strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Polinowski rok w domu i zagrodzie

Święta Zmartwychwstania Pańskiego


"Zmartwychwstanie Chystusa" Peter Rubens, Muzeum Sztuk Pięknych, Marsylia

Niedziela Palmowa

Jacek KobylińskiPrzedsmakiem Świąt Wielkiej Nocy od wieków jest Niedziela Palmowa. To dzień upamiętniający triumfalny wjazd Chrystusa do Jerozolimy, poprzedzający tragiczne wydarzenia Wielkiego Tygodnia. W tradycji, nie tylko łosickiej, obchody tego wydarzenia symbolizuje poświęcenie palm, z braku których używa się rozkwitających, wierzbowych witek. W tradycji ludowej, którą na Polinowie kultywowano ochoczo i z zapałem, nawiązywano do czynów pokutnych. Biczowanie wierzbowymi witkami miało wymiar symboliczny, chociaż w wydaniu polinowskiej dzieciarni po owym obyczaju zawsze pozostawały czerwone pręgi na nogach i tyłkach.


"Palmowa niedziela" Michał Elwiro Andriolli

Palmowanie rozpoczynali zwykle rodzice lub babcia, którzy rano zadzierali kołdrę i delikatnie smagając po nogach, wypowiadali taki oto wierszyk:

Palma bije, nie zabije,
Stare kości, młode kije,
Pamiętajcie chrześcijanie,
Że za tydzień Zmartwychwstanie!

Po poświęceniu palm w kościele, “palmowanie” przenosiło się na podwórze. Trzeba było długą witką sięgnąć innych, unikając przy tym wzajemności. Ganialiśmy z tymi bacikami aż do wieczora.

Przygotowania


"Kłopoty wiekanocne" Michał Elwiro Andriolli

W domu panowała przedświąteczna krzątanina. Gospodynie gruntownie sprzątały chałupy po długiej zimie. Wystawiano dubeltowe okna, bielono i malowano pomieszczenia, szorowano podłogi, a na koniec dzieciarnię. Pisanki robiło się samodzielnie. Jajka gotowano w cebulowych łuskach lub farbkach kupionych w prywatnych sklepikach chemicznych - u Państwa Soczewków lub Bartników. Wzorki skrobano lub malowano. Pisanki ozdabialiśmy nawet na szkolnych zajęciach z tzw. “robót”. Moim ulubionym motywem był bocian stojący na jednej nodze.

Na Święta Wielkanocne przygotowywano chyba jeszcze więcej smakołyków, niż na Boże Narodzenie. Wszyscy byli wygłodniali po długim poście. Szykowano więc wiele wędlin, pasztety i ciasta. Wędzarnie dymiły dosłownie na każdym podwórzu. Już na tydzień przed świętami pachniała wędzonka, której tknąć nie było wolno aż do samych świąt. Z ciast najwcześniej pieczono spody do mazurków, aby odpowiednio skruszały. Dopiero przed samymi świętami były polewane słodką masą w różnych kolorach i dekorowane kolorowymi groszkami, kandyzowanymi z skrawkami skórki pomarańczy lub rodzynkami.

Obowiązkowo każda gospodyni piekła baby wielkanocne w wielgachnych, glinianych formach. One też były polewane białym, słodkim lukrem. Dzieciarnia jednak i tak wolała nadziewane makiem strucle, serniki, no i oczywiście mazurki. Dla dzieci do picia nasza matula przygotowywała lemoniadę z rozpuszczonych landrynek i drożdży. Dorośli woleli podpiwek, domowe winko owocowe, a nawet poziomkową nalewkę. Wszystkie te pieczołowicie przygotowane specjały niepojęcie kusiły, ale tknąć ich niestety zabraniał ścisły post.

Triduum Paschalne


"Obchód pmiątki grobu Zbawiciela" Michał Elwiro Andriolli

W Wielki Piątek starsi w zasadzie mało co jedli, przeważnie tylko suchy chleb popijany wodą. Wieczorem wszyscy szli do kościoła na nabożeństwo, upamiętniające mękę i śmierć Jezusa. Wielka Sobota była już przedsmakiem świąt. Rano cały Polinów szedł ze święconką adorować Pana Jezusa złożonego do grobu. Do kościoła ciągnęły tłumy, zarówno z miasta, jak i okolicznych wniosek. Niektóre gorliwe gospodynie w wielkich wiklinowych koszach do święcenia dźwigały chyba całe świąteczne jadło. My, “miastowi”, mieliśmy już koszyczki tylko symboliczne, ustrojone zieleniną. Wokół Grobu Pańskiego stała straż - w mundurach, ze złotymi hełmami i błyszczącymi toporkami u szerokich pasów. Ów gwardia stała przez całą sobotę i noc, aż do porannych rezurekcji. Całą noc kościół był otwarty i pełny rozmodlonych ludzi. Tak jest zresztą do dzisiaj.

Zmartwychwstanie Pańskie


"Święcone" Michał Elwiro Andriolli

Święta Zmartwychwstania rozpoczynała procesja rezurekcyjna, trzykrotnie okrążająca kościół. W czasie jej trwania biły wszystkie kościelne dzwony, a młodzieńcy strzelali na wiwat z czego tylko się dało. Radość bowiem po długim poście była wielka. Po rezurekcjach wszyscy pędzili do domu, łykając ślinkę na samą myśl o świątecznej wyżerce. Gospodarze z sąsiednich wiosek pędzili konie, aż “żelaźniaki” podskakiwały na wyboistych drogach. Ponoć kto pierwszy wjechał do wioski, udane plony miał gwarantowane.

Po kościele było uroczyste śniadanie ze święconką, życzeniami i trącaniem się ugotowanymi jajkami. Zwyciężał ten, którego oręże przetrwało wszystkie próby, a nagrodą mógł być jakiś wielkanocny przysmak. W Wielkanoc rolę opłatka pełniło pokrojone, święcone jajko. Najpierw należało zjeść całą święconkę, aż do ostatniego okruszka. Potem nasza matula serwowała swojską kiełbasę na gorąco, której to zapach i smak wprost wprawiał w kulinarną ekstazę, a które doskonale pamiętam do dziś. Na środku stołu królował wielkanocny baranek z chorągiewką. W pierwszy dzień świąt żadnych wizyt ani odwiedzin nie było. Natomiast dzieciarnia zbierała się zaraz po wielkanocnym śniadaniu, omawiając przygotowania do Śmigusa Dyngusa.

Poniedziałek Wielkanocny


"Śmigus" Michał Elwiro Andriolli

Dla nas ciekawszy był zaś drugi dzień Wielkiej Nocy, kiedy można już było się bezkarnie oblewać. Nie było wtedy wymyślnych sikawek, a nadrabiały to duże pokłady zapału i radości. Wiele zależało od pogody, a z tą bywało różnie. Gdy było zimno, urządzaliśmy zasadzki na schodach kamienicy lub w mieszkaniach. W ciepłe święta zabawy kończyły się kąpielą w stawach, rzeczce lub wokół studni.

Po zmianie zmoczonych ubrań rodzice oznajmiali kres tych wybryków, i gdy pogoda pozwalała, szliśmy z mamuśką na wycieczkę do lasu. Matula rozkładała koc, wykładała świąteczne przekąski, a dzieciarnia bawiła się w chowanego, pochody i inne zabawy terenowe. Kleszczy wtedy nie było, a zabawy w wiosennym w lesie należą do najmilszych wspomnień. Mamusia również miała chwilę wytchnienia po świątecznych pracach i pasjami czytała powieści Ignacego Kraszewskiego.

Po południu i wieczorem przychodził czas na wizyty rodziny i znajomych. Na stole pojawiała się wystawna herbowa zastawa i symboliczna karafka nalewki oraz swojskie wino owocowe. Pito naprawdę niewiele, za to palono dużo papierosów i politykowano. Dla nas oczywiście było to nudne, woleliśmy się zatem wymknąć na podwórze, gdzie wiosną królowała niezmiennie zabawa w chowanego.

Święta, święta i po świętach...

Po świętach jeszcze przez parę dni jadło się to, co ze świątecznego jadła zostało. Najlepsze były lukrowane i ozdobione mazurki oraz polewane lukrem wielkanocne baby nadziewane rodzynkami. Potem zostawała już tylko podsuszana kiełbasa, która nadawała jajecznicy niezapomniany aromat i smak.

I tak oto mijały najważniejsze dla chrześcijan święta, postrzegane przez dzieciarnię na swój sposób, czyli przez pryzmat doznań zupełnie niemistycznych. Jednak budząca się ze snu zimowej martwoty przyroda doskonale harmonizowała ze zmartwychwstaniem Zbawiciela, a świąteczne potrawy po długim i ściśle przestrzeganym poście smakowały zaiste tak, że ich urok pamiętam mimo, że minęło ponad pół wieku...

Ojcowie serwisu Polinów
Gawędy przy kominku i Polinowski rok
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy