nagłówek "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) – dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława link nagłówka

Południowe Podlasie KobylińscyPołudniowe Podlasie WęglińscyPołudniowe Podlasie Korycińscy

Polinów czyli dawny majątek szlachecki na wschodnich rubieżach Łosic, od 1906 r. siedziba rodu Kobylińskich

www.polinow.pl to regionalny serwis historyczno-rodzinny, prezentujący dawny, szlachecki majątek Polinów, znany także jako Dobra ziemskie Konarzewszczyzna i Skolimowszczyzna lub Konarzewszczyzna-Skolimów. Folwark powstał już w połowie XVI w. na wschodnich rubieżach Łosic, nad małą rzeczką Polinówką (zwaną dawniej Pokisna) wypływającą u podnóża Tatarskiej Góry. Była to tzw. szlachecka jurydyka, czyli enklawa na gruntach miejskich, niepodlegająca władzom miejskim i miejskiemu sądownictwu.

Majątek był w posiadaniu kolejno rodów Iwanowskich, Zabłockich, Konarzewskich, Skolimowskich, a pod koniec XVII w. trafił na sto lat w ręce starostów łosickich - Miączyńskich. Następnie wykupiony przez Aleksandrowiczów został później przekazany hrabiom Ledóchowskim, a w końcu Perkowskim. W 1906 r. Polinów objęli we władanie Kobylińscy, czyniąc go swym rodzinnym gniazdem.

Serwis jest podzielny na następujące części:

Wieści

Tutaj można zapoznać się z najświeższymi wiadomościami z Polinowa.

Polinów

W dziale "Folwark" warto zapoznać się ze stroną o historii majątku, gdzie oprócz dawnych dziejów tego niecodziennego miejsca przytaczamy burzliwe losy jego kolejnych posesorów.

Na innych stronach można zapoznać się nie tylko z dziejami centralnego podwórza, gdzie przez wieki koncentrowało się tutejsze życie, a którego układ (mimo powojennej parcelacji folwarku) nie zmienił się do dnia dzisiejszego, ale także wielu innych ciekawych miejsc. Bogata tradycja Polinowa sprawia, że każdy budynek, kamień czy drzewo posiada niepowtarzalną, nierzadko kilkusetletnią, historię.

Kolejny ważny rozdział naszej strony: "Imprezy", dedykujemy spotkaniom odbywającym się głównie pod patronatem "Stajni Polinów". Końskie pasje odgrywają ważną rolę w pielęgnacji wielowiekowej tradycji oraz sąsiedzkich więzi na Polinowie. Z końmi Kobylińscy, jak i całe Łosice, związani są od stuleci, wspominając chociażby królewskie stajnie w łosickim majątku "Starostwo". Konie pozostają wspólnym punktem zainteresowań wielu okolicznych hodowców i hobbystów, wzbogacając historię naszego regionu m.in. o zawody konne, organizowane na Polinowie oraz wielu innych malowniczych miejscach całej okolicy.

"Polinowski rok" to próba ocalenia od zapomnienia dawnych zwyczajów, obrzędów i rytmu dawnego życia, wyznaczanego przez zmieniającą się przyrodę i uroczystości religijne.

Kobylińscy

Ta część serwisu dotyczy historii rodziny, herbu oraz losów jej członków.

Oczywiście stale pielęgnujemy nasze rodowe drzewo genealogiczne, w którym przewijają się takie nazwiska jak: Kobylińscy, Węglińscy, Młoccy, Wężyk, Ossolińscy, Mazur, Ganabasińscy, Korycińscy, Łęczyccy, Trębiccy, Sułkowscy.

Łosice i okolice

W kolejnym rozdziale opisujemy leżące nad rzeką Toczna (dawniej Tuczna lub Łosiczanka) miasto Łosice wraz z jego ciekawą historią oraz najbliższe okolice Południowego Podlasia, przedstawiając ich bogatą historię oraz unikatowe zabytki: pałace, dwory, stare folwarki i majątki, kościoły, czy wreszcie przydrożne krzyże i kapliczki.

Dział "Podlaski Przełom Bugu" przypomina o roli jaką pełniła ta rzeka w transporcie polinowskiego zboża do Gdańska zapewniając dostatek i prosperity majątku.

Całość zamykają zdjęcia lotnicze udostępnione dzięki uprzejmości znajomego motolotniarza z Olszanki, które starają się odzwierciedlić choćby mały, uchwycony szklanym okiem aparatu fragment niezwykłej, rodzimej przyrody południowego Podlasia.

Toporów i Chotycze

Jako że nasz pradziadek - hrabia Alfred Wiktor Witalis Węgliński h. Godziemba - oprócz majątków na lubelszczyźnie posiadał także dwa założenia dworskie nieopodal Łosic: Toporów i Chotycze, grzechem byłby nie poświęcić także im nieco więcej miejsca.

Misje

Z kolei z racji duchowego powołania naszych dwóch misjonarzy - brata oraz stryja, na kolejny rozdział naszej witryny obraliśmy misje w Afryce, przedstawiający katolickie misje afrykańskie ojców klaretynów CMF na Wybrzeżu Kości Słoniowej (Abidjan, Bouaflé, Soubré) i w Burkina Faso (Koudougou). O. Andrzej Kobyliński CMF oraz o. Wojciech Kobyliński CMF stara się w nim przybliżyć urokliwy kawałek Czarnego Lądu - Wybrzeże Kości Słoniowej oraz jego wspaniałą perełkę - założony przez naszych misjonarzy afrykański chór Claret Gospel, co kilka lat odwiedzający nasz kraj. Ostatnie wpisy poszerzają powyższy dział również o misje na Ukrainie, gdzie obecnie przebywa nasz brat.

Życzymy niezapomnianych wrażeń i zapraszamy do lektury! Jednocześnie pragniemy nadmienić, że nie prowadzimy żadnego rodzaju działalności komercyjnej, a portal jest wyrazem naszej pasji i nie posiada żadnego zewnętrznego źródła finansowania.

"Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości".
"Naród, który traci pamięć, przestaje być Narodem - staje się jedynie zbiorem ludzi czasowo zajmujących dane terytorium".

Marszałek Józef Piłsudski, honorowy obywatel miasta Łosice od 1934 roku

Czy wiesz, że...

Nasi dziadowie nie poszli w jednym kierunku: jeden był młynarzem, drugi geodetą, trzeci zaś - stryj Józef Kobyliński - kształcił się pod okiem sławnego profesora Filewicza, by zostać ogrodnikiem... Ale oprócz tego oczywiście każdy z nich umiał wspaniale gospodarzyć, co do czego nikt nie ma teraz najmniejszych wątpliwości...

Wieści ze starego folwarku

Maciej Kobyliński30 czerwca kolejna osoba na Polinowie osiągnęła piękny wiek 70-ciu lat, a była to nasza Mama i Babcia - Ala. Świętowanie rozpoczęliśmy tradycyjnie mszą św. w jej intencji, a potem przenieśliśmy się - również tradycyjnie - do gospody "U Olka"...

Maciej KobylińskiTegoroczne obchody Nocy Świętojańskiej rozpoczęły się już kilka godzin przed zapadnięciem zmroku. Zbiory kwiatów i ziół z łąk na polinowskim Polu Siedzibnym zaowocowały całkiem sporą ilością okazów miejscowej flory...

Jacek KobylińskiUrodziny CMF Andrzeja Kobylińskiego czyli Ojca Andrzeja z Misyjnego Zakonu Klaretynów były okazją do rodzinnego spotkania...

Maciej KobylińskiW Szkole Podstawowej w Szydłówce odbyły się już dziewiętnaste "Podlaskie Spotkanie Regionalne". Tegoroczna edycja przebiegała pod hasłem "W Dolinie Tocznej”. Podczas spotkania można było m.in. obejrzeć wystawę "Ślady pamięci" z eksponatami z Muzeum na Polinowie...

Maciej KobylińskiZ okazji dwieście trzydziestej pierwszej rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja, na Kopcu Michała odbył się koncert patriotyczny...

Życzenia wielkanocne 2022
kwiecień 2022 r.

"Niewiasty (...) w pierwszy dzień tygodnia poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu zastały odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa"...

Kwietniowa śnieżyca
kwiecień 2022 r.

Jacek KobylińskiKwiecień przywitał nas niezbyt sympatyczną pogodą. Na Prima aprilis zamiast wiosny przyszła zima. W piątek wieczorem zaczęła się śnieżyca. Padało całą noc. Rano trudno było uwierzyć, że to kwiecień. Było bajkowo, zimowo i trochę żal, że to nie grudzień. Szkoda tylko połamanych gałęzi i drzew, poniszczonych iglaków i pierwszych wiosennych kwiatów, które przykryła gruba warstwa śniegu. W stawie był już żabi skrzek, a teraz pokrył go solidny lód...

Maciej KobylińskiMimo, że nasz świat zmienia się w bardzo szybkim tempie, a po pierwszym jeźdźcu Apokalipsy (zaraza covid-19) nadjechał drugi (wojna z Rosją), a już szykuje się następny (głód), na szczęście pewne rzeczy pozostają niezmienne. Jedną z nich jest nadejście długo wyczekiwanej wiosny...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (13): Patriotyzm językowy
środa, 16 marca 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFWarto wiedzieć, że Ukraina wschodnia (z Kijowem i Odessą włącznie) mówi generalnie w języku rosyjskim. Języka ukraińskiego dzieci często uczą się dopiero w szkole. W związku z dużą liczbą uciekinierów z tych terenów, ostatnio w Truskawcu na drzwiach różnych sklepów i punktów usługowych pojawiły się ciekawe ogłoszenia, np.: Ukraińcy! W związku ze stanem wojennym, dla własnego bezpieczeństwa, rozmawiajcie w języku ukraińskim. Niech żyje Ukraina!", albo: "U nas tylko po ukraińsku! Język też jest bronią!".

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (12)
poniedziałek, 14 marca 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFPoza doniesieniami z frontu, dzisiaj nic ciekawego się nie wydarzyło.
Wczoraj też nie.
Przedwczoraj i dwa dni temu również…
Nawet strażnicy na postach przed miastem gdzieś zniknęli.
W Truskawcu tłumy ludzi – ciężko przejechać samochodem i co rusz ktoś zastawia naszą bramę wjazdową. Ceny szybują w górę. Kolejne transporty z pomocą przewijają się przez Borysław. Czekamy…

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (11): Wyjątkowe okoliczności wymagają wyjątkowych środków (wyrazu)
środa, 9 marca 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFSymbolem prowadzonej właśnie wojny Ukrainy z Rosją stało się to, co wydarzyło się pierwszego dnia jej trwania na Wężowej Wyspie. Dla niezorientowanych: do rzeczonej wyspy podpłynął wówczas rosyjski statek wojenny i wezwał stacjonujących tam pograniczników do poddania się. Ci, mimo braku broni ciężkiej i beznadziejnej sytuacji, odpowiedzieli z właściwą Ukraińcom fantazją: „Ruski wojenny statku, pier*ol się!”. Wszystko skończyło się ostrzałem artyleryjskim, który – jak wynika z ostatnich doniesień – obrońcy ostatecznie jakimś cudem przeżyli.

Nie pisałbym o tym, gdyby nie zakrojona na szeroką skalę akcja propagandowa i bilbordy, na których słynne już hasło napisane jest bez żadnej cenzury. Takie rzeczy tylko na Ukrainie!😁

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (10): Pomagać, ale jak?
poniedziałek, 7 marca 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFWiele osób pyta mnie ostatnio, jak może pomóc. Kiedy wyjeżdżałem na Ukrainę, siostra Maria Czepiel CSSE, która również kiedyś tutaj pracowała powiedziała mi, że jej zdaniem Ukraina obłożona jest wieloma klątwami, a jej ziemia przesiąknięta krwią. Takie rzeczy nie pozostają bez echa w sferze duchowej. Potrzeba zatem wiele modlitwy i mszy św. odprawionych na tych terenach. Między innymi po to tu jesteśmy.

Najważniejszą formą pomocy jest zatem modlitwa za Ukrainę. Tak uważam. Ostatnio dociera do mnie trochę głosów w rodzaju: „Ojcze, chcę się modlić za Ukrainę, ale mi nie wychodzi/przychodzi mi to z trudem”. To dobry znak. Znaczy, że na poziomie duchowym rozgrywa się jakaś walka i zgodnie z ignacjańską regułą agere contra, tym bardziej warto zintensyfikować wysiłki. Ma być trudno!

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (9): Czekając na Godota 2.0
sobota, 5 marca 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFPostaram się wyjaśnić na przykładzie co miałem na myśli mówiąc o tym, że wojna jest nudna:
Wczoraj był dobry dzień: pierwszy piątek miesiąca, więc jak co miesiąc po porannych modlitwach i szybkim śniadaniu pojechałem z wizytą do chorych w Borysławiu. Wróciłem około drugiej, krótka sjesta, potem pierwszopiątkowa spowiedź w Truskawcu i znowu do Borysławia na spowiedź, mszę św. i Drogę Krzyżową. Powrót ok. 19:00, kolacja, a po 21:00 jeszcze raz do Borysławia, odwieźć przed godziną policyjną współbraci, bo miał przyjechać jakiś bus z pomocą humanitarną, który trzeba było rozładować (mieli wrócić z jednym z parafian, który ma specjalną przepustkę). Ja wspaniałomyślnie zgłosiłem się do przypilnowania w tym czasie domu. W każdym razie położyłem się spać ze świadomością dobrze (intensywnie) przeżytego dnia.

Natomiast dzisiaj rano na modlitwach byłem sam (bus zamiast o 22:00 przyjechał dopiero o 2:00 w nocy). Z samego rana miały przyjechać do Borysławia dwa TIR-y z pomocą humanitarną (każdy po blisko 40 ton). Jeden trzeba przepakować na inny samochód, który pojedzie dalej do Kamieńca Podolskiego, a rzeczy z drugiego upchnąć gdzieś na zapleczu u sióstr. Rano okazało się, że trochę się spóźnią, pojechałem więc dopiero na poranną mszę. Na miejscu zastałem kilkudziesięciu ludzi zwołanych do rozładunku. Wszyscy czekają. Odprawiłem mszę i nabożeństwo pierwszosobotnie. Poza rozładowywaniem TIR-a miałem zaplanowaną na dzisiaj tylko wizytę w Drohobyczu w Fundacji Św. Antoniego (również dostali jakąś pomoc i mam porobić trochę zdjęć), demontaż pożyczonego bagażnika z dachu samochodu i umycie auta. Minęła 10:30. Wiadomość, że nasz transport dopiero mija granicę i ma dotrzeć ok. 12:00. Ludzie czekający na rozładunek chwilowo się rozchodzą. Nie bardzo opłaca mi się wracać do domu ani jechać do Drohobycza, bo mogę się ze wszystkim nie wyrobić (to 20 min. drogi w jedną stronę). Bez sensu. Zostaję więc na miejscu. Siostra Nina częstuje mnie drugim śniadaniem, zmywam naczynia, odpisuję na jakieś wiadomości, idę na adorację, odmawiam różaniec. Czekamy…

Dochodzi 13:00. Transportu nie widać. Okazuje się, że tyle trwała odprawa i dopiero wyjeżdżają z przejścia granicznego. Mają być za dwie godziny… Wyjazd do Drohobycza odkładam do poniedziałku. Wracam do domu. Zaczynam sprzątać pokój (jutro niedziela). O 15:00 wiadomość, że ciężarówki są już w Samborze i za pół godziny będą w Borysławiu. Zbieram się i jadę. Na miejscu czeka już kilkadziesiąt osób do pomocy przy rozładunku (dwa razy więcej niż rano – wieści jak widać szybko się roznoszą, a ludzie najwyraźniej nie bardzo wiedzą, czym się zająć). Ciężarówek nie widać. Biorę różaniec i spaceruję wokół kościoła. Dwie i pół części różańca później pojawiają się wreszcie samochody (kierowcy nie wzięli pod uwagę stanu tutejszych dróg i posterunków na rogatkach większych miejscowości). Ludzi nazbierało się już ze dwie setki. Robię parę zdjęć, rozmawiam z kierowcami. Więcej pracy dla mnie nie ma… Na cholerę więc sterczę tutaj pół dnia? Jestem wykończony, a przecież nic nie zrobiłem!

Charków płonie (to blisko 1000 km stąd). W nocy Rosjanie ostrzelali elektrownię atomową w Zaporożu (900 km). Kijów ciągle się boni (ponad 500 km). Jeśli ruszy ofensywa na zachód, Putin może zechcieć odciąć pomoc z Polski i ruszyć z operacją wojskową z terenów Białorusi na południe. Wtedy mogą dotrzeć i tutaj. Na razie jednak nic takiego się nie dzieje, ale niczego nie można być pewnym. Nic też nie da się zaplanować. Czekamy…

Czekają ludzie przed przejściami granicznymi. Ci, którzy granicę ją przekroczyli, czekają na moment kiedy będą mogli wrócić (i czy będą mieli do czego?). Ci co zostali, czekają na dalszy rozwój wypadków (może już jutro wojna dotrze także tutaj?). Wszystko zawieszone w jakiejś piekielnej tymczasowości. Tak działa "воєнний бардак" (czyt. "wojenna rozpierducha"). Nuda zabija.

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (8): Problemy z prohibicją
czwartek, 3 marca 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFZacznijmy od tego, że mieszkamy w najbezpieczniejszej części kraju: miejscowość turystyczna u podnóża Karpat, blisko granicy z Polską, 80 km na południe od Lwowa. Do tej pory nie dane mi było zobaczyć żadnego rosyjskiego żołnierza (i lepiej, by tak już zostało). Z tego powodu ostatnio tłumnie trafiają do Truskawca biznesmeni z Kijowa (często z rodzinami), którzy nie mogą uciec za granicę i mieszkają w miejscowych hotelach. Siedzą więc w swoich apartamentach, mają dużo czasu, a tu rząd Ukrainy wprowadza zakaz sprzedaży alkoholu… Toż to zbrodnia przeciwko ludzkości! Wojna jest okrutna…

Przy okazji, niektórzy zarzucają mi żartobliwe, a niekiedy niesmaczne podejście do tematu wojny. Wasze prawo. Jeśli ktoś chce zobaczyć bombardowania lub tłumy uchodźców, wystarczy, że włączy dowolny serwis informacyjny. Przynajmniej do tej pory dla mnie wojna ma nieco inny charakter, a telewizji w zasadzie nie oglądam. Wiele wokół heroizmu i ludzkiego cierpienia (wynikającego chociażby z lęku o bliskich, rozbicia rodzin i zwykłej biedy ekonomicznej, która wcale nie zaczęła się tydzień temu), ale jak zawsze nie brakuje też cwaniactwa i żerowania na ludzkiej krzywdzie. To też jest oblicze wojny.

Zresztą pisząc te słowa siedzę sobie spokojnie we własnym pokoju, a postanowienie postu, m.in. od alkoholu, podjąłem już jakiś czas temu. Jakie więc prawo mam oceniać?

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (7)
poniedziałek, 28 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFPoniedziałek okazał się w dużej części dniem straconym na (a jakże) czekaniu (nuda). Gdybym wiedział, jak ten dzień się ułoży, zaplanowałbym go inaczej. No ale nie wiedziałem, a w końcu nie chciałem wjeżdżać na Ukrainę po nocy (godzina policyjna, bandy maruderów, dziury w drodze itd).

Wyjechałem więc we wtorek 1 marca rano samochodem wypakowanym różnymi darami pod dach. Na granicy obyło się bez problemów – nie obowiązują limity odnośnie do bagażu, certyfikaty szczepień ani ubezpieczenia na COVID-19, co w obecnej sytuacji jest chyba dosyć oczywiste. Kolejka od strony ukraińskiej też jakby trochę mniejsza, ale to ciągle jakieś 8 kilometrów. W jakimś punkcie, gdzie serwują ludziom wrzątek, zostawiam trochę chleba i owoców od braci bonifratrów. Na rogatkach miast poustawiane są posterunki obrony cywilnej. Zazwyczaj są to betonowe bloki albo zapory z worków z piaskiem, które trzeba minąć slalomem (a więc i zwolnić), przy których dokonuje się kontrola dokumentów (Dokąd jedziecie? Co wieziecie? Broni nie przewozicie?). W metalowych beczkach płonie ogień, przy którym strażnicy mogą się choć trochę ogrzać. Zdjęć oczywiście nie robiłem, bo mogliby mnie wziąć za dywersanta.

Pierwszy przystanek u sióstr w Samborze, drugi w Borysławiu (siostra Nina jest już z powrotem), trzeci w Drohobyczu przy Fundacji św. Antoniego. Wszędzie wyładowuję dary.

W Drohobyczu zostaję poczęstowany obiadem (dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, jaki byłem głodny). Tutaj też zastaje mnie alarm przeciwlotniczy (ogłaszany dla całego województwa). Dziewczynom z fundacji chyba bardzo podoba się tłumaczenie mi, jak mam się zachować (nie zbliżać się do okien, zamontować odpowiednią aplikację itd.). Chowamy się u sąsiadki na zapleczu sklepiku z chemią, który znajduje się w piwnicy budynku.

Pół godziny później jadę do domu. Szybko witam się ze współbraćmi i jadę na mszę do Borysławia. Po drodze kolejny posterunek obrony cywilnej (wyłączyć światła mijania, włączyć awaryjne i oświetlenie w kabinie: Dokumenty. Dokąd jedziecie? Co wieziecie? Broni nie przewozicie?).

Do domu docieram w okolicach 19:00. Siadamy jeszcze ze współbraćmi w kuchni przy jakiś słodyczach (w końcu to ostatki) i idę spać. Dobrze być u siebie (mimo wszystko)...

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (6)
niedziela, 27 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFModlitwa za Ukrainę Granicę przekraczamy o 13:30 czasu ukraińskiego lub 12:30 czasu polskiego. Ta zmiana czasu zawsze była dla mnie czymś niemal magicznym. W każdym razie w kolejce spędziliśmy prawie 40 godzin. Na przejściu dzieci dostają od strażaków musy owocowe i rogaliki. Na miejscu wszystko odbywa się już bardzo sprawnie. Wszystkie możliwe pasy ruchu są otwarte plus korytarz dla pieszych, ale procedury trwają. Po drodze zatrzymujemy się na stacji Shella. Nie chcą od nas wziąć pieniędzy za kawę. Dzieci dostają słodycze. Na parkingu jakiś chłopak proponuje pomoc. Dostajemy od niego soczki do picia i wilgotne chusteczki. Nagle wszystkiego jest nadmiar. Dawno nie czułem się tak dumny z tego, że jestem Polakiem. Zastanawiam się tylko, co będzie jeśli sytuacja zacznie się przedłużać, Ukraińców przybywać, a ich obecność np. po miesiącu, uwierać... Z drugiej strony w szkole języka francuskiego dostałem swego czasu ksywkę "Monsieu Mai" – "Pan Ale", co przy rozważaniu tej kwestii może okazać się znaczące.

Dojeżdżamy do braci Bonifratrów w Iwoniczu. Bardzo ciepłe przyjęcie. Wreszcie można wziąć prysznic! Odprawiam jeszcze Mszę św. w intencji parafian, których zostawiłem, przepakowuję samochód (ładuję jakąś pomoc humanitarną) odmawiam brewiarz i szykuję się do snu. Jutro droga powrotna.

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (5)
wieczór, sobota, 26 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMF12 godzin później, 3 kilometry dalej – nudzi mi się. Przed nami jeszcze 360 samochodów. Widział ktoś e-motikona dłubiącego w nosie? Tu by pasował. Za nami sznur samochodów ciągnie się podobno do samego Sambora (40 km stąd). Czy powinno mnie to pocieszać? W każdym razie nie działa. Brat Grzegorz uraczył mnie wiadomością następującej treści: "Jakbyś miał jakiś problem to broń Boże nie dzwoń, bo ja się niczym nie będę zajmował". Popłakałem się ze śmiechu. Kocham czarny humor (albo to ta nuda)! Poza tym nic ciekawego się nie wydarzyło.

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (4)
ranek, sobota, 26 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMF Poranna refleksja natury ogólnej na temat: Czym jest wojna?
Wojna to moim zdaniem przede wszystkim nuda. Ale nie taka zwyczajna, którą można przezwyciężyć chociażby odpalając jakąś aplikację w telefonie. To nuda śmiertelna. Idziesz do sklepu, bo właśnie rzucili gdzieś chleb i stoisz w stumetrowej kolejce – nuda. Chcesz uciekać za granicę i stoisz kilkanaście godzin w sznurze samochodów – nuda. Siedzisz w domu, nadsłuchujesz wycia syren i śledzisz wiadomości w telewizji – nuda. Wczoraj gdzieś w oddali słychać było strzały albo gdzieś w pobliżu przeleciał samolot, a podobno sto kilometrów dalej walnęła rakieta, ale ty (dzięki Bogu!) tego nie widziałeś – nuda. A jednocześnie siedzisz jak na szpilkach i zastanawiasz się, co przyniesie jutro, kiedy i jak to się skończy? Te natrętne myśli z tyłu głowy nie pozwalają ci się skupić na niczym innym, więc ta nuda cię zabija. Nie od razu, ale powolutku, krok po kroku. Kawałek po kawałku. W taki bardzo nudny i jakże mało widowiskowy sposób. Do tego naprawdę jesteś wdzięczny Panu Bogu, że nie dzieje się nic ciekawego... Taki obraz można wyczytać w wojennych pamiętnikach, tak było w Afryce, tak jest teraz.

Przez cały noc posunęliśmy ledwo o kilometr, przed nami jeszcze siedem... Nudzimy się. Nudzi się kilka tysięcy osób wokół nas. Co za marnotrawstwo czasu i energii! Wojna jest głupia (to dopiero odkrycie!). Na szczęście nic ciekawego się nie dzieje. Podwójne szczęście, bo siedzimy w ciepłym samochodzie (w nocy był przymrozek). I mamy kanapki. Ktoś w mijanym domu serwuje ludziom wrzątek. Toalety nie ma. Dzieci grzeczne. I piękne słońce wstało.

"Broń to tylko przygodne narzędzie, które ma zmusić przeciwnika do zmiany zamiarów. Jedynym polem bitwy jest umysł. Wszystko inne to nieistotny szum".

Lois McMaster Bujold

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (3)
piątek, 25 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFModlitwa za Ukrainę Po porannych modlitwach dzwonię do s. Teresy. Razem z Lesią stoją już cztery godziny na granicy. Kolejka ciągnie się jeszcze przez 12 km. Dzisiaj mam się przenieść na kilka dni do Borysławia (nasza druga parafia, gdzie na co dzień mieszkają siostry), pilnować domu. Po śniadaniu telefon od Oli Pawłowskiej (tej samej, która wczoraj próbowała załatwić paliwo). Pyta, czy nie przewiózłbym przez granicę dwóch rodzin: jedna z nich dwanaście godzin stała na granicy, ale nie wypuścili ich ojca (wrócili do Drohobycza). Jako obywatel RP mogę wyjechać i wjechać z powrotem (chyba). Gadamy o sytuacji z Krzyśkiem (proboszczem). Obaj należymy do osób działających w trybie: „Jeśli chcesz czegoś ode mnie dzisiaj, powiedz mi to wczoraj”. Dzwoni kleryk Artur (redemptorysta) z pytaniem, czy możemy odwieźć jego mamę i brata na przejście graniczne dla pieszych. Kolejne rodziny z parafii myślą o wyjeździe, albo już ich nie ma.

Odbieramy drugi samochód z warsztatu. Staje na tym, że ja mam jechać przewieźć ludzi przez granicę, a Krzysiek jutro odwieźć ludzi do granicy.

Dzień schodzi mi na załatwianiu jakichś dokumentów, montowaniu pożyczonego bagażnika na dachu, dochodzę też do wniosku, że to najlepsza pora, by zająć się montowaniem lampki wiecznej w kaplicy (też tak macie, że jak jest za dużo roboty, to bierzecie się do zaległych robót?). Nie zdążyłem zjeść obiadu. Skracam adorację po Mszy w Borysławiu do jednej godziny i dzięki Bogu, bo kiedy wychodzę z kościoła okazuje się, że muszę jak najszybciej się zbierać, zabrać ludzi z Drohobycza i jechać na granicę. Między 22:00 a 7:00 obowiązuje godzina policyjna, a minęła już 19:00 (rano może być za późno).

Panuje spory ruch. Po drodze mijamy kilka posterunków policji. Podjeżdżamy do kolejki na granicy: 15 km. Brak możliwości, by przecisnąć się bokiem i poszukać auta, którego miejsce mamy zająć (bardzo wąska droga). Jedziemy naokoło blisko 40 km po bocznych, bieszczadzkich drogach. Powiem tylko tyle, że jeśli narzekacie na stan polskich dróg to znaczy, że nie jeździliście po żadnych innych... Po blisko dwóch godzinach wyjeżdżamy na główną drogę i musimy się cofnąć dobre 3 km, by zająć czekające na nas miejsce. Krótkie pożegnanie między ojcami, którzy zostają a żonami i dziećmi, które wiozę dalej. Warto zaznaczyć, że dzieci nad wyraz grzeczne. Jem zimną zupę ze słoika, którą ktoś dla mnie zabrał (pierwszy prawdziwy posiłek od śniadania).

Stoimy w kolejce, a ja piszę tę relację na telefonie. Jest 2:30. Internet jeszcze działa 🙂

Pozdrawiam i proszę o dalszą modlitwę za Ukrainę

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (2)
piątek, 25 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFModlitwa za Ukrainę Od wczoraj wiele osób do mnie pisze z pytaniem, czy obecne jestem na Ukrainie. Mówiąc krótko: tak. Nie wszystkim mam głowę odpisać, albo wysyłam po kolei tę samą odpowiedź – wybaczcie. Pomyślałem więc, że może przeproszę się z Facebookiem, żeby dać znać co u mnie, jeśli kogoś to będzie interesować.

Wczoraj (24 lutego) o 7:00 zadzwonił ojciec prowincjał z pytaniem co u nas? W ten sposób dowiedziałem się o agresji Rosji. Jesteśmy (ja i dwóch współbraci) na zachodzie kraju (Truskawiec, obwód lwowski). Dopiero po modlitwach śniadaniu przyszło nam do głowy, że może ‘na wszelki wypadek’ warto byłoby zatankować samochód (bak pełny tylko w połowie), tym bardziej, że drugi znajduje się aktualnie w warsztacie. Niestety obudziliśmy się trochę późno, bo przed wszystkimi stacjami paliwowymi zdążyły się już ustawić kilometrowe kolejki. Ustawiłem się w jednej z nich lekko za miastem.

Niestety, kiedy przede mną stało już tylko kilka samochodów zabrakło oleju napędowego (mam diesla). W międzyczasie jednak dostałem telefon od znajomej, która akurat przebywa w Polsce, że ma zaprzyjaźnionego dyrektora stacji paliw w Bilechowie (półtorej godziny drogi) i by tam jechać. Radziła też zabrać kanistry lub plastikowe butle na wodę, żeby zgromadzić zapas. Zabrałem z piwnicy dwa stare baniaki po jakichś chemikaliach. Po godzinie jazdy okazuje się, że Bolechów leży już w okręgu iwanofrankowskim, a na granicy okręgów ustawiony jest posterunek, a kolejka ciągnie się z pięć kilometrów. Nie ma zasięgu. Postałem jakieś 20 min. i stwierdziłem, że mam dosyć. W drodze powrotnej telefon do znajomej. Kłócimy się, ja zaczynam kląć (w poszukiwania paliwa spaliłem go już na dobre 100 kilometrów, nie mam zamiaru zawracać).

Zatrzymuję się w Stryju, żeby ochłonąć. W międzyczasie jeden dyrektor stacji dzwoni do drugiego i na stacji w Stryju mam się wepchnąć bez kolejki na miejsce dla ciężarówek (nie cierpię takich sytuacji, znowu klnę). Jadę. Na miejscu mam problemy ze znalezieniem dyrektora, ludzie spozierają na mnie wilkiem (wcale im się nie dziwię). W końcu okazuje się, że limit wynosi 20 litrów (po znajomości tankują mi 40). Jadę do znajomych, gdzie częstują mnie obiadem. Okazuje się, że kolejki są głównie za benzyną, a olej napędowy można kupić bez kolejki (Aaaaaa!!!). Na dwój kolejnych stacjach tankujemy 40 litrów do kanistrów i jadę do domu. Wyładowuję kanistry i jadę na Mszę do Borysławia.

Na Mszy jest kilka osób (rzymskich katolików jest tutaj garstka). Po Mszy rozmawiamy z s. Teresą i rodziną Nahirniczów, co dalej. Następnego dnia siostra jedzie do Polski po współsiostry, które wyjechały do Polski na rekolekcje. Lesia Nahirnicz nie wie co robić: męża nie wypuszczą za granicę, a ona ma trójkę małych dzieci (8, 4 i 2 lata) i kolejne w drodze (ósmy miesiąc). Najstarsza córka studiuje w Lublinie i po przerwie międzysemestralnej wyjechała do Polski wczoraj. Wracam do domu, jem kolację, odpisuję na wiadomości, chwilę rozmawiamy ze współbraćmi, oglądam jakieś wiadomości w internecie, odmawiam modlitwy i idę spać.

Pozdrawiam i proszę o dalszą modlitwę za Ukrainę

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
Raport z oblężonej Ukrainy (1)
czwartek, 24 lutego 2022 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFWojciech Przepraszam, ale wiadomość "na szybko" (nie bardzo jestem w stanie już dzisiaj wykrzesać z siebie coś więcej):
Nasza parafia znajduje się na zachodzie kraju (Truskawiec, Zachodnia Ukraina), więc działań wojennych u nas nie widać. Widać za to umiarkowaną panikę. Spędziłem dzisiaj większość dnia próbując zdobyć jakiś zapas paliwa 'na wszelki wypadek' (ostatecznie się udało). Po drodze dużo patroli i kontroli dokumentów.

Generalnie wiemy w zasadzie tyle, co wszyscy. Ludzie się boją. Bardzo prawdopodobna jest powszechna mobilizacja wojskowa (mężczyzn, zawodów medycznych, ale i kobiet). Ja już jedną wojnę przeżyłem (w Afryce), więc chyba jestem nieco uodporniony (no i mimo wszystko nie jestem Ukraińcem). O powrocie do Polski, zwłaszcza teraz, nikt z nas nie myśli.

Pozdrawiam i proszę o dalszą modlitwę za Ukrainę

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Wirtualny Polinów osiągnął dojrzałość!
9 lutego 2022 r., godz. 20:49

Bartosz Kobyliński Dawno, dawno temu, a konkretnie 9 lutego Anno Domini 2001 o godz. 20:49 czasu środkowoeuropejskiego, na liczącą sobie dokładnie trzy miesiące Listę Dyskusyjną Polinów dociera lakoniczna wiadomość, która targnęła całą ówczesną cyberprzestrzenią, a po odbiciu się szerokim echem po nielicznych jeszcze wówczas serwerach, jej pomruki w globalnej wiosce słychać po dziś dzień... Jej lapidarna treść niespodziewanie zwiastowała bowiem wzbogacenie się raczkującego jeszcze w Polsce Internetu o nową, tajemniczą witrynę...

Jak co roku, w dniu 9 lutego nasz serwis www.polinow.pl obchodzi urodziny, na dodatek przypadające w Międzynarodowy Dzień Pizzy. W tym roku również są to urodziny nie byle jakie, gdyż właśnie świętujemy tzw. "Oczko", czyli osiągnięcie pełnej dojrzałości (nie mylić z pełnoletniością), a więc wieku 21 lat! Z okazji tej niecodziennej rocznicy w pobliskiej pizzerii wypadałoby zatem zamówić co najmniej podwójny urodzinowy tort, a przynajmniej taki z podwójnym serem! Że o podwójnej ilości złotego trunku nie wspomnę, ale przy takiej okazji to już chyba oczywista oczywistość!

Przy okazji podsumowań warto by było przytoczyć chociażby wskazanie ogólnego licznika odwiedzin serwisu od 2001 r. – a ten przekroczył właśnie... 274,7 tysięcy! Dziękujemy za tę imponującą liczbę i prosimy o jeszcze!
Dla technologicznych wyjadaczy zapodajemy z kolei zaktualizowane, nieco bardziej szczegółowe wykresy panujących trendów odwiedzin (pełne lata, począwszy 2008 r.), z których jednoznacznie wynika, że urządzenia mobilne z Androidem oraz przeglądarką Chrome na pokładzie nadal święcą triumfy, choć owa krzywa zdaje się nieco wypłaszczać (co zresztą jest modnym ostatnio trendem:-)).

Jednak jako że tort już stygnie, podsumowywać będziemy kiedy indziej, a tymczasem – Cowabunga! Chwila, chwila, może tak łaskawie ktoś najpierw zdmuchnąłby świeczki?

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
XIII dzień
28 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMF Msza u Sióstr, następnie wesołe śniadanie i powrót z siostrą Szoferką.
Przygotowywanie papierów i rozmów na wyższym szczeblu, tzn. z biskupem Grand Bassam – Josephem Akichi.

Pojechaliśmy elegancko ubrani i przygotowani (– zawsze tak było!). Po drodze, z tutejszym szefem – ks. Barbiem, wymieniliśmy poglądy co do budowy naszego domu, zwłaszcza newralgicznego punktu: zatrzymania budowy II piętra przez Kurię Generalną. Poglądy zbieżne: pomysł co najmniej dziwny.

U biskupa: miłe przyjęcie, mowy konkretne. Daliśmy do podpisu prośby o przydział samochodu Fiat Uno, trzech walizek liturgicznych i trzech medycznych. Co do budowy – tak jak wyżej.

Ważniejsze liczby:
(1€ = 666 CFA)
biskup otrzymał na budowę z Kongregacji Rozkrzewiania Wiary:
11 500 000 CFA
parafia zebrała:
500 000 CFA
brak do wykończenia:
500 000 CFA

Po części oficjalnej – obiad w wielkiej altanie w ogromnym ogrodzie w znacznej odległości od kuchni, co było powodem maratońskich biegów służby z wykwintnymi daniami (zwłaszcza kartofle wzbudziły zachwyt obiadników). Do obiadu na otwartej przestrzeni zasiadły także zamknięte w klauzurze siostry karmelitanki z Kolumbii ze swym kapelanem.

Zadowoleni z kolejnego godnego zaprezentowania Kongregacji, pewni siebie, wracaliśmy mknąc szybko afrykańską polną drogą, gdy nagle, przez otwarte okna, na piękne, lśniące w słońcu garnitury chlasnęło błoto spod kół naszego samochodu, który o mały włos utkwiłby w środku błotnistej kałuży.

Po sjeście kolejna nieudana próba zdjęć (przełożona na jutro).

Wieczorem nieszpory z ludem, a następnie nabożeństwo pokutne przygotowujące do bierzmowania. Dziś (w naszej przyszłej parafii) po raz pierwszy spowiadaliśmy ludzi, zwłaszcza młodzież; było to dla nas głębokie przeżycie kapłańskie.

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
1 (10). Spełnione marzenie
4 listopada 2021 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFMinął prawie rok od napisania przeze mnie ostatniej depeszy, co stanowi fakt wiele mówiący o otaczającej mnie rzeczywistości: nie nudzę się, a otaczający mnie świat jest fascynujący – wystarczy tylko uważniej się przyjrzeć. Ale przejdźmy do rzeczy:

Marzenia są po to, by je spełniać. Tak uważam. Jednocześnie twierdzę, że jednym z najbardziej perfidnych przekleństw jest życzyć komuś spełnienia wszystkich marzeń. Dlaczego? Bo jeśli człowiek nie ma już o czym marzyć i nie ma do czego dążyć, popada w beznadzieję i rozpacz. Dlatego kiedy uda się jakieś marzenie zrealizować, należy na wszelki wypadek dopisać dwa kolejne do ich listy, a to dlatego, że w międzyczasie jakieś może się zdezaktualizować.

Zdarzyło mi się już pić w życiu wino starsze ode mnie (i owszem – byłem już wówczas pełnoletni). Odkąd tu przyjechałem marzyłem natomiast, by móc poprowadzić samochód, który miałby więcej lat niż ja. I stało się. A wszystko to dzięki panu Myronowi (zwanego przez sąsiadów Romeem), któremu udało się w mrocznych czasach Związku Radzieckiego kupić samochód w roku swojego ślubu z Katią (zwanej Julią), więc można powiedzieć, że był to jego prezent ślubny dla ukochanej. Dość wspomnieć, że Katia i Myron w maju bieżącego roku obchodzili złote gody, a ich Moskwicz 412 ciągle jeszcze jest na chodzie! Po drodze zmienił co prawda silnik (od starego BMW), ale poza tym wszystkie części ma oryginalne lub własnoręcznie dorabiane przez właściciela, który zna każdą jego śrubkę i przewód.

W końcu nadszedł ten wiekopomny dzień, kiedy po krótkim instruktarzu uroczyście odebrałem kluczyki od wehikułu. Trudno opowiedzieć o wrażeniach, jakie mi towarzyszyły. Wyposażenie: więcej niż ascetyczne, co widać na zdjęciach. Początkowo lekkie problemy z opanowaniem sprzęgła. Efekty dźwiękowe: nie do opisania! (w dzieciństwie używaliśmy pojęcia „skrzypi-rypi-rampamponi”). Radość: rozpierająca serce. Rozwinąłem zawrotną prędkość 80 km/h, co biorąc pod uwagę siłę, jaką trzeba było włożyć w każdy skręt kierownicy, stanowiło granicę ryzyka, na jaką się zdobyłem.

Na koniec pozostał jeden problem: jakie pozycje dopisać do listy marzeń?

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
XII dzień
27 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMFPierwszy dzień na nowym miejscu.
Porządek dnia dość stały: wstanie 6:00, laudesy (z ludźmi) 6:20, Msza 6:30, następnie śniadanie, obiad o 12:30, kolacja o 21:30.
Pierwsze prace papierkowo-administracyjne.
Korespondencja.
Instalacja w pokojach.

Dziś zobaczyliśmy piękne przykłady głębokiej religijności niektórych katolików: indywidualne modlitwy w kościele, długie adoracje, skupienie. Wieczorem kilkugodzinne spotkanie grupy charyzmatycznej; słychać modlitwy, śpiewy, mowy…

W parafii np. dziś – dzień powszedni – prócz laudesów, Mszy i nieszporów było: spotkanie chóru, spotkanie Parafialnej Komisji ds. Powołań, spotkanie robotników, spotkanie animatorów prowadzących grupy katechumenalne, nabożeństwo modlitewne grupy charyzmatycznej; przy czym chór około 50 osób, komisja powołaniowa – 10, robotnicy ~ 30, animatorzy – 10, charyzmatycy ~ 150 osób.

Boże Narodzenie 2021
24 grudnia 2021 r.

"...Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło...".(Iz 9,1)

COVIDowa jesień
grudzień 2021 r.

Jacek KobylińskiJesień już za kilka dni zamieni się w zimę. Po raz kolejny była to jesień pod presją COVIDu. Co rusz ktoś ze znajomych i przyjaciół choruje. W mediach też dominują dwa tematy: szczepienia i burdy na granicy...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
9. Kuchnia pełna niespodzianek
25 października 2020 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFKiedyś pisałem już depeszę o tym tytule z Wybrzeża Kości Słoniowej. Okazuje się jednak, że nie trzeba jechać na inny kontynent, by dać się zaskoczyć. Nie będę jednak dzisiaj mówił o jakiś egzotycznych daniach, ale o słoikach...

Zaczęło się od tego, że kupiłem słoik dżemu jabłkowego. Wróciłem do domu, siadłem przy stole, chcę go otworzyć, a tu… zamiast nakrętki jakaś dziwna blaszka, której nijak nie da się odkręcić. Chwyciłem nóż, żeby ją podważyć. Napociłem się mocno, ale nie dało to pożądanych rezultatów. W końcu chwyciłem otwieracz do konserw i ten argument okazał się nie do odparcia...

Dopiero po jakimś czasie ktoś wyjaśnił mi, że to kapsel i najłatwiej poradzić sobie z nim otwieraczem do butelek (no proszę, kto by pomyślał!). W jednej z szuflad znalazłem nawet maszynkę do kapslowania i plastikowe pokrywki, których używa się do napoczętych już słoików.

Życie nie przestaje człowieka zaskakiwać...

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
XI dzień: Przenosiny
26 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMF Po mszy odprawionej w intencji Sióstr – jako podziękowanie za wspaniały pobyt – pakowanie i przewózka. …początek pobytu, a rzeczy jest tyle, że wypakowany pod dach Fiat Uno z siostrą szoferką i jednym z misjonarzy z trudem porusza się po wyboistej drodze… i dojeżdża do parafii, gdzie już czeka – wczoraj przywieziona – porcja bagażu.

Jeden z misjonarzy, zaraz po śniadaniu, wyjechał na zjazd odpowiedzialnych za katechezę, a drugi reprezentował polską misję na uroczystości w domu regionalnym Instytutu Misji Afrykańskich. Obiad uroczysty, poprzedzony ponad godzinnym aperitifem, podczas którego można było poznać nieco tutejszych misjonarzy, nawiązać pierwsze znajomości, a rzut oka do magazynu pomocy misyjnych uświadomił ich gigantyczną organizację.

Wrażenia drugiego misjonarza, choć niewypchane świątecznym obiadem, również są obfite: zjazd był w Diecezjalnym Centrum Duchowości „Betlejem”. Obecnych było około 25 osób. Było to sprawozdanie z ubiegłego roku. Spotkanie, z którego wrócił misjonarz bardzo zadowolony, ukazało mu obraz ogromu potrzeb i prac, zwłaszcza w formowaniu katechetów. Był to, jak do tej pory, najbardziej bogaty w doświadczenia duszpasterskie dzień.

Po powrocie instalacja w pokojach… Wychodząc do sióstr na kolację, by zobaczyć Mundial (jako że tutejszy telewizor nie działał) spotkaliśmy grupę sióstr karmelitanek (kolumbijskich), które będą miały swój kartel w okolicach Grand Bassam; prócz kilku zamienionych słów powiedziały, że Nuncjusz Apostolski na nas czeka… (to dobrze…).

U sióstr kolacja i telewizja (Anglia wygrała z Belgią 1:0), wesoło… choć jeden z misjonarzy, cierpiąc na chwilowy brak humoru (depresja poobiednio-świąteczna), określił żywe dialogi mianem młócenia słomy, dając często do nich polskie, nieprzetłumaczalne komentarze; drugi zaś bawił się znakomicie.

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
8. Tajemnica betonowej zapory
11 października 2020 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFNo i wyjaśniła się tajemnica betonowej zapory na drodze, o której pisałem relacjonując nasz przyjazd do Truskawca. Okazuje się, że trasa, którą jechaliśmy została zamknięta z uwagi na… niebezpieczeństwo zapadnięcia się ziemi.

Wszystkiemu winna kopalniana przeszłość tych terenów, o której zamierzam napisać nieco później. W każdym razie od kilku stuleci wydobywano tutaj sól, wosk ziemny, a od XIX w. również ropę naftową. Tam gdzie kopalnie i szyby naftowe, tam i podziemne puste przestrzenie, które od czasu do czasu lubią się zapadać. No i takie zapadliszcza zaczęły się tworzyć po obu stronach szosy z Drohobycza do Truskawca. Ostatnie i największe, bo o blisko 40 metrowej głębokości, powstało w marcu tego roku, powodując niewielkie trzęsienie ziemi w północnej części miasta. Teoretycznie w każdym momencie może zapaść się więc również sama droga. Budowa nowej trasy została już rozpoczęta, a prace są nawet dość zaawansowane. Tymczasem wytyczony został objazd i podjęta uchwała o zamknięciu i odgrodzeniu betonowymi przegrodami niebezpiecznego odcinka. Pozornie problem został więc rozwiązany, prawda?

Oczywiście – ale tylko zza biurka, bo wspomniana trasa alternatywna jest o 14 km dłuższa, nowa droga zostanie oddana do użytku lada… rok, a ryzyko w sumie jest niewielkie...

Zresztą pomyślmy ekologicznie: jakie to marnotrawstwo paliwa i zwiększenie związanej z nim emisji CO2! Myślący więc o dobru naszej planety mieszkańcy szybko "poradzili sobie" z urzędniczymi rozwiązaniami i zwyczajnie po kawałku zaczęli wspomniane zapory rozbierać, czego nikt im jakoś szczególnie nie utrudniał. W końcu po zaporach nie pozostał nawet ślad. Dla tych, którzy mimo wszystko nad dobro Matki Ziemi przedkładają własne bezpieczeństwo, ustawiono znak drogowy, który uczciwie ostrzega o zagrożeniu. I tak wszyscy są zadowoleni. Prawda?

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Świętego Marcina
11 listopada 2021 r.

Maciej Kobyliński "Na świętego Marcina najlepsza gęsina" głosi staropolskie przysłowie. I jak na zawołanie na polinowskich stawach pojawiła się świeżutka gęsina...

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
X dzień
25 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMF Pogoda wstrętna, wiatr, dość chłodno.
Dziś mieliśmy się ostatecznie przenieść na parafię, przeniesiemy się ostatecznie jutro.
Po mszy i śniadaniu snucie planów, które wciąż się zmieniały, zakończone przedsięwzięciem, aby jeden z misjonarzy pojechał po nasze rzeczy, które to będąc po raz pierwszy tutaj (czyli w grudniu ub. r.) zostawiliśmy, a które z racji na wilgotność powietrza przewiezione zostały do innego domu sióstr koło Akoupé. Po politycznych podchodach Matka Prowincjalna zgodziła się na to, aby siostra Lucia wraz z nami pojechała samochodem.

Jako że jeden z misjonarzy miał reprezentować polską delegaturę na poniedziałkowym obiedzie okolicznych księży u franciszkanów w Koumassi, co skłoniło go do rezygnacji z wyprawy, a droga wiodła przez dżunglę, Matka Prowincjalna podjęła trud towarzyszenia siostrze szoferce i osamotnionemu misjonarzowi, który mógł zobaczyć kawał prawdziwej Afryki: wioski, chatki, drogi, handlarzy i myśliwych przy nich, śmiejące się afrykańskie dzieci, które mu machały, i wspólnotę sióstr, która wywarła wrażenie pozytywne; atmosfera rodzinna; misja, z braku dostatecznej ilości czasu, trudna do zidentyfikowania.

Drugi zaś, w towarzystwie ks. Leopolda i seminarzysty Jean’a Jacues’a, udał się na wyśmienity obiad, który spożył w towarzystwie dziesięciu księży; wrażenia pozytywne. Rubaszność i tusza franciszkanów przypominała ich polskich współbraci.

W czasie kolacji wyprawa po rzeczy wróciła do domu szczęśliwie, przywożąc – obok bagażu – wiele afrykańskich wrażeń.

Barwy jesieni na Polinowie
październik 2021 r.

Jacek Kobyliński Jesień ma różne oblicza. Zaczyna się ciepłem babiego lata, mieni kolorami złota i czerwieni. Potem zasypuje nas zeschłym listowiem i żegna szarością listopadowej szarugi. Ale przecież urok naszego klimatu i przyrody polega na zmienności...

A mnie jest szkoda lata…
wrzesień 2021 r.

Jacek Kobyliński Kolejne lato przeszło do historii. Mimo, że było trochę kapryśne, to jednak żal tych długich, ciepłych dni, tych zapachów, odgłosów przyrody i wrażeń,którymi nas obdarowało. ...

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
7. Pierwsza Piesza Pielgrzymka Borysław – Truskawiec
27 września 2020 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFZacznijmy od tego, że pod koniec sierpnia bieżącego roku w Truskawcu została poświęcona wzorowana na słynnym pomniku z Rio de Janeiro figura Jezusa Chrystusa. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że mierzy ona dziewięć metrów wysokości, a dodatkowo zainstalowana została na trzymetrowym podeście. Co prawda do tej ze Świebodzina jej daleko, ale i tak słychać głosy „zatroskanych”, którzy twierdzą, że to przecież megalomania i komu to potrzebne, a tak w ogóle to ilu ubogich można by było nakarmić za zaoszczędzone pieniądze…

W tym miejscu należy podkreślić, że to inicjatywa prywatna! Jeśli ktoś chce, ma prawo za własne pieniądze karmić ubogich (bardzo popieram), albo przeznaczyć je na Radio Maryja czy WOŚP. Wolno mu! Pan Igor Kisak miał akurat fantazję wystawić Panu Jezusowi pomnik. Nie sam co prawda, ale znalazł też innych sponsorów, dogadał się z Radą Miasta i żelbetonowy kolos stanął na Górze Goszowskiej, powyżej dworca kolejowego, skąd rozpościera się przepiękna panorama miasta. Chrystus z pomnika obejmuje więc swoimi ramionami mieszkańców oraz gości Truskawca i przypomina, że nie są sami w swoich codziennych troskach.

Powstanie pomnika stało się znakomitym pretekstem do tego, by zebrać młodzież z obu naszych parafii i ruszyć z Pieszą Pielgrzymką z Borysławia do Truskawca. Co prawda w pielgrzymowaniu nie chodzi wcale o cel, a o wspólnie przebytą drogę, ale ten pierwszy jest przecież nieodzowny. Biorąc pod uwagę fakt, że szosa łącząca te dwie miejscowości jest raczej prosta i liczy nie więcej niż 7 km, trasa „na skróty” bocznymi drogami i przez las była nieco dłuższa i dała więcej okazji do wspólnej modlitwy, duchowego odpoczynku i pielgrzymkowej „głupawki”.

Całość wypadła na tyle dobrze, że już planujemy na stałe wpisać to wydarzenie w kalendarz parafii na rozpoczęcie roku katechetycznego. Pożyjemy – zobaczymy.

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
IX dzień: Niedziela. Uroczystość św. Jana Chrzciciela
24 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMF Od samego rana gorączka niedzieli. Jeden z nas wyruszył z ks. Leopoldem do okolicznych kaplic: Gonzagueville. Było to dla niego pierwsze zderzenie z prawdziwą niedzielną Afryką, której pierwszy raz czytał Ewangelię… Śpiew, tańce, liturgia… Msza łącząca chrzest, I Komunię i sanację małżeństwa…

Po Mszy przyjęcie i podjęcie wspaniałą kuchnią afrykańską.

Drugi zaś udzielał się w tutejszej parafii. Po Mszy, przy akompaniamencie murzyńskiej orkiestry – tańce w kościele. Tubylcy wpadli w trans nie oszczędzając nawet ołtarza, nie mówiąc już o siostrach, które zarazili swym tanecznym duchem, co pozwoliło nam nieco zidentyfikować ich misję.

Po Mszy i tańcach, ogólne przyjęcie we wspólnej sali, zorganizowane przez parafialne wspólnoty młodzieżowe. Po obiedzie Mundial i wielki smutek sióstr – Brazylia przegrała z Argentyną 0:1.

Wieczorem, po długim oczekiwaniu na przyjazd księdza, który miał nas zawieźć na zebranie «Foyers Chrétiens», gdy już zrezygnowani oglądaliśmy Mundial, zostaliśmy zaskoczeni wizytą świeckiego aktywu, który nas tam zawiózł.

Zebranie – choć z kilkugodzinnym opóźnieniem, które nikomu nie przeszkadzało, prowadzone było z wielką kulturą i w atmosferze modlitwy.

Porządek:
– Krótka prezentacja wspólnoty nowym księżom z parafii przez Sekretarza
– Krótkie sprawozdanie z wyjazdu do Kodjoboue w poniedziałek 4 czerwca przez Sekretarza
– Film video o objawieniach Maryi Dziewicy w Kibeho w Rwandzie
– Przygotowanie praktyczne i uczestnictwo w święcie nowożeńców.

Po zebraniu kolacja i specjały tutejszej kuchni.

Gościnność gospodarzy, obfitość i pikantność potraw pozostaną na zawsze w pamięci. Po serdecznych pożegnaniach wróciliśmy do domu.

Było to pierwsze spotkanie oficjalne z grupą zaangażowanych świeckich, których w parafii jest wiele; uświadomiło nam ono jak wiele pracy będzie wymagała animacja tych grup.

Kresowe depesze Ojca Wojciecha:
6. Samochodowe klasyki
13 września 2020 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFSzykując się do wyjazdu na Ukrainę, byłem przygotowany na fatalny stan dróg. Jednak te, przynajmniej w zachodniej części kraju, prezentują się już całkiem przyzwoicie. Tymczasem na uwagę zasługują nie tyle same drogi, a to, co po nich jeździ. Niekiedy można odnieść wrażenie, że człowiek znalazł się na planie zdjęciowym jakiegoś filmu z czasów późnego PRL-u. Widział ktoś z Was ostatnio jeżdżącą Wołgę albo Moskwicza? Tutaj to widok powszechny. Królowymi szos pozostają Łady (różne modele zbudowane na bazie Fiata 124 i 125). Niestety w Polsce nie da się tych cudów motoryzacji zarejestrować, bo nie spełniają norm unijnych. „Cudów”, bo często mają po 30, 40, 50 lat i ciągle jeżdżą! A jeśli coś jeździ, znaczy się jest zdatne do użytku i żadnych innych norm spełniać nie musi. A że trochę więcej pali i co kilka kilometrów trzeba dolać oleju? Mój samochód – mój problem, i o co tyle krzyku? W końcu żyjemy w wolnym kraju, prawda?

Że nowe samochody są bezpieczniejsze? Wypadków też nie zaobserwowałem tutaj więcej (wręcz przeciwnie), a porównując ich osiągi, śmiem zgłosić poważne wątpliwości.

P.S. Kolejny punkt do dopisania na liście marzeń: poprowadzić kiedyś jeden z takich klasyków.

zobacz poprzednie kresowe depesze...

Kolejny dzień z "Pamiętników Misjonarzy":
VIII dzień: Uroczystość Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny
23 czerwca 1990 r.

Andrzej Kobylińskio. Roman Woźnica CMF Rano, w odświętnie przystrojonej kaplicy, Msza Święta Uroczysta z laudesami i krótkim wprowadzeniem w istotę święta.

Po śniadaniu udaliśmy się do parafii i do Domu Młodzieży «CARITAS», aby zobaczyć finał miejsko-parafialnych mistrzostw w pingponga. Jeden z nas wrócił szybciej, aby zająć się korespondencją, drugi zaś, jako że okazał się wierniejszym kibicem, pozostał (niestety – jak się później okazało – za długo).

Obiad uroczysty i smaczny, uszykowany nawet pod polsko-kartoflane gusta, na którym byli również księża z parafii, zakłócony został nieco spóźnieniem się misjonarza-kibica, który – rozegrawszy ponoć całkiem niezły mecz i usatysfakcjonowany kontaktami z parafianami – wrócił z iście afrykańską niefrasobliwą punktualnością.

Po obiedzie udaliśmy się gromadnie na latarnię morską, aby podziwiać widoki i zrobić kilka zdjęć. Panorama rzeczywiście piękna!…

Pod wieczór znowu mecze: w telewizji Mundial, Camerun-Columbia 2:1, i na żywo w parafii, poganie «contra» konwertyci (wynik nieznany, lecz zaciekłość świętej wojny). Wróciliśmy z niego brzegiem morza, tym razem wśród modlących się muzułmanów.

Nie obyło się oczywiście bez wygłupu, gdyż jeden z misjonarzy, chcąc być bardziej grzeczny, a widząc mężczyzn rozciągających koc i ustawiających się na nim, wziął ich za podmiejskich artystów przygotowujących się do występów, co nie pozwoliło mu przejść obojętnie, bez okazania swej podziwiająco-radosnej ciekawości. Dopiero po jakimś czasie, dzięki licencjatowi z misjologii i innym muzułmanom będącym już w trakcie modłów, odkrył ducha Mahometa.

Wieczór upłynął barwnie na Święcie Młodości w parafii. Razem z tłumem tubylców podziwialiśmy niesamowite występy tutejszych artystów. Zwłaszcza taneczne popisy baletów… W pamięci utkwił nam balet ministrantów, który przyprawiał o pisk i omdlewanie niewiasty oraz balet młodych dziewczynek.

Radca Prawny Grzegorz Kobyliński - Siedlce

. .
Ojcowie serwisu Polinów
Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy