widzisz, po dwóch próbach poprosił mnie o niemożliwe. Powiedział, abym przyniósł mu płuca matki.

– Co w tym niemożliwego? Bóg nie żąda od ciebie moich płuc, ale antylopy białej. Musisz wiedzieć, że w tajemnym języku samica antylopy białej jest nazywana „matką”, ponieważ dożywa sędziwego wieku.

Wziąwszy łuk i strzały, Ekèndèba wyruszył na poszukiwanie samicy antylopy białej, a gdy ją ustrzelił, wyciął płuca i zaniósł je Bogu.

– Czy przypadkiem nie zabiłeś swojej matki? – zapytał Bóg.

– Nie. Przynoszę ci płuca samicy antylopy białej, matki wszystkich roślinożerców.

– Rzeczywiście, jesteś bardzo mądry. Chętnie oddaję ci więc moją córkę za żonę.

I tak, dzięki mądrości swojej matki, którą uratował od zagłady, Ekèndèba triumfował tam, gdzie wszyscy z jego pokolenia polegli.

Na podstawie: François-Joseph AMON D’ABY, "La mare aux crocodiles, Contes et légendes populaires de Côte d’Ivoire", Abidjan 1992.
Z języka iworyjskiego tłumaczył: o. Wojciech Kobyliński CMF.

zobacz poprzednie depesze...

Gęsina na Św. Marcina
11 listopada 2017 r.

Maciej Kobyliński"Na świętego Marcina najlepsza gęsina" - jak głosi staropolskie przysłowie. Kim był św. Marcin i co mają do tego gęsi?...>

Polinów znów w Radiu Dla Ciebie!
16 lipca 2017 r.

Bartosz KobylińskiLokalnym patriotom nie mogła umknąć długo zapowiadana audycja, nadawana 16 lipca br. przez Radio Dla Ciebie (RDC) w ramach bloku "Łosiowisko". Oprócz prezentacji atrakcji regionu i nadbużańskich okolic, zapowiedzi Dni Łosic oraz opowieści o pisaniu ikon, przy temacie początków i historii Łosic aż dwa razy został wspomniany majątek Polinów, wraz z jego obecnymi właścicielami. Chwalić się tym co prawda może nie jest na miejscu, ale przy takich okazjach serce cieszy przede wszystkim fakt, że po wielu latach udało się na stałe przywrócić pamięć tego kawałka ziemi - niegdyś nieco zapomnianego, lecz przecież nierozerwalnie zrośniętego z bogatą historią Łosic...
Nic straconego dla tych, którzy przegapili audycję, bowiem całości można odsłuchać pod tym adresem.

Afrykańskie kazania w Międzyrzecu Podlaskim i Łosicach
13 i 15 sierpnia 2017 r.

Bartosz Kobyliński W imieniu o. Andrzeja Kobylińskiego CMF, 13 sierpnia br. serdecznie zapraszamy na msze św. w Międzyrzecu Podlaskim (w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny), zaś 15 sierpnia na msze w jego rodzinnej, łosickiej parafii Św. Zygmunta, podczas których podzieli się najświeższymi wieściami z afrykańskich misji. W tym roku nowością będzie pokaz slajdów wprost z serca nowej misji - tym razem z dala od oceanu i daleko w głębi lądu, bo aż 700 kilometrów na północny wschód od dotychczasowego miejsca pobytu - w mieście Koudougou w Burkina Faso. Niestety klimat jest tam dalece bardziej paskudny niż w dotychczasowych lokalizacjach (wszak Sahara tuż tuż!), a krajobraz skalisty, skrajnie suchy i szalenie niewdzięczny, no ale w końcu w tej posłudze miejsca pracy się nie wybiera. Mapę z dokładną lokalizacją wszystkich dotychczasowych, jak i obecnej misji można obejrzeć w naszym serwisie na stronie tytułowej Misji Afrykańskich.

Po mszach św. zachęcamy do osobistego spotkania z o. Andrzejem i złożenia ofiary na wsparcie budowy czwartego już (sic!) kościoła jego autorstwa. Z racji odmiennego klimatu, jak i szalenie ubogich zasobów materiałowych zastanych na miejscu (doskwiera głównie brak drewna), będzie wymagał użycia zgoła innych technologii, niż te stosowane dotychczas na Wybrzeżu.
Warto przy tym wspomnieć, że w czerwcu br. minęło 27 lat od rozpoczęcia posługi naszego misjonarza na Czarnym Lądzie. Pozostaje życzyć mu co najmniej tyle samo lat w takim zdrowiu i zapale do pracy!

Maciej KobylińskiCzy grozi nam inwazja bobrów? W Polsce bobrów z roku na rok jest coraz więcej, łatwiej więc zauważyć efekty ich pracy. Ścinanie drzew, budowanie tam czy piętrzenie wody leży w ich naturze...

Radca Prawny Grzegorz Kobyliński - Siedlce

. .
Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy