Polinowski rok w domu i zagrodzie
Żniwa
Kiedyś na Polinowie to były magiczne wprost słowa. Żniwa oznaczały ciężką pracę, ale potem dostatek chleba. Żniwa kończyły często "głodny" przednówek, a zaczynały syty czas jesieni. Zawsze czekano na nie z niepokojem i nadzieją. Rolnicy odwiedzali wcześniej obsiane pola, łuskając kłosy i oceniali ich kondycję. Potem było czekanie, aż zboże dojrzeje, co oceniano gryząc wyłuskane ziarna. Gdy były wystarczająco twarde, można było zacząć żniwa.
Najważniejszym sprzętem była dobra kosa. Musiała być fachowo wyklepana i naostrzona. Mężczyzna kosił, a kobieta zgięta w pół podbierała pokos za pomocą sierpa i robiła tak zwane "garście". Potem trzeba było to związać słomianym pasem i zrobić snopek. Snopki zestawiało się w kopy (mendle), aby ziarno dobrze wyschło. Nie zawsze się to udawało. Gdy pogoda nie dopisała, ziarna zamiast wyschnąć kiełkowały. Wtedy traciły na wartości i były problemy z ich dosuszeniem i przechowywaniem.
Gdy zboże wyschło zaczynała się zwózka. Zboże zwożono albo do polinowskich stodół, albo składano w sterty na polu. Na młockę nie było czasu, bo zaraz były inne pilne prace polowe.
Po zebraniu zboża zostawały jakieś resztki. Te starannie zgrabiano, a niektórzy to nawet zbierali porzucone kłosy. Zboże było w cenie i często zastępowało pieniądze.
Po żniwach należało zrobić płytką orkę, czyli podorywkę, aby chwasty i zgubione ziarna wykiełkowały. Podorane pola zwiastowały koniec żniw i początek jesieni.
Żniwa na Polinowie trwały całymi tygodniami. Była to uciążliwa praca w upale i kurzu, ale była obietnicą obfitości chleba.
Później kosiarzy zastąpiły kosiarki i żniwiarki. Te konne maszyny ścinały zboże, ale snopy trzeba było wiązać ręcznie. Rewolucją było wykorzystanie snopowiązałek. Gotowe snopki związane sznurkiem trzeba było tylko zestawić, osuszyć i zwieść.
Gdy na pola wkroczyły kombajny, żniwa zupełnie zmieniły swój charakter. Nie są już czasem znojnej pracy trwającej tygodniami. Gdy pogoda sprzyja wystarczy parę dni i już po żniwach. Ale zboże nie ma już tej wartości co kiedyś. Może dlatego, że nie wymaga już tyle wysiłku i znoju przy jego zbiorze jak przed laty. Na przykładzie żniw dokładnie widać jak zmienił się świat na przestrzeni jednego pokolenia.





