strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

II Zawody Konne WKKW Polinów
Otwarcie powozowni
I Zjazd Rodu Kobylińskich

Maciej KobylińskiBartosz Kobyliński

"Był radosny majowy poranek, gdy żywopłoty się zielenią, a łąki toną w kwiatach. Gdy różnobarwne stokrotki i żółte pąki mleczy i śliczne pierwiosnki sypią się wzdłuż ciernistych głogów. Gdy kwitną jabłonie i ptaki słodko śpiewają".

Na

Na Polinowie, od momentu gdy pierwsze promienie wschodzącego słońca zaczęły grać na białych murach świeżo wyremontowanej powozowni, zaczął się ruch jakiś niezwykły. 30 maja 2004 roku nie miał być bowiem zwyczajnym dniem, ale zapisać się złotymi literami w bogatej historii folwarku.

Już niebawem miało zjawić się tu ponad 150 zaproszonych gości, aby swoją obecnością uświetnić nie byle jakie wydarzenia, a mianowicie:

  • Uroczyste otwarcie powozowni połączone z odsłonięciem rodzinnego herbu Kobylińskich "Prus II"
  • I Zjazd Rodziny Kobylińskich
  • II Zawody Konne WKKW Polinów 2004

Gorączkowe przygotowania

Spotkanie zorganizował już tradycyjnie Jan Kobyliński wraz z żoną Hanną - główną sponsorką całego spotkania. Przygotowania do uroczystości zaczęły się już na długo przed jej terminem. Najwięcej pracy (i funduszy) pochłonęła oczywiście nowa powozownia. Została na nią zaadoptowana stajnia, odkupiona od rodziny Tokarskich, która siłą rzeczy nadal pozostaje w rękach rodziny. Prace rozpoczęły się już w styczniu i trwały nieprzerwanie właściwie do samego otwarcia. A trzeba dodać, że budynek zmienił się nie do poznania. Został m.in. wymieniony cały dach - wraz z belkami stropowymi i pokryciem, ściany natomiast przebudowane, otynkowane i pomalowane. W miejscu dawnego klepiska zalśniła zaś nowa posadzka z kostki brukowej. W oczy rzucają się także piękne, nowe wierzeje - może nie najwygodniejsze w "obsłudze", ale za to przedstawiające wierną replikę starych. Nie zapomniano oczywiście o takich "szczegółach" jak żelazne okucia czy ogromny zamek na równie wielki klucz. Na pewno łatwiej byłoby zburzyć budynek i zbudować go od podstaw, ale wtedy straciłby całą swoją specyfikę i wartość historyczną. Ciekawostką jest fakt, że w czasie i po wojnie AK na tym strychu przechowywała broń, a więc jak widzimy także i ten kawałek Polinowa posiada swoją niezaprzeczalną wartość historyczną, służąc dzielnie w tych ciężkich czasach w walce o naszą piękną ojczyznę. Nad wrotami zawisła replika herbu Kobylińskich "Prus II" oraz stare, zabytkowe koło od zaprzęgu, oczywiście uprzednio odrestaurowane. Trzeba także wspomnieć o rzetelnym przygotowaniu wybiegu - m.in. wysypaniu terenu zmagań kilkoma przyczepami piasku, ustawieniu przeszkód oraz oczywiście wytyczeniu torów.

Przed samym już spotkaniem zainstalowano nagłośnienie - które tu stanowił potężny głośnik estradowy w komplecie z bezprzewodowym mikrofonem. Organizacja zlotu z tak wielką liczbą gości bez dobrego nagłośnienia wydaje się być naprawdę niemożliwa. Oczywiście wcześniej główny sponsor imprezy zatroszczył się o dwa ogromne, czerwone parasole, kilka beczek piwa, kilkadziesiąt litrów aromatycznego grzańca z goździkami i oczywiście furę jedzenia dla zaspokojenia głodu naszych gości po całym dniu wrażeń.

Program imprezy

Zjazd został poprzedzony rozesłaniem zaproszeń do wszystkich gości, na których widniał cały harmonogram imprezy, włącznie z określeniem czasu rozpoczęcia kolejnych atrakcji, który przedstawiamy poniżej:

12.15 - Rozpoczęcie - powitanie uczestników i gości
12.30 - Referat okolicznościowy Wujka Jacka Kobylińskiego
12.35 - Odsłonięcie repliki herbu dziadka Michała Kobylińskiego
13.00 - Przecięcie wstęgi i otwarcie zabytkowej powozowni
13.15 - Prezentacja zawodników i koni biorących udział w zawodach
13.30 - Pony Games
14.00 - "Barreling" - wyścig wokół beczek
14.30 - Konkurs skoków Parkur klasy L
15.00 - Konkurs potęgi skoku
15.30 - "Quarter mile racing" - wyścig na dystansie 1/4 mili
16.00 - Zawody zaprzęgów konnych
16.30 - Zakończenie zawodów, podsumowanie wyników i rozdanie nagród
17.00 - Ognisko, grzaniec, kiełbaski, beczka piwa i zabawa do białego rana

Zapraszamy i życzymy miłej zabawy!

Hanna i Jan Kobylińscy

Rozpoczęcie - powitanie uczestników i gości (12.15)

Po tym, jak na wieży łosickiego kościoła wybiło południe, na zacisznym i spokojnym na co dzień Polinowie zaczęło wrzeć jak w ulu. Wypełnił się wszak po brzegi znamienitymi gośćmi - tymi z rodzinnego kręgu, jak i spoza niego, a gwar słychać było zapewne aż na łosickim rynku.

Po powitaniach i pospiesznych rozmowach we własnych gronach, przyszła pora na oficjalne przedstawienie wszystkich uczestników imprezy. Mikrofon zatoczył zatem ogromne koło, a każdy przedstawił krótko swoją osobę. Jak się okazało, oprócz gości z Łosic wielu przybyło tu z różnych, czasem z bardzo odległych, zakątków kraju (m.in. Szczecina, Sandomierza, Lidzbarka, Korsz, Warszawy, Rembertowa, Łomianek, Siedlec czy Sarnak), a nawet świata (m.in. z Kanady - Toronto), ale spotkanie uświetnili również sąsiedzi z okolicznych i trochę dalszych dalszych majątków (m.in. Bachorzy, Zakrza, Rossosza, Domanic, Janowa Podlaskiego).

Myślę, że na miejscu będzie tu wspomnienie osoby malarza, entuzjasty koni i szlacheckich obyczajów - Pana Macieja Falkiewicza, który zaprezentował się już tradycyjnie w szlacheckim kontuszu. Zgodnie okrzyknięty został "sławą i chlubą jeździectwa oraz malarstwa całej Polski na wschód od Wisły". Swoje stoisko na Polinowie miał również sklep Państwa Jaworskich z artykułami jeździeckimi "SAS" z Białej Podlaskiej, który zasponsorował część nagród dla zawodników. Jak reklamował sam organizator, do nabycia były także gadżety rodem z sexshopu: m.in. uzdy, baciki czy pejcze wszelakiej maści;)

Na wstępie postanowiliśmy przytoczyć tu wiersz autorstwa Pana Bogdana Bancarzewskiego, ułożony specjalnie na tę okazję i wygłoszony przez niego osobiście. Oczywiście występ nagrodzony został gromkimi brawami publiczności.

Nie mogło oczywiście zabraknąć przedstawicieli naszej rozległej rodziny - przodków pierwszego właściciela tego majątku - naszego szlachetnie urodzonego Michała Kobylińskiego (w większości jego wnuków, pra- i pra-prawnuków).

Dla nich to głównie, na wielkiej, gipsowej płycie przekazanej przez Wujka Jasia - przygotowaliśmy "Drzewo Genealogiczne Rodziny Kobylińskich", na którym to przedstawiliśmy wszelkie zawiłe powiązania i koligacje wszystkich członków naszego rodu. Dokładnie 119. żyjących i zmarłych już potomków naszego praprzodka - Stanisława Kobylińskiego - zostało we właściwym porządku umieszczonych na tablicy, aby wszystkim rozjaśniło się w głowach i każdy wiedział "kto, kiedy i dlaczego". Wszak z racji pokaźnych rozmiarów naszego rodzinnego drzewa, wzajemne koligacje zaczęły się już niektórym osobom powoli plątać. Oczywiście goście zostali oficjalnie poinformowani o możliwości (a raczej konieczności) dopisywania brakujących danych dotyczących poszczególnych szczepów. Przygotowaliśmy też wizytówki naszej strony internetowej "Polinów", a także trochę reklam. Oprócz tego na ścianie stodoły organizatorzy przygotowali piękną wystawę zdjęć pod mówiącym wszystko tytułem "Dlaczego lubię konie", a więc w wolnych chwilach każdy mógł poprzechadzać się oglądając te wspaniałe fotograficzne trofea.

Referat okolicznościowy Wujka Jacka Kobylińskiego (12.30)

Kolejnym, stałym już punktem tego typu imprez było wygłoszenie referatu historyczno-okolicznościowego przez naszego ojca - Jacka Kobylińskiego, którego oryginalną treść zamieszczamy obok. Wcześniej jednak podzielił się z nami "gównianą refleksją", nawiązując do śladów przejazdu kolumny jeźdźców przez łosicki rynek i tych wspaniałych czasów, kiedy te piękne zwierzęta były podstawą każdego gospodarstwa.

Odsłonięcie repliki herbu dziadka Michała Kobylińskiego (12.35)

Zanim nastąpiło oficjalne odsłonięcie repliki herbu Rodziny Kobylińskich "Prus II", swoim przemówieniem zaszczyciła nas nestorka naszego rodu: Alicja Kobylińska, zwana na Polinowie Ciocią Dusią. Co ciekawe, nie był to jakiś opracowywany wieczorami, gotowy referat, ale spontaniczne przemówienie, co wzbudziło tym większy podziw wśród licznie zgromadzonej publiczności. Jego spisaną ze słuchu treść prezentujemy obok.

Po rzęsistych brawach wszyscy odśpiewali tradycyjne "sto lat", po czym nastąpiła długo oczekiwana chwila - odsłonięcie herbu Rodziny Kobylińskich - "Prus II".

Później swoje pięć minut mieli fotoreporterzy, dla których jedną z głównych atrakcji okazał się szarmancki Pan Maciej, oczywiście w obowiązkowym kontuszu szlacheckim, wspólnie okrzyknięty ozdobą uroczystości. Na tle nowo otwartej powozowni oraz herbu prezentował się doprawdy wspaniale, dodając tym samym uroku i malowniczości całej imprezie. Po kilku minutach pozowania naszym rodzimym "paparazzi" ucałował rękę naszej nestorki, po czym wycofał się na tyły, by nie przyćmić swym blaskiem kolejnego ważnego punktu uroczystości, którym było

Przecięcie wstęgi i otwarcie zabytkowej powozowni (13.00)

Już na samym początku wydała się skrzętnie skrywana tajemnica: Wujek Jurek z okazji 50. urodzin złożył życzenia swojemu bratu - Janowi, co zresztą wzbudziło ogólny entuzjazm wśród zebranych gości. Nie mogło oczywiście zabraknąć "Stu lat", odśpiewanych już drugi raz w tym dniu, składania życzeń i wręczania prezentów. Szczególnie oryginalny był ten wręczony przez Pana Macieja - czyste płótno, na którym namalowany zostanie obraz z uroczystości, który już w tej chwili bardzo się wszystkim podobał.

Następnie ciocia Jolanta Rzeszowicz na tacy podała nożyczki, którymi po kolei męska część rodziny Kobylińskich - wujek Jurek Kobyliński, nasz ojciec - Jacek oraz wreszcie sam organizator - Wujek Jasio - przecięła uroczyście wstęgę przed zabytkową powozownią, odkrywając w pełnej okazałości jej podwoje.

Zawody konne WKKW Polinów 2004

Prezentacja zawodników i koni (13.15)

Podziwiać można było naprawdę piękne konie - m.in. krwi arabskiej, anglo-arabskiej, angielskiej czy wreszcie naszej rodzimej - wielkopolskiej, z przeróżnych stajni. Bohaterami kilku kolejnych konkurencji były zatem:

UDZIAŁ WZIĘLI
zawodnikkoństajniamiejscowość
Jan KobylińskiWalekPolinówŁosice
Artur GrabowskiMajkap. Waldemara KosieradzkiegoŁosice
Artur KoźlukMokkap. Waldemara KosieradzkiegoŁosice
Aleksandra ChotnickaWalekPolinówŁosice
Maciej FalkiewiczDżagap. Macieja FalkiewiczaJanów Podlaski
Sławomir TchórzewskiBosforZakrze
Sławomir CelińskiBuźkap. Sławomira CelińskiegoŁosice
Katarzyna ze SzczecinaDżokerp. Macieja FalkiewiczaJanów Podlaski
Marek DzwonkowskiJambolay?Bachorza
Marcin DzwonkowskiBachorza
Ryszard RaczyńskiPumaPodzdrójPodzdrój
Aneta ŹdzieborskaBemolPodzdrójPodzdrój

Na początek wszyscy ustawili się w równym szeregu i przedstawili siebie oraz swoich pupili. I w końcu zaczęło się...

Zawody (13.30)

Ponieważ opis poszczególnych konkurencji zamieściliśmy przy okazji relacji z "Hubertusa 2003", tym razem postanowiliśmy się za bardzo rozpisywać, przynajmniej w kwestii "technicznej".

Zawody rozpoczęły się od "końskich zabaw", czyli mówiąc bardziej fachowo - "Pony Games", czyli przejechaniu przez wybieg w jak najkrótszym czasie i wykonanie kilku diabelsko trudnych zadań. Z perspektywy widza np. przestawienie kubka z wodą z grzbietu wierzchowca nie roniąc przy tym kropli czy przewieszenie kapelusza wydaje się dosyć prostą sprawą, w rzeczywistości jednak to piekielnie trudne zadanie. Drugą konkurencją był "Barreling" - czyli wyścig wokół beczek. Jak sama nazwa wskazuje, slalom polegał na pokonaniu wybiegu w jak najkrótszym czasie, zataczając przy tym pętle wokół beczek. Tu także opanowanie konia, w szczególności narowistych arabów, nie należały do najłatwiejszych. Podczas gdy doping po ostatniej konkurencji jeszcze nie ucichł, rozpoczął się kolejny punkt zawodów, którym okazał się być "Konkurs skoków Parkur klasy L". Tym samym zaczęła się najbardziej widowiskowa część zawodów, czyli skoki. Tutaj emocje sięgały zenitu. Po "seryjnych", niższych skokach miał nadszedł wreszcie czas na "Konkurs potęgi skoku". Tu chyba także nie musimy zagłębiać się w szczegóły techniczne. W tej konkurencji pobito wszelkie rekordy. Po wielu udanych próbach poprzeczka zatrzymała się na 135 cm i dalsze jej podwyższanie komisja uznała za zbyt niebezpieczne! Nie obyło się tu także bez upadku - w jednym ze skoków mała, dzielna Ola pokonała poprzeczkę, niestety koń pozostał przed przeszkodą. Wyglądało to dosyć groźnie, ale na szczęście po upadku od razu się podniosła, nie dając za wygraną i kontynuując tym samym skoki. Publiczność nie zdążyła jeszcze "ostygnąć" po emocjach związanych ze skokami, jak trzeba było szykować się do wyjazdu, zawody bowiem na jakiś czas zostały przeniesione w bardziej dogodne miejsce. Jako kamerzysty nie mogło mnie wszak zabraknąć na podłosickich polach, gdzie pomiędzy "porzeczkowymi torami" miała rozegrać się kolejna konkurencja - mianowicie "Quarter mile racing" - czyli wyścig na dystansie 1/4 mili. W krótkim czasie po wyjeździe naszych jeźdźców za bramy Polinowa, karawany pojazdów ruszyły sznurem na ustalone miejsce. Po zajęciu dogodnych do obserwacji pozycji, zaczęły się nerwowe chwile oczekiwania. Po kilkunastu minutach ziemia zaczęła się trząść, a na choryzoncie zaczęły nieśmiało malować się sylwetki gnających w chmurach kurzu jeźdźców. Po jakimś czasie fotoreporterzy zaczęli pospiesznie usuwać się z linii mety, gdyż takie prędkości to już nie przelewki.

Dalsza część zawodów była kontynuowana z powrotem na Polinowie, gdzie byliśmy świadkami zupełnie nowego punktu zawodów, czyli "Wyścigów zaprzęgów konnych". W tej konkurencji bezapelacyjnie zwyciężył Waluś, który był zresztą jej jedynym uczestnikiem. Wraz z powozem prezentował się naprawdę imponująco, za co wraz ze swoim woźnicą (w tej roli wystąpił Wujek Jasio) zebrali gromkie brawa publiczności.

Zakończenie zawodów, podsumowanie wyników i rozdanie nagród (16.30)

Podsumowując - walka była naprawdę zaciekła, a osiągnięte przez zawodników wyniki imponujące. Szczególnie konkurs potęgi skoku przeszedł najśmielsze oczekiwania. Zwycięzca osiągnął niebotyczną wysokość 135 cm!

Po ukończeniu wszystkich konkurencji nastąpiło podsumowanie zawodów i rozdanie nagród. Zwycięzców poszczególnych kategorii zamieszczamy w poniższej tabelce:

WYNIKI
miejscezawodnikkoństajniamiejscowość
PONY GAMES
IRyszard RaczyńskiPumaPodzdrójPodzdrój
IIMarek DzwonkowskiJambolay?Bachorza
IIIAneta ŹdzieborskaBemolPodzdrójPodzdrój
IIIMaciej FalkiewiczDżagap. Macieja FalkiewiczaJanów Podlaski
BARRELING
IMarcin DzwonkowskiBachorza
IIAneta ŹdzieborskaBemolPodzdrójPodzdrój
IIIRyszard RaczyńskiPumaPodzdrójPodzdrój
KONKURS SKOKÓW PARKUR KLASY L
IMaciej FalkiewiczDżagap. Macieja FalkiewiczaJanów Podlaski
IISławomir TchórzewskiBosforZakrzeZakrze
IIIKatarzyna ze SzczecinaDżokerp. Macieja FalkiewiczaJanów Podlaski
KONKURS POTĘGI SKOKU
IAneta ŹdzieborskaBemolPodzdrójPodzdrój
IIMarcin DzwonkowskiBachorza
IIIMaciej FalkiewiczDżagap. Macieja FalkiewiczaJanów Podlaski
WYŚCIG NA DYSTANSIE 1/4 MILI (QUARTER MILE RACING)
IAneta ŹdzieborskaBemolPodzdrójPodzdrój
IISławomir CelińskiBuźkap. Sławomira CelińskiegoŁosice
IIIKatarzyna ze SzczecinaDżokerp. Macieja FalkiewiczaJanów Podlaski
ZAPRZĘGI
IJan KobylińskiWalekPolinówŁosice
IIdyskwalifikacja - brak zaprzęgu;)
IIIdyskwalifikacja - brak zaprzęgu;)
KLASYFIKACJA GENERALNA - GRAND PRIX
IAneta ŹdzieborskaBemolPodzdrójPodzdrój
IIMaciej FalkiewiczDżagap. Macieja FalkiewiczaJanów Podlaski
IIIRyszard RaczyńskiPumaPodzdrójPodzdrój

Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Po zmaganiach przyszedł czas na nagrody! Zawodnicy ustawili się zatem zgodnie w szeregu na tle żurawia. Najpierw każdy z koni został udekorowany ozdobnym flo, po czym najlepsi zawodnicy w poszczególnych konkurencjach otrzymali wspaniałe trofea oraz piękne dyplomy - a wszystkie wyniki można obejrzeć w tabelce powyżej. Oprócz nagradzanych miejsc, za męstwo i odwagę nagrodę dostała Ola Chotnicka oraz tandem: Artur Grabowski i Artur Koźluk. Oprócz nagród otrzymanych z rąk organizatorów, zawodnicy docenieni zostali także przez obecny na imprezie sklep "SAS" Państwa Jaworskich. Do kolejnych jeźdźców zatem - już niekoniecznie zwycięzców - powędrowały atrakcyjne nagrody, które otrzymali Ola oraz Maciej Falkiewicz. Wreszcie przyszedł czas na ostateczne podsumowanie, czyli Grand Prix. Zwyciężczynią całych zawodów i laureatką Grand Prix zawodów już po raz drugi została Aneta Ździeborska - zwyciężczyni potęgi skoków oraz wyścigu na dystansie 1/4 mili. Drugi był zaś Maciej Falkiewicz, na najniższym stopniu podium stanął z kolei Ryszard Raczyński. Na koniec jeźdźcy zawirowali w barwnym korowodzie dookoła Polinowa, aby wszyscy jeszcze raz wszyscy mogli nacieszyć się ich widokiem, po czym... "II Zawody Konne WKKW Polinów 2004" przeszły do historii! Jak zwykle, po oficjalnych uroczystościach przyszła pora na te już mniej oficjalne. I tak, każdy mógł - na zmordowanych już nieco koniach - spróbować własnych sił, a muszę nadmienić, że chętnych na przejażdżkę nie brakowało. Oczywiście była to także dobra pora na zdjęcia z pięknymi rumakami.

Ognisko, grzaniec, kiełbaski, beczka piwa i zabawa do białego rana (17.00)

Po całym dniu emocji, przyszła wreszcie kolej na posilenie się i ukończenie zaczętych gdzieś w środku zawodów rozmów. Nad Polinowem zaczął unosić się dym z ognisk, a skwierczące kiełbaski nie mogły się już doczekać zjedzenia przez zgłodniałych gości. Aromatyczny grzaniec z goździkami i zimne piwo stanowiło ponętny wybór dla osób nie siedzących za "kółkami" swoich pojazdów. Na tyle ponętny, że "poszło" 6 beczek piwa i 40 litrów grzańca! Oj działo się, działo... Wspaniałą, sielankową atmosferę pięknej majówki podsyconej dodatkowo piękną pogodą, z pewnością będziemy wspominać jeszcze nie raz.

Posileni i pokrzepieni trunkami goście przypomnieli sobie o stałym elemencie plenerowych zwłaszcza imprez, czyli śpiewach. I tak oto, w zasadzie nieprzerwanie "Radio Polinów" zaczęło nadawać na swoich własnych falach biesiadne piosenki, głównie te sprzed lat - jako że starsze pokolenie było tu w zdecydowanej przewadze nad młodzikami. Zaczęło już zmierzchać, kiedy to śpiew zaczęła wspomagać gitara, wskutek czego chóry ryknęły z jeszcze większą werwą, jakby w strachu przed zagłuszeniem ich przez te kilka strun instrumentu. Oczywiście tylko nie wszyscy byli zaangażowani we wspólne przyśpiewki, większość poświęcała się rozmowom w rodzinnych i koleżeńskich gronach. I tak oto w tej wspaniałej, sielankowej atmosferze powoli dogasała ta majowa, jedna z największych w historii Polinowa, imprez. Jako bezstroniczy komentatorzy nie jesteśmy w stanie stwierdzić, o której przygasły ostatnie ogniska, ale z pewnością był to już późny wieczór (podejrzewamy, że tego nie są w stanie stwierdzić i ostatni biesiadnicy). Niestety nieuchronnie zbliżający się poniedziałek kazał powoli żegnać się z gośćmi oraz rodziną i wracać do swoich domostw.

Trzeba powiedzieć, że Wujek Jasio okazał się niesamowitym show-menem. Zorganizowanie, zaplanowanie i poprowadzenie tak dużej imprezy z tak wielką liczbą gości, to nie lada sztuka. Dodatkowo poprowadzenie jej wymaga niesamowitej wręcz operatywności i dodatkowo zaangażowanie w to wszystko licznie zgromadzonych gości. Konkludując można stwierdzić, że spotkanie naprawdę udało się w 100% i to nie tylko z powodu pięknej, majowej pogody. Oprócz pogody dopisali również goście, a i humorów nie trzeba było poprawiać większymi ilościami wybornego grzańca. Nasi lekarze oraz weterynarze obecni na licznie zgromadzonej widowni nie musieli na szczęście interweniować. Ten dzień z całą pewnością na długo pozostanie w pamięci wszystkich obecnych. Można żałować tylko jednego: stosunkowo małej liczby gości z naszej, niemałej już przecież, rodziny. Miejmy nadzieję, że w przyszłości zrehabilitują się i zaszczycą nas swoją obecnością.

Podsumowując - tegoroczna impreza zdecydowanie przyćmiła wszystkie inne, które do tej pory miały miejsce na Polinowie. Zakończymy ten chyba troszkę przydługi tekst słowami Wujka Jurka, które zostawił w postaci wpisu do "Kroniki Stadniny Polinów":
"Jasiu, była super impreza, gdyby ożył dziadek Michał Kobyliński na pewno by Cię pochwalił", pod którym oczywiście wszyscy zgodnie się podpisaliśmy.

Ojcowie serwisu Polinów
Stajnia
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy