strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Wieści z królewskiego folwarku

Anno Domini 2017

Depesze Ojca Wojciecha: 2. (118). Baśnie i legendy afrykańskie
Część VII: Mamé i jego bracia
4 lutego 2017 r.

o. Wojciech Kobyliński CMFDawno, dawno temu żyło siedmiu braci: Ule, Kpan, Mekeu, Dua, Ble, Deli i Mamé. Byli sierotami i nie wiodło im się w życiu. Pewnego dnia, by odpędzić prześladującego ich pecha, sześciu starszych postanowiło złożyć w ofierze najmłodszego - Mamé. Nazajutrz wrzucili go do worka, zawiązali i ruszyli nad świętą rzekę. Na skrzyżowaniu dróg zobaczyli mnóstwo rosnących w okolicy grzybów. Chwilowo zapomnieli więc o celu swojej wędrówki i zbierając je, oddalili się od drogi. Mamé zaczął się szamotać w worku, gdy opodal przechodził bogaty kupiec.

– Co to jest? – zainteresował się.
Chłopiec, który dzięki obcemu akcentowi rozpoznał przybysza z odległych stron, powiedział:
– Moi bracia towarzyszą mi w podróży do dalekiego kraju, gdzie potrzebują młodzieńca takiego jak ja, by uczynić go swoim królem. Ale ja tego nie chcę. To dlatego mnie uwięzili.
– Dziecko, czyś ty zwariowało?
– odpowiedział kupiec. – Nie chcesz zostać królem? Jestem handlarzem materiałów i idę właśnie do waszej wioski. Weź więc mój towar, a ja pozwolę, by uczynili mnie królem. Zgoda?
– Zgoda
– odpowiedział Mamé.
Kupiec pospiesznie uwolnił chłopca i zajął jego miejsce w worku. Mamé porządnie go zawiązał i zabrał towar.

Gdy bracia wrócili na drogę, znaleźli swój pakunek. Nie zwrócili uwagi na to, że ten stał się znacznie cięższy. Szli rozmawiając na temat swojego młodszego brata:
– W ogóle nas nie szanujesz. Dzisiaj będziesz tłumaczył się przed potworami świętej rzeki. Jesteś bardzo niegrzeczny, dlatego w ogóle nie jest nam żal złożyć dzisiaj z ciebie ofiarę.
Kupiec, który zrozumiał swoje położenie, zaczął się rzucać i krzyczeć. Starał się przy tym tłumaczyć, że nie jest ich bratem Mamé, ale wszystkie jego wysiłki wywołały jedynie śmiech.
– Chce sobie z nas zakpić, podszywając się pod kupca – powiedział jeden.
– Nie damy się zwieść tak łatwo – dodał drugi.
Gdy przybyli nad rzekę, wrzucili kupca do wody i wrócili do wioski.

Tymczasem ich młodszy brat udał się w przeciwnym kierunku i z czasem sam stał się bogatym kupcem. Po kilku latach w obcych stronach powrócił do rodzinnej wioski. Jego bracia, widząc wszystko to, co ze sobą przywiózł (krowy, kozy, owce, ubrania, biżuterię itd.) przyjęli go z wielką pompą. Każdy z braci i wszystkie ich dzieci otrzymało prezent. Podczas powitań Mamé dawał do zrozumienia, że zmartwychwstał. Powiedział swoim braciom, że uratowali go ich rodzice i przodkowie. Ci uwierzywszy wyrazili życzenie, by również zwiedzić królestwo zmarłych. Mamé odpowiedział, że aby złożyć wizytę ich dziadom, każdy z nich musi zaopatrzyć się worek i solidny sznur, a następnie udać się nad brzeg świętej rzeki. Resztą miał zająć się sam. Każdy zrobił to, co polecił Mamé.
Nad brzegiem rzeki, po zakończeniu wiązania worków z braćmi w środku, Mamé powiedział:
– To nie mnie wrzuciliście kiedyś do świętej rzeki, ale pewnego kupca. To dzięki materiałom, które sprzedawał, a które zabrałem, jestem dzisiaj bogaty. A teraz pożegnajcie się, bo za chwilę umrzecie.
Jego bracia zaczęli płakać i błagać go, by darował im życie. Ten zlitował się nad nimi i przebaczył złe postępowanie. Zamiast wrzucić ich do rzeki, rozwiązał po kolei. Szczęśliwi z takiego obrotu sprawy bracia porwali Mamé na ramiona w geście triumfu i wydali wielką ucztę na jego cześć.

Morał: Nie należy odpłacać pięknym za nadobne.

Na podstawie: Latilette (Tilé Yvonne), "Contes et légendes Dan", t. 1, Abidjan 2013.
Z języka iworyjskiego tłumaczył: o. Wojciech Kobyliński CMF.

zobacz poprzednie depesze...

16 wiosen XX-wiecznego serwisu Polinów!
9 lutego 2016 r., godz. 20:49

Bartosz Kobyliński Trzeba otwarcie przyznać, że ostatnimi laty nasz serwis - niewiedzieć kiedy - z nieopierzonego małolata wyrósł na dorodnego nastolatka. A że jak co roku 9 lutego obchodzi urodziny, w dodatku akurat w Międzynarodowy Dzień Pizzy, wypadałoby przynajmniej w kilku słowach o tym wspomnieć. Jako że zamówiony w pobliskiej pizzerii urodzinowy tort nieubłagalnie już stygnie, dziś - w przeciwieństwie do okrągłych rocznic - obędzie się bez zbytniego nadęcia:)
By jednak pozostać wiernym wszelakim podsumowaniom, wspomnę tylko, że ostatni rok to dla serwisu przede wszystkim mobilna rewolucja, do której wreszcie dorośliśmy, a od której ucieczki już nie było. W jej ferworze od podstaw przebudowaliśmy cały serwis oraz menu, zmieniając jego pozycję z wertykalnej na horyzontalną u góry strony, o czym szerzej pisaliśmy marcem ubiegłego roku. Pod koniec listopada z kolei przeszliśmy na najnowszą, piątą już wersję języka HTML.
W tym miejscu warto wspomnieć, że dzięki stronie "Nowości" w dziale "Witryna", możecie przenieść się aż do zamierzchłych czasów końca XX wieku, w których skutecznie zapączkowały pierwsze pomysły. Znajdziecie tam m.in. opisy większych zmian i nowości w życiu wirtualnego Polinowa, na dodatek okraszone archiwalnymi zrzutami ekranów - ot, ewolucja serwisu podana w lekkostrawnej pigułce.
Po tych gruntownych przebudowach w ciągu ostatnich kilku miesięcy wreszcie udało się wszystko dopiąć, przez co dziś serwis działa nienagannie nawet na najbardziej egzotycznym i zminiaturyzowanym sprzęcie. Miejmy zatem nadzieję, że teraz, po uporaniu się z kwestiami technicznymi, następny rok zaowocuje bardziej merytoryczną treścią, czego sobie i wszystkim Czytelnikom życzymy. Cowabunga!



Maciej KobylińskiW tym roku na Polinowie hucznie świętowaliśmy Dzień Babci i Dziadka.

Boże Narodzenie w Burkina Faso
13 stycznia 2017 r.

Jacek KobylińskiKlaretyńska misja w Burkina Faso, a konkretnie w mieście Koudougou, przed świętami Bożego Narodzenia przeżywała istne oblężenie. Tłumy chętnych do spowiedzi i kandydatów do chrztu, ale i mnóstwo petentów, odwiedzających misję głównie w sprawach godnego przygotowania do świąt kościoła oraz rozrzuconych po okolicznych wsiach kaplic. Tam co prawda te święta obchodzone są zupełnie inaczej, ale ich wymowa jest tożsama z tymi „naszymi”. Brak jednak tej całej świątecznej otoczki, która u nas zdominowała cały sens tego radosnego okresu.

Tamtejsze święta poprzedza obowiązkowo spowiedź. Ojciec Andrzej czuł się nieco zakłopotany, ujrzawszy niemieszczące się w kościele i wylewające na zewnątrz tłumy chętnych. Co prawda tamtejsza spowiedź trwa krótko, gdyż mało kto mówi po francusku, a nasi misjonarze nie rozumieją z kolei po burkińsku, ale mimo tego na szczęście wszystko idzie całkiem sprawnie. Taka spowiedź oczywiście również jest ważna i w teologii ma nawet swoje specjalne określenie. Faktem jest, że rozgrzeszenie następuje niezwłocznie po wyznaniu win, a cały sakrament trwa czasem mniej niż minutę. Jeden ksiądz może więc wyspowiadać setki wiernych, ale to i tak długie godziny spędzone w konfesjonałach, o ile oczywiście takowe są na miejscu dostępne.

Zaraz po Wigilii nasi misjonarze rozjechali się po wioskach, gdzie funkcjonują tamtejsze kaplice. Niektóre z nich są naprawdę pokaźnych rozmiarów i gromadzą tłumy wiernych. Najbardziej cieszą jednak całe zastępy katechumenów, pragnących przyjąć chrzest. W kościele głównym (który póki co ładniej się nazywa, niż wygląda) ochrzczono w pierwszy (i jedyny zresztą) dzień Świąt Bożego Narodzenia 192 katechumenów – czyli wstępujących do kościoła katolickiego – zarówno tych dorosłych, jak i dzieci. Ta liczba nie obejmuje jednak chrztów w kaplicach wiejskich. W sumie daje to ponad 300 ochrzczonych w minione święta parafian… Ludzie garną się do kościoła i widać, że budowa nowej świątyni jest bardzo potrzebna. Niestety przyciągają się formalności związane z przejęciem gruntów i pozwoleniami.

Co do miejscowego folkloru związanego z Bożym Narodzeniem, to nie jest on tak rozbudowany jak u nas, bo i tradycji wszakże brak... Ale i owszem, czczony jest nowonarodzony w stajni Mesjasz. Przeważnie przybiera to formę przydomowych szopek dekorowanych na zewnątrz domostw. Kościelna szopka również jest skromna i gdzie jej tam równać się z naszymi. Owe dekoracje lepiej od słów zilustrują jednak załączone obok zdjęcia.

Natomiast święta to paradoksalnie również i trudny dla polskich misjonarzy okres. Rzadko śpiewają nawet polskie kolędy. Tęsknota za krajem, rodzinami czy polskimi obyczajami staje się w tym czasie szczególnie dotkliwa. I nie zapełni jej ani namiastka choinki, ani zaimprowizowana Wigilia, ani Pasterka, bo to nie ten kraj, nie ta kultura, nie to otoczenie... Tych świąt i ich atmosfery brakuje im chyba najbardziej. Jednak świadomość potrzeby działania w tamtych realiach łagodzi ich smutki i sprawia, że chcą tam być i pracować, niosąc dobrą nowinę dla tego kraju i ich mieszkańców.

Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy