strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Ułani na Polinowie

Wizyta ułanów

Każdy, kto zawitał na Polinów pewnego czerwcowego dnia mógł poczuć się zdezorientowany i pomyśleć, że czas cofnął się o co najmniej kilkadziesiąt lat. Na horyzoncie pojawił się bowiem... oddział ułanów!

Ciągnęli oni na uroczystości do Jezior - malutkiej wioski, zagubionej wśród lasów i składającej się z kilku zaledwie gospodarstw. W czasie wojny kwaterował tam partyzancki oddział Armii Krajowej, dowodzony przez por. Stefana "Zenona" Wyrzykowskiego. Zwycięską bitwę z 29 maja 1944 r., którą partyzanci stoczyli z przeważającymi siłami niemieckimi, upamiętnia dziś obelisk w centrum wsi. Przy nim - w rocznicę bitwy - zbierają się żyjący jeszcze partyzanci, by wspólnie z mieszkańcami uczcić pamięć tamtych wydarzeń (bardziej szczegółowe informacje na ten temat można znaleźć na stronie Jeziory).

Na pamiątkę konnego zwiadu oddziału partyzantów co roku odbywa się rajd. Kawalerzyści na arabach, angloarabach i innych maści, pięknie prezentujących się koniach, wyruszają z Bachorzy przez Ławy do obelisku w Jeziorach, gdzie następnie odbywa się msza polowa. Rajd został zainspirowany w 1966 r. przez malarza-batalistę prof. Ludwika Maciąga "Sasa" (podchorążego z plutonu kawalerii oddziału "Zenona"). Mimo ponad 80 lat prowadzi on oddział i zadziwia wszystkich swoją kondycją.

Wszyscy mieszkańcy Polinowa czuli się zaszczyceni faktem, że po drodze część jeźdźców zawitała w nasze skromne progi. A najbardziej uradowana była Ciocia Dusia, której w pamięci odżyły stare, dobre czasy. Mieszkając początkowo na kresach, podobno niejeden wieczór przetańczyła z polskimi ułanami, którzy tam stacjonowali.

Mundury i uzbrojenie

Piłsudski Szarża

Kawalerzyści (ułani) są jednym z symboli, które przychodzą na myśl, gdy wspominamy czasy II Rzeczypospolitej i jej tragiczny koniec. Broń ta towarzyszyła wszystkim bojom o naszą niepodległość. W latach 1918 - 1939 jazda polska osiągnęła najwyższe stadium swojego rozwoju, stanowiąc tym samym około 10% potencjału militarnego Rzeczypospolitej. Mogliśmy się przekonać na własne oczy, że jej tradycje - sięgające tak głęboko jak historia Polski, są żywe po dziś dzień.

Ułani wjechali na Polinów ubrani w wierne repliki mundurów. Mundury takie pojawiły się jesienią 1919 roku, kiedy to wprowadzono dla całego wojska jednolity strój: szaro-brunatno-zielony. Kawalerię od innych rodzajów broni wyróżniały wysokie buty z ostrogami i spodnie do konnej jazdy. Kurtki z czterema kieszeniami, o niskim kołnierzu zapiętym pod szyją, naszyte miały proporczyki i srebrne wężyki. Na naramiennikach znajdowały się oznaki stopni i numery lub inicjały oddziałów. Do pasa przytwierdzona była szabla, u oficerów przez ramię biegł dodatkowo pasek, tzw. koalicyjka.

Ponadto każdy jeździec nosił rogatywkę z usztywnionym denkiem i otokiem w barwach pułku, z brązowym, skórzanym daszkiem z okuciem. Czapki oficerskie obszyte były srebrnym galonem wokół otoku. Gwiazdki na otoku pod orłem oznaczały stopnie. Karmazynowe taśmy w formie pasków i kątów na otoku w miejscu gwiazdek określały stopnie szeregowych.

Oprócz mundurów, wszystkim mieszkańcom Polinowa podobały się lance z proporczykami. Kolory proporczyków i ich układ charakteryzowały dany pułk jazdy.

Ułańskie wierzchowce

Oprócz jeźdźców nasz podziw budziły również wierzchowce. W kawalerii koń był ważniejszy od żołnierza. Najpierw był czyszczony, karmiony i oporządzany, a dopiero potem żołnierz zaspokajał swoje potrzeby. Przez parę lat zaprawiany do służby w szeregu, na ujeżdżalni, w polu, w marszach i na postoju, koń stawał się starym żołnierzem, bezbłędnie reagując na komendy wojskowe.

Bywały przypadki, kiedy wysłużony koń kawaleryjski sprzedany do ciągnięcia wózka, na głos trąbki wojskowej zrywał się do galopu, rozbijając pojazd i potłuczony, wychudzony, ze śladami razów bata na skórze, dołączał do maszerujących oddziałów. Często zasłużone konie zostawały w pułkach na "łaskawym chlebie". Np. koń pułkownika Bolesława Mościckiego dożył 27 lat, dosiadany tylko z okazji uroczystości (padł przed wybuchem II wojny światowej). Koń podpułkownika Józefa Dunin-Borkowskiego dożył prawie 30 lat (padł w czerwcu 1939 r.). "Jasiek" majora Adama Królikiewicza wykupiony przez jeźdźca żył 28 lat (padł w grudniu 1933 r.). Można by wymienić jeszcze wiele zasłużonych emerytów - koni.

Między jeźdźcem a koniem istniała szczególna więź. Koń był przyjacielem, towarzyszem w doli i niedoli. Dlatego też najsmutniejszą chwilą był czas, gdy ułan musiał pożegnać się ze swoim wierzchowcem, bowiem nie sposób było zatrzymać wszystkich wysłużonych weteranów. Wiele koni ginęło w bitwach, ranne trzeba było zastrzelić. Gdy żołnierz umierał, koń towarzyszył mu w ostatniej drodze beż względu na jego stopień (od szeregowego do marszałka).

Ułańskie tradycje rodzinne

Stanisław Kobyliński

Jeśli mówimy o ułańskich tradycjach rodzinnych, to na pierwszym miejscu trzeba oczywiście wymienić Stanisława Kobylińskiego. Służył on w Dywizjonie Artylerii Konnej (DAK), a dokładnie w zwiadzie konnym. W czasie Wojny Obronnej w 1939 r. jego dywizjon przejechał przez Bydgoszcz, kiedy to pod Mławą został osaczony przez przeważające siły niemieckie. Przed pojmaniem broń zakopano, a konie rozpędzono, aby nic nie dostało się w ręce Niemców. Dalsze lata wojny to 6 lat na brukwi i kapuście w obozie jenieckim w miasteczku Murnau (między Monachium a Bawarskimi Alpami). Co prawda tylko zwykli szeregowcy zmuszani byli do ciężkich robót, ale warunki były równie ciężkie dla wszystkich.

Przykazania artylerzysty konnego, żurawiejki

Związani krwią i sławą towarzysze dozgonni,
Są jak rodzeni bracia artylerzyści konni.
Każdemu kto w twej broni wędruje polskim światem,
Artylerzysto konny bądź mu najbliższym bratem.
Z któregoś dywizjonu i z którejś jest baterii -
Pamiętaj, żeś ty druh nasz, syn konnej artylerii.
Cześć oddaj swym kolegom, tym co są i co byli,
Co krew dla Polski leli i życia nie skąpili.
Nie pozwól kamratowi trwać w biedzie i niedoli,
Artylerzysta konny śmierć od poniżeń woli.
Każdego zgon kolegi uczcij, rzuć kwiat pamięci,
Tak konna artyleria i twoją śmierć uświęci.
Artylerzysto konny! Tyś symbol jest zwycięstwa,
Na kark każdego wroga spadaj, jak piorun męstwa.
Poryw twój to natchnienie - jak wieszcza pieśń poety,
Kartaczem druzgotaj wraże armaty, bagnety.
Uszanuj wszystkie bronie, lecz swoją ceń najwyżej,
I bądź jak sokół lotny, jak wicher zwrotny, chyży.
Są może tobie równi, lepszego nad cię nie ma,
Tak myśl, tak działaj w imię patrona twego - Bema.
Ojcowie serwisu Polinów
Stajnia
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy