strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława
Dawny folwark królewski na południu Podlasia, od 1906 r. siedziba rodu Kobylińskich.

Południowe Podlasie KobylińscyPołudniowe Podlasie WęglińscyPołudniowe Podlasie KorycińscyPołudniowe Podlasie Wężyk

Drzewiej majątku owego gościnę wielu wojów docenić miało już sposobność wszelaką, jako że i dóbr tutejszych przyjezdnym nie szczędzono. Samże folwark tako i dwie stajnie posiadał, co i w każdej po sto koni stanie, prze co i sam król ochoczo w te strony przybywał. A i nieraz gdy z Kraka grodu na Wilno swe kroki kierował, Polinowskiego Dworu nigdy nie omieszkał nawiedzić.
Tako i Ty wędrowcze strudzony racz spocząć przed tym ognia kominem, i pomnij tę krainę pradawną, co mężów zacnych wielu już na świat wydała, a jej strumień, któren od stuleci z Tatarskiego Wzgórza niestrudzenie wody swe toczy, niejedną co noc opowiada historię...

www.polinow.pl to serwis regionalno-historyczno-rodzinny, prezentujący dawny królewski folwark - Polinów, znany dawniej jako Dobra ziemskie Konarzewszczyzna i Skolimowszczyzna (Konarzewszczyzna-Skolimów) lub po prostu Folwark miasta Łosice. Pod koniec XVIII w. opiekę nad majątkiem przejęła od królewskich dzierżawców dawna i zasłużona rodzina wołyńska - hrabiowie Ledóchowscy h. Szaława, późniejszymi właścicielami byli zaś Perkowscy h. Peretyatkowicz. Wreszcie w 1906 r. folwark we władanie objęła rodzina Kobylińskich, czyniąc go swym rodzinnym gniazdem. Tutejsze życie przez wieki koncentrowało się wokół centralnego podwórca, którego układ, mimo powojennej parcelacji folwarku, nie zmienił się do dnia dzisiejszego. W tym magicznym miejscu co krok bogata tradycja splata się ze współczesnością, a każdy budynek, kamień czy drzewo posiada niepowtarzalną, nierzadko kilkusetletnią, historię. Oprócz dawnych dziejów tego niecodziennego miejsca przytaczamy także burzliwe dzieje jego kolejnych posesorów, dla których jako tło doskonale służą wspomnienia z samych Łosic i codziennego życia ich mieszkańców.

Warto także wspomnieć, jak ważną rolę w pielęgnacji wielowiekowej tradycji oraz sąsiedzkich więzi na Polinowie nadal odgrywają konie, z którymi Kobylińscy, jak i całe Łosice, związani są od stuleci. To one pozostają wspólnym punktem zainteresowań wielu okolicznych hodowców i hobbystów, wzbogacając historię naszego regionu m.in. o zawody konne, organizowane na Polinowie oraz wielu innych malowniczych miejscach całej okolicy. Kolejny dział naszej strony: Stajnia Polinów, dedykujemy zatem końskim pasjom.

W kolejnym rozdziale: Łosice i okolice opisujemy leżące nad rzeką Toczna (dawniej Tuczna lub Łosiczanka) miasto Łosice wraz z jego ciekawą historią oraz całe Południowe Podlasie, przedstawiając ich bogatą historię oraz unikatowe zabytki: pałace, dwory, stare folwarki i majątki, kościoły, czy wreszcie przydrożne krzyże i kapliczki. Jako że nasz pradziadek - hrabia Alfred Wiktor Witalis Węgliński h. Godziemba - oprócz majątków na lubelszczyźnie posiadał także dwa założenia dworskie nieopodal miasta Łosice: Toporów i Chotycze, grzechem byłby nie poświęcić także im nieco więcej miejsca. W późniejszym okresie dział powiększyliśmy także o Podlaski Przełom Bugu, o którym po prostu nie sposób nie wspomnieć, a całość zamykają zdjęcia lotnicze, na których podziwiać można całą okolicę z lotu ptaka.

Oczywiście stale pielęgnujemy nasze rodowe drzewo genealogiczne, w którym przewijają się takie nazwiska jak: Kobylińscy, Węglińscy, Młoccy, Wężyk, Ossolińscy, Mazur, Ganabasińscy, Korycińscy, Łęczyccy, Trębiccy, Sułkowscy.

Z kolei z racji duchowego powołania naszych dwóch misjonarzy - brata oraz stryja, na kolejny rozdział naszej witryny obraliśmy Misje w Afryce. Staramy się w nim przybliżyć urokliwy kawałek Czarnego Lądu - Wybrzeże Kości Słoniowej oraz jego wspaniałą perełkę - założony przez naszych misjonarzy afrykański chór Claret Gospel, co kilka lat odwiedzający nasz kraj.

Życzymy niezapomnianych wrażeń i zapraszamy do lektury! Jednocześnie pragniemy nadmienić, że nie prowadzimy żadnego rodzaju działalności komercyjno-usługowej, a nasz portal nie posiada żadnego zewnętrznego źródła finansowania, co nie oznacza, że go nie potrzebuje!

"Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości".
"Naród, który traci pamięć, przestaje być Narodem - staje się jedynie zbiorem ludzi czasowo zajmujących dane terytorium".

Marszałek Józef Piłsudski, honorowy obywatel miasta Łosice od 1934 roku

  • Jak karczmę budowano
Czy wiesz, że...

Serwis "Polinów" powstał jeszcze w XX w. - zimą 2000 r. na Amidze 1200/40. Oczywiście forma i treść tylko w nieznacznym stopniu przypominała stan obecny, a stronę główną (i wówczas jedyną) stanowiła "Skrzynka kontaktowa" z naszymi adresami pocztowymi...

Wieści z królewskiego folwarku

Jubileuszowa, dziesiąta wizyta afrykańskiego chóru Claret Gospel w Polsce
8 lipca - 15 września 2016 r.

Bartosz Kobyliński Z radością informujemy, że po raz dziesiąty już gościć będziemy w Polsce afrykański chór Claret Gospel! W tym roku wizyta potrwa ponad dwa miesiące - od 8 lipca do 15 września. Sam przylot chóru do Warszawy niefortunnie zbiega się w tym roku ze szczytem NATO - miejmy jednak nadzieję, że egzotycznym gościom z masą bagażu uda się jakoś przedrzeć przez szczelnie chronione lotnisko. Dla przypomnienia dodam, że założycielami Claret Gospel są o. Roman Woźnica CMF oraz nasz stryj - o. Andrzej Kobyliński CMF, który już od końca maja przebywa w Polsce i nie omieszka podzielić się z nami "dobrą nowiną", przynajmniej jeśli chodzi o dwie łosickie parafie oraz kościół Św. Ducha w Siedlcach. Z pewnością w czasie jego pobytu będzie także okazja do mniej oficjalnych spotkań.

Ale wróćmy do zapowiedzi chóru - za ogrom organizacyjnych trudów oraz opiekę tak materialną, jak i duchową, odpowiada jak zwykle niezłomny o. Roman Woźnica CMF. O tegorocznych planach grupy Claret Gospel z Wybrzeża Kości Słoniowej (nadal w opracowaniu) możecie przeczytać na stronie Referatu Misyjnego Misjonarzy Klaretynów, zaś na stronie galerii obejrzeć aktualne zdjęcia z budowy ukończonego już kościoła w Bouaflé projektu o. Andrzeja Kobylińskiego CMF.

Wszystkich chętnych z naszego regionu zapraszamy zwłaszcza do spotkania z czarnoskórymi przyjaciółmi już na sam koniec pobytu - 4 września Mińsku Mazowieckim oraz 7 września w Warszawie. Z pewnością punktem kulminacyjnym wizyty będzie spotkanie z Papieżem Franciszkiem 30 i 31 lipca, podczas Światowych Dni Młodzieży - tego w historii chóru jeszcze nie było! Jak widać, okazji do ich spotkania nie będzie brakowało, a grafik jak zwykle napięty jest do granic możliwości - w zasadzie każdy dzień pobytu zwieńczony będzie koncertem, a nawet kilkoma! Zapraszamy serdecznie!

Dla chętnych spotkania z chórem, poniżej publikujemy trasę wraz z miejscami ewangelizacji, ze względu ograniczeń technicznych podzieloną na 5 etapów:

Z kolei na stronie Kleryckiego Koła Misyjnego Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej możecie obejrzeć relację ze spotkania z naszym misjonarzem o. Romanem, który w ciekawy sposób przybliża tematykę misji na Czarnym Lądzie oraz zapowiada tegoroczną wizytę chóru Claret Gospel.

Afrykańskie kazania w Łosicach i Siedlcach
3 i 10 lipca 2016 r.

Bartosz Kobyliński3 lipca br. serdecznie zapraszamy na msze św. w parafii Św. Trójcy w Łosicach, zaś 10 lipca do kościoła pw. Ducha Świętego w Siedlcach, podczas których kazania wygłosi o. Andrzej Kobyliński CMF, dzieląc się z nami najświeższymi wieściami z misji na Wybrzeżu Kości Słoniowej. W późniejszym terminie planowane są również kazania w rodzinnej, łosickiej parafii Św. Zygmunta. Po mszach św. zachęcamy do osobistego spotkania z o. Andrzejem i złożenia ofiary na wsparcie budowy czwartego już(sic!) kościoła jego autorstwa - tym razem w głębi lądu i z dala od oceanu, bo aż 700 kilometrów na północny wschód od dotychczasowego miejsca pobytu - w mieście Koudougou w Burkina Faso. Niestety klimat tam jest dalece bardziej paskudny niż w dotychczasowych lokalizacjach, ale w końcu w tej posłudze miejsca pracy się nie wybiera. Zaktualizowaną mapę dotychczasowych misji można obejrzeć w naszym serwisie na stronie tytułowej Misji Afrkańskich.
Warto przy tym wspomnieć, że w czerwcu br. minęło 26 lat od rozpoczęcia posługi naszego misjonarza na Czarnym Lądzie. Pozostaje życzyć mu co najmniej kolejnych 26 lat w takim zdrowiu i zapale do pracy!

Film z piętnastolecia Stajni Polinów
11 czerwca 2016 r.

Maciej KobylińskiZapraszamy do obejrzenia filmu z ostatniej imprezy na Polinowie.

Wywiad z o. Andrzejem Kobylińskim CMF
17 czerwca 2016 r.

Bartosz KobylińskiMiło nam poinformować, że na stronie regionalnego portalu informacyjnego Podlasie24 w dziale "Nasi Misjonarze" można wysłuchać całości wywiadu udzielonego przez naszego stryja, pod nazwą: "Ks. Andrzej Kobyliński wyrusza na kolejną misję". Dzieli się w nim m.in. refleksjami na temat trudnych pożegnań z Wybrzeżem Kości Słoniowej, gdzie przebywał przez ostatnie 26 lat, a także snuje plany na dalszą drogę misyjnej posługi, tym razem w głębi gorącego kontynentu - Burkina Faso.

VII Polinowski Festyn w 110 rocznicę Kobylińskich na Polinowie
11 czerwca 2016 r.

Bartosz KobylińskiTak tak, to nie pomyłka, za nami siódma już oficjalna impreza z cyklu spotkań rodzinnych-konnych. Pogoda na całe szczęście nie dała powodów do narzekania, a dzięki lekkiemu ochłodzeniu nasi statyści nie rozpuścili się pod warstwami przebarwnych strojów z epoki. Goście w liczbie około 200 jak zwykle dopisali - wszak bez nich każda impreza byłaby kompletną klapą. Jako że matetriału do obróbki jest dosyć sporo, a i opisanie tego podniosłego wydarzenia zajmie pewnie parę dni (właśnie szukam weny), póki co publikujemy artykuł wraz z galerią oraz wywiadem na stronie zaprzyjaźnionego serwisu Podlasie24, dziękując przy tym za wizytę Pani redaktor Dorocie Kalinowskiej: "Święto na Polinowie". Miłej lektury zatem i czekajcie na następny sygnał z Matplanety!

Polinowska pamiątka chrztu Polski
14 kwietnia 2016 r.

Bartosz KobylińskiOd Mieszka I dzieli nas już ponad 40 pokoleń. Znaczenie przyjęcia chrześcijaństwa dla kształtującej się Polski jest niepodważalne, o czym wiedzieli już nasi dalsi i bliżsi przodkowie. Nie tylko w mediach "wielkiego świata" można natknąć się w ostatnich dniach na symbole rocznicy Chrztu Polski, a w zasadzie Mieszka I i całego jego dworu. Ów odbył się prawdopodobnie 14 kwietnia 966 r. - w Wielką Sobotę lub Niedzielę Wielkanocną. Jako hipotetyczne miejsce historycy podają: Ratyzbonę, Kolonię, Czechy, Ostrów Lednicki, Poznań i Gniezno. Co prawda nie był to Polinów, ale i ten posiadał i nadal posiada swój pomnik, postawiony w tysięczną rocznicę tego wielkiego wydarzenia. A jest nim półwieczna kapliczka z figurką Matki Boskiej i aniołkami oraz lastrykowa tablica wmurowana u jej stóp, której pełna inskrypcja przedstawia się następująco:

MARYJO!
KRÓLOWO POLSKI
JESTEM PRZY TOBIE
PAMIĘTAM - CZUWAM
966 R. - 1966 R.

Całość została 50 lat temu wkomponowana w ścianę nowowybudowanego domu dziadka Hieronima. Jak głosi legenda, na miejsce przewożono ją żelaźniakiem, skrzętnie ukrytą przed ówczesną władzą. W czerwcu 2009 r. figurki zostały odświeżone a tablica wymieniona na granitową, poprzednia zaś do dziś stanowi swoisty zabytek.

15 lat S.K. Polinów
31 marca 2016 r.

Bartosz KobylińskiNo tak, hucznie odtrąbiliśmy 15 lat istnienia wirtualnego Polinowa, a ani słowem nie wspomnieliśmy o Stajni Polinów, której przecież "stuka" te same 15 lat. Wszak to również na jej kanwie powstała ogromna część witryny Polinów, wypełniając po brzegi nie tylko działy z lokalnymi wydarzeniami, ale i wspaniale ubogacając polinowskie pejzaże. Z całą stanowczością można powiedzieć, że bez stajni cały Polinów nie byłby dziś tym, czym jest obecnie. To jej powstanie bowiem stało się przyczynkiem wielu zmian , remontów i spotkań na Polinowie. Poczynając od remontu starej, walącej obory, a w zasadzie jej rozebrania i postawienia na jej fundamentach nowego budynku, a kończąc na uporządkowaniu i utrzymaniu okolicznego terenu oraz pobliskich łąk. To w końcu właśnie otwarcie stajni legło u podstaw integracji wielu pokoleń mieszkańców Polinowa - tych uprzednich, jak i obecnych. W centrum spotkań oprócz stałej obecności rodziny często bywa też sam kwiat konnego światka, a nawet afrykański chór z Wybrzeża Kości Słoniowej, którego artystki po raz pierwszy w życiu właśnie na Polinowie na własne oczy widziały konia, nie mówiąc już o niezapomnianych przejażdżkach tymi egzotycznymi czworonogami. Spośród wielu konnych imprez i innych ważniejszych wydarzeń skupionych wokół "S.K. Polinów", wspomnę tylko takie perełki jak:

  1. Otwarcie stajni (2001 r.)
  2. I Zawody Konne WKKW Polinów i Hubertus (2003 r.)
  3. II Zawody Konne WKKW Polinów, otwarcie powozowni, odsłonięcie herbu i I Zjazd Rodu Kobylińskich (2004 r.)
  4. Ułani na Polinowie (2004 r.)
  5. III Rejonowe Zawody Konne o Puchar Polinowa, otwarcie "Krypty" (2005 r.)
  6. Parada konna z okazji 500-lecia nadania praw miejskich Łosicom (2005 r.)
  7. IV Zawody Konne o Puchar Polinowa i 600 lat Polinowa - inscenizacja Obrony Polinowa przed Tatarami, odsłonięcie pamiątkowej tablicy na Michałowym Kopcu (2006 r.)
  8. V Zawody Konne o Puchar Polinowa, Stare Mierzwice (2007 r.)

Całemu jubileuszowi dreszczyku emocji dodaje natomiast skrót "S.K. Polinów", widniejący na fasadzie stajni od samego początku jej istnienia, a który po dziś dzień nie został rozszyfrowany... Główne hipotezy odnośnie jego znaczenia to m.in. "Stajnia Koni Polinów, "Stadnina Koni Polinów", "Stajnia Królewska Polinów", "Stajnia Kobylińskiego Polinów", "Stajnia Kopytno-nieparzystych Polinów" etc. Ale ten temat pozostawiam już jako temat rozważań dla naszych Czytelników...

Pisaliśmy także ostatnio o przeniesieniu jednego z naszych podopiecznych do krainy wiecznie zielonej murawy, zaś dziś możemy już przedstawić jego godnego następcę. Dokładnie w 15 rocznicę stajni na Polinowie pojawił się bowiem Korab - ośmioletni, wychowany aż pod Wrocławiem gniady wałach, starannie wyselekcjonowany z oferty wielu polskich stadnin. Przede wszystkim jest inaczej umaszczony oraz niższy od Walka, co zdecydowanie ułatwia jego dosiadanie, ale również i ogranicza przykre skutki przypadkowej "utraty kontaktu z siodłem":) Jego rodzicami są zimnokrwisty ogier Gustin oraz wielkopolska klacz Kobza. Miejmy nadzieję, że nowy mieszkaniec polinowskiej stajni pozostanie z nami na dłużej, a Karina w końcu przywyknie do swego nowego towarzysza. Co prawda nie doczekał się jeszcze sesji w terenie z prawdziwego zdarzenia, ale pierwsze zdjęcia możemy już opublikować - na początek te z imponującą grzywą.

Z życia rodziny: Wielkanoc 2015
27-28 marca 2016 r.

Maciej KobylińskiŚwięta Wielkanocne były w tym roku wyjątkowo piękne. Mimo że to jeszcze marzec, słońca nie brakowało, a czas spędzony na powietrzu pozwolił trochę się rozruszać po świątecznych obżarstwach.

Nowa szata serwisu - krok ku mobilności,
mały dla człowieka - wielki dla ludzkości!
27 marca 2016 r.

Bartosz KobylińskiWiosnę powoli czuć już w zagrodzie i obejściu, na dodatek w tym roku udzieliła się nam także i w tym wirtualnym wymiarze. Ale może od początku: patrząc wstecz trzeba przyznać, że wiele pomniejszych, niekomercyjnych serwisów, mimo że powstawały znacznie później niż nasz, padało jak muchy na drodze do swej niedoszłej chwały, nie zostawiając po sobie żadnego cyfrowego śladu. My dla odmiany nieustannie pniemy się w górę, za nic mając przeciwności losu i brak czasu na filantropię. Dziś, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, przedstawiamy kolejny dowód na to, że nie zasypiamy (tak tak, to właśnie forma poprawna) gruch w popiele i po raz kolejny udowadniamy swój profesjonalizm oraz niewątpliwy kunszt artystyczno-techniczny (no dobra, teraz pojechałem po całości:). A najlepszym tego dowodem niech będzie poniższe skromne, gminne obwieszczenie:

Jak to kiedyś ująłem za dawną reklamą w TV, Idziemy z czasem, z postępem, z osiągnięciami". Nie inaczej było i w 2002 roku, kiedy to zaczynałem newsa głoszącego o hucznym przejściu strony na kaskadowe arkusze stylów (CSS), które wówczas były względną nowością, a przeglądarki interpretowały je jeszcze w sposób, powiedzmy, dość przypadkowy. Czas jednak nie stoi w miejscu, a o ile brzmi powiedzenie: "kto nie podąża do przodu, ten stoi w miejscu", to w świecie urządzeń elektronicznych wręcz się cofa... Nie inaczej jest i tym razem, kiedy, a w zasadzie nie wiedzieć kiedy, doświadczyliśmy wokół siebie mobilnej rewolucji. Niezależnie od tego, czy w początkowej fazie serwis powstawał jeszcze na dość rozbudowanej, aczkolwiek zgrabnej Amidze, czy migrował później na bardziej monotonny sprzęt, od zawsze jego nieodłącznym towarzyszem była wcale niemała skrzynka przy biurku oraz pękaty monitor, siejący po całym ciele ze swojego działka śmiercionośnymi elektronami. Jednak trzeba być ślepcem żeby nie dostrzec faktu, że już od przynajmniej dwóch lat większość z nas zarówno ekran, jak i całą skrzynię z zasilaczem oraz wszelakiej maści kartami rozszerzeń i stosami kabli nosi... we własnej w kieszeni, a po internecie śmiga nawet w toalecie najbardziej zdezolowanego składu PKP... Dwa lata to i dużo, i mało, ale dla internetu to cała wieczność i niewybaczalnym byłoby przegapienie tej mobilnej rewolucji... I choć trudno w to uwierzyć, o ile oczywiście wierzyć mediom (o mocno nadwątlonej ostatnio reputacji), już ponad 40% ruchu w internecie generują urządzenia mobilne!

Pewnym jest że Polinów, mimo kilku wieków historii na karku, żeby nie zostać pogrzebany przez kurz historii, w dalszym ciągu musi się rozwijać. To samo dotyczy również jego ewolucji w wymiarze wirtualnym. I tak oto mamy przyjemność po raz kolejny przedstawić nasz serwis w odmienionej szacie. W porównaniu z poprzednią, ta może wydawać mocno minimalistyczna. Zaniepokojonych z miejsca uspokajamy że tylko zewnętrzna powłoka uległa drastycznej zmianie i zapewniamy, że z treści nie ucierpiała nawet jedna literka. Mimo, że przez te kilka ładnych lat do poprzedniej odsłony witryny każdy zdążył już przywyknąć, a jej wystrój naszym skromnym zdaniem wcale nie należał do najgorszych, mobilna rewolucja i nas pchnęła ku trwałym zmianom. Układ kolumnowy był może i dobry w poprzednim dziesięcioleciu, ale od tego czasu w Polinówce upłynęło już wiele wody... Współczynnik wejść z urządzeń mobilnych nie wiedzieć kiedy przekroczył w ostatnim czasie 21,5% i nadal rośnie. W obliczu tych niezaprzeczalnych faktów nie możemy sobie pozwolić na dalszą ignorancję, a przynajmniej znaczny dyskomfort, o ile nie całkowite odcięcie, prawie ćwierci użytkowników. Zatem tym razem ostatnie nasze wysiłki skoncentrowały się na dostępie mobilnym, i chociaż do widoku w pełni responsywnego i pełnego skalowania jeszcze nie dorośliśmy, to poczyniliśmy wiele obiecujących zmian, idących oczywiście jak zwykle w jedynie słusznym kierunku.

Co się w takim razie zmieniło? W zasadzie to wszystko... Przede wszystkim oderwaliśmy się wreszcie od stałej szerokości strony oraz całkowicie przebudowaliśmy menu, czyszcząc je przy okazji z ociężałego kodu Java Scriptu i opierając wyłącznie na kaskadowych arkuszach stylów - na dodatek w najnowszej, wciąż ewaluacyjnej, wersji (CSS3). Na rzecz obu kolumn po bokach dodaliśmy jedynie skromną, górną belkę. Znacznie powiększona czcionka straciła ogonki (szeryfy), dzięki czemu czytelność na małych ekranach powinna się znacznie poprawić (poprzednia jej wielkość w obu menu często wymagała binokli). Strona na małych ekranach nie wychodzi już poza ekran, zaś jej treść skaluje się płynnie wraz ze zmianą rozmiaru ekranu.

Jak to zwykle bywa, tak i tym razem o krok wyprzedzamy internetową rewolucję oraz utarte standardy, choć z drugiej strony dopiero teraz sieć oraz rozwój nowoczesnych przeglądarek pozwoliła na wykorzystanie wielu nowych rozwiązań (Micro$oft Internet Explorer niechaj gnije po wszeczasy! Tfu!). Serwis powinien także nieco przyspieszyć, gdyż pozbyliśmy się sporej ilości ociężałych elementów, a dzięki kilku szczwanym trikom udało się prawie na dobre pożegnać z ociężałą Javą. A że udało się to osiągnąć dzięki najnowszym specyfikacjom, nasza strona wyświetla się prawidłowo tylko w najnowszych przeglądarkach (jeśli nadal siedzisz na internetowej zakale - Internet Explorerze, nawet nie próbuj do nas zaglądać!).

Prace dorywcze nad zmianami trwały 3 miesiące, co jak na filantropię i tak jest chyba niezłym wynikiem - ręczne dłubanie ma się bowiem nijak do wszędobylskich, gotowych szablonów, w których wystarczy kliknąć by zmienić całą szatę... Na szczęście nie tylko prawdziwi koneserzy sztuki są w stanie docenić prawdziwe rękodzieło, w którym każdy artysta zostawia przecież część swej duszy, w odróżnieniu od maszynowych wydzielin bezdusznych robotów. Całość operacji wymagała wręcz chirurgicznej precyzji, każdy bowiem element trzeba było wręcz wyrwać z korzeniami i na nowo opisać oraz "spozycjonować", uważając przy tym, by nie wyciąć jednego organu za dużo... Masa zależności jest jednak niezbędna przy tak skomplikowanym serwisie i właśnie to zajęło lwią część czasu. Odkąd skalpel poszedł w ruch wiele się zatem zmieniło, i to nie tylko "pod maską". W parze musiały iść również i wizualne aspekty strony, co zresztą widać już na pierwszy rzut oka.

I tak oto, odznaczeni przez starego, dobrego Wujka Google'a odznaką "Przyjaciół urządzeń mobilnych", upaprani po łokcie w żywym kodzie, tym razem uśmiechamy się także do właścicieli wszelakiej maści "mobilków" i zapraszamy do przetestowania naszego nowego dzieła. Oczywiście po tak dużych zmianach zapewne kilka rzeczy trzeba będzie jeszcze doszlifować, niemniej zarys zmian jest już w pełni widoczny. Mamy też nadzieję, że po oderwaniu się po 15 latach od skostniałego szablonu kolumnowego, wszelkie zmiany będą teraz szybsze i łatwiejsze do zaaplikowania, a my przez zaniedbania nie zostaniemy odstawieni na boczny tor przejeżdżającej obok rewolucji. I tak, o ile sto lat temu krzyczeliśmy: "Viva automobile!", tak teraz zakrzykniemy już tylko (a może aż): "Viva mobile!"... Wszak, jak to zwykł mawiać mój duchowy przewodnik - Wielki Mistrz Yoda: "rewolucji nadszedł dokonać czas...".

Jeśli świąteczne zakupy, to tylko z Polą!
21 marca 2016 r.

Bartosz KobylińskiNa przestrzeni tych kilkunastu lat istnienia naszego serwisu popełniłem już kilka tekstów na temat patriotyzmu gospodarczego, więc postaram się zbytnio nie powtarzać, choć pewne fakty należy na powrót przytoczyć. Katowanie nas coraz to większymi podatkami chyba każdego już drażni, a wielu wręcz doprowadza do furii. Dziwię się jednak, że Polacy - gotowi przecież ściśle zewrzeć szyki w przypadku zagrożenia zzewnątrz (jak chociażby w przypadku nielegalnych imigrantów zarobkowych, za co chwała wszystkim!), są za to kompletnie bezbronni w obliczu innego zagrożenia - ekonomicznego. Oczywiście można by ciosać kołki na głowach kolejnych włodarzy naszego kraju za sprzedaż takich symboli polskiej produkcji jak Wedel (obecnie w rękach Japończyków), Bobo Frut i Winiary (kupione przez francuską Nestlé), Hortex czy Zelmer (obecnie Niemcy), jednak pora zdać sobie sprawę, że jedyną władzą jesteśmy właśnie my, i to właśnie my decydujemy, jak wiedzie się naszym przedsiębiorcom, a co za tym idzie - nam wszystkim!

Powoli nadchodzi jednak odwilż, jeśli chodzi o zabetonowany rynek wszelakich zagranicznych wynalazków, często wręcz śmiertelnych dla naszego zdrowia - vide spływający tłuszczem i chemią McDonald's czy Coca-Cola, której jedna butelka zawiera w sobie szklankę cukru. Wiele dzieje się nie tylko w segmencie produktów spożywczych, ale również i tym odzieżowym czy nawet motoryzacyjnym (vide reaktywowany Ursus). Przez lata staliśmy się np. głównym producentem okien w Europie (Drutex, Oknoplast, Fakro itd.) czy pierwszym na świecie producentem jabłek, w czym wyprzedziliśmy nawet Chiny! To głównie dzięki polskim konsumentom te dumy polskiej gospodarki mogły stać się potęgą na wielu zagranicznych polach, pozyskując fundusze na dalszą ekspansję. Ów zryw patriotyczny nie pojawił się jednak po ostatniej zmianie władzy, a już znacznie wcześniej - w dodatku całkowicie oddolnie. Obecni u sterów zdają się jednak na szczęście coraz głośniej przyklaskiwać owej idei, a w internecie wręcz zaroiło się ostatnio od wszelakich profili patriotyczno-konsumenckich, że wspomnę tylko: Wybieram Polskie Marki, Przegląd Polskich Marek, 590 Powodów, Polski Ślad, Wspieram Rozwój, Gwarantowane polskie marki, Wszystko co polskie czy 100% Polski Kapitał i wiele innych, które znajdziecie bez trudu. Trzeba jednak zaznaczyć, że jeszcze niedawno, jakby ze wstydu przed polskością, było ich jak na lekarstwo - pamiętam, jak kiedyś miałem problem nawet ze znalezieniem kodu kreskowego, świadczącego o produkcie pochodzącym z Polski (dla przypomnienia: ...590). Obecnie każdy zainteresowany ma jednak wreszcie w czym wybierać, i niech tak już zostanie.

Przed rozpoczęciem świadomych zakupów trzeba sobie oczywiście zdać sprawę, że nasz rynek zdominowany jest przez firmy zagraniczne, które dostają miliardowe(!) wsparcie od europejskich podmiotów na realizację tzw. "celów marketingowych" w naszym kraju. I tak w 2011 roku okazało się, że sieci supermarketów Lidl (Niemcy) i Kaufland (Francja) całkowicie „nie radzą” sobie na polskim rynku, gdyż... nie zapłaciły ani złotówki podatku CIT za ten okres! Przebił je jednak francuski Carrefour, który otrzymał nawet 14 mln złotych zwrotu! A to wszystko zawdzięczamy tzw. "optymalizacji podatkowej" i twórczej księgowości. Kilka lat temu można było z kolei przeczytać, że zagraniczne sieci Lidl i Kaufland dostały preferencyjne kredyty na kwotę prawie miliarda(sic!) dolarów na rozwój ich sieci sklepów - w Polsce oraz innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Pieniądze pożyczyły Bank Światowy i EBOiR, których głównym celem jest wyrównywanie nierówności w bogactwie różnych państw. Moim zdaniem został osiągnięty całkowicie odwrotny cel - a mianowicie zubożenie naszego kraju i zapalenie zielonego światła dla jego gospodarczej kolonizacji przez zagraniczne, drapieżne sieci. W obliczu takich molochów, w dodatku potajemnie wspieranych przez unijnych oficjeli, nasza rodząca się gospodarność nie ma żadnych szans. I właśnie na to musimy się wreszcie uwrażliwić - los i dobro naszych rodzimych przedsiębiorców, którzy nie poszli na łatwiznę i jak inni nie wyjechali z kraju, a na ziemi ojców walczą z codzienną biurokracją i uczciwie płacą podatki, nie mogą być nam obojętne!

Wielu malkontentów i brukselskich lewaków oczywiście zakrzyknie swoje nieśmiertelne: "Ale kapitalizm nie ma narodowości!". A ja na to odkrzyknę jeszcze bardziej gromkie: "Ładu ładu, kij do zadu!" i zacytuję fragment z witryny "Wspieram Rozwój": "Obcy kapitał jest u nas wciąż bardzo silny. Oczywiście są doraźne korzyści tego stanu rzeczy, generalnie jednak oczywiście nie może się nam to podobać. Jeśli chcemy, aby inni nas szanowali, szanujmy się sami - nie możemy dalej wyprzedawać naszego kraju i myśleć, że inni za nas zrobią wszystko lepiej. Otóż to tylko pozory, a tak naprawdę chcą nas po prostu wyeksploatować jako tanią siłę roboczą i nabywców produktów trzeciego sortu". Oczywiście trzeba mieć własny rozum. W dzisiejszych czasach media publiczne są w stanie nam wmówić dosłownie wszystko, np. to, że przez nadmiar wody w organizmie kobiety są tak grube (vide ostatnie reklamy w TV)... Już widzę jak zapasione amerykanki z hamburgerem w dłoni chudną w oczach, odstawiając wodę i odwadniając organizm... Nie inaczej jest i z kapitałem. Nie dajmy sie otumanić zagranicznym siłom nieczystym (obecnie już ponad 80% "wolnych mediów" w Polsce jest w niemieckich rękach!).

W 2015 roku po raz pierwszy od blisko 25 lat mieliśmy dodatni bilans handlowy. To cieszy. Wciąż zostało jednak wiele do zrobienia, a w zasadzie do nadrobienia. Rodzimy biznes tak naprawdę jeszcze raczkuje i nie ma szans z pasionymi od dziesięcioleci, wielkimi molochami, z central których płyną grube miliony na wsparcie budowy kolejnych hangarów z falistej blachy, jakże upiększających nasz krajobraz. Wpompowane miliony dają z kolei możliwość wysysania z nas miliardów i transferowanie ich spowrotem za granice naszego kraju. A co dostajemy? Kilka głodowych etatów na kasie... Mimo niewątpliwie pozytywnych oznak umacniania się polskiego kapitału, także i w samych Łosicach (ostatnimi miłymi akcentami są m.in. nowe sklepy polskich sieci Topaz i Mila) w dalszym ciągu nasz rynek drenują całkowicie zagraniczne sieci, że nie wspomnę o jednej z najbardziej drapieżnych - niemieckim Rossmannie. Przy nim rodzime drogerie typu Alabaster niestety świecą pustkami...

To tyle tytułem jak zwykle przydługiego wstępu, choć w tym temacie mozna by pisać grube książki. Dziś wspomnę o ciekawym narzędziu wspierającym naszych rodzimych przedsiębiorców, toczących nierówne boje z przerośniętą, zagraniczną konkurencją. A mowa o mobilnej aplikacji o wdzięcznej nazwie "Pola". Jeśli jeszcze o niej jeszcze nie słyszałeś, a trzeba było się w takim wypadku naprawdę mocno starać, to najwyższy czas to nadrobić. Na początek przytoczę w tym miejscu znany tekst doskonale odzwierciedlający całą sytuację, nieco przeze mnie rozbudowany - choć akurat to można by robić bez końca, mnożąc kolejne przykłady:

Polak wstaje rano, włącza japońskie radyjko, zakłada amerykańskie spodnie, wietnamski podkoszulek i chińskie tenisówki, po czym z holenderskiej lodówki wyciąga niemieckie piwo. Siada przed koreańskim komputerem i w amerykańskim banku zleca internetowe zakupy w Anglii, przegląda amerykańskiego facebooka, po czym wsiada do czeskiego samochodu i jedzie do francuskiego hipermarketu na zakupy. Po uzupełnieniu żarcia w hiszpańskie owoce, belgijski ser i greckie wino wraca do domu, po drodze tankując na brytyjskiej stacji paliw ropę przywiezioną z Arabii Saudyjskiej. Zakupione produkty przygotowuje na rosyjskim gazie. Na koniec siada na włoskiej kanapie i... w polskojęzycznej, lecz niemieckiej (a jakże!) gazecie, szuka pracy - a to pech! Znowu nie ma!

A na początek końca pójdę już na łatwiznę i zacytuję opis aplikacji z witryny naszej Poli, co by nie rozpisywać się za nadto:

Masz dość masówki globalnych koncernów? Szukasz lokalnych firm tworzących unikalne produkty? Pola pomoże Ci odnaleźć polskie wyroby. Zabierając Polę na zakupy odnajdujesz produkty “z duszą” i wspierasz polską gospodarkę.
Zeskanuj kod kreskowy z dowolnego produktu i dowiedz się więcej o firmie, która go wyprodukowała. Pola powie Ci, czy dany producent opiera się na polskim kapitale, ma u nas swoją produkcję, tworzy wykwalifikowane miejsca pracy, jest częścią zagranicznego koncernu.

Na dodatek, jeśli znajdziesz firmę, której nie ma w bazie, możesz śmiało zgłosić ją do autorów. Pomożesz w ten sposób uzupełniać unikatową bazę polskich producentów.

Żeby się zbytnio nie powtarzać, więcej możecie przeczytać np. tutaj, choć informacji nt. naszej bohaterki jest już dziesiątki, i to w największych polskich mediach, że wspomnę tylko Nasz Dziennik, Gazetę Wyborczą czy Polskie Radio, a 25 marca - zaledwie 4 dni po publikacji tego newsa - nawet w głównym wydaniu Wiadomości TVP1!

Aplikację polecam zwłaszcza młodym rodzicom - zaproponowanie wspaniałej, a przede wszystkim pożytecznej dla nas wszystkich, zabawy, z pewnością przyniesie pozytywne skutki. Zakupy przestaną być nudne, a ich oblicze może zmienić się nie do poznania. Niewątpliwym plusem jest także fakt, że aplikacja działa również w obcych sklepach, choć oczywiście te polecam omijać szerokim łukiem. Z Polą zakupy robi już ponad 100 tys. rodaków, na samym facebooku ma już prawie 11 tys. fanów, a liczba ta rośnie lawinowo - appka pojawiła bowiem na rynku dopiero w listopadzie 2015 r. Użytkownicy zeskanowali już ponad 1,5 miliona kodów kreskowych, a w baza zawiera już ponad 1,5 tys. zweryfikowanych producentów!

Autorzy, jak to zwykle bywa w przypadku inicjatyw oddolnych, potrzebują jednak naszego wsparcia. Chcą zrobić dużo więcej, m.in.:

  • rozwijać bazę producentów,
  • rozszerzyć Polę o informacje o usługach i punktach sprzedaży,
  • dotrzeć do nowych użytkowników,
  • stworzyć wersję dla przeglądarek internetowych z wyszukiwarką firm.

Zatem jeśli jeszcze nie wiesz, gdzie przekierować swój 1% podatku - tak, by nie został bezpowrotnie zmielony w przerośniętej, biurokratycznej machinie, tudzież przepity przez patologicznych, oczywiście bezrobotnych rodziców kilkunaściorga latorośli, na których nieodpowiedzialność będziemy się niebawem wszyscy zrzucać, i to w dalece większym stopniu niż dziś - pomóż biednej Poli i polskim przedsiębiorcom! Właśnie im - nieprzypadkowym i ciężko PRACUJĄCYM rodakom, z których podatków utrzymywane są szpitale, leczone nasze dzieci, dzięki którym funkcjonuje policja, wojsko czy muzea. Wesprzyj tę słuszną i szlachetną inicjatywę! Zapewniam, że ta inwestycja zwróci się nam po stokroć, procentując na przyszłe pokolenia i dodatkowo poszerzając świadomość naszych pociech, uwrażliwiając je na prawdziwy patriotyzm. Z pewnością pomoże to także w obraniu przez naszą nadwątloną gospodarkę właściwego kierunku. Wierzę, że Polacy wybiorą mądrze, na przekór niemieckim mediom, które znów zaczęły z nas powoli szydzić - ale to tylko oznacza, że aplikacja działa prawidłowo i dobrze spełnia swoją rolę:)

Pomóż zatem rozwijać Polę i promować patriotyzm gospodarczy, przekazując 1% PIT Klubowi Jagiellońskiemu: nr KRS to 0000128315. Spraw, by zakupowy patriotyzm stał się wreszcie modny! Pora wziąć gospodarkę we własne ręce! Zostań zakupowym patriotą!

Już wiosna przyszła...
6 marca 2016 r.

Maciej KobylińskiTemperatura 12 stopni, bazie, kwitnące przebiśniegi i koty wylegujące się na słońcu. Nie ma co do tego wątpliwości - na Polinów powoli zmierza długo wyczekiwana wiosna.

15 wiosen XX-wiecznego serwisu Polinów!
9 lutego 2016 r., godz. 20:49

Bartosz KobylińskiPrzy tak szczególnej okazji, jaką bez wątpienia jest jubileusz 15 lat trwania naszego serwisu w globalnej sieci, jego autorom wypadałoby zapewne skrobnąć, a w zasadzie stuknąć, przynajmniej kilka skromnych zdań. Niestety ostatnimi czasy, w dodatku w tajemniczych okolicznościach, z mojego podręcznego słownika nieszczęśliwie wyparowała strona z frazą "wypada coś zrobić" - i to we wszystkich jej możliwych odmianach. Uznałem zatem, że ta wątpliwa przyjemność kompletnie mnie nie dotyczy. Jeśli dodamy do tego fakt, że po wielu latach czynnej służby człowiek poczyna się stopniowo wypalać, w zasadzie mógłbym w tym miejscu zakończyć...

Ten sam los mógłby spotkać również i nasz serwis, jednak na przekór przeciwnościom (czyt.: lenistwu) ten w dalszym ciągu "się" rozwija. Podobnie jest i z tym tekstem - jak już się "przysiądzie", nagle sam zaczyna się pisać... No, może prawie sam:) Niefortunnie czuję jednak w kościach, że własnego wywodu z okazji wcześniejszej "dekacznicy" i tak nie przebiję, więc nawet nie będę próbował się silić na popełnienie czegoś bardziej oryginalnego (no dobra, jestem zbyt leniwy, a że tekst jest monumentalny, to dodałem jedynie kilka zdań i garść statystyk;). A więc (to tak na przekór polonistce, która zawsze mawiała, że nie zaczynamy zdania od "A więc..."), w skrócie było to tak:

Dawno, dawno temu, dokładnie 9 lutego Anno Domini 2001 o godz. 21:49 czasu środkowoeuropejskiego, na liczącą sobie dokładnie trzy miesiące Listę Dyskusyjną Polinów, przychodzi kolejna, z pozoru niczym niewyróżniająca się, wiadomość. Zapewne wmieszała by się w tłum dziesiątek innych, podobnych e-maili, gdyby nie jeden mały szczegół. Otóż ta okazała się istną "bombą dekompresyjną", której z pozoru lakoniczna treść targnęła całą ówczesną cyberprzestrzenią, a po odbiciu szerokim echem w zatrzęsłej w swych posadach globalnej sieci, jej pomruki słychać po dziś dzień... Owy lapidarny tekst niespodziewanie zwiastował bowiem wzbogacenie się raczkujących jeszcze w Polsce "środków społecznego komunikowania o szerokim zasięgu" o nową, nieznaną witrynę, na imię której było... www.polinow.pl!

Hmmm, w zasadzie to nie wiem, od czego zacząć... Jeśli jednak przyjąć, że tak naprawdę to już zacząłem (choć przecież wcale nie musiałem), lecz taka okazja wymaga wszakże co najmniej dwóch "wstępniaków" - jestem zmuszony zacząć od początku...

Tym razem rozpocznę odpowiedzią na często zadawane nam ostatnio pytanie: czy to już naprawdę 15 lat? Tak, naprawdę - definitywnie, nieodwołalnie i... szczęśliwie! Szczerze mówiąc, gdy tylko fakt ów dotarł do naszej świadomości, sami byliśmy mocno zdziwieni... 15 lat - kawał czasu, można by rzec. Ano...

Biorąc pod uwagę szmat czasu, jaki upłynął od pierwszej publikacji serwisu, jest co podsumowywać. Nie bez kozery przy takich okazjach, na początku nasuwa się pytanie o... początki... A więc (znów na przekór, a co tam), jak to wszystko się zaczęło? Pomijając datę premiery, tak naprawdę pomysł stworzenia serwisu o Polinowie zaświtał w głowie Macieja - jeszcze w ubiegłym, XX wieku, a dokładnie pod koniec 2000 roku, zaraz po powstaniu (9 grudnia) Listy Dyskusyjnej Polinów. Początkowo cały serwis tworzyliśmy na komputerze Amiga 1200 w obudowie "tower", podpiętym do modemu telefonicznego (Zoltrix), co urzeczywistnia oryginalny zrzut ekranu widoczny obok (tak tak, Amiga nigdy nie była tylko wspaniałą maszynką do gier!). Kolejne przedpremierowe wersje strony przeprowadziły nas przez przełom wieków, przywodząc w końcu do magicznej daty 9 lutego 2001 r., kiedy to po raz pierwszy zaczyn internetowego serwisu Polinów mógł już bez wyjątku obejrzeć każdy mieszkaniec kuli ziemskiej. Pomijam fakt, że wtedy nawet Google jeszcze raczkował i początkowo mało kto o nas wiedział:)

Jako że zacna historia zasługuje na równie zacne miejsce, opis wszelakich poważniejszych zmian w serwisie systematycznie publikujemy na stronie Nowości w serwisie w dziale Inne. Jak na tacy przedstawiamy tam ewolucję naszego serwisu, której to kolejne kroki skrzętnie notujemy, okraszając przy tym co jakiś czas zrzutami ekranu z aktualną wersją strony. Pierwsze wpisy o początkach serwisu, czy nieśmiałe próbki szaty graficznej, śmiało mogą przyprawić o łezkę w oku...

Nie żegnając się z refleksyjnym nastrojem, w tym miejscu pragniemy serdecznie podziękować wszystkim naszym Szanownym Czytelnikom, bez których tworzenie tego serwisu straciłoby jakikolwiek sens! Dziękujemy również za zadawane pytania, liczne słowa wsparcia, ale także i konstruktywnej krytyki, choć te na szczęście zdarzają się sporadycznie (no dobra, wcale).

Ze swojej strony możemy dodać, że pomimo wielu trudności i nauki fachu od zera, przez cały ten czas tworzenie serwisu www.polinow.pl było dla nas ogromną przyjemnością i nie żałujemy ani jednej chwili nad nim spędzonej, a wierzcie nam, że było ich naprawdę wiele! Za każdym razem jednak, bez względu na to, czy była to nowa strona, aktualizacja wieści, gorące dyskusje nad wyglądem czy też mozolne dłubanie w kodzie i optymalizowanie skryptów, była to dla nas nie tylko solidna nauka, ale także wspaniała (i mamy nadzieję pożyteczna) zabawa, której Wam również życzymy przy każdych wirtualnych odwiedzinach serwisu Polinów! Mamy także nadzieję, że docenią ją kiedyś także przyszłe pokolenia.

Jeśli chodzi o popularność, to chyba nie jest źle, oczywiście jak na regionalno-rodzinny serwis o mocno ograniczonym zasięgu. Wspomnę tylko, że w lutym przekroczyliśmy próg 182 tysięcy unikalnych odwiedzin, zaś w roku bieżącym postaramy się przebić magiczną barierę 200 tysięcy, a to już brzmi dumnie. Liczba dziennych odwiedzin ostatnimi laty zdaje się wreszcie stabilizować, i to w górnych granicach normy. Całość serwisu rozrosła się już do ponad 12 tysięcy wszelakiej maści plików, zajmujących z kolei okrągły 1 GigaBajt (co wykracza już poza pojemność naszego pierwszego twardego dysku w Amidze, zaś archiwum dawno przestało mieścić się na standardowej płytce CD).

Skoro zawadziliśmy już o przeszłość i teraźniejszość, nadeszła pora na przyszłość - wszak człowieka, zwłaszcza rodzaju męskiego, ocenia się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy! A my póki co kończyć nie planujemy - i niech to pozostanie najlepszym wskaźnikiem naszej jakości;) Przy okazji wspomnę tylko, że w najbliższym czasie zamierzamy ponownie wyprzedzić panujące w sieci trendy i wprowadzić w życie spore zmiany, ale o tym na razie sza... Do najbliższych świąt mamy jednak zamiar się ze wszystkim uporać i wyjść z niekończącej się fazy testów. No cóż, a więc póki co... szampana czas wystrzelić!

P.S. Hmmm, całkiem przypadkiem rocznica powstania naszego serwisu zbiega się z międzynarodowym dniem pizzy, a w roku bieżącym połączonym na dodatek z mięsopustem, więc nie pozostaje zatem nic innego jak na zapas się najeść, wyspać, zaś pomysł na tort nasuwa się sam... Cowabunga! Hrum, hrum, hrum...

Ferie 2016
5 lutego 2016 r.

Maciej KobylińskiFerie w pełni, a śniegu nie widać. Górale płaczą, bo warunki narciarskie kiepskie, sanki kurzą się gdzieś w piwnicy, a białego puchu jak nie było, tak nie ma. Dla spragnionych śniegu - kilka zdjęć zaśnieżonego Polinowa sprzed kilku dni.

Żałoba po Walusiu
3 stycznia 2016 r.

Maciej Kobyliński3 stycznia do "krainy wiecznie zielonej trawy" odszedł koń Waluś. Tym samym pogłowie Stajni Polinów zmniejszyło się połowę. Waluś mieszkał na Polinowie 15 lat, od otwarcia stajni w 2001 r. Mieszkał to trochę za mało powiedziane, bo stał się przez ten czas w zasadzie symbolem Polinowa. Był ozdobą konnych imprez organizowanych przez Wujka Jasia na Polinowie, jak też uczestniczył z nim w wielu imprezach organizowanych w bliższej i dalszej okolicy. Może nie był mistrzem gracji, ale (przynajmniej moim zdaniem) był zawsze koniem, który najbardziej rzucał się w oczy ze względu na piękny i oryginalny wygląd. Można go podziwiać w relacjach z niektórych zawodów w dziale Stajnia Polinów. Cóż, bez Walka Polinów już nie będzie taki sam...

Z życia rodziny: Boże Narodzenie 2015
26 grudnia 2015 r.

Maciej KobylińskiBoże Narodzenie w tym roku przebiegało w aurze raczej wiosennej i przypominało Wielkanoc. Ale do tego trzeba się będzie chyba przyzwyczaić, bo śniegu o tej porze roku nie było już kilka lat. Święta były też długie, bo przedłużone weekendem, także było kiedy poświętować i pobyć z rodziną. Kilka fotek ze świątecznego Polinowa.

Dziś mija 15 lat od pierwszej oficjalnej zapowiedzi serwisu Polinów!
29 grudnia 2015 r.

Bartosz KobylińskiNa łamach naszej szanownej, nowo powstałej Listy Dyskusyjnej Polinów pojawia się pierwsza sensacyjna wzmianka o planach stworzenia przez Maćka witryny internetowej "Polinów". Na razie zapowiedź dotyczy Skrzynki Kontaktowej, czyli zdjęć wszystkich subskrybentów wraz z ich adresami e-mailowymi, ale może zacytujmy oryginalną wiadomość wysłaną przeze mnie na wyżej wspomnianą listę dyskusyjną. Warto przy tym wspomnieć, że ów wydarzenie miało miejsce jeszcze w ostatnich dniach XX w., tj. 29 grudnia 2000 r.:

Nasz wielki malkontent co do takich list - Maciek zaoferował założyć stronę WWW "POLINÓW"!!! Na początek zdjęcia listowiczów, linki do ich adresów mailowych czy ew. stron WWW, a potem inne rzeczy - kiedyś spróbuję podczepić drzewo genealogiczne (!) - które już liczy ok. 170 osób... A żeby tak każdy dopisał/uzupełnił dane swoich bliskich, można by stworzyć coś na prawdę potężnego!!! I pomyśleć że dopiero na to wpadłem... To daje prawie nieograniczone możliwości... Niebawem na życzenie będę rozsyłał te drzewko zainteresowanym - tylko jest jeden problem - muszę od nowa je napisać... Bo na dysku tego nie mam, na backupie też, a odzyskać nie mogę bo ostatnio optymalizowałem partycję... Albo nie, jak skończę, wyeksportuję je jako "WWW" i podam adres (tzn. podczepię do głównego site'a Polinów. Tak będzie lepiej.

I tak to się zaczęło... Na biurku ląduje świeżo zakupiona, 600-stronicowa cegła "HTML 4" kultowego wydawnictwa Helion, która służyła nam zresztą jeszcze przez długie lata (obecnie zdecydowaną większość z niej mamy już w głowach, choć trzeba też powiedzieć że od 1998 r. standardy programowania zmieniły diametralnie). Poza tym na łamach listy dyskusyjnej pojawia się wiadomość, że Maciej póki co przekopuje sterty amigowych gazet i studiuje cykl HTML w jednej z nich, zaś moja rola póki co ograniczyła się do ściągnięcia z AmiNetu odpowiedniego programu do tworzenia stron WWW. Szczerze mówiąc, od samego początku byliśmy bardzo podekscytowani tym pomysłem o czym świadczy chociażby fakt, iż Maciek po stworzeniu pierwszych próbek Historii Łosic nie mógł zasnąć przez całą noc...

Pamiętam jeszcze, gdy napisawszy jeden z pierwszych fragmentów kodu wściekał się, że strona nie wyświetla się tak jak powinna, a kilka kolejnych godzin poszukiwań przyczyny błędu doprowadziło go do iście szewskiej pasji! Po kilkudziesięciokrotnym, wspólnym przejrzeniu kilku zaledwie linijek kodu strony okazało się, że zamiast znacznika "ALIGN" stał "ALING";) Oczywiście głównym powodem tych początkowych frustracji był fakt, że od razu rzuciliśmy się na głęboką wodę - czyli czysty kod tworzony ręcznie, a nie pójście na łatwiznę przy pomocy generatorów czy skorzystania z gotowych szablonów, których wtedy jeszcze prawie nie było bądź były płatne. I takie to były początki naszej bytności w świecie HTML i wirtualnej rzeczywistości...

Więcej na temat początków serwisu przeczytacie już niebawem, a wszystko zostanie również szczegółowo opisane na stronie Historia serwisu Polinów.

Czas adwentu i przedzimie
15 grudnia 2015 r.

Jacek KobylińskiOkres między świętem Wszystkich Świętych a Bożym Narodzeniem to u nas czas dosyć ponury, a na dodatek pogodowo podławy. Jesienny pluchy, wichury i wszechobecne błoto nie nastrajają radością. Boże Narodzenie zawsze było jasnością w tej ponurej ciemności, dające nadzieję i chwile radości przy wspólnym stole oraz zielonej, ustrojonej choince. Taką radość i nadzieję niosły zresztą już przygotowania do świąt.

Adwent był kiedyś czasem pokutnym, prawie jak wielki post. Jego kulminacją były i są przedświąteczne rekolekcje, które przygotowują duchowo i pozwalają te święta przeżyć w pełni. Obecnie adwent już prawie nikomu nie kojarzy się z umartwieniem. Jest to radosny czas oczekiwania i wszelkie jego rygory poszły w zapomnienie. Jednak jeśli mniej w tym wstrzemięźliwości, to i mniej radości gdy przyjdzie czas świętowania.

Niestety obecnie coraz więcej ludzi, nawet tych uznających się za wierzących, kojarzy Święta Bożego Narodzenia z zakupami, prezentami, reniferami i amerykańskim melodiami niby-kolęd. No cóż, jakie kto sobie święta przygotuje, takie będzie miał. Kiedyś przeżywano je inaczej i chyba bardziej duchowo niż materialnie. Spłycenie świąt do symboli, tradycji, prezentów, żarcia i lenistwa przed telewizorem to znak naszych czasów, który może nie wszyscy dostrzegają, ale będziemy w to coraz głębiej. Już nawet w wigilię rzadko gdzie telewizor nie uczestniczy jako gość główny, któremu poświęca się najwięcej uwagi i czasu.

Przedzimie to też na Polinowie okres najmniej pracowity. Prace jesienne pokończone, liście wygrabione, krzewy zabezpieczone przed zimą. Kiedyś był to czas ocieplania chałup, czyli jak to mówili po wsiach, “gacenia“. Rąbano też całe sterty drzewa na opał. Przed mrozami ocieplano dodatkowo kopce z ziemniakami, których było zresztą mnóstwo, a dzisiaj już nie ma ich wcale. Naprawiano też słomiane dachy, często naruszone przez jesienne wichury. Bydło było już w gospodarstwie, więc sporo czasu zajmował tak zwany obrządek, czyli karmienie zwierząt i sprzątanie.

Dawniej choinki nie były tak dostępne jak obecnie. Po wsiach szli młodzieńcy do lasu, aby coś wyciąć. Ozdób też nie było za wiele, więc w adwencie robiło się łańcuch z kolorowej bibuły i słomek. Był to obowiązkowy punkt na zajęciach praktycznych w szkole. Liczył się kształt i długość łańcucha. Inne ozdoby z rękodzieła to były kolorowe ciasteczka, malowane szyszki, wycinanki: gwiazdeczki i śnieżynki, a także papierowe jeżyki i bombki robione z wydmuszek oklejonych bibułą. Ze zdobyciem ryb również były problemy. Za to w każdym spożywczym stała beczka ze śledziami w słonej zalewie. Śledź więc był na Wigilię nawet w kilku postaciach.

W adwencie kolędnicy przygotowywali sprzęty i ćwiczyli swoje popisy. Sporządzano więc kunsztowne, kręcone gwiazdy ze świeczką w środku, strugano kozy (turonie) kłapiące paszczą. Najwięcej roboty mieli “herody”, a to ze względu na złożoność i różnorodność strojów. Był tam więc król Herod i jego żołnierze, śmierć, diabeł, no i koniecznie Żyd. Święta Rodzina była jakby na drugim planie. Scenariusze opracowywali sami artyści, a coś o tym wiem, bo sam grałem garbatego Żyda w polinowskich herodach.

Ciemny i ponury okres adwentu rozjaśnia w kościołach świeca roratnia. To symbol nadziei i zbliżającego się światła, jakim jest narodzenie Zbawiciela. Mimo, że to czas ciemności i oczekiwania, to jest w nim wiele radości, jak w każdym oczekiwaniu na coś pięknego i wzniosłego. Czas przygotowania i oczekiwania jest czasem nawet milszym, niż samo świętowanie. Warto więc dobrze go przeżyć duchowo, smakując też jego wyjątkową, nasączoną nadzieją specyfikę, mimo otaczających nas z ciemności.

Z życia rodziny: Mikołajki
6 grudnia 2015 r.

Maciej Kobyliński6 grudnia obchodziliśmy wspomnienie świętego Mikołaja, biskupa Miry. Mikołaj pojawił się na Polinowie we własnej osobie! Oczywiście nie z pustymi rękami...

Listopadowe zachody słońca
listopad 2015 r.

Maciej KobylińskiListopadowe, wieczorne niebo bywa najpiękniejsze w roku. Kilka fotek z Polinowa.

Polinowski rok w domu i zagrodzie: Jesienny smętek
październik 2015 r.

Jacek Kobyliński
Zapraszamy do lektury nowego artykułu: Jesienny smętek w dziale Polinowski rok w domu i zagrodzie.

Z życia rodziny: Dzień Niepodległości
11 listopada 2015 r.

Maciej KobylińskiDzień Niepodległości obchodziliśmy w tym roku przy dźwiękach mazurków Chopina i z kokardami narodowymi.
Niewielu wie, że zwyczaj ich noszenia kultywowany jest od prawie dwóch wieków. Dawniej na klapach przypinali je powstańcy, dziś są symbolem patriotyzmu i miłości do ojczyzny. Pierwszy zapis ustanawiający biało-czerwoną kokardę jako jeden z symboli narodowych, pojawił się w 1831 roku. Symbol miał być noszony przez wojsko i w ten sposób podkreślać związek z ojczyzną. Na przestrzeni lat zmieniał się kształt kokardy: w XVIII w. materiał upinano jak tradycyjną kokardę, za czasów Księstwa Warszawskiego krążek skierowany był marszczeniem do środka.

Zaduszna pożoga
2 listopada 2015 r.

Bartosz Kobyliński Muszę przyznać, że odkrywanie przykrytej grubą warstwą kurzu historii to zajęcie nienajprostsze. Tym bardziej, że w naszym przypadku źródeł jest jak na lekarstwo, a i te często bywają ulotne - tak jak ludzie, którzy często są jedynymi "nośnikami" dawnych dziejów. Tym razem udało mi się jednak trafić, na dodatek przez przypadek, na słowo pisane. I to nie byle jakie słowo, bo całkiem rzetelne... A mowa o dwóch, grubo ponad 100-letnich periodykach i wspomnianej w nich XIX-wiecznej pożodze, która dotknęła nasz folwark. Jak już od dawna wiemy, właścicielem polinowskich dóbr był podówczas żyd Judka Bekierman.

Jak dalej czytamy, w zaduszną, listopadową noc 1897 roku wielki pożar strawił dużą część budynków gospodarskich oraz dobytków ruchomych ówczesnego Polinowa. O tym fakcie informuje m.in. Kurjer Warszawski - Dodatek poranny z dnia 30 października (11 listopada) 1897 r. (nr 312, str. 2):

W nocy z dnia 2-go bieżącego miesiąca na folwarku Polinów, w pow. konstantynowskim, należącym do p. J. Bokermana, zgożały budynki, a w nich zboże, pasza, 5 krów, koń, 2 bryczki, ruchomości domowe, garderoba i t.d. i t.d. Straty wynoszą kilka tysięcy rubli. Przyczyna pożaru niewiadoma.

oraz dziennika Słowo redakcyji Mścisława Godlewskiego, również z dnia 30 października (11 listopada) 1897 r. (nr 257, str. 5):

Dnia 2 bieżącego miesiąca po północy, na folwar­ku Polinów, w pow. konstantynowskim, własno­ści p. J. Bekermana, zgorzały budynki, oraz mie­szczące się w tychże zboże, słoma, siano, 5 krów, koń, 2 bryczki, waga decymalna i przeniesio­ne do śpichrza ruchomości domowe, jak: meble, garderoba męska i damska, bielizna, pościel, futra i różne sprzęty. Przyczyna pożaru dotych­czas niewiadoma; strata kilku tysięcy rubli.

Z powyższych wzmianek w obu dziennikach możemy wywnioskować, że był wielkich rozmiarów pożar, który strawił m.in.: spichlerz, oborę i stajnię, a wraz z nimi znaczną część inwentarza oraz ruchomości. Można jedynie przypuszczać, że ogień objął środkową część podwórca, oszczędzając skrajnie położone budynki - m.in. główną siedzibę (budynek mieszkalno-administracyjny z oranżerią) oraz stodołę zamykającą podwórzec od strony południowej. Co prawda właściciel, z racji na odmienne wyznanie, Święta Zamarłych w tym okresie zapewne nie obchodził, lecz czy to aby nie wywołane w Zaduszki duchy byłych posesorów zapragnęły po północy wymierzyć sprawiedliwość właścicielowi tego podupadającego folwarku? Na dodatek bardzo możliwe, że ten niecny plan mógł się im powieść w mierze dalszej, niż pierwotnie zaplanowana - wszak niewykluczone, że owe wydarzenie miało wpływ na mającą miejsce 9 lat później decyzję o sprzedaży niszczejącego i znacznie okrojonego już majątku. A ten najpierwej nadawał się do... odbudowy przez nowych właścicieli.

Bardziej przyziemną i prozaiczną, a jednocześnie wysoce prawdopodobną hipotezą nt. powyższego pożaru pozostaje jednak... czysty zysk! Ale jakim cudem - zapytacie? Jak wiemy, stan majątku po zakupie w 1906 r. pozostawiał wiele do życzenia. Opowieści głoszą, że był mocno rozszabrowany, rozebrano część okalającego go muru, okna głównego budynku straszyły powybijanymi szybami. W zeznaniach przewijał się też motyw o spalonym dworze, jednak dotychczas absolutnie żadne źródła nie potwierdzają jego istnienia, a przynajmniej w owym czasie. Jednak, jako że w większości opowieści doszukać się można ziarenka prawdy, tak i ten przypadek nie jest wyjątkiem od reguły. Dalsza część opowieści mówiła bowiem także o przyczynie tej pożogi, u stóp której leżała po prostu... chęć zysku! Nasz "bohater negatywny" miał bowiem pierwej wysoko ubezpieczyć cały folwark. Do pełni szczęścia brakowało już tylko "iskry zapalnej", a w zasadzie dobrej pochodni, żeby pobrać z kasy ubezpieczyciela sowite zadośćuczynienie. W świetle powyższego tym mniej dziwi powyższy fragment: "zgorzały (...) przeniesione do spichrza ruchomości domowe, jak: meble, garderoba męska i damska, bielizna, pościel, futra i różne sprzęty". Kto bowiem, u licha, będąc właścicielem piętrowego gmachu z obszerną, murowaną piwnicą i poddaszem, trzyma w spichlerzu swe cenne "ruchomości domowe", jak meble czy garderobę? Czyżby nieurodzaj aż tak dał się wówczas we znaki, że ten stał pusty i czekał na wypełnienie wszystkim oprócz zboża, a jeśli nawet tak było, to co uzasadniało przechowywanie odzieży i mebli w nieogrzewanym, zawilgoconym pomieszczeniu, pełnym myszy, moli i drewnożerców? A może powyższe "skarby" przeniesione były w określonym celu, lub w ogóle ich tam nie było? Niestety tego zapewne się już nie dowiemy, ale zawsze możemy domniemywać... Idąc dalej tym tropem, bezpośrednią przyczyną pożaru nie mogło być także wyładowanie atmosferyczne, bo gdyby takowe podówczas zaistniało, właściciel z pewnością chciałby właśnie tym faktem uprawdopodobnić powyższy wypadek, a nie zasłaniać się "przyczyną nieznaną".

Kolejnym wartym zastanowienia faktem jest (nieprzypadkowa?) data owego wydarzenia, a więc środek zadusznej nocy, kiedy to okoliczni mieszkańcy raczej nie myśleli o "gotowości bojowej" do gaszenia pożarów. Zanim ktokolwiek zwlókł się z łóżka, pożar mógł spokojnie dokończyć swego dzieła. Poza tym położony za wzgórzem Polinów był wówczas oddzielony od miasta błotnistymi błoniami, co skutecznie ograniczało możliwość dostrzeżenia ognia, a następnie jakiejkolwiek interwencję w rozsądnym czasie. Co ciekawe, "dawniej zwyczaj zakazywał tego dnia wykonywania niektórych czynności, aby nie skaleczyć, nie rozgnieść czy w inny sposób nie znieważyć odwiedzającej dom duszy. Zakazane było: klepanie masła, deptanie kapusty, maglowanie, przędzenie i tkanie, cięcie sieczki, wylewanie pomyj i spluwanie". A jeśli zwyczaj dotyczył także gaszenia pożarów?

Oczywiście powyższe wywody to tylko hipoteza. Jeżeli ta okazałaby się jednak prawdziwa, widać że potomkowie Abrahama umieli zadbać o swoje (głównie kieszenie), co niestety nie zawsze szło w parze z miłością do rzeczy martwych...

Oczywiście tę kolejną, całkowicie niespodziewaną cegiełkę historii skrzętnie wplatamy w artykuł "Historia Polinowa", okraszając przy okazji wycinkami z gazet oraz niecodziennym zdjęciem, przybliżającym nieco te traumatyczne wydarzenie.

Jako kolejną świąteczną ciekawostkę dodam tylko, że w tegoroczną wigilię Wszystkich Świętych miało miejsce inne niecodzienne wydarzenie. Jakież było bowiem moje zdziwienie, gdy ok. godz. 19.00, odważnie krocząc w stronę naszego kilkuwiekowego gmachu, egipskie ciemności nagle rozświetliło jakieś niezidentyfikowane ciało niebieskie, nadlatujące od strony Wielkiej Niedźwiedzicy na zachód. I to tak, że drzewa i budynki poczęły rzucać cień, a z nocy zrobił się dzień. Po kilku sekundach ta zachodnia gwiazda rozpadła się na kilka węgielków, zostawiając za sobą smugę dymu i znów zatapiając krajobraz w atramentowej czerni. Z początku wyglądało to jak wielki, zielony fajerwerk, ale biorąc pod uwagę okoliczności i charakter zbliżających się świąt, szybko porzuciłem tę śmiałą hipotezę... Nazajutrz zjawisko nieoczekiwanie się jednak wyjaśniło, a jego sprawcą okazał się... kilkukilogramowy bolid z roju meteorów o nazwie "Taurydy Północne"... Z perspektywy polinowskiego wzgórza wyglądał doprawdy imponująco! Niestety, jako że za aparat nie zdążyłem nawet złapać, w zastępstwie zamieszczam świąteczne zdjęcie łosickiego cmentarza. On także tego dnia rozświetlał panujące ciemności:)

Z życia rodziny: Wszystkich Świętych
1 listopada 2015 r.

Maciej KobylińskiW tym roku Wszystkich Świętych było wyjątkowe - a to dzięki słonecznej i ciepłej pogodzie. My jak zwykle spotkaliśmy się w rodzinnym gronie najpierw na mszy na łosickim cmentarzu, a później na Polinowie.
Nie każdy wie, że polski zwyczaj zapalania zniczy na grobach związany jest z pogańskim zwyczajem rozpalania ognisk na mogiłach. Wierzono, że płomienie ogrzeją błąkające się po ziemi dusze. Ogniska rozpalano także na rozstajach dróg i w obejściach, aby wskazywać drogę duchom. Chrust na te ogniska składano w ciągu całego roku (ten kto przechodził, kładł obok grobu gałązkę i w ten sposób tworzył się stos do spalenia w noc zaduszną). Wierzono, że ogień palony daje również ochronę żywym przed złymi mocami.

Nieprzetarty Szlak wiódł przez Polinów
24 października 2015 r.

Jacek KobylińskiW sobotę 24 października Polinów odwiedziło prawie 120 harcerzy biorących udział w grze terenowej zorganizowanej w ramach Ogólnopolskiego Integracyjnego Zlotu Drużyn Nieprzetartego Szlaku. Na spotkaniu w przededniu ekspedycji uczestnicy zapoznali się z historią Łosic oraz powstaniem i funkcjonowaniem królewskiego majątku.

Na Polinów wkraczali mniejszymi już grupami, co kilkanaście minut, przez co brakowało niestety czasu na zapoznanie się ze wszystkimi atrakcjami i zawiłymi dziejami tego miejsca, niemniej główne punkty zostały "zaliczone". Po oględzinach stajni, siodlarni, Światowida i kamiennego kręgu, grupy kierowały się na Kopiec Michała. Stąd zaś o każdej porze roku rozpościera się piękny widok na kilkusetletnie stawy, rzeczkę, bezkresne łąki, kapliczki oraz oczywiście nasze konne maskotki - Walusia i Karinę.

Gwoździem programu okazała się jednak wizyta w Krypcie i mrożące krew w żyłach opowieści o jej kilkuwiekowej historii. Wszyscy zostali także zaproszeni do właśnie urządzanego rodzinnego "muzeum" z bogatą ekspozycją misyjną, które to już niebawem otworzy swe podwoje. Na koniec każdy Gość dostał symboliczną odblaskową opaskę oraz wizytówkę Polinowa, a także ulotkę o afrykańskich misjach prowadzonych przez naszych misjonarzy.

Nieskromnie podsumowując, wizyta na Polinowie wszystkim się podobała i na pewno wielu z nich jeszcze kiedyś tu wróci. Wszak nie da się ukryć, że to miejsce niezwykłe, gdzie bogata historia łączy się z pięknem podlaskiej przyrody.

750-lecie ziemi łosickiej
12-13 września 2015 r.

Bartosz KobylińskiNasz wuj Jan pytany o tegoroczne obchody 750-lecia w kontekście świętowania 500-lecia nadania praw miejskich Łosicom w 2005 r., odpowiada krotochwilnie: „A widzisz, jak te 250 lat szybko zleciało”? Oczywiście należy stanowczo rozróżnić te dwie daty, gdyż ta tegoroczna nawiązuje do znacznie wcześniejszego wydarzenia, a dokładniej rzecz ujmując - wzmianki z 1264 r. o istnieniu w osadzie Łoszyce pierwszej cerkwi prawosławnej.

Żeby tego było mało, kolejną niemałą konsternację u wielu mieszkańców regionu wzbudza tegoroczna data – wszak skoro pierwsze źródła wskazują na rok 1264, to „prawdziwe” 750 lat miasta winniśmy przecież obchodzić rok wcześniej? Jako medium ponad wszystko wierne historii, absolutnie niestronnicze i w żaden sposób niezwiązane z samorządem (pomijając oczywiście ciepłe stosunki:), mogę sobie pozwolić na mały wywód na ten temat. A ten jest o tyle ciekawy, co wstydliwy, bowiem 50 lat temu umknął nam jeden roczek. Nie będę tu domniemywał, co było tego powodem, ale być może miało to związek z powstaniem dopiero rok później - w 1965 r. - Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łosickiej, które było współorganizatorem obchodów 700-lecia miasta. Wtedy też jako owoc sesji popularnonaukowej została wydana (dopiero w 1969 r.) pozycja książkowa pt. „Łosice 1264-1966", uważana za pierwszą publikację będącą próbą podsumowania dziejów naszego miasta i regionu. Współcześni namiestnicy nijak nie mogli jednak przesunąć obchodów o rok wstecz, gdyż bylibyśmy świadkami 700-lecia obchodzonego w 1975 roku i 750-lecia w roku 2004… Nie było zatem innej możliwości jak odmierzyć równą miarą 50 wiosen od ostatniej hucznej rocznicy 700-lecia. I tak oto w skrócie przedstawia się historia tegorocznych obchodów, przynajmniej w moim wydaniu. Ale w razie czego – ja oficjalnie o niczym nie wiem:)

Oczywiście jako spadkobiercy sporego kawałka historii Łosic, a w zasadzie ich niegdysiejszych okolic, byliśmy zobowiązani dorzucić i naszą cegiełkę do owego uroczystego kociołka. Pierwszą z nich były materiały zdjęciowe, nadesłane na wystawę starych fotografii pt. „Łosiczan portret własny”. Co prawda z małym poślizgiem, ale po ciężkich bojach z obróbką udało mi się wreszcie wysłać kilka z nich - oczywiście starannie wyselekcjonowanych i dopieszczonych. W tym miejscu składam serdeczne podziękowania Pani Małgorzacie z Łosickiego Centrum Informacji za cierpliwość i zaangażowanie - bez jej pomocy i przychylności z pewnością żadna z naszych fotografii nie zawisłaby na wystawie. Dokonując wyboru starałem się skupić na tych przedstawiających konkretne tło i jakiś kawałek miasta, bowiem portretów i zdjęć typowo rodzinnych mamy zapewne kilka setek, włączając w to piękne ujęcia portretowe ze starego albumu hr. Wężyków oraz hr. Węglińskich z Toporowa. Uznałem jednak, że z racji tematyki wystawy należy skupić się na mieście i otoczeniu, a na pozostałe zdjęcia przyjdzie jeszcze czas. W dniu otwarcia wystawy wyszło też na jaw, że moje propozycje są jednymi z najstarszych - niektóre pochodzą bowiem z wczesnych lat 30. ubiegłego wieku.

Przy tej okazji trzeba także wspomnieć, że z okazji 750-lecia Łosic planowane jest też wydanie albumu ze starymi fotografiami przedstawiającymi ziemię łosicką oraz jej mieszkańców, więc zachęcamy wszystkich do przeszperania swoich rodzinnych archiwów! Nadmienię tylko, że o podobnym albumie myślałem już naprawdę ładnych kilka, o ile nie kilkanaście, lat temu. Oby tym razem myśli zostały jednak przekute w czyny!

Cała wystawa mieściła się u zbiegu ulic Piłsudskiego i Narutowicza, lecz ze względu na dosyć lichą pogodę dalsza część jej otwarcia odbyła się w budynku "Transgranicznego Centrum Dialogu Kultur" (stary szpital). Po oficjalnych podziękowaniach dostąpiłem zaszczytu uroczystego wręczenia okolicznościowego dyplomu oraz obszernej monografii „750 lat Ziemi Łosickiej” z rąk samego Burmistrza Łosic – Mariusza Kucewicza, co niepomiernie nobilituje mnie w lokalnym środowisku i dodaje zapału do dalszej pracy nad propagowaniem tego pięknego zakątka świata!

Oczywiście, tak jak i przed laty, esencją naszego wkładu stanowiły jednak konie. Te uczestniczące w paradzie, tak jak i przy wielu poprzednich okazjach, pierwej zebrały się na Polinowie. Tu mogły wreszcie poddać się dekoracji oraz stać się obiektem inszych przygotowań. Trudno już zliczyć, ileż to wierzchowców przewinęło się przez nasz folwark, a na myśli mam tylko czasy nowożytne. Od 15 już lat miejsce mają tu większe i mniejsze zjazdy, imprezy masowe, rodzinne, czy po prostu krótkie „przepążki” na dalszą drogę. Tym razem okazja była jednak nie byle jaka, więc i konfekcja musiała być szyta na tę miarę. I trzeba przyznać, że była. Ale co tu dużo pisać – na zdjęciach obok możecie obejrzeć właśnie tę mniej oficjalną część parady, czyli jak to wszystko wyglądało od kuchni. Okazale przystrojone wierzchowce oraz ich jeźdźcy (a w dwóch przypadkach tak płci, jak i urody pięknej), wyruszyli najpierw w rynek, by po zatoczeniu dwóch kółek powrócić na plac targowy, zdobywając swym wdziękiem uznanie i oklaski licznie zgromadzonej gawiedzi. Ale że całą paradę można w szczegółach obejrzeć na wielu regionalnych portalach, ja skupiłem się tylko na tej „najszej” części.

Oczywiście obchody obfitowały również w wiele innych atrakcji, ale postanowiłem nie odbierać chleba lokalnym fotografom i redaktorom:) Z setek udostępnionych zdjęć postanowiłem zatem „ukraść” tylko jedno z nich - jako że „selfie” z Burmistrzem przy odbiorze nagród byłoby co najmniej niepoważne... Na szczęście początkowo kiepska pogoda postanowiła skapitulować najważniejszego dnia obchodów, za co jej również serdecznie dziękujemy!

Podsumowując całość wydarzenia śmiało można powiedzieć, że Łosice w pełni zasłużyły na swoje 750 lat, a ich obchody przebiegły po stokroć godnie! Pozostaje życzyć miastu rychłego rozwoju, jego władzom dalszego zapału i motywacji do pracy, a samym mieszkańcom, by stanowili sól i ozdobę tej pięknej, łosickiej, 750-letniej już, ziemi!

. .
Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy