strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

VARIA, czyli co mi na sercu leży...

Anno Domini 2008

Patriotyzm a sprawa polska...
11 listopada 2008 r.

Bartosz KobylińskiDo dzisiejszej refleksji skłoniła mnie opowieść pewnego człowieka w podeszłym wieku, który podczas jednej z górskich, burzowych wędrówek udostępnił zziębniętym turystom schronienie. Jak się później okazało, właściciel owej chatynki walczył pod Monte Cassino, dzielnie narażając swe życie w jakże krwawych walkach. A co ma dziś? Rozpadającą się chałupinkę i kawałek waciaka na plecach, może kilka wyblakłych zdjęć schowanych głęboko w szufladzie... Tacy ludzie zginęli w medialnym szumie kolejnych afer i bełkocie obłudnych krzykaczy, na czele których wciąż stoją politycy, konfidenci oraz tajni współpracownicy SB, opływający dziś w luksusy jak za dawnych lat. A gdzie pamięć o prawdziwych bohaterach? Gdzie wdzięczność? Gdzie państwo, które przecież tak wiele im zawdzięcza? Niestety dziś odznacza się ludzi za ich pazerność, umiłowanie pieniądza i umiejętność spekulacji na rynkach finansowych, za żerowanie na nieszczęściu innych, a na dodatek nazywa się ich przedsiębiorcami.

Może warto zatem przystanąć na chwilę i zastanowić się jak wygląda dzisiejszy patriotyzm naszego pokolenia i czym jest dzisiaj. Czy patriotami są wyjeżdżający za granicę tzw. euro-emigranci, którzy zostawiając całe rodziny gonią za łatwymi pieniędzmi, w ten sposób dziękując przodkom za przelaną krew? A może jest nim sąsiad zza między, bez skrupułów wywożący do lasu kolejną stertę śmieci i palący w swym piecu toksyczne odpadki, kradnący prąd czy wyłudzający kolejne fikcyjne zwolnienie lekarskie, kreujący się podczas niedzielnej mszy na wzorowego obywatela i przykładnego ojca rodziny? Niestety do świadomości, że okrada nie "państwo" a własnych bliźnich jeszcze jak widać nie dorósł i za życia pewnie już nie zdąży... Skoro jednak nie rozumie tak podstawowych rzeczy i fundamentów naszego życia i wiary, dla kogo udaje cierpiętniczego chrześcijanina? Po co komu jego puste frazesy w niedzielne przedpołudnia? Bogu ani światu z pewnością nie jest potrzebny kolejny tchórz wycierający sobie mordę jakże wyświechtanym w naszych czasach hasłem "Solidarność", w której to imieniu podczas kolejnego strajku rzuca w bliźnich z kamieniami, krzycząc przy tym jak to państwo go krzywdzi... Niestety pytanie co on robi w imię Państwa, pozostaje już bez odpowiedzi, również w jego sumieniu. Naprawdę dziwi takie rozwarstwienie i wartościowanie naszej miłości - przecież każda religia uczy nas kochać wszystko dookoła - wszak wszystko jest boskim stworzeniem i ma nam służyć, a my mamy tylko o to dbać. Niestety jak widać - najlepiej idzie nam destrukcja własnego świata. Tym bardziej dziwią też sterty śmieci wywiezione do lasu przez kogoś, kto codziennie uczęszcza do kościoła, a na pielgrzymkach idzie w pierwszym rzędzie. Śmiem twierdzić, że bardziej zbawienna byłaby jego świadomość ekologiczna niż puste slogany i dowody pseudo-wiary. Totalna ignorancja rodziców do swych dzieci to kolejny temat rzeka, ale prawda jest taka, że ani szkoła ani żaden kościół czy też sekta nie nauczy dzieci szacunku do bliźnich, przyrody i otaczającego nas świata. Jakże chętnie jednak zrzucamy winę na ślepe instytucje, które w naszych oczach mają niejako przymuszać do czynienia dobra. Tymczasem skutek jest często odwrotny, jako że czym gałązka bardziej naginana, tym mocniej odda w drugą stronę... Z pożałowaniem patrzę się na obojętność rodziców, których dziecko rzuca kolejny papier na ulicę. Rodziców, których dziadowie jeszcze kilkadziesiąt lat temu przelewali krew za ojczyznę! Im nie potrzeba kolejnych wieńców w następne rocznice ich święta, ale KONTYNUACJI ich dzieła. Ich dzieła, za które oddali coś najcenniejszego, co mogli dać - własne życie. Niestety jak widać ich potomków nie stać już nawet nieszkodzenie, i to nie innym, ale przede wszystkim sobie samym i przyszłym pokoleniom!

Państwo w naszej świadomości to w dalszym ciągu ślepy, chory twór, który to w swym bezkresnym egoizmie trzeba wykorzystać, oszukać, opluć i wyssać z niego ile się tylko da. Kradniemy zatem, niszczymy i nadużywamy - zarzynamy służbowy samochód, bo jest przecież niczyi, marnujemy czas bezwiednie pochłaniając kolejne ochłapy medialnej sieczki, kradniemy czas - swój czas. Przecież tak naprawdę w życiu chodzi tylko o mamonę, a dobrze by było jeszcze się przy tym zbytnio nie napracować. Myślimy naiwnie niczym niedorozwinięte dzieci: "państwowe = niczyje". Jak bardzo różnimy się w tym podejściu od większości naszych przodków czy chociażby amerykanów?
Może w końcu patriotami są pseudo-kibice z twarzami wymalowanymi w narodowe flagi, którzy z okrzykami "Polska biało-czerwoni!" na ustach demolują kolejne wagony i obrzucają kamieniami swych rodaków z innego miasta? A może to jednak ci "wierni" polscy kibice za granicą, siedzący przed TV i nabijający kasę "przyjaciołom od stonki"? Czy patriotyzm to wreszcie zachodni styl życia i wszechobecna konsumpcja w szale kolejnego wyścigu szczurów po mamonę? Czy żądni wcześniejszych emerytur i 200-procentowych podwyżek "zagorzali patrioci" wychodzący na ulicę z kamieniami żywią troskę o bliźnich? Przecież ich życie i wolność zostały wywalczone krwią i poświęceniem przodków, tymczasem ich wnuki nie chcąc uczciwie pracować najchętniej przerzuciliby ten obowiązek na innych i czekali aż państwo ich wyżywi! W czasach, w których liczy się kreatywność i inicjatywa, my podnosimy PKB innym krajom i szybko zapominając o rodzinnych stronach niczym wyuzdana z wartości amsterdamska dziwka jedziemy tam, gdzie nam "więcej dadzą"... Pokutuje w nas odwieczne twierdzenie, że im więcej krzyczymy i się domagamy, tym więcej dostaniemy, co niestety zdajemy się wykorzystywać na każdym kroku.

Bezmyślnie kultywujemy tradycje wywieszając za okno kolejne symbole, tylko czy one jeszcze coś dla nas znaczą? Czy w ślad za nimi idą nasze czyny, zmieniają nasze życie, czy może jednak są tylko ikonami próżności i kolejnym argumentem do pokazania się przed sąsiadami? Grzesznicy, którzy okrzyknęli się świętymi na stałe goszczą w naszej historii, uważajmy zatem byśmy w swej nieświadomości sami nimi nie zostali, zamieniając się w ślepą pijawkę, obślizgłego i bezproduktywnego pasożyta na zdrowym organizmie całego narodu, biernego konsumenta, narzekającego przy każdej okazji na wszystko i wszystkich. Pod płaszczykiem pseudo-patriotów uparcie przemycamy swą zwierzęcą, tchórzliwą naturę, podbitą przeświadczeniem o swej wyższości wobec innych czy wręcz nieskalanej pseudo-świętości...
Łamanie prawa było niegdyś chlubą, niestety można odnieść wrażenie że dziś niewiele się zmieniło. Z pozoru prozaiczne zarabianie na chleb, płacenie podatków, praca u podstaw i obywatelskie zachowania jakoś wyszły z mody i nie są postawami, które wzbudzałyby w nas jakiś szczególny szacunek. A prawdziwym patriotą jest przecież człowiek uczciwej pracy, który nie goniąc za łatwymi pieniędzmi buduje nasz wspólny kawałek świata dla dobra wszystkich - bez łapówek i pytań o własny interes; człowiek, któremu nie jest obojętny los innych, który zawsze wyciągnie pomocną dłoń, na którym mogą polegać bliźni, a więc i cała ojczyzna... Człowiek, który za swój kraj i jego dzieci gotów jest przelać swoją krew, a nie ją z nich wysysać! Wszak ten, kto nie potrafi kochać bliźniego, tak naprawdę nie może być patriotą - bowiem matka i dzieci to jedno, tak jak my i nasza Ojczyzna!

Czasy wielkich przywódców definitywnie minęły. Po wielu latach zwyciężyliśmy, ale zwycięstwo jest zobowiązaniem do tego by iść dalej, by tworzyć i pomnażać talenty, nie stać zaś w miejscu domagając się kolejnych przywilejów i zastanawiając jak by tu coś jeszcze ukraść od tzw. "państwa", którego jakimś dziwnym trafem w żadnym wypadku nie utożsamiamy z bliźnimi.
Nie pytaj zatem, co Polska ma zrobić dla Ciebie. Pytaj, co Ty możesz zrobić dla Polski! Wielu z nas zapewne nie zdaje sobie sprawy z tego, że ojczyzna tak jak i sam Bóg czy jakikolwiek inny związek oparty na prawdziwych uczuciach nie potrzebuje cierpiętniczych ofiar, dziękczynienia czy kamiennych pomników na swą cześć, kolejnych wzniosłych gestów, czczych przemówień czy krasomówczych popisów. To ostatnia rzecz jaką potrzeba jej i nam. Potrzebne są tylko kochające dzieci i ich codzienna, bezinteresowna, uczciwa praca - dla Polski, dla narodu, dla nas samych... Nie z przymusu, ale z rozpierających chęci. Uczmy się, ubogacajmy i zmieniajmy nas samych. Budujmy i pogłębiajmy własną świadomość, wyjaławianą codziennie zwałami próżnej, medialnej sieczki. Twórzmy kulturę, bo tylko tworząc możemy ją jednocześnie zachować. Wznośmy się ponad podziały i nienawiść, zerwijmy kajdany zżerającej nas konsumpcji, pomagajmy, nie szkodźmy przyrodzie, segregujmy odpady, uporządkujmy swe obejścia, domostwa, życie, zacznijmy od swojej własnej, małej ojczyzny! A przy tym przede wszystkim przykładem, a nie gołym słowem bez pokrycia poszerzajmy świadomość młodych pokoleń ucząc szacunku do siebie, bliźnich i świata. Twórzmy, bo tylko to po nas zostanie! Zmieniajmy świat na lepsze, tak by wszystkim żyło się lepiej - nie po coś czy dla kogoś - po prostu dla siebie! Zamiast doszukiwać się wielkich wartości w wielkich ludziach, znajdźmy je w końcu w nas samych! To będzie najpiękniejszy prezent dla Polski i to nie tylko na kolejną rocznicę odzyskania niepodległości, cokolwiek by ona jeszcze dla nas znaczyła...

Korupcyjnej żenady ciąg dalszy...
27 marca 2008 r.

Bartosz KobylińskiCzasami wstyd mi za Polaków. Ostatnie wydarzenia dla jednych to istna kpina z instytucji utrzymującej się z publicznych pieniędzy, dla innych konieczność złożenia zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Jak widać każdy u żłobu jest do "kupienia", kwestia tylko za ile $. Jednocześnie opadła kurtyna mamiąca maluczkich iż w cywilizowanych krajach (oraz Polsce) mamy rządy prawa. Jak widać już nie tylko u nas można jawnie i bezkarnie robić przekręty za pieniądze, a będąc poza prawem kupić cały ten zepsuty, "niby-cywilizowany" i "niby-demokratyczny" świat. Zobaczcie jednak sami jak bez skrupułów, kosztem milionów Polaków bogacą się tam, na górze. Każda instytucja pozostaje jednak tylko sztucznym, przekupnym tworem nie zdolnym narzucić nam żadnych norm, a przyszłość i tak zależy od nas - wszak każdy z nas manipulacjom i wymuszonym "pseudo-standardom" parszywych monopolistów może powiedzieć stanowcze "NIE"!

Nie dajmy okradać Polski! Precz z M$ OOXML!
12 stycznia 2008 r.

Bartosz Kobylińskino OOXML OOXML jest formatem dokumentów opracowanym przez Micro$oft dla potrzeb pakietu M$ Office jako następca dotychczasowych formatów (DOC, XLS, PPT itp.). Firma wkłada dużo wysiłku by format ten stał się standardem ISO - wbrew jednak temu co utrzymuje M$, OOXML wcale nie jest otwartym standardem i bardzo źle by się stało, gdyby został uznany za kolejny światowy standard. Jego specyfikacja zawiera fragmenty nie omawiane przez żaden z dostępnych dokumentów i stanowi własność intelektualną Micro$oft, a wiele mechanizmów opatrzonych jest patentami na oprogramowanie...

Tych wad pozbawiony jest ODF, który po normalnym trybie przygotowań w ISO został już uznany za międzynarodowy standard. OpenDocument Format jest w pełni otwarty, nie wykorzystuje opatentowanych, zastrzeżonych dla nielicznych firm technologii, opiera się na innych międzynarodowych standardach, a jego rozwojem opiekuje się konsorcjum OASIS - członkami którego jest wiele firm, co gwarantuje neutralność i zapobiega faworyzowaniu którejś z nich. Micro$oft tymczasem ignoruje ODF (choć sam także należy do OASIS) i naciska na wdrażanie OOXML, nad którym utrzymuje praktycznie pełną kontrolę, a my niebawem możemy podzielić jego los.

Micro$oft próbował przeforsować zatwierdzenie formatu OOXML w ISO w tzw. szybkim trybie ("fast track") - na szczęście dla nas wszystkich projekt został odrzucony, przez co będzie rozpatrywany w trybie normalnym. Niestety Polska, reprezentowana przez PKN, zagłosowała na "tak z komentarzami", a to za sprawą Komitetu Technicznego Nr 182 do spraw Ochrony Informacji w Systemach Teleinformatycznych, w obsadzie którego znalazły się firmy ściśle zależne od Micro$oftu, tzw. "partnerzy". KT Nr 182 dopiero w ostatniej chwili zajął się sprawą głosowania nad formatem OOXML - w czasie gdy stało się już jasne, iż zajmujący się dotychczas opiniowaniem OOXML KT Nr 171 do spraw Sieci Komputerowych i Oprogramowania nie poprze propozycji przedstawionej przez Micro$oft...

Dowiedz się więcej o całej tej śmierdzącej na odległość sprawie i powiedz głośne "NIE" korupcji i brudnym interesom, podpisując petycje! (odnośniki po prawej). Nie pozwólmy się wiecznie doić i manipulować! Spójrzmy na brudne ręce tych, którzy chcą nas sprzedać parszywemu monopoliście za parę srebrników! Postawmy na wolność i świadomość!

Anno Domini 2007

Wybory a sprawa polska...
21 października 2007 r.

Bartosz Kobyliński21 października 2007 r. - po raz kolejny dzieje historii zaprowadziły nas do wyborczych urn. Wokół słychać wyrazy niechęci, dezaprobaty, beznadziei i rezygnacji... Dlaczego? Bo Polak taki jest z natury i po tych wielu latach narzekań, trudno jest mu się z tego otrząsnąć. Wielu z nas nie idzie głosować - a to za zimno, a to że i tak nic to nie da i jeden głos niczego nie zmieni... (całe szczęście, że nie myśli tak 40 milionów polaków!).

Często jednak ci sami ludzie zadają srogie sądy znanym i historycznym postaciom: wytykają im tchórzostwo, interesowność i nieporadność, jednocześnie obwiniając ich za swą życiową porażkę. Jestem tylko ciekaw, czym ci jęczący malkontenci wykazaliby się, żyjąc w tamtych trudnych czasach? W czasach, kiedy to dzielni mężowie w konspiracji planowali kolejne ruchy, by później stanąć na czele krwawych walk? W czasach, kiedy jedynym marzeniem kilkunastoletnich dzieci było dostanie do ręki karabinu, by później na ulicy narażać życie za Ojczyznę? Gdzie nam do tego w XXI wieku? W "cudownym" XXI wieku, w którym zmanierowane i próżne bękarty pop-kultury, nie wiedząc co ze sobą począć, karmią się kolejnymi reality-show'ami czy kolorowymi pisemkami o modzie, kretyńskich idolach i mechanicznym seksie z tą samą płcią. Z przerośniętymi tłuszczem egoizmu oczyma snują się po ulicach w poszukiwaniu wrażeń i kolejnej kolorowej papki do zapchania swych spróchniałych mózgów, dzień po dniu konsumując swe żałosne życie, by w końcu pęknąć od tego chorego obżarstwa. Powoli stajemy się narodem dziwolągów i własnych karykatur kierowanych przez media i kolejne mody, niczym stado debilnych baranów...

Patrząc na ludzi dookoła mam wrażenie że z ich dzisiejszymi postawami Polska szybko zostałaby jedną z republik ościennych krajów, a o polskim języku nikt by już nawet nie słyszał... Miejmy to na uwadze, zanim po raz kolejny powiemy "nie idę na wybory, bo dziś za zimno"... Idąc do urn głosujemy przecież na ludzi z własnego okręgu, którym lokalne problemy są o wiele bliższe sercu niż np. panu X ze Szczecina... A to, że kampania niektórych partii była po stokroć żałosna i opierała się na szkalowaniu innych osób i ugrupowań - no cóż, w końcu możemy wybrać kogo innego! Pamiętajmy, że jeśli nie wybierzemy mniejszego zła, inni wybiorą za nas większe! Do zobaczenia zatem przy urnach!

Wieeelka rocznica?
11 września 2007 r.

Bartosz Kobyliński11 września 2001 r. - atak terrorystyczny na World Trade Center i Pentagon. Podczas ataku zginęło około 2,7 tys. ludzi. Kolejna rocznica z wielką pompą, solidarność, dyskusje, deklaracje i pamięć. Tyle tylko, że tego samego dnia w innym regionie zginęło około 35 tysięcy osób.... Podobnie jak w inne dni tego miesiąca, 35 tysięcy ludzi w strasznych mękach zmarło z głodu, 800 milionów codziennie głoduje... Obecnie szacuje się, że w samej tylko Afryce codziennie z głodu umiera 40 tysięcy ludzi (średnio co niespełna 4 sekundy), w tym 18 tysięcy dzieci, rocznie zaś jest to już 15 milionów, w tym 5 mln dzieci... W latach 90. ponad 100 milionów dzieci zmarło z powodu chorób i głodu.

Corocznie z głodu ginie 2000 (sic!) razy więcej ludzi niż liczba ofiar katastrofy Titanica i World Trade Center razem wziętych. Można było temu zapobiec za cenę 10 bombowców Stealth lub zaledwie dwudniowych światowych wydatków na cele wojskowe...

11 września 2001 roku:

  • Ofiary: 35 615 (źródło: FAO)
  • Gdzie: biedne kraje
  • Specjalne programy TV: brak
  • Artykuły prasowe: brak
  • Akcje solidarnościowe: brak
  • Prezydenckie przemówienia: brak
  • Papieskie przemówienia: brak
  • Minut ciszy: nie zanotowano
  • Żałoby narodowe: brak
  • Zorganizowanych forum: brak
  • Giełda: olała sprawę
  • Euro: nie zmieniło kursu
  • Stan alarmowy: nie ogłoszono
  • Zmobilizowane armie: brak
  • Pomoc finansowa: brak
  • Teorie spiskowe: brak
  • Główni podejrzani: bogate kraje

Dlaczego tak się dzieje? Bo to przecież ludzie gorszej kategorii, gorsi od tych spasionych hamburgerów którym tłuszcz przysłania już oczy... Gorsi od tych, co nie widzą już nic oprócz własnego interesu i wyświechtanej, amerykańskiej flagi - "wielkiego" symbolu "wielkiego" państwa... Chyba większość już zapomniała, że ich dalecy krewni w Afryce umierają z głodu... Ale nie mi ich sądzić - powoli sami zaczynają zapadać się pod własnym ciężarem, a mi jakoś wcale nie jest ich żal. Wszak na własne życzenie uwikłali się w te wszystkie konflikty... Tylko dlaczego do ich interesów musimy się dokładać z naszych własnych kieszeni, a przy tym bać się każdego napotkanego na ulicy araba? Bo to Polska właśnie...

Polska korupcja i wstrętna pijawa zza oceanu...
4 września 2007 r.

Bartosz Kobyliński4 września br. Międzynarodowa Organizacja Normalizacyjna ISO odrzuciła mocno forsowany przez Micro$oft na nowy, drugi "standard" ISO, format "OOXML - OfficeOpenXML" (podczas gdy prawdziwie otwarty i jedyny standard (ODF-OpenDocumentFormat) został już dawno zatwierdzony, a użycie "open" w nazwie implementacji wewnętrznego formatu korporacji jest jawną dezinformacją i nadużyciem).

Cała sprawa nie obyła się jednak bez kontrowersji w szeregu państw na całym świecie, m.in. odwołania głosowania w Szwedzkim Instytucie Standaryzacyjnym (po pojawieniu się licznych oskarżeń pod adresem Micro$oftu o kupowanie głosów) czy dziwnej procedury Polskiego Komitetu Normalizacyjnego, który po niepomyślnym dla Micro$oftu głosowaniu Komitetu Technicznego 171 z nieznanych nikomu powodów zmienił opiniujący komitet na taki, który prawie jednomyślnie opowiedział się za przyjęciem Micro$oft OfficeOpenXML... Wskutek tego Polska niestety poparła M$ OfficeOpenXML jako standard ISO...

Krew mnie już zalewa gdy od niepamiętnych czasów patrzę na wypowiedzi coraz to lepszych "rządowych fachowców", którzy przez swoje brudne interesy i nieznajomość realiów pozwalają wyciekać górom NASZYCH pieniędzy za ocean, a kolejne ekipy za parę srebrników napychają kabzy przerośniętym, spasionym molochom. No ale cóż, od zawsze prościej było wydawać pieniądze biednych, nieświadomych Polaków, na deser wciskając im ciemnotę o braku alternatyw i inne idiotyzmy... Że nie wspomnę o trwającej już 8 lat bezskutecznej, kroczącej drogą niekończącej się korupcji i milionowych afer informatyzacji ZUSu, która pochłonęła już miliardy złotych z naszych kieszeni... Ech, a to Polska właśnie!

Dla zobrazowania tego jakże ciekawego "zjawiska" polecam rzut oka na mapkę z rozkładem głosów poszczególnych państw. Bardzo ciekawie przedstawia się również porównanie głosów zestawione ze współczynnikiem korupcji - okazuje się bowiem że im większa korupcja w kraju, tym większe szanse na zaakceptowanie M$ OOXML jako standardu... Trupie czaszki informują zaś o poważnych nieprawidłowościach poczas głosowań w poszczególnych państwach.

Dezaprobatę tymi brudnymi praktykami możesz wyrazić klikając banner "NO OOXML" po prawej stronie i podpisując petycję, natomiast więcej o tej na odległość śmierdzącej sprawie dowiesz się m.in. ze strony Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania.

Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy