strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Wieści z królewskiego folwarku

Anno Domini 2009

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...
18 listopada 2009 r.

Bartosz KobylińskiPan Longin W. napisał do nas ciekawy list o wojennych losach pewnej rodziny. Otóż dziadek jego przyjaciółki - leśniczy Terakowski - po wygnaniu w nasze strony z Kaszub, pracował tu jako leśniczy. Pewnego wieczoru, udzielając pomocy nieznajomym, został zastrzelony w swojej leśniczówce (prawdopodobnie przez Niemców). Świadkiem tego zajścia było jego córka, leżąca jeszcze w kołysce oraz znajomy, któremu udało się jednak uciec. Leśniczego pochowano, wdowa po nim wróciła zaś po wojnie na Kaszuby i powtórnie wyszła za mąż. Po latach rodzina próbowała odnaleźć grób zamordowanego, niestety bez skutku...

Jeśli ktokolwiek posiadałby jakieś informacje na temat tej historii - prosimy o kontakt, a w imieniu autora oraz rodziny poszukiwanego już teraz dziękujemy za wszelkie informacje, które pomogłyby w odnalezieniu jego grobu. My również mamy nadzieję, że kiedyś uda się odkryć tę mroczną tajemnicę!

Ze swojej strony dodam tylko, że w naszej rodzinie także mieliśmy leśniczego. Tadeusz Tokarski bowiem swojego czasu rezydował w swej leśniczówce w Jeziorach k. Chotycz, jednak po ożenku w 1926 r.(?) wyprowadził się stamtąd na dobre. Być może historia dotyczy późniejszych lokatorów tej gajówki z okresu II wojny światowej?

Przy okazji namawiamy z tego miejsca do spisywania ciekawych historii z najbliższej okolicy. Ciekawe historie będziemy zamieszczać na stronach poszczególnych opisywanych miejscowości.

50 tysięcy odwiedzin!
30 września 2009 r.

Bartosz KobylińskiMiło nam poinformować, że we wrześniu liczba odwiedzin naszego serwisu przekroczyła okrągłe 50 tysięcy!
Dziękujemy zatem wszystkim naszym krajowym, zagranicznym, a nawet interkontynentalnym Gościom i zapraszamy do dalszych odwiedzin!

Smutna Polska żegna, gorąca Afryka wita!
11 września 2009 r.

Bartosz Kobyliński11 września z łezką w oku pożegnaliśmy naszych rodzinnych misjonarzy, odlatujących w stronę egzotycznego kontynentu, i to aż za Saharę. Tym razem nasz stryj, który już 20 lat służy na Wybrzeżu Kości Słoniowej, będzie miał towarzystwo pod postacią naszego brata - wyświęconego w ubiegłym roku ojca Wojciecha Kobylińskiego CMF.

W odróżnieniu od zaprawionego już w boju stryja, to jego pierwszy wylot w tak egzotyczne strony świata. Oczywiście wylot poprzedziły dziesiątki szczepień i serie badań oraz innych tego typu niezbędnych przed odlotem "przyjemnostek", jako że starcie z szalejącymi tam chorobami to naprawdę nie przelewki. Bywa, że po kilku miesiącach wycieńczeni misjonarze w ciężkim stanie wracają do Polski, nigdy więcej nie stawiając już stopy w tym kawałku świata. Więcej postaramy się opisać już niebawem, zamieszczając również długo zapowiadaną afrykańską galerię zdjęć.

Jedno jest pewne - czeka ich mnóstwo ciężkiej pracy, wyrzeczeń, ale także i prawie zabójcze dla białego człowieka warunki klimatyczno-środowiskowe, do których przyzwyczaić można się dopiero po kilku długich latach. A na powitanie Afryka z reguły szykuje przyjezdnym nie lada niespodziankę, czyli jedną z najbardziej śmiertelnych chorób zakaźnych - malarię. Tzw. "zimnica" jest obecnie jedną z trzech najważniejszych, oprócz AIDS i gruźlicy, chorób zakaźnych w świecie. Liczbę nowych zachorowań na malarię szacuje się na 300-500 milionów rocznie, a liczbę zgonów na 1,5-2,7 milionów każdego roku. Jako że chorobę przenoszą tamtejsze komary z rodzaju Anopheles, dużo zresztą żwawsze i mniejsze od naszych, późniejsze zakażenia są także nieuniknione - wszystko zależy od organizmu. Z jakimi trudami przyjdzie się im zmierzyć, sam Bóg raczy wiedzieć, jedno jednak można powiedzieć na pewno: trzeba czuć naprawdę wielkie powołanie, by wyruszyć w ten dziki zakątek świata! Więcej o realiach tam panujących napiszemy już niebawem, przy okazji szerzej relacji o trudach afrykańskich misji.

Niejako na aperitif zamieszczamy zatem stworzoną przez naszego stryja Andrzeja makietę oraz plany nowego kościoła. Muszę nadmienić, że model powstał z tego, co nasz "architekt" znalazł w garażu - kawałków sklejek, kratonu i drutu, a więc dosłownie z niczego. Trzeba przyznać, że nowy gmach wygląda imponująco, a na dodatek cały projekt powstał w głowie naszego misjonarza - zresztą tak jak i w przypadku pozostałych dwóch kościołów. Przy tego typu projektach trzeba wykazać się naprawdę wielką wyobraźnią - tej jednak nie brakowało mu jednak już od wczesnych lat młodości. Tamtejsza symbolika jest dla na nas jednak równie obca co ornamentyka dalekiego wschodu, więc nawet nie będę próbował objaśniać znaczenia głównego symbolu, w kształcie którego wykonana jest elewacja. To iście "czarna" magia, ale w tamtych rejonach świata to właśnie symbole najbardziej przemawiają do ludzi - wystarczy np. spojrzeć na ichniejsze maski, by wiedzieć w czym rzecz. Budowa w zasadzie już ruszyła i jak wszędzie zaczęła się od ogrodzenia terenu, ale o tym pisaliśmy już we wcześniejszych wieściach.

Przypominamy także o możliwości bezpośredniego wsparcia afrykańskich misji za pośrednictwem naszego serwisu - więcej informacji znajdziecie na stronie Wspomóż misje.

Ślubna sesja zdjęciowa
5 września 2009 r.

Bartosz Kobyliński5 września na Polinowie odbyła się kolejna już ślubna sesja zdjęciowa. Tym razem Młoda Para wraz z drużbami przybyła do nas wieczorową porą, zaraz po ślubie, w związku z czym sesję zdominowała głównie polinowska Karczma oraz Krypta. Zdjęciom nie było końca, a weselni goście zdążyli się mocno stęsknić - sesja trwała bowiem około godziny!
Nowożeńcom życzymy wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!

Kolejny potwór w stawie!
3 września 2009 r.

Jacek Kobyliński Prozaiczny odłów ryb w naszym niewielkim stawie przyniósł ostatnio sporą niespodziankę. W sieci znalazł się bowiem okazały (choć to chyba zbyt słabe określenie) szczupak, który skutecznie czyścił staw z drobniejszych rybek. Jego łupem stawały się także żaby, które po kilku latach wspaniałych koncertów całkowicie zniknęły z naszej sadzawki... Również i większe ryby złapane wędkę często posiadały ślady po ataku większego drapieżnika.

Szczupak przy wadze ok. 6 kg mierzył prawie 90 cm długości - wystarczy na kilka posiłków dla całej rodziny;) Ten wspaniały okaz był już widywany w Polinówce przed czterema laty, a ostatnio wiosną bieżącego roku, zdążając już urosnąć w legendę. Poza nim w stawie żyje jeszcze co najmniej trzy mniejsze, podpatrzone podczas wiosennego tarła (z ostatniej chwili: w dwa tygodnie po tym wydarzeniu udało nam się złowić jeszcze 3 kilku kilogramowe sztuki). Plusem ich egzystencji jest oczyszczanie stawu z ryb słabszych i chorych, niestety podczas ich niedoboru skutecznie wyniszczają też i inne, zdrowe osobniki. To kolejna niespodzianka w naszym stawie, który przeżył już parę inwazji - m.in. piżmaków, wyder, okoni i sumików karłowatych. Ciekawe co z rakami, które od wpuszczenia przed rokiem nie dały znaku życia. Być może w tym roku uda nam się wreszcie podpatrzeć, gdzie raki zimują!

Wspomnienia z wakacji
1 września 2009 r.

Jacek KobylińskiTak długo wyczekiwane, tak szybko minęły. Znów będziemy czekać, planować, tęsknić za słońcem, wolnością, podróżami. Po minionych wakacjach zostały wspomnienia, zdjęcia, pamiątki. Czy warto do tego wracać? Jeśli były doświadczeniem wnoszącym coś pozytywnego w nasze życie, to niewątpliwie warto. Wakacje są bowiem jak sól w potrawie - nadają życiu smak. Czasem kilka wyrwanych z codzienności dni pamięta się całe życie, podczas gdy miesiące codzienności nie pozostawiają w nas żadnych wspomnień...

Są różne metody letniego wypoczynku, zależne głównie od charakteru człowieka. Jedni pragną spokoju i lubią wracać do tych samych, znajomych miejsc, gdzie wszystko jest oswojone i przewidywalne. Inni kochają zmiany, gdyż wciąż coś się dzieje. Wyjeżdżają w nieznane miejsca, spotykają nowych ludzi, szukają przygody i chcą poznawać świat w swojej różnorodności. Nie można uznawać któregoś modelu za jedynie słuszny. Ważne, aby podobny typ wypoczynku akceptowali oboje małżonkowie, narzeczeni czy przyjaciele. Najpiękniejszy wyjazd można jednak zepsuć zbyt wygórowanymi oczekiwaniami czy żądaniami.

Po wakacjach najważniejsze są wspomnienia, ale to też dobry czas na to, by już planować następne. Bo człowiek to takie stworzenie, które lubi na coś czekać. Gdy nadejdą nudne, jesienne wieczory, warto wrócić do tego, co było ciekawe, piękne i rozmarzyć się perspektywą następnego lata. Jednak z doświadczenia wiem, że najfajniejsze są wyjazdy spontaniczne, nieplanowane, czasem trochę szalone. Planować można - czemu nie, ale z pewnym dystansem i pamiętając, że z niektórych naszych planów Pan Bóg ma niezły ubaw!

Msze Afrykańskie
9 sierpnia 2009 r.

Bartosz KobylińskiPo raz kolejny mamy przyjemność zaprosić wszystkich 9 sierpnia br. na msze św. z udziałem naszego stryja o. Andrzeja Kobylińskiego CMF w kościele pw. Ducha Świętego w Siedlcach. Jak zwykle przedstawi najnowsze wieści z Wybrzeża Kości Słoniowej, gdzie od 20 już lat jako misjonarz zmaga się z tamtejszym klimatem oraz realiami, ale przede wszystkim głosi Słowo Boże.

W tym dniu po wszystkich mszach do puszek zbierana będzie ofiara na wsparcie misji z Wybrzeża Kości Słoniowej, zaś na stosiku pod kościołem nabyć można będzie hebanowe rękodzieła, oryginalne batiki i inne niepowtarzalne pamiątki prosto z gorącej Afryki. Największy wybór standardowo już będzie oczywiście rano, jako że ilość towaru jest ograniczona. Oczywiście jak co roku dochód ze sprzedaży w całości przeznaczony zostanie na misje naszych księży na Wybrzeżu Kości Słoniowej (m.in. budowę nowego kościoła).

Przy okazji chcielibyśmy serdecznie podziękować ks. kanonikowi Januszowi Wolskiemu za jego serdeczną gościnność, bowiem jako jeden z niewielu proboszczów rozumie prawdziwą misję kościoła, z nieskrywaną chęcią goszcząc polskich misjonarzy, bez względu na to z jak egzotycznego zakątka by tu nie zawitali. I tak co kilka tygodni w tamtejszej parafii można usłyszeć niecodzienne opowieści o misjach w najróżniejszych zakątkach świata: Kamerunie, Syberii, Kenii... Dopiero w takich chwilach czuje się prawdziwą misję Kościoła, a serce rośnie!

Kolejne msze odbędą się 23 sierpnia w kościele Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Białej Podlaskiej oraz 30 sierpnia w kościele św. Zygmunta Króla w Łosicach.

Serdecznie wszystkich zapraszamy!

Tour de Pologne na Polinowie!
4 sierpnia 2009 r.

Bartosz KobylińskiTak, tak, to nie żarty, bowiem 4 sierpnia o godz. 14.42 przez dawne Pole Siedzibne Polinowa przemknął 66. Tour de Pologne UCI Pro Tour. Dawny majątek przecina obecnie droga krajowa nr 19, stąd też owy wielonarodowy barwny korowód zawitał w nasze strony. Na wschodzie kraju miejsce miał III etap wyścigu: Bielsk Podlaski - Lublin o długości 225,1 km. Iście feeryczny był to widok - poczynając od kolumny reklamowej, aż po sam peleton i wozy serwisowe. Przy okazji kibicowania podziwialiśmy ucieczkę trzech śmiałków, którzy pozostawiwszy peleton daleko w tyle zdawali się nie podlegać prawom fizyki czy natury. Te jednak dały o sobie w końcu znać - zaraz po wjeździe do Lublina uciekinierzy zostali bowiem doścignięci.

Niestety z racji obowiązku fotografa niewiele udało mi się zobaczyć na żywo, a na dodatek zaaferowany gestami jednej z urodziwych uczestniczek ozdabiających kolumnę reklamową, przegapiłem przejazd ścisłej czołówki... No ale cóż, w końcu tam jadą tylko mężczyźni;) Warto dodać, że przed rokiem lubelski etap zakończył się skandalem. Kolarze, w ramach protestu, skończyli jazdę przed planowaną metą. Cały wyścig został później przeniesiony z września na sierpień, cieszymy się zatem razem z kolarzami.

Życząc zatem naszym sportowcom samych sukcesów żywimy nadzieję, że również w kolejnych latach będziemy mieli okazję oglądać to niecodzienne widowisko!

Wspomnienie o Dziadku Janie
14 lipca 2009 r.

Jacek KobylińskiNasz dziadek Jan Drelowiec zmarł 14 lipca 2009 r. w wieku 85 lat. Mimo sędziwego wieku, do ostatnich dni zachował absolutną sprawność umysłu, żywotność, humor i otwartość w kontaktach z ludźmi. Był typowym przykładem człowieka, który wyrwał się z wiejskich zaścianków i dzięki swej pracy, uporowi i aktywności osiągnął, jak na tamte czasy, spory sukces zawodowy i społeczny. Za młodu był zapalonym "działaczem" młodzieżowym. W Krzesku organizował młodzież wiejską, a potem tzw. spółdzielczość. I tak mu już zostało. Całe życie był wiernym wyznawcą zasad i organizacji lewicowych. Wciąż coś chciał organizować i ulepszać, jednocześnie mając ku temu talent. Był współtwórcą artystycznego Zespołu Ziemi Łosickiej, jedynego zresztą na taką skalę amatorskiego zespołu ludowego w latach powojennych.

Przez długie lata z zamiłowaniem jako jeden z pierwszych plantatorów uprawiał porzeczki, na emeryturze był zaś wielkim pasjonatem pszczelarstwa. Był głośny, szybki, skory do żartów, zapalony dyskutant szczególnie na tematy polityczne. Bez niego będzie po prostu ciężko, nazbyt spokojnie i nudnawo... No i nie zapyta już nigdy: "który z was się wreszcie ożeni" czy "co tam panie w polityce"?

Złote gody
12 lipca 2009 r.

Bartosz KobylińskiKażdy jubileusz jest okazją do świętowania, ale niewątpliwie na szczególną uwagę zasługują tak wspaniałe rocznice jak 50-lecie pożycia małżeńskiego. I tak 12 czerwca swoje złote gody obchodziła pierwsza od niepamiętnych czasów para w naszej rodzinie - Państwo Maria z d. Kobylińska oraz Zdzisław Czmochowie.

Niedzielne obchody 16 czerwca poprzedziły siedleckie uroczystości. Małżeństwa, które przybyły na zaproszenie Urzędu Stanu Cywilnego do Sali Białej Miejskiego Ośrodka Kultury, zostały powitane Polonezem Ogińskiego, a jubileuszowa uroczystość rozpoczęła się od wzajemnych podziękowań małżonków za wspólnie spędzone lata. Podczas workowej uroczystości Brylantowe Gody obchodziły 3, zaś Złote - 19 par. Uczestniczące w uroczystości pary otrzymały nadane przez Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej medale za długoletnie pożycie małżeńskie, którymi Jubilatów dekorowali: wiceprezydent Siedlec - Marta Sosnowska oraz Wójt Gminy Siedlce - Mirosław Bieniek. Dostojni Jubilaci oprócz medali otrzymali także listy gratulacyjne, upominki i kwiaty, a na zakończenie był toast oraz gratulacje od członków rodzin małżeństw, świętujących Brylantowe i Złote Gody. Krótką relację TV Siedlce z tego wydarzenia można było obejrzeć na stronie TV Siedlce.

Obchody w rodzinnym już gronie rozpoczęły się w niedzielę 12 lipca mszą świętą w kościele pw. św. Zygmunta w Łosicach. Tak, tak, dokładanie pół wieku temu jako Młoda Para kroczyli tędy nasi Szanowni Jubilaci! Co ciekawe, kościół również wtedy przechodził generalny remont. Mszę odprawiał oraz kazanie głosił nasz ksiądz misjonarz - o. Andrzej Kobyliński, który dosłownie kilka dni wcześniej specjalnie na tę okazję przyleciał z gorącej Afryki. Po sesji zdjęciowej udaliśmy się na cmentarz, by wspólnie odwiedzić groby oraz odświeżyć pamięć o naszych bliskich, a także nacieszyć oczy widokiem nowego pomnika. Po powrocie i krótkiej przerwie wszycy udali się na uroczysty obiad, przy którym można było wreszcie spokojnie porozmawiać z dawno niewidzianą rodziną. Całość umilały tańce i suto zastawione stoły, wszak taka uroczystość to prawie wesele! Uroczysty dzień zakończyła wspólna kolacja w ogrodzie, podczas której opowieściom, wspomnieniom i łzom wzruszenia nie było końca. Niestety takich okazji zdaje się być już coraz mniej, przez co tym bardziej można delektować się takimi pięknymi chwilami!

Nie pozostaje nam zatem nic innego jak serdecznie pogratulować naszym Szanownym Jubilatom i życzyć im kolejnych jubileuszy w zdrowiu, szczęściu i miłości!

Toporów - koniec koszmaru i powrót do korzeni?
18 czerwca 2009 r.

Bartosz KobylińskiMiło nam jako pierwszym w kraju poinformować, że w dniu dzisiejszym rozstrzygnięty został przetarg dotyczący dzierżawy majątku Toporów na kolejne 29 lat. Cieszymy się z tego epokowego wydarzenia tym bardziej, iż stroną w umowie z Gminą Łosice jest Jegomość z Warszawy o nazwisku... Wężyk! Miejmy zatem nadzieję, że majątek wracając do potomków swych dawnych właścicieli zakończy wreszcie swój niechlubny, kilkudziesięcioletni okres agonii i dewastacji. Póki co cieszymy się razem z nowym posiadaczem, życząc mu sukcesów w przywracaniu blasku temu pięknemu miejscu oraz oczywiście oferując wszelką możliwą pomoc!

Afrykański Chór Claret Gospel po raz piąty w Polsce!
14 czerwca 2009 r.

Bartosz KobylińskiMiło nam poinformować, że 9 czerwca z gorącej Afryki do zimnej Polski już po raz piąty przyleciał chór ewangelizacyjny Claret Gospel, utworzony w ramach klaretyńskiej misji w Abidjanie na Wybrzeżu Kości Słoniowej. Na czele 13-osobowej grupy stanął oczywiście niestrudzony o. Roman Woźnica CMF. Stryj Andrzej z jeszcze jedną chórzystką przylecieć ma 9 lipca.

Wcześniej grupa ewangelizacyjna nasz kraj odwiedzała w 2002, 2003, 2005 i 2007 roku, by koncertując po polskich parafiach dawać świadectwo wiary i modlić się o pokój w swoim kraju. Niestety pogoda póki co nie rozpieszcza naszych artystów - takiego wniosku trudno nie wysnuć słysząc podczas ostatniej wizyty gorzkie komentarze z ich zgrzytających zębami ust odnośnie pogody - a było wtedy 25°C w cieniu! Jeszcze trochę, a po raz pierwszy w życiu na własne oczy będą mieli okazję ujrzeć śnieg! Ale póki co trzymają się dzielnie. Dziś mogliśmy ich np. podziwiać na antenie TVP1 - w programie "Między ziemią a niebem - magazynie moralnie nieobojętnym", gdzie trzykrotnie dali pokaz swych wokalnych umiejętności oraz udzielili wywiadu.

Jak się później dowiadujemy, w tym roku odwiedzą 8 diecezji, a spędzając w Polsce 60 dni dadzą aż około 50. koncertów - zatem występować będą prawie codziennie! Naszym bohaterom życzymy zatem mocnych gardeł oraz ciepłych ubrań, a organizatorom wytrwałości, bo akurat w starciu z afrykańskim temperamentem może jej stosunkowo szybko zabraknąć!

Szlak Jagielloński
29 maja 2009 r.

Maciej KobylińskiW piątek, 29 maja mieszkańcy Międzyrzeca Podlaskiego powitali Króla Aleksandra Jagiellończyka. W historii Polinowa ów władca zapisał się listem napisanym podczas pobytu w majątku podczas podróży z Litwy do Polski, datowanym: "Loszyce 7 listopada 1501". Zawiadamiał w nim swego brata o wyborze na króla Polski i zbliżającej się koronacji (list jest jednym z dowodów, świadczących o istnieniu w tym czasie w Łosicach pocztowej stacji królewskiej).

Na imprezie zostały zaprezentowane pokazy kowalstwa i rycerstwa, a zespół Tańca Dawnego Krina pokazał tańce dworskie, renesansowe i barokowe. Polinowskim akcentem okazał się niezłomny Wujek Jan, który na koniu Walku i ze sztandarem w dłoni otwierał królewski orszak.

Patronem tej historycznej imprezy była organizacja turystyczna "Szlak Jagielloński". Celem jej działalności jest reaktywowanie historycznego szlaku Kraków-Lublin-Wilno, jako międzynarodowego szlaku turystycznego oraz zapewnienie funkcjonowania na nim ruchu turystycznego. Więcej informacji można znaleźć na: www.szlakjagiellonski.pl.

Nas od kilku ładnych lat najbardziej nurtuje pytanie czy Polinów leżał niegdyś na drodze tego właśnie szlaku? Częstych pobytów królów czy istnienia dużych stajni, gdzie orszaki miały możliwość zmiany koni, nie sposób podważyć. Jednak znane dokumenty (odsyłamy do działu Historia) póki co nie pozwalają jednoznacznie rozwikłać tej historycznej zagadki Jagiellońskiego Szlaku... No cóż, ze swojej strony możemy tylko zapewnić, że będziemy dalej próbować!

Nasi kolejni goście
9 maja 2009 r.

Bartosz KobylińskiWiosną tego roku odwiedzili nas kolejni, rzadko spotykani goście. Tym razem, po m.in. czaplach siwych, kaczkach krzyżówkach, łasicach, wydrach, tchórzach, jeżach czy innych coraz rzadziej już spotykanych stworzeniach, są to... łabędzie!

Łabędź niemy (Cygnus olor) to gatunek dużego, wędrownego ptaka wodnego z rodziny kaczkowatych (Anatidae), zamieszkujący Eurazję od Łaby i Półwyspu Jutlandzkiego po Pacyfik (nazwę Cygnus nosił także najpopularniejszy swego czasu edytor tekstu pod AmigaOS;). Warto dodać, że może ważyć nawet do 12 kg, co czyni go jednym z najcięższych ptaków latających. Jego przeloty przypadają na marzec-kwiecień i wrzesień-grudzień, a zimuje w Europie, północnej Afryce oraz środkowej i południowej Azji. W Polsce częściowo wędrowny, ostatnio jak wiele innych ptaków zimuje w kraju, głównie na wodach śródlądowych. Występuje nielicznie, w Polsce jego populację szacuje się na 5-6 tys. par, w związku z czym objęty jest ochroną gatunkową i ujęty w Dyrektywie Ptasiej.

Jak widać, nasze polinowskie warunki oprócz nam, sprzyjają także i awifaunie, w dodatku tej coraz bardziej egzotycznej! Miejmy zatem nadzieję, że kolejni przybysze zagoszczą u nas na stałe i tak jak nasi dziadowie, odnajdą tutaj swój nowy dom!

"Krótka historia Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Łosickiej"
10 kwietnia 2009 r.

Bartosz KobylińskiMiło na poinformować, iż w najnowszym, 159. już numerze Gazety Łosickiej (3/2009) ukazał się półtora-stronicowy artykuł autorstwa naszego ojca Jacka Kobylińskiego. Pomysłodawcą tekstu jest jednak kto inny - Jan Drelowiec - nasz dziadek od strony mamy. To właśnie jego staraniem, jako wiceprezesa PZGS, Zespół w 1958 r. został zorganizowany.
Gorąco zapraszamy zatem do lektury - wielu mieszkańców Łosic i okolic zapewne pamięta jeszcze tamte czasy, a może nawet rozpozna się na archiwalnym zdjęciu?

Niedziela Palmowa
5 kwietnia 2009 r.

Bartosz KobylińskiTegoroczne obchody Niedzieli Palmowej, tak jak przed rokiem, uświetniła uroczysta procesja ulicami Łosic. W barwnym korowodzie można było podziwiać m.in. Straż Honorową na koniach, w zastępach której zaszczytne miejsce zajął nasz weteran konnych wojaży - Jan Kobyliński. Jeźdźcy wyruszyli z Polinowa, by o godz. 10.15 na czele procesji przemaszerować ulicami łosickiego rynku. O godz. 10.30 odprawiona została uroczysta msza św. w kościele św. Zygmunta.

Tak jak i przed rokiem mieszkańcy nie zawiedli, pogoda również dopisała i miejmy nadzieję, że taka utrzyma się do Świąt Wielkanocnych!

Nareszcie lepsze wieści z serca Afryki!
25 lutego 2009 r.

Bartosz KobylińskiByło blisko 40°C w cieniu, gdy potężna i gwałtowna burza obfitym deszczem schłodziła powietrze o kilka zbawiennych kresek... Tak tak, to codzienne podrównikowe realia naszego stryja Andrzeja, a od połowy roku także i brata Wojciecha. Podczas gdy my marzymy o odrobinie ciepła i słońca, tam z nieba leje prawdziwy żar - luty, marzec i kwiecień to bowiem najgorętsze i najcięższe do przetrwania miesiące na Wybrzeżu Kości Słoniowej.

Mimo niesprzyjającej aury, sprawy wydają się wreszcie wychodzić na prostą i podążać w dobrym kierunku. Po konflikcie z tamtejszym biskupem i obsadzeniu parafii Vridi III (kościół w Abidżanie z dwiema wieżami w kształcie słoniowych kłów) czarnoskórymi księżmi, naszym misjonarzom przyszła pora przenieść się ok. 160 km wgłąb lądu - do 65-tysięcznego miasta Bouaflé, by tam założyć bazę z prawdziwego zdarzenia. Powietrze jest tu bardziej suche i surowsze niż nad samym oceanem, a i teren okazał się niezbyt przyjazny - nie dość, że jałowy (skały, piasek i termity), to jeszcze położony na samych peryferiach miasta, przez co nowy kościół mógłby służyć co najwyżej miejscowym mrówkom! Na szczęście pojawiła się okazja dla pozyskania terenu w wyśmienitej wręcz lokalizacji - dotychczasowy plac oddany zostanie biskupowi , w miejscu zaś nowego nabytku po drugiej stronie miasta (piękny placyk o wymiarach 130 x 60 m) stanie parafia i kaplica, choć takich potrzeba w mieście przynajmniej cztery!
Można mieć zatem nadzieję, że pełną parą ruszy wreszcie budowa nowego kościoła, czemu będziemy oczywiście bacznie się przyglądać. Jako że przez te kilka ładnych lat w głowie stryja namnożyło się całe mnóstwo nowych projektów kościołów, pozostaje jedynie wybrać jeden z nich zacząć go realizować, zaczynając od wyrobienia tzw. "papierów" i ogrodzenia nowego terenu. My zaś z całego serca życzymy naszym misjonarzom dalszej wytrwałości w powołaniu i budowie!

Poza tym już pod koniec maja lub na początku czerwca po raz piąty będziemy mieli zaszczyt gościć kilkunastoosobową grupę z afrykańskiego chóru Claret Gospel - koncertować będą w wielu miejscach z naciskiem jednak na Śląsk i Warszawę, choć być może odwiedzą również Polinów, na co oczywiście z niecierpliwością czekamy!

Toporowska dzierżawa ostatnią szansą?
6 stycznia 2009 r.

Bartosz Kobyliński We wrześniu 2006 r. pisaliśmy z nadzieją o planach Miasta i Gminy Łosice odnośnie Toporowa i jego serca - zabytkowego dworu. Niestety, tak jak i w przypadku kompleksu w Męczynie plan się nie powiódł, a na skutek w dalszym ciągu niewyjaśnionej sytuacji prawnej jego sprzedaż i restauracja przez nowego nabywcę nadal pozostaje w sferze mglistych planów. Być może ożywienie przyniesie kolejna uchwała Rady Gminy w tej sprawie, na mocy której cały kompleks wraz parkiem zostanie wydzierżawiony na okres 20. lat, do czasu znalezienia poprzednich właścicieli. Może wreszcie po kilkudziesięciu latach stagnacji ktoś wreszcie zdoła ocalić pałac przed kompletną ruiną.

W styczniu ukazało się "Ogłoszenie wykazu zespołu dworsko-parkowego położonego w Toporowie przeznaczonego do wydzierżawienia w drodze przetargu stanowiącego własność Gminy Łosice". Miejmy zatem nadzieję, że wreszcie coś się zmieni i nie będzie to ostatni agonalny wstrząs umierającego na naszych oczach, kolejnego kawału historii...

Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy