strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Polinowski rok w domu i zagrodzie

Prace wiosenne


"Pejzaż z krowami" - Roman Kochanowski. 1886 r. Akwarela na papierze. 27,1 x 38,4 cm. Własność prywatna.

Jacek KobylińskiPo długiej i burzliwej zimie nastawała wytęskniona wiosna. Dla mieszkańców Polinowa był to czas bardzo pracowity. W domach i na podwórzu trwało wielkie pozimowe sprzątanie, zwykle poprzedzające Święta Wielkiej Nocy.

Podwórze pokryte było słomą i sianem roznoszonym zimą do pomieszczeń gospodarczych. Zagrody dla zwierząt wypełnione obornikiem, piwnice gromadami kiełkujących kartofli. W mieszkaniach trzeba było usunąć „okna dubeltowe” (czyli podwójne), uszczelniane na zimę watą. Niektóre pomieszczenia wymagały bielenia lub malowania. Do bielenia używano rozpuszczonej kredy, którą kupowało się na targu lub w sklepie u Państwa Soczewków. Kolorową farbę uzyskiwało się poprzez mieszanie kredy, barwnika i mąki, która nadawała konsystencję kleistą. Niektórzy tapetowali, sami sporządzając klej z mąki. Modne też były tzw. „wałki” czyli wzorki nanoszone przy pomocy wałków malarskich. Przy ładnej pogodzie gospodynie wietrzyły pościel, wystawiając na słońce pierzyny i poduchy.


"Wiosna" - Wincenty Wodzinowski. 1902 r. Własność prywatna.

Wiosną polinowscy gospodarze całe dnie spędzali na polu. Wszystkie prace wykonywano za pomocą koni, więc trwało to dosyć długo. Pierwszą uprawą było bronowanie lub sprężynowanie (czyli kultywatorowanie), aby przerwać parowanie i zbytnie osuszanie gleby. Potem była orka, bronowanie i siew. Prace uprzyjemniały trele skowronków i nadzieja na dobre plony. Około Św. Stanisława (8 maja) wypędzano krowy na pastwiska.

Gdy mężczyźni pracowali w polu, kobiety jak nie sprzątały czy gotowały, to szły przebierać ziemniaki do piwnicy. Łosice były terenem bardzo „kartoflanym” i wszelkie piwnice były przeważnie pełne. Każdy ziemniak trzeba było wziąć w rękę, "obsmyknąć" kły i wrzucić do odpowiedniej przegrody. Zwykle dzielono je na jadalne, sadzeniaki i dla świń. Wiosną odkrywano też ziemniaki zadołowane w tzw. kopcach, stanowiących płytkie lecz obszerne wykopy, w których zsypywano ziemniaki jesienią, tworząc 1,5-metrowe pryzmy. Potem przykrywano je słomą i zasypywano ziemią. Tak okryte przetrzymywały mrozy, zaś wiosną je wybierano, segregowano, a ewentualny nadmiar sprzedawano. Jeśli gospodarz przykrył je za skąpo lub zbyt obficie, nie zapewniając odpowiedniej wentylacji, na wiosnę zastawał pryzmę zgnilizny. To zdarzało się jednak bardzo rzadko.


"Orka" - Józef Chełmoński. 1896 r. Olej na płótnie. 144 x 217 cm. Muzeum Narodowe w Poznaniu.

Przed sadzeniem ziemniaków trzeba było wywieść i roztrząsnąć obornik. Był to dzień szczególny, bo śmierdziało na całym podwórzu, a nawet w domu. A najbardziej, gdy do domu na obiad wchodził parobek wybierający gnój i ładujący go na wóz. Jego ubrania i włosy były mocno woniejące i po jego wizycie chałupę trzeba było wietrzyć. Najbardziej cuchnął gnój świński, najmniej zaś koński.

Gnój woziło się na dwa wozy. Jeden ładował parobek, drugim zaś ojciec jechał na pole, zrzucając obornik co kilka metrów na pryzmy. Następnie trzeba było je roztrząsnąć widłami, po czym cienką warstwą rozłożyć po polu. Roztrzęsiony gnój trzeba było szybko przyorać, by nie wysechł. Za oraczem kłębiło się stado wron, ale i postępowały poważne bociany - główni amatorzy wyoranych dżdżownic.


"Wiosna w małym miasteczku" - Maksymilian Gierymski. 1872-73 r. Olej na płótnie. 73 x 124 cm. Własność prywatna.

Ostatnim etapem wiosennych prac polowych było porządkowanie i obsiewanie ogrodu. Nasiona warzyw kupowało się na targu. Stał tam cały szpaler starszych kobiet sprzedających z płóciennych woreczków rozmaite ziarna - na kieliszki lub szklanki. Specjalnym wozem z rozsadą, nasionami i sadzonkami przyjeżdżała też ogrodniczka z Mordów - Pani Irena Ostaszyk, późniejsza poetka ludowa, popularnie zwana "Mordzka". Nasza mama to właśnie u niej robiła wiosenne zakupy.

Wiosną wszyscy byli umęczeni robotą, ale też pełni nadziei i radości. Dzieciaki umęczone były grą w chowanego i innymi zabawami, np. „palanta”, klasy, berka itp. Wiosna to również dzisiaj na Polinowie najbardziej oczekiwana i lubiana pora roku. Szkoda tylko, że trwa tak krótko, jest kapryśna i nadal pracowita, chociaż nie aż tak jak kiedyś.

Ojcowie serwisu Polinów
Gawędy przy kominku i Polinowski rok
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy