strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Wieści z królewskiego folwarku

Anno Domini 2017

Depesze Ojca Wojciecha: 3 (119). Baśnie i legendy afrykańskie
Część VIII: Kamienni ludzie z Soutilé
18 lutego 2017 r.

o. Wojciech Kobyliński CMF Działo się to w zamierzchłych czasach. Mieszkańcy Soutilé uważani byli za najmniej gościnny lud na ziemi. Podróżni, którzy mieli nieszczęście przybyć do ich wioski nocą mogli być pewni, że będą spać pod gołym niebem i z pustym żołądkiem. Przybywając za dnia, nie mieli wiele więcej szczęścia. Soutilé było bogate, ale mieszkańcy woleli wyrzucić do śmieci to, co im zbywało, niż dać jeść zgłodniałym wędrowcom.

Pewnego popołudnia ci ludzie bez serca ujrzeli młodzieńca w łachmanach, pokrytego od głowy do stóp wielkimi ropnymi wrzodami, który zmierzał w kierunku ich pięknej miejscowości. W lewej ręce trzymał żebraczą miskę, w prawej pęk liści do odganiania roju zielonych much, który go otaczał. Wszyscy ci, którzy spotkali go na swojej drodze, zatykali nosy, ponieważ rozsiewał wokół zapach zgnilizny i padliny.

Człowiek ten chodził od domu do domu, prosząc o kubek wody, trochę jedzenia i, jeśli to możliwe, schronienie na noc. Ale wszędzie, gdzie się pojawił, podpuszczane przez rodziców dzieci wyśmiewały go i obrzucały kamieniami. Wszędzie, oprócz ostatniego obejścia, gdzie przyjął go pewien mężczyzna ze swoją żoną. Z pomocą najstarszej córki, matka rodziny umyła go dokładnie szarym mydłem i opatrzyła jego wrzody. Dano mu do dyspozycji osobną izbę i duży koc do okrycia. Ale wbrew oczekiwaniom, obcy nie chciał spędzać nocy w Sautilé. Jeszcze bardziej zaskakująca była prośba, którą skierował do gospodarzy, którzy go u siebie przyjęli:

– Odchodzę – powiedział, – ale chcę was prosić o wielką przysługę: jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, opuśćcie wioskę ze wszystkimi waszymi krewnymi i przyjaciółmi.

Każde z nich, ojciec i matka, udało się, by ostrzec innych mieszkańców wioski, ale nikt nie chciał do nich dołączyć. Odeszli więc, zabierając ze sobą jedynie sześcioro dzieci – cztery córki i dwóch synów. Następnego dnia, gdy wzeszło słońce, wszyscy mieszkańcy Sautilé zostali zamienieni w kamienie i cmentarna cisza okryła wioskę.

Mówi się, że wioska z ludźmi z kamienia istnieje po dziś dzień, gdzieś w kraju Tanoessou, co oznacza region dorzecza rzeki Tanoé. U nas wszyscy o niej wiedzą, wszyscy o niej mówią, ale nikt jej nie widział, ponieważ jest to zaklęta wioska. Soutilé – miasto przeklęte.

Morał: W każdym przybyszu jest obecny Bóg. Otwórz przed nim drzwi twojego domu i twego serca.

Na podstawie: François-Joseph AMON D’ABY, "La mare aux crocodiles, Contes et légendes populares de Côte d’Ivoire", Abidjan 1992.
Z języka iworyjskiego tłumaczył: o. Wojciech Kobyliński CMF.

zobacz poprzednie depesze...

Goście z Laponii
18 lutego 2017 r.

Maciej KobylińskiTegoroczne ferie na Polinowie upłynęły pod znakiem gości z Laponii.

16 wiosen XX-wiecznego serwisu Polinów!
9 lutego 2016 r., godz. 20:49

Bartosz Kobyliński Trzeba otwarcie przyznać, że ostatnimi laty nasz serwis - niewiedzieć kiedy - z nieopierzonego małolata wyrósł na dorodnego nastolatka. A że jak co roku 9 lutego obchodzi urodziny, w dodatku akurat w Międzynarodowy Dzień Pizzy, wypadałoby przynajmniej w kilku słowach o tym wspomnieć. Jako że zamówiony w pobliskiej pizzerii urodzinowy tort nieubłagalnie już stygnie, dziś - w przeciwieństwie do okrągłych rocznic - obędzie się bez zbytniego nadęcia:)
By jednak pozostać wiernym wszelakim podsumowaniom, wspomnę tylko, że ostatni rok to dla serwisu przede wszystkim mobilna rewolucja, do której wreszcie dorośliśmy, a od której ucieczki już nie było. W jej ferworze od podstaw przebudowaliśmy cały serwis oraz menu, zmieniając jego pozycję z wertykalnej na horyzontalną u góry strony, o czym szerzej pisaliśmy marcem ubiegłego roku. Pod koniec listopada z kolei przeszliśmy na najnowszą, piątą już wersję języka HTML.
W tym miejscu warto wspomnieć, że dzięki stronie "Nowości" w dziale "Witryna", możecie przenieść się aż do zamierzchłych czasów końca XX wieku, w których skutecznie zapączkowały pierwsze pomysły. Znajdziecie tam m.in. opisy większych zmian i nowości w życiu wirtualnego Polinowa, na dodatek okraszone archiwalnymi zrzutami ekranów - ot, ewolucja serwisu podana w lekkostrawnej pigułce.
Po tych gruntownych przebudowach w ciągu ostatnich kilku miesięcy wreszcie udało się wszystko dopiąć, przez co dziś serwis działa nienagannie nawet na najbardziej egzotycznym i zminiaturyzowanym sprzęcie. Miejmy zatem nadzieję, że teraz, po uporaniu się z kwestiami technicznymi, następny rok zaowocuje bardziej merytoryczną treścią, czego sobie i wszystkim Czytelnikom życzymy. Cowabunga!



Maciej KobylińskiW tym roku na Polinowie hucznie świętowaliśmy Dzień Babci i Dziadka.

Boże Narodzenie w Burkina Faso
13 stycznia 2017 r.

Jacek KobylińskiKlaretyńska misja w Burkina Faso, a konkretnie w mieście Koudougou, przed świętami Bożego Narodzenia przeżywała istne oblężenie. Tłumy chętnych do spowiedzi i kandydatów do chrztu, ale i mnóstwo petentów, odwiedzających misję głównie w sprawach godnego przygotowania do świąt kościoła oraz rozrzuconych po okolicznych wsiach kaplic. Tam co prawda te święta obchodzone są zupełnie inaczej, ale ich wymowa jest tożsama z tymi „naszymi”. Brak jednak tej całej świątecznej otoczki, która u nas zdominowała cały sens tego radosnego okresu.

Tamtejsze święta poprzedza obowiązkowo spowiedź. Ojciec Andrzej czuł się nieco zakłopotany, ujrzawszy niemieszczące się w kościele i wylewające na zewnątrz tłumy chętnych. Co prawda tamtejsza spowiedź trwa krótko, gdyż mało kto mówi po francusku, a nasi misjonarze nie rozumieją z kolei po burkińsku, ale mimo tego na szczęście wszystko idzie całkiem sprawnie. Taka spowiedź oczywiście również jest ważna i w teologii ma nawet swoje specjalne określenie. Faktem jest, że rozgrzeszenie następuje niezwłocznie po wyznaniu win, a cały sakrament trwa czasem mniej niż minutę. Jeden ksiądz może więc wyspowiadać setki wiernych, ale to i tak długie godziny spędzone w konfesjonałach, o ile oczywiście takowe są na miejscu dostępne.

Zaraz po Wigilii nasi misjonarze rozjechali się po wioskach, gdzie funkcjonują tamtejsze kaplice. Niektóre z nich są naprawdę pokaźnych rozmiarów i gromadzą tłumy wiernych. Najbardziej cieszą jednak całe zastępy katechumenów, pragnących przyjąć chrzest. W kościele głównym (który póki co ładniej się nazywa, niż wygląda) ochrzczono w pierwszy (i jedyny zresztą) dzień Świąt Bożego Narodzenia 192 katechumenów – czyli wstępujących do kościoła katolickiego – zarówno tych dorosłych, jak i dzieci. Ta liczba nie obejmuje jednak chrztów w kaplicach wiejskich. W sumie daje to ponad 300 ochrzczonych w minione święta parafian… Ludzie garną się do kościoła i widać, że budowa nowej świątyni jest bardzo potrzebna. Niestety przyciągają się formalności związane z przejęciem gruntów i pozwoleniami.

Co do miejscowego folkloru związanego z Bożym Narodzeniem, to nie jest on tak rozbudowany jak u nas, bo i tradycji wszakże brak... Ale i owszem, czczony jest nowonarodzony w stajni Mesjasz. Przeważnie przybiera to formę przydomowych szopek dekorowanych na zewnątrz domostw. Kościelna szopka również jest skromna i gdzie jej tam równać się z naszymi. Owe dekoracje lepiej od słów zilustrują jednak załączone obok zdjęcia.

Natomiast święta to paradoksalnie również i trudny dla polskich misjonarzy okres. Rzadko śpiewają nawet polskie kolędy. Tęsknota za krajem, rodzinami czy polskimi obyczajami staje się w tym czasie szczególnie dotkliwa. I nie zapełni jej ani namiastka choinki, ani zaimprowizowana Wigilia, ani Pasterka, bo to nie ten kraj, nie ta kultura, nie to otoczenie... Tych świąt i ich atmosfery brakuje im chyba najbardziej. Jednak świadomość potrzeby działania w tamtych realiach łagodzi ich smutki i sprawia, że chcą tam być i pracować, niosąc dobrą nowinę dla tego kraju i ich mieszkańców.

Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy