strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

I Zawody Konne WKKW Polinów
Hubertus 2003

Maciej KobylińskiBartosz Kobyliński

W piękny i słoneczny dzień 20 października 2003 roku odbyły się pierwsze w historii Polinowa zawody konne. Organizatorami całego przedsięwzięcia oraz fundatorami nagród byli Hanna i Jan Kobylińscy. Kilka dni wcześniej każdy z zaproszonych gości otrzymał szczegółowy program imprezy, który to opisywał jej poszczególne części. Wyglądało to bardzo obiecująco. Zepsuć imprezę mogła tylko pogoda, która przez długi czas nas nie rozpieszczała, ale o dziwo na weekend pięknie się wypogodziło.

Otwarcie (13.00)

Impreza rozpoczęła się zbiórką zawodników oraz koni na wybiegu. Każdy z jeźdźców przedstawił się w kilu zdaniach widowni, opowiadając przy tym kilka słów o swojej przygodzie z końmi oraz opisując swojego wierzchowca. Po tym krótkim wstępie wszyscy jeźdźcy zebrali się na środku wybiegu, gdzie po cierpliwym oczekiwaniu na swoją kolejkę wyjeżdżali kolejno na linię startu. Nad wszystkim czuwało trzech sędziów, którzy mierzyli czas, dodawali punkty karne i czuwali nad prawidłowym przebiegiem zmagań. Po każdej konkurencji ogłaszano wyniki, po czym zwycięzcy przy gromkich brawach publiczności nagradzani byli upominkami.

Pony games (13.15)

Pierwsza konkurencja polegała na jak najszybszym przejeździe dookoła wybiegu i wykonaniu kilku niełatwych zadań. Na początek kubek z wodą. Należało ostrożnie podjechać z boku beczki - na której to został umieszczony, podnieś go, przejechać kilka metrów do następnej beczki i tam bezpiecznie go postawić, oczywiście nie roniąc z niego ani kropli wody. Brzmi prosto, ale nie dla kogoś siedzącego w siodle. Wszyscy dokonywali cudów zręczności, ale nie obyło się bez kilku powtórek. Komu nie udało się wykonać poprawnie zadania, sędziowie doliczali karne sekundy. Następna próba: kapelusz wiszący na kołku, który trzeba było chwycić i powiesić na kolejnym, kilka metrów dalej. Jeszcze tylko pętla na dość grząskim terenie i można było zacząć galop do mety. Następnie narada sędziów, odczytanie wyników i już zwycięzcy mogli cieszyć się pierwszymi nagrodami.

Wyścig wokół beczek - barelling (13.30)

Kolejna konkurencja - rodem z dzikiego zachodu - slalom wokół beczek. Trzy beczki stojące na wybiegu należało okrążyć w odpowiedni sposób. Zawodnicy odetchnęli trochę od przenoszenia kolejnych kubków z wodą i ta część przebiegła nadzwyczaj sprawnie. Można było tylko zaplątać się w kolejności objeżdżania beczek, niektórym natomiast zdarzało się wykonywać nadprogramowe pętle, ale ogólnie wszyscy poradzili sobie z tym zadaniem bez większych problemów.

Konkurs skoków Parkur kl. C (14.00)

Następne zmagania polegały na przejeździe całego toru wokół wybiegu i pokonaniu dwóch przeszkód w jak najkrótszym czasie. Wyglądały dość niepozornie, ale to tylko złudzenie. W czasie jednego ze skoków doszło do groźnie wyglądającego wypadku - jedna z zawodniczek spadła z konia. Wydawało się nawet, że koń przebiegł tylnymi nogami po jeźdźcu. Na szczęście nic złego się nie stało. A był to podobno pierwszy, a więc symboliczny upadek z konia! Cóź, kiedyś musi być ten pierwszy raz...

Konkurs potęgi skoku (15.00)

Kolejny konkurs - skok wzwyż, jeśli można się tak "niefachowo" wyrazić. Belka powędrowała na wysokość 65 cm. Po podejściu wszystkich zawodników przestawiana była co 10 cm w górę, aż do skutku. Skoki były bardzo widowiskowe i nagradzane przez publiczność gorącymi brawami.

Wyścigi - tory porzeczkowe (15.30)

W końcu przyszła pora na zmianę scenerii. Po wypiciu strzemiennego zawodnicy udali się w plener na pola porzeczkowe. Rzędy krzaków tworzące oddzielone od siebie naturalne tory idealnie nadawały się na gonitwę. W ślad za jeźdźcami pojechała oczywiście cała widownia - ta dysponowała jedynie koniami mechanicznymi. Wszyscy zebrali się nieopodal szosy - przejeżdżający kierowcy wydawali się być kompletnie zdezorientowani widząc w szczerym polu sznur samochodów i tłum ludzi (niektóre z nich przystawały nawet na kilka minut). Tutaj konie mogły naprawdę pokazać co potrafią - nie ma to jak galop. Widownia zgromadziła się na mecie, skąd mogła obserwować jak malutkie punkciki na horyzoncie zaczęły się gwałtownie powiększać, rysując wreszcie sylwetki pochylonych za rozwianymi grzywami swoich rumaków jeźdźców. Piękne widowisko!

Hubertus - gonitwa za lisem (16.00)

No i w końcu punkt kulminacyjny - gonitwa za lisem. Miejsce wybrane było perfekcyjnie - wzgórze za Łosicami (jedno z największych w tej okolicy), w pobliżu sosnowego lasku, porośnięte suchą falującą trawą. Wspaniały widok - piękna panorama na pobliskie pola oraz wciśnięte w dolinę Toczny Łosice. Na początek rozgrzewka. Wszyscy podążali w kierunku "lisa", ale nikt nie usiłował go łapać. Dopiero po odpowiedniej komendzie wszyscy ruszyli w pościg. "Lis" uciekał bardzo sprytnie i jego złapanie kosztowało niemało wysiłku, a przy tym wymagało diabelnej wręcz zręczności. Ale w końcu "kita" znalazła się w rękach zwycięzcy, a następnie w jego zębach (to podobno tradycja).

Ogłoszenie wyników WKKW i rozdanie nagród (16.30)

Nadszedł w końcu czas powrotu na Polinów. Wszyscy uczestnicy zawodów ustawili się w szeregu przy stajni, a ich wierzchowce udekorowane zostały pamiątkowym flo z napisem "Hubertus - Polinów 2003". Następnie sędziowie podliczyli wyniki wszystkich konkurencji i po długich obradach wyłoniono zwycięzców całodziennych zmagań. Nagrodą główną była firmowa derka z polaru na wierzchowca (w której bądź co bądź do twarzy było także zwyciezcy, a właściwie zwyciężczyni). W końcu został także rozszyfrowany skrót WKKW (Wszechstronny Konkurs Konia Wierzchowego), tutaj jako "Wiejski Konkurs Konia Wierzchowego";)

Ognisko, kiełbaski, bigos, grzaniec i zabawa do białego rana (17.00)

ognisko ognisko biesiadowanie

Przyszedł wreszcie czas na coś "dla ciała". Pieczone kiełbaski smakowały wybornie, dookoła roztaczał się zapach aromatycznego grzańca. Nie mogło zabraknąć również tradycyjnego bigosu:

W kociołkach bigos grzano; w słowach wydać trudno
Bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną;
Słów tylko brzęk usłyszy i rymów porządek,
Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.
Aby cenić litewskie pieśni i potrawy,
Trzeba mieć zdrowie, na wsi żyć, wracać z obławy.

To oczywiście nasz narodowy wieszcz. Cytat z "Pana Tadeusza" pasuje jak ulał do tych wspaniałości, a przed jego umieszczeniem nie mogłem się wprost powstrzymać. Komu ślinka pociekła niech delektuje się dalej:

Przecież i bez tych przypraw potrawą nie lada
Jest bigos, bo się z jarzyn dobrych sztucznie składa.
Bierze się doń siekana, kwaszona kapusta,
Która, wedle przysłowia, sama idzie w usta;
Zamknięta w kotle, łonem wilgotnym okrywa
Wyszukanego cząstki najlepsze mięsiwa;
I praży się, aż ogień wszystkie z niej wyciśnie
Soki żywne, aż z brzegów naczynia war pryśnie
I powietrze dokoła zionie aromatem.

Bigos już gotów. Strzelcy z trzykrotnym wiwatem,
Zbrojni łyżkami, biegą i bodą naczynie,
Miedź grzmi, dym bucha, bigos jak kamfora ginie,
Zniknął, uleciał; tylko w czeluściach saganów
Wre para, jak w kraterze zagasłych wulkanów.

A myśmy tam byli, miód i wino pili. Dawno nie braliśmy udziału w tak udanej udanej plenerowej imprezie. Wszystko zorganizowane było perfekcyjnie i dopięte na ostatni guzik, czego należy pogratulować naszym szanownym organizatorom. Dziękujemy i prosimy o jeszcze. Żałujemy tylko, że to z pewnością ostatnia impreza w tym roku. Teraz tylko deszcz, zimno i plucha... Byle do wiosny!

Ojcowie serwisu Polinów
Stajnia
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy