strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Wieści z królewskiego folwarku

Anno Domini 2014

Z życia rodziny: Boże Narodzenie 2014
24-28 grudnia 2014 r.

Maciej KobylińskiBoże Narodzenie było w tym roku wyjątkowe. Po pierwsze było kiedy poświętować, bo jeśli ktoś nie pracował w weekend, miał do dyspozycji aż cztery dni błogiego lenistwa. Prędko tak długich świąt nie będzie. Po drugie, dzięki powrotowi Wojtka z Afryki spotkaliśmy się na Polinowie w pełnym (a nawet poszerzonym o Zuzię) składzie, co nie zdarzało się już od kilku lat.

Po trzecie były to święta ze śniegiem. Wieczorem pierwszego dnia świąt sypnęło i krajobraz zaczął przypominać ten ze świątecznych pocztówek. Będzie co wspominać:)

Z życia rodziny: Zaduszki 2014
1 listopada 2014 r.

Maciej KobylińskiZaduszki sięgają genezą czasów pogańskich. Tradycja mówiła, że w ten dzień należy pójść na cmentarz i dokonać rytualnej uczty na grobie przodka. Kiedy było już po porządkach związanych z pracą w polu i kiedy przyroda zamierała, wśród ludzi panowało przekonanie, że jest to czas, kiedy wszelkie błądzące dusze, duchy przodków, demony chodzą po ziemi i należy je godziwie przyjąć, by nikomu nie zagroziły.
My wybraliśmy jednak ucztę na Polinowie w domowym zaciszu, chociaż zapewne na grobie przodka też byłoby przyjemnie;)

Z życia rodziny: Rubinowe gody
19 października 2014 r.

Maciej KobylińskiW polskiej tradycji data ślubu wchodziła do historii rodziny. Starano się pamiętać o tamtym dniu by przez świadomość, że tyle już się razem przeszło, przeżyło, doznało dobrego i złego, czerpać siły na następne lata. W tym roku obchodziliśmy nie byle jaką, bo 40. rocznicę ślubu naszych rodziców - Aliny i Jacka Kobylińskich.

Uroczystość rozpoczęliśmy mszą ś. odprawioną w intencji jubilatów w kościele Św. Zygmunta w Łosicach. Później kontynuowaliśmy świętowanie w "Dworze Droblin". Pogoda dopisała tak jak czterdzieści lak temu i mogliśmy się cieszyć spacerami w promieniach październikowego słońca. Rodzicom życzymy, abyśmy w takim zdrowiu i humorach mogli się spotkać za 10 lat przy okazji złotych godów!

„Wiwat! Niech żyją! Dziś na rubinowe gody
Życzliwy szczerze z toastem nie zwleka.
Czcigodna para: pani i pan młody
Niech w szczęściu złotych godów doczeka!”

Wywiad z o. Romanem Woźnicą CMF w programie TVP 2
16 października 2014 r.

Bartosz KobylińskiPrzy okazji gorącego ostatnio tematu porwania przez rebeliantów polskiego misjonarza w Afryce, 16 października w porannym programie TVP 2 Pytanie na śniadanie wziął udział o. Roman Woźnica CMF. Opowiada m.in. o trudach, ale przede wszystkim ryzyku, z jakim wiąże się wyjazd na misje, w ten - tyle egzotyczny, co niebezpieczny - zakątek świata. Cały wywiad znajdziecie pod tym adresem. Polecamy!

Żegnaj lato, witaj jesieni!
październik 2014 r.

Jacek KobylińskiMożemy się cieszyć nadspodziewanie pogodnym i ciepłym końcem lata. Pogodowo było jak na nasze warunki klimatyczne udane. Były nawet okresy upałów, a chłody krótkie i niezbyt uciążliwe. Ominęły nas katastrofalne ulewy, wichury i gradobicia, chociaż całkiem blisko przechodziły. Początek września dał jeszcze możliwość cieszenia się ciepłem i słońcem jako ostatni akord lata. Mamy też dodatkowe atrakcje jak wysyp grzybów, obfitość jeżyn, malin, śliwek i jabłek.

Nawet koty opływają w dostatek myszy, które zaczynają schodzić się z pól z zagród. Wrzesień to także pora obfitości pająków, których pełno na każdym krzaku czy w zakamarkach zabudowań. Pajęczyny najlepiej widać o wschodzie słońca, gdy skrzą się oblepione poranną rosą. Piękne są te mgliste, pogodne poranki, gdy promienie wschodzącego słońca przebijają się przez mgłę. Takiej orgii kolorów jak u schyłku lata i na początku jesieni nie ma w żadnej innej porze roku.

Niestety jest już cicho, bo ptactwo szykuje się do odlotów albo intensywnie żeruje, gromadząc siły na zimę. Nie mają już czasu ani chęci na pieszczenie naszych zmysłów. Mieszkańcy Polinowa też szykują się na przetrwanie długiej jesieni i srogiej zimy. W piwnicy regały uginają się od przetworów. W garach jeszcze perkocą śliwy, papryka i pomidory. Będzie co wyciągać, gdy spadnie ostatni zamrożony owoc, a śnieg przykryje wszystkie zagony. W drewutniach i piwnicach piętrzą się stosy drewna i węgla. Już niedługo coraz cieplej będziemy spoglądać na rozgrzane kaloryfery. Niestety zacznie się też walka z masą opadłych liści. Najgorsze są te topolowe, grube i skórzaste, które przywiewa wiatr z sąsiedniej posesji. To prawdziwe utrapienie, z którym póki co musimy się pogodzić. No cóż, szkoda lata, po którym pozostały już tylko wspomnienia. Obiektywnie trzeba przyznać, że tyle atrakcji i miłych chwil nie zapewni nam żadna inna pora roku. Zanurzając się w ciemne i szare dni jesieni i zimy, tęsknić będziemy za ciepłem i kolorytem lata. Ale gdyby było permanentne, nie byłoby tak cenione.

Z życia rodziny: Chrzest Zuzi
28 września 2014 r.

Maciej Kobyliński28 września obchodziliśmy ważną rodzinną uroczystość. Najmłodsza latorośl naszego rodu - Zuzia Kobylińska - powiększyła grono chrześcijan.

Msza odbyła się w Siedlcach w kościele Błogosławionych Męczenników Podlaskich, a brał w niej udział m.in. nasz brat Wojtek Kobyliński, któremu udało się wyrwać na weekend z nowej parafii w Łodzi. Odprawił mszę świętą "za Zuzie i cały ród Kobylińskich", a później udzielił małej chrztu. Zuzia nie licząc pięciominutowej wizyty w kancelarii "na uspokojenie" wszystkie zabiegi zniosła bardzo dobrze.

Po sesji zdjęciowej przed kościołem pojechaliśmy do dworku Reymontówka pod Siedlcami, gdzie w staropolskich klimatach spędziliśmy dalszą część imprezy. Wszystko udało się pięknie, nawet pogoda pozwoliła cieszyć się polską, złotą jesienią. Przy pożegnaniach zastanawialiśmy się, kiedy i z jakiej okazji spotkamy się znowu w takim gronie.

Wakacje, wakacje i... po wakacjach
31 sierpnia 2014 r.

Maciej KobylińskiOstatni tydzień sierpnia to w naszej rodzinie "triduum", czyli trzydniowy kompleks urodzinowo-imieninowy i okazja do świętowania. Niestety przypomina on, że wakacje mają się ku końcowi. Trzeba bardzo uważać, żeby nie trafić przypadkiem na łosicki środowy jarmark i nie przeżyć horroru. Liczne stoiska z tornistrami, zeszytami, podręcznikami nadal wywołują uczucia obrzydzenia i strachu za razem, mimo że przecież od szkolnych czasów minęło już tyle lat. Trauma musiała być naprawdę bardzo silna i poczynić poważne szkody w psychice;)

Po ponad półtora miesięcznych upałach non stop druga połowa sierpnia była chłodniejsza i przekropna. Chwil ze słońcem jednak nie brakowało i można było cieszyć się urokami już troszkę jesiennej przyrody. Tym trudniej znieść rozstanie, wszystkie pożegnania i ruszyć do swoich codziennych obowiązków. Ale cóż, następne wakacje już za 10 miesięcy!

Polinów-Zdrój ;)
27 lipca 2014 r.

Maciej KobylińskiWakacje w pełni, tysiące robotników opuszcza rozpalone ulice miast jadąc na wczasy po słońce, po siły, po zdrowie. Uzdrowisko Polinów-Zdrój przeznaczone dla szerokich mas ludzi pracy dziś rozbrzmiewa śmiechem przodowników i racjonalizatorów. Ze słońca, wody i powietrza korzystają górnicy, hutnicy, nauczyciele i inni ludzie pracy.

Wczasowicze czują się doskonale. Korzystają z kąpieli w stawie, w przerwach popijając wodę z ujęcia "Polinówka", która ożywia ciało i umysł. Hitem sezonu są okłady z błota z polinowskiego stawu, doskonale wpływające na cerę i gładkość skóry.

Kuracjusze w cudownej okolicy nabierają sił do dalszej pracy ku chwale nasze socjalistyczne ojczyzny. Trzeba głęboko zaczerpnąć w piersi wiejskiego powietrza, aby po urlopie z nowymi siłami stanąć przed bramą fabryki. Wczasy to wielka zdobycz Polski Ludowej!

(na podstawie kronik z lat 50/60-tych)

Z życia rodziny: Pierwsza wizyta Zuzi na Polinowie
13 lipca 2014 r.

Maciej Kobyliński10 czerwca nasze drzewo genealogiczne powiększyło się o nową gałązkę - Zuzię Kobylińską. Po miesiącu na tym świecie Zuzia w końcu odwiedziła Polinów i zaliczyła przy okazji sesję zdjęciową. Wszystko jej się bardzo podobało i była wyjątkowo grzeczna, dlatego pewnie będzie częściej Polinów odwiedzać. A za rok Dziadek Jacek pewnie będzie musiał zbudować piaskownicę:)

Kazania z udziałem o. Andrzeja Kobylińskiego CMF odwołane
29 czerwca 2014 r.

Bartosz KobylińskiW niedzielę, 29 czerwca o. Andrzej Kobyliński CMF podczas mszy św. miał głosić kazania w kościele św. Zygmunta w Łosicach, niestety dopadła go prawdopodobnie zawleczona z Afryki malaria, wskutek czego wylądował w szpitalu. Zastąpi go natomiast nasz brat - o. Wojciech Kobyliński CMF. Życzymy szybkiego powrotu do zdrowia!

Koncert chóru Claret Gospel w Trójce - muzyka, wideo i zdjęcia
19 czerwca 2014 r.

Bartosz Kobyliński Po małym zamieszaniu związanym z godziną koncertu grupy podajemy adres strony, gdzie można nie tylko odsłuchać, ale i obejrzeć cały koncert, jaki odbył się 3 czerwca br. w studiu im. Agnieszki Osieckiej w Warszawie. Całość podzielona jest na 3 części i trwa ponad półtorej godziny, więc jest czego słuchać:) Na stronie galerii można zaś obejrzeć zdjęcia z tego fantastycznego koncertu. Co ciekawe, repertuar grupy obejmuje obecnie nie tylko pieśni religijne, ale również takie perełki jak "Let it be" Beatlesów! Warto posłuchać także m.in. pieśni "Oto jest dzień, który dał nam Pan" w języku... polskim! Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem wykonania. Przypominamy także, że więcej o ich "rozkładzie jazdy" można przeczytać na stronie Referatu Misyjnego Misjonarzy Klaretynów, gdzie sukcesywnie dodawane są także nowe zdjęcia z tegorocznej trasy koncertowej. Życzymy miłych wrażeń!

Koncert chóru Claret Gospel w Trójce - zaprasza JWP Marek Niedźwiecki!
19 czerwca 2014 r., godz. 18:05

Bartosz Kobyliński Z wielką przyjemnością informujemy, że 19 czerwca o godz. 18:05 w radiowej "Trójce" odbędzie się retransmisja koncertu honorowego gościa Trzeciego Programu Polskiego Radia - grupy Claret Gospel. Występ miał miejsce 3 czerwca br. w studiu im. Agnieszki Osieckiej w Warszawie, a do jego wysłuchania zachęca nie kto inny, jak sam Pan Marek Niedźwiecki! Podczas koncertu będzie można m.in. posłuchać opowieści o. Romana Woźnicy CMF i dowiedzieć czegoś więcej o afrykańskich realiach. Pozostaje nastawić zegarki i życzyć dobrego odbioru! A oto oficjalna zapowiedź chóru na stronie "Trójki" Polskiego Radia.

Afrykański Claret Gospel - występ w Mińsku Mazowieckim i koncert w "Trójce" Polskiego Radia
1 czerwca 2014 r.

Bartosz Kobyliński Z ogromną przyjemnością informujemy, że już w niedzielę 1 czerwca br. w Mińsku Mazowieckim, w Parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny przy ul. Kościelnej 1, a więc przysłowiowy rzut kamieniem od nas, chór Claret Gospel z Wybrzeża Kości Słoniowej uświetni wszystkie msze święte. Główny i zarazem jedyny w tym regionie koncert odbędzie się o godz. 16:00, będzie to tym samym niepowtarzalna okazja do spotkania z kulturą gorącej Afryki na żywo, a być może również zakupu ich najnowszej płyty. Później będzie można ich "złapać" w Warszawie, skąd następnie udadzą się już w dalsze zakątki naszego kraju. Przypominamy, że więcej o ich "rozkładzie jazdy" można przeczytać na stronie Referatu Misyjnego Misjonarzy Klaretynów.

Trzeba powiedzieć, że grupa zdobywa coraz większą popularność nie tylko w naszym kraju, a ich koncerty odbijają się echem w coraz szerszych kręgach. Występy już od kilku lat transmitują m.in. Telewizja Polska czy Polskie Radio, jak również szereg stacji i rozgłośni regionalnych.

I tak, jak informuje Program Trzeci ("Trójka") Polskiego Radia, chór będzie niebawem ich honorowym gościem! Miło będzie usłyszeć naszych znajomych na łamach tej rozgłośni, pozostaje tylko włączyć radio by dowiedzieć się czegoś więcej o grupie, posłuchać opowieści o. Romana Woźnicy oraz oczywiście samych naszych chórzystów. Koncert w studiu im. Agnieszki Osieckiej odbędzie się we wtorek, 3 czerwca - początek o godz. 19:00. Na retransmisję zapraszamy w czwartek 19 czerwca. Życzymy dobrego odbioru!

A oto oficjalna zapowiedź chóru na stronie "Trójki" Polskiego Radia.

Afrykański chór Claret Gospel po raz ósmy w Polsce!
15 maja 2014 r.

Bartosz KobylińskiZ radością informujemy, że od 27 maja do 29 sierpnia br. już po raz ósmy gościć będziemy w Polsce afrykański chór Claret Gospel. Jego założycielami są o. Roman Woźnica CMF oraz nasz stryj - o. Andrzej Kobyliński CMF, który już 16 czerwca przylatuje do Polski. Będzie także dodatkowa okazja do świętowania, bo tego dnia mija równo 24 lata od rozpoczęcia jego posługi na Czarnym Lądzie... Po prawie roku wytężonej pracy przy budowie nowego kościoła w Bouaflé przyszedł czas podreperować nieco zdrowie, a także dokupić niezbędny przy tym ogromie prac sprzęt - tam niewyobrażalnie drogi i ciężki do zdobycia, poza tym na półkach nie sposób uświadczyć coś innego od wszechobecnej "chińszczyzny". Oczywiście nie omieszka podzielić się z nami "dobrą nowiną" w rodzinnej oraz kilku okolicznych parafiach, z pewnością będzie także okazja do spotkania się z nim w samych Łosicach.

Ale wróćmy do zapowiedzi chóru - za ogrom organizacyjnych trudów oraz opiekę duchową odpowiada jak zwykle niezłomny o. Roman Woźnica CMF. Więcej o tegorocznych planach grupy Claret Gospel z Wybrzeża Kości Słoniowej (nadal w opracowaniu) możecie przeczytać na stronie Referatu Misyjnego Misjonarzy Klaretynów, zaś na stronie galerii obejrzeć w miarę aktualne zdjęcia z budowy wspomnianego kościoła w Bouaflé projektu o. Andrzeja Kobylińskiego CMF. Wszystkich chętnych do spotkania z naszymi czarnoskórymi przyjaciółmi zapraszamy m.in. na msze w Warszawie oraz Mińsku Mazowieckim, i to już na samym początku wizyty. Później chór przeniesie się w bardziej odległe rejony Polski, a na żywo będzie można ich zobaczyć w zasadzie we wszystkich większych miastach naszego kraju. Okazji do ich spotkania nie będzie brakowało, gdyż grafik jak zwykle napięty jest do granic możliwości - w zasadzie każdy dzień pobytu zwieńczony będzie koncertem, a czasem nawet kilkoma! Zapraszamy serdecznie!

Ptasi sejmik na Polinowie
kwiecień-maj 2014 r.

Jacek KobylińskiAby się przekonać, kto tak naprawdę rządzi i dominuje na Polinowie, wystarczy wiosną wstać wcześnie przed wschodem słońca i wyjść na zewnątrz. To, co słychać wokół wręcz oszałamia kakofonią dźwięków. Ptactwa jest tyle i zachowuje się tak głośno, że zagłuszają odgłosy niedalekiego miasta czy tranzytowej drogi. W powietrzu słychać przeróżne odgłosy, od gwizdów (szpaki) przez trele (zięby, sikory) po skrzeczenia (kwiczoły), gruchania (synogarlice) do głuchego bębnienia (dzięcioły). Jeśli dodamy do tego kwakanie dzikich kaczek na stawach, ćwierkanie wróbli i pliszek oraz już niebawem sonaty słowicze, to i tak nie obejmę wszystkich dźwięków wydawanych przez dziesiątki ptasich gardeł. Chyba za punkt honoru każdy przedstawiciel swojego gatunku przyjmuje, że to jego głos musi dominować nad innymi. Stąd też każdy wschód słońca jest witany nie zgodnym chórem, ale mieszaniną głosów przeróżnych i bardzo intensywnych.

To szaleństwo trwa od marca do lipca. W marcu dominują szpaki, kosy, zięby i kwiczoły. Później słowiki i wilgi. Rzadkim ostatnio gościem jest zimorodek, widywany najczęściej jesienią. Można wtedy podziwiać nie tylko jego upierzenie, ale też i sposób w jaki ogłusza upolowane rybki. Ujmuje wtedy swoją zdobycz w okolicach rybiego ogona i tłucze zwisającą głową rybki o coś twardego, aż przestanie się rzucać. Wtedy dopiero ją połyka. Podobnie sprawa ma się ze ślimakami, których potłuczone skorupy często ścielą nadbrzeżne kamienie. Ptaki chwytając muszle w dziób miotają nimi następne o twarde podłoże, w ten sposób dobierając się do "miękkiego".

Co innego czynią czaple. Te polują bardzo wcześnie rano. Tłuką ostrymi dziobami wszystko co się w wodzie rusza. Często to duże sztuki, których nie są w stanie przełknąć, ale te poranione i tak zdychają. Ptactwo jest też bardzo kłótliwe i często dochodzi do bójek. Biją się głównie samce o gniazdo, dziuplę, samicę, i to najczęściej w obrębie własnego gatunku.

Czasem zastanawiam się, czemu w okolicy Polinowa jest taki ornitologiczny zwierzyniec. Myślę, że to zasługa obfitości wody, drzew i zarośli. Może też niektóre gatunki, jak np. sikory, zadomowiły się dlatego, że są w zimie dokarmiane, a mieszkania na okres wylęgów mają gotowe. W maju trochę narzekamy, bo wprost nie daje się spać przy otwartym oknie. Ale gdy w lipcu wszystko cichnie a w sierpniu prawie niczego już nie słychać, robi się smętnie. Jesienią gniazda i dziuple pustoszeją. Szpaki na przykład gromadzą się w liczne stada, a ich odgłosy zupełnie nie przypominają tych wiosennych. Zimą słychać tylko sikory, a w cieplejsze dni wróble. W pobliskim lesie żyją potężne kruki, których złowrogie głosy powodują „gęsią skórkę”. Na szczęście one, a także wrony, gawrony i kawki Polinów omijają z daleka.

Teraz wiosną na Polinowie rządzą ptaki – przynajmniej w powietrzu i na drzewach. Dlaczego przy tym aż tak się wydzierają to ich tajemnica i akustyczny dodatek do pięknych, wiosennych klimatów.

Polinowskie przedwiośnie
luty - marzec 2014 r.

Jacek KobylińskiW zeszłym roku o tej porze szalała zima, która jeszcze w kwietniu pokazywała swoje „uroki”. Tegoroczna była nader łaskawa i odpuściła już w lutym, chociaż zaczęła się w drugiej połowie stycznia. Mamy więc wczesne przedwiośnie, chociaż niektórzy jeszcze straszą nawrotem mrozu i śniegu. Będzie pewnie różnie, ale zimy już raczej nie ma się co bać, bo kontynent nie zdążył się w tym roku wychłodzić.

U schyłku zimy wszyscy wypatrują pierwszych oznak jej końca. Pierwsze zmiany wyczuwają ptaki, które zaczynają inaczej się odzywać. Szczególnie sikory i wróble cieszą się z pierwszych oznak wiosny. W tym roku bardzo wcześnie, bo w połowie lutego, pojawiły się szpaki. Siadają na wierzchołkach świerków i ogromnych topoli, po czym trelami rozbrzmiewającymi na całą okolicę oznajmiają swe przybycie. Zaraz za nimi pojawiły się kwiczoły, których głosy nie są już tak przyjemne dla ucha. Skowronki czasem na krótko dadzą głos i zaraz milkną. Za to sikorom dzioby się nie zamykają. Rano o wschodzie słońca w okolicy Polinowa nie jest już cicho i smętnie, a powietrze rozbrzmiewa od powitalnych świergotów i gwizdów. Aż wierzyć się nie chce, że to wszystko dzieje się już w lutym. Roztopów w tym roku nie było. Polinówka nieco przybrała i słychać było szum przelewającej się wody na tamie przed stawami, ale z koryta rzeczka nie wystąpiła.

W świecie roślin pierwsze przebudzenia. Jak zwykle zaczyna kwitnąca leszczyna. Pionierskie przebiśniegi kwitną w pełni. Zaczynają też pierwiosnki, przylaszczki i starce wiosenne. Niektóre stokrotki kwitły jeszcze w styczniu przed mrozami i przetrwały pod śniegiem. Wszystko czeka na odrobinę ciepła i słońca, a wegetacja ruszy pewnie w połowie marca. Zimę dobrze przetrzymały bobry w wielkiej żeremi na źródliskach Polinówki. Próbowały się do nich dobrać zdziczałe psy, ale nie poradziły sobie z tą solidną bobrową rezydencją. Obecnie ogołacają z kory ścięte jesienią drzewa i poprawiają swoją siedzibę. Podwyższyły też poziom wody na tamie i woda prawie przelewa się przez groble. Jeśli się rozmnożą, mogą być z nimi problemy. Marzec to także koci miesiąc, co widać, ale i słychać, zwłaszcza nocami. W namiocie pod folią wiosna w pełni – zieleni się sałata, wzeszła rzodkiewka. Na Wielkanoc nowalijek będzie pod dostatkiem, w dodatku ekologicznych. Na Polinowie zawsze jest pięknie, ale wiośnie nic nie dorówna, a ona już blisko i miejmy nadzieję, że przyjdzie wcześniej niż zwykle.

Artykuł o polinowskim morsie w Echu Katolickim
30 stycznia 2014 r.

Bartosz Kobyliński Miło nam poinformować, że w najnowszym, 5. wydaniu "Echa Katolickiego" z 30-05 lutego 2014 r. w dziale "Rozmaitości" ukazał się wywiad-artykuł z naszym ojcem Jackiem Kobylińskim. Tym bardziej cieszy, że jego zapowiedź znalazła się na pierwszej stronie tygodnika! Życzymy miłej lektury!

To chyba jednak zima?
styczeń 2014 r.

Jacek KobylińskiWielkim marzeniem mojego brata klaretyna o. Andrzeja, przebywającego od 23 lat na posłudze misyjnej na Czarnym Lądzie, jest usiąść w bujanym fotelu z kotem na kolanach, przed rozpalonym kominkiem, gdy za oknem huczy wiatr i sypie śnieg. Niestety u niego cały czas gorąco, zielono, a co oswoi kota, to mu parafianie zjedzą... To marzenie przypomniałem sobie w ubiegły weekend, gdy siedziałem przy kominku z naszą kotką i słuchałem szumu wiatru za oknem. Tak to już jest, że marzy się o tym, czego się nie ma, a nie zawsze docenia się to, co się ma na co dzień.

My mamy to szczęście, że możemy się cieszyć wielką zmiennością przyrody. Każda pora roku jest diametralnie różna i nawet gdy występują jakieś anomalie, to ogólny porządek zostaje zachowany. Nawet, gdy wiosna jest zimna i kapryśna, to przecież kiedyś przyjdzie i zakwitnie. Jesień, nawet najcieplejsza, nie powstrzyma żółknięcia i opadania liści. A zima, nawet tak łagodna jak obecna, w końcu zmrozi stawy i zabieli krajobraz. Ta zmienność i nieprzewidywalność pogody i przyrody jest wielkim i niedocenianym walorem naszego środowiska, w którym żyjemy.

Jednocześnie natura raczej oszczędza nam zjawisk ekstremalnych. Nie grożą nam wulkany, trzęsienia ziemi, tornada czy niszczycielskie orkany. Owszem, zdarza się, że lokalnie zdejmie parę dachów czy podtopi tych, co ryzykując budują się w bezpośrednim sąsiedztwie rzek. Ale główny impet huraganów przejmują wybrzeża oceaniczne, cierpią też Niemcy, a do nas dochodzą już wiatry mocno osłabione. Mrozy też nie mają syberyjskiej mocy, a jeśli już ściśnie to nie na pół roku, jak tam.

Mamy więc wszystkiego po trochu i w umiarkowanych dawkach. Trzeba więc umieć się cieszyć każdą porą roku, każdym zjawiskiem przyrodniczym, gdyż za dzień, dwa, już może być zupełnie inaczej. Środek zimy to czas, gdy otuleni ciepłem domów doceniamy ich walory i bliskość z naszymi domownikami. To też dobry czas na zaległe lektury i słodkie lenistwo przed telewizorem. Natomiast nie ma złej pogody na spacer. To tylko kwestia chęci i odpowiedniego ubrania. Nasze organizmy wymęczone brakiem światła bardzo potrzebują takich chwil, spędzonych w wolnej przestrzeni.

Wieści z Polinowa niewiele. Stawy były wolne od lodu do połowy stycznia i zachęciły stada dzikich kaczek do przetrzymania zimy w naszej okolicy. Mniej zadowolone są polinowskie „morsy”, bo choć sezon dawno już rozpoczęty, to kąpiel bez przerębli nie ma tego uroku co na przykład minionej zimy. Bobry w źródliskach Polinówki umacniają swoją siedzibę i ogołacają kolejne drzewa z kory. Wiewiórki wcale nie śpią i przychodzą po wykładane orzeszki. Konie na zimowym wybiegu są codziennie ganiane, aby nie utraciły kondycji.

Jeszcze troszkę a zaczniemy wyglądać wiosny, chociaż zimy jeszcze w zasadzie nie było. Słoneczko będzie coraz wyżej i śmielej przygrzewać, a dnia już przybyło. Zapewne jeszcze zima pokaże swoje uroki, ale jej koniec jest coraz bliższy. Więc, aby do wiosny...

A poniższe zdjęcia, wykonane zaledwie tydzień po przelaniu na kartkę powyższych słów, niech będą potwierdzeniem tezy o zmienności naszej pięknej przyrody...

Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy