strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława
Dawny folwark królewski na południu Podlasia, od 1906 r. siedziba rodu Kobylińskich.

Południowe Podlasie KobylińscyPołudniowe Podlasie WęglińscyPołudniowe Podlasie Korycińscy

Drzewiej majątku owego gościnę wielu wojów docenić miało już sposobność wszelaką, jako że i dóbr tutejszych przyjezdnym nie szczędzono. Samże folwark tako i dwie stajnie posiadał, co i w każdej po sto koni stanie, prze co i sam król ochoczo w te strony przybywał. A i nieraz gdy z Kraka grodu na Wilno swe kroki kierował, Polinowskiego Dworu nigdy nie omieszkał nawiedzić.
Tako i Ty wędrowcze strudzony racz spocząć przed tym ognia kominem, i pomnij tę krainę pradawną, co mężów zacnych wielu już na świat wydała, a jej strumień, któren od stuleci z Tatarskiego Wzgórza niestrudzenie wody swe toczy, niejedną co noc opowiada historię...

www.polinow.pl to serwis regionalno-historyczno-rodzinny, prezentujący dawny królewski folwark - Polinów, znany dawniej jako Dobra ziemskie Konarzewszczyzna i Skolimowszczyzna (Konarzewszczyzna-Skolimów) lub po prostu Folwark miasta Łosice. Pod koniec XVIII w. opiekę nad majątkiem przejęła od królewskich dzierżawców dawna i zasłużona rodzina wołyńska - hrabiowie Ledóchowscy h. Szaława, późniejszymi właścicielami byli zaś Perkowscy h. Peretyatkowicz. Wreszcie w 1906 r. folwark we władanie objęła rodzina Kobylińskich, czyniąc go swym rodzinnym gniazdem.
Tutejsze życie przez wieki koncentrowało się wokół centralnego podwórca, którego układ, mimo powojennej parcelacji folwarku, nie zmienił się do dnia dzisiejszego. W tym magicznym miejscu co krok bogata tradycja splata się ze współczesnością, a każdy budynek, kamień czy drzewo posiada niepowtarzalną, nierzadko kilkusetletnią, historię.
Oprócz dawnych dziejów tego niecodziennego miejsca przytaczamy także burzliwe dzieje jego kolejnych posesorów, dla których jako tło doskonale służą wspomnienia z samych Łosic i codziennego życia ich mieszkańców.

Warto także wspomnieć, jak ważną rolę w pielęgnacji wielowiekowej tradycji oraz sąsiedzkich więzi na Polinowie nadal odgrywają konie, z którymi Kobylińscy, jak i całe Łosice, związani są od stuleci. To one pozostają wspólnym punktem zainteresowań wielu okolicznych hodowców i hobbystów, wzbogacając historię naszego regionu m.in. o zawody konne, organizowane na Polinowie oraz wielu innych malowniczych miejscach całej okolicy. Kolejny dział naszej strony: Stajnia Polinów, dedykujemy zatem końskim pasjom.

W kolejnym rozdziale: Łosice i okolice opisujemy leżące nad rzeką Toczna (dawniej Tuczna lub Łosiczanka) miasto Łosice wraz z jego ciekawą historią oraz całe Południowe Podlasie, przedstawiając ich bogatą historię oraz unikatowe zabytki: pałace, dwory, stare folwarki i majątki, kościoły, czy wreszcie przydrożne krzyże i kapliczki. Jako że nasz pradziadek - hrabia Alfred Wiktor Witalis Węgliński h. Godziemba - oprócz majątków na lubelszczyźnie posiadał także dwa założenia dworskie nieopodal miasta Łosice: Toporów i Chotycze, grzechem byłby nie poświęcić także im nieco więcej miejsca. W późniejszym okresie dział powiększyliśmy także o Podlaski Przełom Bugu, o którym po prostu nie sposób nie wspomnieć, a całość zamykają zdjęcia lotnicze, na których podziwiać można całą okolicę z lotu ptaka.

Oczywiście stale pielęgnujemy nasze rodowe drzewo genealogiczne, w którym przewijają się takie nazwiska jak: Kobylińscy, Węglińscy, Młoccy, Wężyk, Ossolińscy, Mazur, Ganabasińscy, Korycińscy, Łęczyccy, Trębiccy, Sułkowscy.

Z kolei z racji duchowego powołania naszych dwóch misjonarzy - brata oraz stryja, na kolejny rozdział naszej witryny obraliśmy Misje w Afryce. Staramy się w nim przybliżyć urokliwy kawałek Czarnego Lądu - Wybrzeże Kości Słoniowej oraz jego wspaniałą perełkę - założony przez naszych misjonarzy afrykański chór Claret Gospel, co kilka lat odwiedzający nasz kraj.

Życzymy niezapomnianych wrażeń i zapraszamy do lektury! Jednocześnie pragniemy nadmienić, że nie prowadzimy żadnego rodzaju działalności komercyjno-usługowej, a nasz portal nie posiada żadnego zewnętrznego źródła finansowania, co nie oznacza, że go nie potrzebuje!

"Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości".
"Naród, który traci pamięć, przestaje być Narodem - staje się jedynie zbiorem ludzi czasowo zajmujących dane terytorium".

Marszałek Józef Piłsudski, honorowy obywatel miasta Łosice od 1934 roku

Łosice i okolice: Toporów

Warto zobaczyć:

Czy wiesz, że...

Serwis "Polinów" powstał jeszcze w XX w. - zimą 2000 r. na Amidze 1200/40. Oczywiście forma i treść tylko w nieznacznym stopniu przypominała stan obecny, a stronę główną (i wówczas jedyną) stanowiła "Skrzynka kontaktowa" z naszymi adresami pocztowymi...

Wieści z królewskiego folwarku

Maciej Kobyliński To co dobre niestety szybko się kończy, dotyczy to niestety również wakacji. Nie pozostaje nic innego jak cieszyć się tym co było i czekać na następne. Bo jak głoszą słowa starej, kabaretowej piosenki: "...jeszcze tylko: wrzesień, październik, listopad, grudzień, styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec i..."

Depesze Ojca Wojciecha: 1 (126). Baśnie i legendy afrykańskie
Część XV: Bitwa Ptaków i Ssaków
27 sierpnia 2019 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFPewnego spokojnego dnia lekki wiatr przyniósł ludziom wiadomość, że bitwa między Ptakami a Ssakami jest nieuchronna. Jaki był powód niezgody? Czyż ostatni spór, dotyczący zimowej wędrówki Ptaków, nie zakończył się uroczystymi przysięgami przed fetyszami, że w przyszłości rodzaj skrzydlaty i pieszy będą kroczyć ramię w ramię? No cóż, my ludzie nie mamy monopolu na krzywoprzysięstwa! Ludzie martwili się o los swoich dwu- i czteronożnych pomocników. Któż mógł wiedzieć, czy i ludzie nie zostaną wciągnięci w ten konflikt? Powód? Cóż. Ten był błahy, ale każdy z obozów uczynił z niego rację stanu.

Pewnego dnia Kogut i Małpa spotkali się przy wodopoju, który przed wiekami stał się przyczyną kłótni między Ptakami i Zwierzętami Czworonożnymi, i który przywłaszczył sobie (jako niezawisły arbiter, w imię zachowania pokoju i wspólnego dobra) człowiek. W obliczu brutalnej siły strony ustąpiły, ale nie zrezygnowały z korzystania ze źródła wody, które każda uważała za swoją własność. Zarówno więc Ptaki jak i Ssaki po kryjomu przychodziły tam gasić pragnienie. Zaskoczony Kogut zaczął udawać, że pełni straż dla swojego pana – człowieka, natomiast Małpa oświadczyła, że przyszła jedynie przejrzeć się w tafli wody, ponieważ potłukła swoje lusterko podczas kłótni z panią Koczkodanową. Nie wiadomo kto kłamał bardziej, ale Kogut i Małpa od pokoleń byli zaprzysięgłymi wrogami. Małpa, powołując się na swoje podobieństwo do człowieka, twierdziła, że jest panią Koguta, który, pyszniąc się swoją rolą strażnika, nie przyznał jej racji. Rzucił jej bezczelne spojrzenie, na co Małpa, podejmując wyzwanie, splunęła w bardzo pogardliwy sposób (a to Małpa!) Kogut, czując się obrażony, cmoknął obraźliwie. Małpa zadrapała go pazurem. Kogut ją kopnął. Małpa znowu go zadrapała i tak przeszli do rękoczynów. Na koniec Małpa miała podbite oko i wiele zadrapań, natomiast kogut zaliczył przymusową kąpiel i zostawił na ziemi kilka pór. Każde z nich poszło do swoich na skargę, naciągając nieco fakty.

Małpa twierdziła, że wychodząc rano w pole widziała Koguta kąpiącego się wodzie, do której zwykł przychodzić lew, aby ugasić pragnienie, a kiedy się zbliżyła, Kogut napadł ją bez ostrzeżenia. Wszyscy jakby zapomnieli o złośliwej naturze Małpy i zaczęli jej żałować, żądając jednocześnie zadośćuczynienia za zniewagę jaka spotkała czworonożnego obywatela. Rada, pod przewodnictwem Lwa, zdecydowała wnieść skargę do Orła, króla ptaków. Wydelegowano Hienę, uchodzącą za dobrego mówcę, sprawnego retora i zręcznego dyplomatę, zaznajomionego z zawiłościami językowymi i sądowymi. Cały lud poczuł się poruszony. Odezwały się wojenne tam-tamy, zwołując wszystkich, którzy byli na polu bądź w podróży. Zdyszany Kozioł z potem ściekającym po brodzie, przepasany skórzanym fartuchem, beczał przed swoją kuźnią. Strzały i włócznie świeciły już w słońcu, a pijani bojownicy wykonywali swój wojenny taniec.

Z kolei Kogut opowiadał, jak podczas spaceru zaskoczył Małpę u wodopoju, a ta uznała za świetny pomysł zmusić go do nurkowania. Przyszedł więc by przedłożyć swoją skargę swojemu królowi – Orłowi. Niektóre ptaki chciały zawołać człowieka, ale czy można by wówczas powiedzieć, że obywatele uskrzydlonego ludu są rzeczywiście wolni, skoro ponownie uciekną się do tak samolubnego sędziego jak człowiek? Lepiej było wysłać delegację do Lwa i zająć się sprawą bez pośredników. Wysłano więc Kruka. Kruka, który był najstarszym wrogiem Hieny. W konsekwencji sytuacja pogorszyła się do tego stopnia, że następnego dnia zdecydowano się stoczyć bitwę.

O świcie wojownicy stanęli naprzeciwko siebie, gotowi się ze sobą zmierzyć. Zwierzęta Czworonożne okazywały zniecierpliwienie. Słoń dla zabawy z głośnym śmiechem połamał wszystkie drzewa w okolicy. Nagle Ptaki poderwały się z ziemi, a Ssaki usłyszały dziwną pieśń – pieśń wojenną, której nigdy dotąd nie słyszały.

Jeśli strzelę i chybię,
Zabiję tysiąc.
Jeśli strzelę i trafię,
Zabiję wszystkich.

I ujrzały jak z chmury wyłania się i spada na nie malutki nektarnik. Oszołomione zwierzęta wpatrywały się w to dziwne zjawisko:

Jeśli strzelę i chybię,
Zabiję tysiąc.
Jeśli strzelę i trafię,
Zabiję wszystkich.

Ssaki przerażone, że tak mały ptaszek może dokonać tak wielkiej rzezi, wolały pertraktować z Orłem, który zażądał pierwszeństwa w dostępie do wszystkiego: od wody do picia, po owoce do jedzenia.

Od tego czasu to ptaki jako pierwsze smakują owoców i pierwsze przychodzą pić z każdego nowego źródła. Dlatego też podczas największych upałów, gdy słońce pali wszystko, a zwierzęta i ludzie szukają przed nim schronienia, Orzeł woła w locie: Séhoué, séhoué, co w języku ptaków oznacza: Oto król! Oto król!

Na podstawie: Bernard B. Dadié, "Légendes africanes", Abidjan 2003.
Z języka iworyjskiego tłumaczył: o. Wojciech Kobyliński CMF.

zobacz poprzednie depesze...

„Ilustrowany Przewodnik po nawiedzonych miejscach Ziemi Łosickiej” – i co dalej?
19 lipca 2019 r.

o. Wojciech Kobyliński CMF Po nadspodziewanie ciepłym przyjęciu Przewodnika, stosunkowo często pojawia się pytanie o jego ewentualną kontynuację. Nie potrafimy niestety na nie odpowiedzieć, a to z uwagi na brak danych: prace nad książką w dużej mierze miały charakter odtwórczy, polegający na zebraniu krążących po okolicy opowieści. Choć temat różnej maści duchów i upiorów wydaje się cokolwiek wyeksploatowany, niekoniecznie musi tak być w istocie. Nie udało nam się przecież z koleżanką Małgorzatą Waszkiewicz dotrzeć do wszystkich relacji o zjawiskach dziwnych i nadprzyrodzonych. Jest też pewna ilość legend dotyczących okolicznych terenów (że wspomnę choćby tę o źródłach strugi Polinówki i Tatarskiej Górze), które nie pasowały do obranej przez nas linii. Mnożą się również hipotezy związane z nowymi odkryciami archeologicznymi na terenie Łosic i grodziska Dzięcioły. Jeśli ktoś z Was zna, choćby fragmentarycznie, jakieś podania lub pamięta ciekawe wydarzenia z historii Łosic i okolic, czy chociażby posiada zdjęcia jakichś strasznych miejsc, prosimy o kontakt. Zawsze znajdzie się na nie miejsce na naszej stronie, a jeśli uzbiera się ich odpowiednia ilość, będzie można myśleć o kolejnej pozycji książkowej. W powyższej sprawie piszcie zatem na adres e-mail:

Jacek Kobyliński Na stronie Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łosickiej pojawiła się relacja ze spotkania na Polinowie, którą poniżej zamieszczamy:...

Nasi goście
czerwiec 2019 r.

Jacek Kobyliński Polinów najpiękniej wygląda wiosną. Zrozumiałe jest więc,że wtedy mamy najwięcej gości...

Uroki wiosny na Polinowie
14 maja 2019 r.

Jacek Kobyliński Polinów zawsze był i jest otwarty na gości. Czasem są to goście nieproszeni, o których już kiedyś pisałem, czasem goście urokliwi, jak np. łabędzie czy sarny. Do tych ostatnich mamy ostatnio szczególne szczęście, bo są coraz bardziej oswojeni...

Maciej Kobyliński Jak co roku w przy kościółku św. Stanisława odbył się majowy odpust...

Skrzydlata inwazja
15 kwietnia 2019 r.

Jacek Kobyliński Nie pamiętam aby na Polinowie aż tak roiło się od ptactwa. Owszem zawsze w maju rwetest jest taki, że rano trzeba okna szczelnie zamykać. Ale żeby już w kwietniu powietrze przecinało bez przesady setki skrzydeł i darło się dziesiątki ptasich gardeł, to tego jeszcze nie było...

Jacek Kobyliński Mimo wczesnej pory, przyroda budzi się z zimowego snu. W powietrzu czuje się już zapachy wiosny. Rano słychać coraz głośniejsze trele wracających ptaków...

Jacek Kobyliński 14 lutego br., a więc w Walentynki, odbyła się z wielką pompą promocja wspomnianego w tytule przewodnika autorstwa o. Wojciecha Kobylińskiego i Małgorzaty Waszkiewicz, która dodatkowo zilustrowała przewodnik sugestywnymi ilustracjami...

Nieproszeni goście
luty 2019 r.

Jacek Kobyliński Okolice Polinowa odwiedzają, i co gorsze zadomowiają się tu nieproszeni goście. Najwięcej szkód wyrządzają wydry i bobry, ale można tu też spotkać kuny, tchórze, norki amerykańskie, czaple siwe i białe, a o dzikach i lisach także warto wspomnieć...

Wczesne przedwiośnie
luty 2019 r.

Jacek Kobyliński Zima była lekka i krótka. Nie dała się we znaki, ale kilka dni było pięknych i zimowych...

"Osiemnastka" wirtualnego Polinowa, czyli jak XX-wieczny serwis osiągnął dojrzałość...
9 lutego 2019 r., godz. 20:49

Bartosz Kobyliński Trzeba otwarcie przyznać, że ostatnimi laty nasz serwis - nie wiedzieć zresztą kiedy - z nieopierzonego małolata wyrósł na dorodnego nastolatka. A że jak co roku w dniu 9 lutego obchodzi urodziny, na dodatek przypadające w Międzynarodowy Dzień Pizzy, wypadałoby przynajmniej w kilku słowach wspomnieć o tym wydarzeniu. Jednak jako że zamówiony w pobliskiej pizzerii urodzinowy tort nieubłaganie już stygnie, dziś - w przeciwieństwie do okrągłych rocznic - obędzie się bez zbytniego nadęcia...
Aaaaaaach nie! Czekaj no! Zaraz zaraz! - przecie dzisiejsza okazja jest jednak nad wyraz wyjątkowa - wszak pełnoletność obchodzi się tylko raz w życiu! I wbrew pozorom ie jest to wcale błaha rocznica, a oznaczająca przecież wejście w wiek dorosłości i (przynajmniej umownej) dojrzałości!

A więc, czego tu by sobie życzyć? Może ujmę to tak: na przekór wszystkiemu żywię jednak nadzieję, że nasz dzisiejszy, czcigodny Jubilat nigdy tak do końca nie spoważnieje - wszak nie powstał tylko po to, by zanudzać suchymi faktami i stać na straży historii czy pamięci o przodkach, ale przy okazji jednocześnie bawić, integrować czy odkrywać, nie zapominając o okazjonalnym przymrużaniu oka do naszych Czytelników;) Wyjątkowo zatem nie będę w tym miejscu nikomu gratulował ani życzył osiągnięcia dorosłości czy powagi pełnoletności, bo akurat w tej materii nie wróży to chyba nic dobrego, czyż nie tak...? No, chyba że oznaczałoby to sumienność, rzetelność i terminowość w kolejnych publikacjach:) Niemniej nadal jednak pozostaję przy nadziei, że nasz serwis nigdy tak do końca nie spoważnieje czy wydorośleje, bo to oznaczałoby niechybne zboczenie na tor monotonii, nadęcia i publikacji doktorskich wywodów, a przecież nie tego chcemy, prawda? Świeżości, ciekawości i radości wieku dziecięcego życzę zresztą wszystkim naszym dorosłym Czytelnikom - oczywiście w granicach zdrowego rozsądku i w sposób jednakże z grubsza kontrolowany:)
Tak czy siak, a może nawet i owak, Cowabunga! Przecież 18 lat kończy się tylko raz w życiu!!!

Przy okazji corocznych podsumowań warto przytoczyć także wskazanie licznika odwiedzin - a ten zbliża się właśnie do 228.000 wizyt! Dziękujemy za tę imponującą liczbę oraz wspólne dobrnięcie do pełnoletności!

Jako że na głębsze (czy też płytsze) refleksje na temat ewolucji naszego serwisu nachodzi mnie raczej przy okazji bardziej okrągłych rocznic, ale z drugiej strony szkoda by było przemilczeć tak podniosłą uroczystość bez żadnej ciekawostki czy niespodzianki, przy dzisiejszej okazji mamy dobrą wiadomość dla użytkowników iPhone'ów, bowiem na ich urządzeniach (i ogólnie pod Safari) górne menu strony otwiera się nareszcie prawidłowo! Dla wszystkich już mobilnych odbiorców dobra wiadomość jest natomiast taka, że tytułowa galeria nie rozsypuje się już w pionie. Na dodatek myślimy nad jeszcze bardziej przyjaznym dostępem do głębszych zasobów naszego serwisu, gdyż mobilny trend zdaje się mocno przybierać na sile i odwrotu od niego nie przewiduje już nawet Nostradamus...

Statystyki są bowiem bezlitosne, nieubłagane i aż nadto przejrzyste, a na dodatek nie pozostawiają żadnych złudzeń czy nawet cienia wątpliwości! Zresztą wystarczy spojrzeć na wykres obok... Podczas gdy zestawienia ruchu na stronie jeszcze w 2008 nie posiadały nawet rubryki "ruch mobilny", a 98,7% (a więc w zasadzie całość) odwiedzin generował system window$, niespodziewanie w 2012 roku zaczął się prawdziwy przewrót, który na dodatek trwa do dziś! Od tego bowiem czasu odwiedziny spod znaku okienek spadły o połowę, przez ostatnie lata pikując niczym podziurawiony Messerschmitt poniżej 50% ogółu odsłon, podczas gdy systemy mobilne wystrzeliły w górę jak z procy! I tak, Android Google'a wspiął się na ponad 37%, a iOS również zdaje się solidnie rozpędzać, powoli zbliżając się do progu 8%, co jest już całkiem przyzwoitym wynikiem. Czyż to nie piękny widok, gdy odwieczny bastion drapieżnego, znienawidzonego monopolisty, gnojącego w zarodku wszelkie oznaki niezależności i wolności, z wielkim hukiem wali się w gruzy? Niestety Linux, podobnie jak i Macintosh, po początkowych fluktuacjach nadal gryzie zieloną trawkę, a w zasadzie orzą glebę, z licznikiem oscylującym na poziomie 1,5%... Z drugiej jednak strony, gdyby Androida zaliczyć do Linuxa, na którego jądrze jest przecież oparty, wspólnie są na najlepszej drodze do spełnienia niegdysiejszych marzeń ściętej głowy - a więc definitywnej detronizacji window$a! Marzenia marzeniami, ale kto by o tym realnie pomyślał jeszcze 5 lat temu? Słusznie minione wynalazki i relikty przeszłości typu Windows Phone celowo pomijam w zestawieniu, traktując je jako denny plankton, zaśmiecający tylko wyniki. I tak oto niespodziewanie, pobieżna analiza ruchu na stronie, przyniosła kolejną okazję do świętowania!

A więc - Cowabung... aaaa, no tak, powtarzam się... Hmmmm, czyżby to już pierwsze oznaki sklerozy? Ale żeby już w wieku 18 lat? A nie, przepraszam, tym razem to na szczęście tylko te bąbelki od szampana! Ufff!

Orszak Trzech Króli, z genealogią w tle...
6 stycznia 2019 r.

Bartosz Kobyliński 6 stycznia ulicami Łosic przemaszerował Orszak Trzech Króli. To już drugi raz, kiedy w Uroczystość Objawienia Pańskiego miasto zamienia się w uliczne jasełka, w tym roku na dodatek w pełni zimowej aurze.
Jak powszechnie wiadomo, Trzej Mędrcy przybyli ze Wschodu, a ponieważ – jak to zwykle bywa – tradycji musiało stać się zadość, jedynym rozsądnym miejscem początku wędrówki możnowładców mógł być jedynie... tak, tak – Polinów! Jako jedyny położony jest bowiem dokładnie na wschód od centrum Łosic. Tym samym po raz kolejny nie mógł nie wpisać się na karty historii Łosic, po raz wtóry zajmując miejsce w tradycji obchodów tego – niedawno przecież przywróconego – święta.

Jak się na dodatek okazało, kolejnym zrządzeniem losu wiążącym rodzinne tradycje z lokalną historią był dosyć zaskakujący fakt, iż... nasz wuj Jan wcielił się w Baltazara. A dlaczegóż to ów wydarzenie nie pozostaje bez związku z wiekowymi tradycjami? Ano dlatego, wprost nawiązuje do imienia niedawno odkrytego nestora naszego rodu – urodzonego w I połowie XVIII w.... Baltazara Kobylińskiego! Dodam tylko, że owego odkrycia udało się dokonać dopiero latem 2017 roku, dzięki przeowocnej korespondencji z dyrektorem Archiwum Diecezjalnego w Siedlcach – ks. prał. mgr lic. Bernardem Błońskim, któremu jesteśmy niezmiernie wdzięczni za wyłapanie błędu i naprowadzenie nas na właściwe tory wywodu genealogii naszej rodziny po mieczu.

Po tym krótkim, genealogicznym wtrąceniu, pora jednak wrócić do samego pochodu. Jako że łosickie, uliczne jasełka zostały szeroko opisane i obfotografowane chyba ze wszystkich możliwych stron w lokalnych mediach, włączając w to m.in. także filmy z drona, tutaj skupię się bardziej na przygotowaniach oraz samym wymarszu. Tymczasowa zmiana karnacji królów to już wyższa szkoła jazdy i nawet mi nie dane było do końca poznać jej tajników. Mniej tajemnicze za to okazały się zabiegi pielęgnacyjne, którym trzeba było poddać wierzchowce. Te – żmudnie wyszczotkowane, wyczesane i pięknie przyodziane, około południa były już gotowe wyruszać w dalszą drogę na zachód. Oczywiście o przebraniach nie mogli też zapomnieć sami jeźdźcy, ale ci na miejsce przybyli już odpowiednio przyodziani. Jeszcze tylko krótka sesja zdjęciowa i z darami pod pachą można ruszać w dalszą drogę.

Barwny pochód tym razem przemaszerował odwrotnie niż rok temu. Orszak wyruszył bowiem sprzed kościoła św. Zygmunta Króla w kierunku placu przy parafii Trójcy Świętej. Po drodze zatrzymywał się w celu odegrania poszczególnych scenek. Tak jak i w ubiegłym roku, orszakowi przewodzili Trzej Królowie jadący konno, odziani w dostojne szaty w zgodnych z tradycją kolorach: czerwonym, zielonym i niebieskim. Również i podążający za nimi pastuszkowie czy diabełki poprzebierane były w kolorowe stroje. Wszyscy otrzymali orszakowe korony i śpiewniki z kolędami, rozdawane przed startem pochodu. Pozostaje zatem tylko cieszyć się, że na naszych oczach odradza się kolejna, piękna tradycja, a Polinów po raz kolejny może tu dorzucić również i swoją cegiełkę.

Wszystko pięknie, ale jako że służba nie drużba, pora ruszać dalej – kadzidło jest, mirra też, ale gdzie do cholery podziało się złoto???

Jacek Kobyliński Mietek to barwna i niebanalna osobowość, ukształtowana w okresie wojennym i burzliwym czasie wojującego komunizmu po wojnie. Młodzieńcze lata spędzone na Kielecczyźnie zabrała mu zawierucha wojenna. Często wspominał o tych tragicznych latach, kiedy to z rozmaitych wojennych tarapatów kilka razy tylko jakimś cudem ocalał. To nie było beztroskie dzieciństwo......

Nareszcie zima na Polinowie
grudzień 2018 r.

Jacek KobylińskiPrzyszła nagle, nocą i przykryła całą szpetotę późnej jesieni. Oby tak chciała pozostać chociaż do Świąt Bożego Narodzenia. Jakoś ostatnio rzadko możemy cieszyć się jej urokami. Co popada, to zaraz stopnieje i znów błoto wychyla spod mokrego śniegu....

Babie lato
12 października 2018 r.

Maciej KobylińskiPo wyjątkowo ciepłej wiośnie, upalnym lecie, na Polinowie czas na piękną, złotą jesień...

"Rdzeń nadal się trzyma", czyli ślub i wesele kolejnego z brzega...
6 października 2018 r.

Bartosz Kobyliński Ajajaj! Parzy!!! - można by rzec, gdy przychodzi czas na kolejnego z brzegu - tym razem, licząc jednak od końca. Oto bowiem kolejny straceniec z rodzinnego konaru rzuca się wprost pod nadjeżdżający pociąg w otchłań miłości! Tak, tak, 6 października 2018 r. swój najważniejszy i najszczęśliwszy dzień w życiu (przynajmniej według zeznań świadków, tako i samych zainteresowanych) miała kolejna, druga już (sic! cóż za tempo!) para z czworga naszego rodzeństwa.
Pozwólcie jednak, że po tym nieco dramatycznym wstępie, z ogromnym trudem powstrzymując się od dalszych uszczypliwostek, dla odmiany przytoczę kilka faktów dokumentujących całe to wydarzenie. A na owe - trzeba przyznać - dane nam było czekać naprawdę szmat czasu...

Oj, taaaaak... Długie to były lata: pełne znoju, niepewności, mniej lub bardziej żałosnych prób i błędów, łez, zawodów, pustki, wyrzeczeń, beznadziei, zgrzytania zębów i ogólnej sromoty... Jak bowiem nazwać popołudniowe żłopanie piwska z kolegami, weekendowe imprezy, po których na próżno szukać było u własnej wątroby oznak życia, noce zarwane harataniem w gałę na PlayStation, czy wreszcie gnicie w wyrze do południa? Podczas gdy umysł się lasował, szarpana konwulsjami wątroba konała samotnie w ciszy... I tak, podczas gdy mrok szczelnie spowijał całą dolinę, nieoczekiwanie nadszedł jednak ten dzień, kiedy to słońce przedarło się wreszcie przez chmury, na wieki rozpraszając ciemności, napełniając serca nadzieją, a życie sensem!
No dobra - cięcieeee! Koniec tych wyniosłości - pora wrócić na ziemię i związaną z nią prozę życia.

By nie popadać zatem w dalsze egzaltacje, a jednocześnie nie narażać i tak już mocno nadwątlonej cierpliwości własnej bratowej, pozwólcie, że przejdę do konkretów. Jak już bowiem na wstępie zdążyłem nadmienić, 6 października 2018 r. nasza Młoda Para - Grzegorz i Milena - zawarli sakrament małżeństwa. Po domowych błogosławieństwach, ceremonia zaślubin odbyła się w parafii Panny Młodej - kościele pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Starym Opolu. Po niekończących się i ckliwych życzeniach, przy których niejeden makijaż popłynął wraz ze łzami, na przyjęcie weselne pojechaliśmy do pachnącej jeszcze świeżością, siedleckiej Aleksandrii, by tam w dalszym ciągu radować już nie tylko ducha, ale i nadwątlone ciała, a przynajmniej ich co poniektóre członki. Milczeniem bowiem pominę fakt, że dla niektórych organów wewnętrznych wielu z gości jednak lepiej byłoby, gdyby ten wieczór w ogóle nie nastał...

Ale co by nie przeciągać struny, o tym napiszę już w oddzielnej, obszernej relacji, która w bólu i znoju powstaje już od pierwszych godzin od zakończenia ceremonii - z przerwą jedynie na przymusową przerwę trzeźwościową oraz regenerację szybko zanikającej wątroby. Na szczęście luki w pamięci zaczynają się powoli zapełniać, a co się nie uzupełni - dopcha się zdjęciami... Z właściwą relacją i jej terminem nie chcę jednak zapeszać, zwłaszcza biorąc pod uwagę upływające właśnie 6 lat od poprzedniego wesela, czekającego grzecznie w kolejce na opisanie... Czytelnikom jak zwykle pozostaje zatem w niegasnącej nadziei cierpliwie czekać na następny rozkaz z Mat-Planety! I oby po drodze nie trafiła się jakaś kolejna ceremonia, bo tym razem pod naporem materiału utknę na amen! Ahoj!

Filmy
październik 2018 r.

Jacek KobylińskiZapraszamy do obejrzenia filmów promocyjnych o Polinowie i misjach.

Co wspólnego z Polinowem ma admirał Józef Unrug?
1-2 października 2018 r.

Bartosz KobylińskiJak zapewne większość z Was wie, w Helu rozpoczną się dziś uroczystości pogrzebowe dowódcy Marynarki Wojennej w okresie II RP i dowódcy Obrony Wybrzeża we wrześniu 1939 r., admirała Józefa Unruga i jego żony Zofii. Ich szczątki przypłynęły z Francji do Polski w niedzielę na pokładzie okrętu ORP Kościuszko.
Nie wszyscy jednak wiedzą, że w jednym z obozów jenieckich razem z nim siedział Stanisław Kobyliński - syn Michała Kobylińskiego. Po tym, jak pod Mławą jego pułk został okrążony i rozbity, a żołnierze wzięci do niewoli, oficerowie zostali następnie przetransportowani do Stalagu w Niemczech, po czym przewiezieni do oficerskiego obozu w Murnau koło Monachium w Bawarii. Współwięźniami Stanisława byli tam m.in. wspomniany Józef Unrug, Witold Pilecki ps. „Witold”, „Druh”, Henryk Sucharski, a także generałowie dywizji, generałowie brygady i pułkownicy. W obozie Stanisław przesiedział długie sześć lat – aż do końca wojny, ale o tym przeczytacie więcej na stronie "Kobylińscy na Polinowie". Przy tej okazji warto jednak nieco przybliżyć postać admirała Józefa Unruga, tym bardziej, ze bezsprzecznie na to zasługuje:

"Józef Michał Hubert Unrug - Polski admirał pochodzenia niemieckiego, dowodzący Marynarką Wojenną i morski oficer pokładowy okrętów podwodnych. Podczas I wojny światowej był dowódcą okrętów podwodnych i flotylli okrętów podwodnych w Kaiserliche Marine. Następnie wstąpił do odrodzonej polskiej Marynarki Wojennej. Od 1925 do 1939 dowodził Flotą i Obszarem Nadmorskim, a w trakcie kampanii wrześniowej Obroną Wybrzeża. Po wyjściu z niewoli niemieckiej, pod koniec II wojny światowej, zajmował stanowisko I zastępcy szefa Kierownictwa Marynarki Wojennej".

Po kapitulacji, z racji jego wcześniejszej służby w marynarce niemieckiej, hitlerowcy proponowali admirałowi Unrugowi pobyt w niewoli na specjalnych warunkach. On jednak konsekwentnie się nie zgadzał. Przetrzymywany był kolejno w kilku oflagach, w tym w dwóch karnych, gdzie był szczególnie szykanowany. W niewoli Józef Unrug rozmawiał z Niemcami tylko po polsku za pośrednictwem tłumaczy. Niemieccy oficerowie dziwili się, że były niemiecki dowódca nie mówi po niemiecku. Wtedy admirał odpowiadał, że jest Polakiem i polskim oficerem, a języka niemieckiego zapomniał 1 września 1939 roku...

Przerzucano go z obozu do obozu, gdzie zachował nie tylko dumną i nieugiętą postawę, ale też poczucie wojskowego drygu. Niższych rangą żołnierzy upominał nawet, by byli schludnie ubrani i zachowywali się z godnością. Upominał ich także, by nie podawali Niemcom ręki. Sam traktował ich z góry i wymagał, by respektowali jego stopień wojskowy.

Kiedy adm. Unrug umierał zdecydował, że jego szczątki mogą wrócić do Polski tylko wtedy, kiedy zamordowani przez stalinowskich oprawców jego towarzysze boju będą z honorem pochowani. I tak też się właśnie stało...

Afrykańskie kazania w Łosicach
12 sierpnia 2018 r.

Bartosz Kobyliński W imieniu o. Andrzeja Kobylińskiego CMF, serdecznie zapraszamy na msze św. w jego rodzinnej, łosickiej parafii Św. Zygmunta, podczas których 12 sierpnia br. podzieli się najświeższymi wieściami z samego serca nowej misji - tym razem z dala od oceanu i daleko w głębi lądu, bo aż 700 kilometrów na północny wschód od dotychczasowego miejsca pobytu - w mieście Koudougou w Burkina Faso. Niestety klimat jest tam dalece bardziej paskudny niż w dotychczasowych lokalizacjach (wszak Sahara tuż tuż!), a krajobraz skalisty, skrajnie suchy i szalenie niewdzięczny, no ale w końcu to służba, a nie wakacje... Wszak już z samej definicji owej posługi, czy wreszcie nazwy - "misja" - można wywnioskować, że miejsca pracy raczej się tu nie wybiera... Mapę z dokładną lokalizacją wszystkich dotychczasowych, jak i obecnej misji można obejrzeć w naszym serwisie na stronie tytułowej Misji Afrykańskich.

Po mszach św. zachęcamy do osobistego spotkania z o. Andrzejem i złożenia ofiary na wsparcie budowy czwartego już (sic!) kościoła jego autorstwa. Z racji odmiennego klimatu, jak i szalenie ubogich zasobów materiałowych zastanych na miejscu (doskwiera głównie brak drewna), budowa będzie wymagała użycia zgoła innych technologii i materiałów, niż te stosowane dotychczas na Wybrzeżu.
Warto przy tym wspomnieć, że w czerwcu br. minęło 28 lat od rozpoczęcia posługi naszego misjonarza na Czarnym Lądzie. Pozostaje życzyć mu co najmniej tyle samo wiosen w takim zdrowiu i zapale do pracy!

Wakacje, wakacje
lipiec 2018 r.

Maciej KobylińskiNiedługo półmetek wakacji. Oto przegląd najważniejszych wydarzeń...

Radca Prawny Grzegorz Kobyliński - Siedlce

. .
Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy