Polinów, Anno Domini 2007
Polinowski rok w domu i zagrodzie
Polinowskie wesela
W dawniejszych czasach o terminie ślubu decydował w pierwszej kolejności kalendarz prac rolnych oraz kalendarz świąt kościelnych. W efekcie wesela organizowano najczęściej, gdy prace polne dobiegały końca, a spiżarnie były pełne. Na wsi i w miasteczkach, mających często charakter rolniczy, małżeństwa zawierano przeważnie jesienią i zimą. Najczęściej wybierano listopad, choć sporo ślubów było już w październiku. Niemal nikt wstępował na ślubny kobierzec w grudniu, wtedy bowiem przypadał Adwent. Kolejny popularny termin to początek roku - styczeń i luty, aż do ostatnich dni przez Wielkim Postem.
Wczesna wiosna (tzw. przednówek) była okresem niedoborów żywności, a nawet głodu, nie dawała więc okazji do hucznego świętowania. Późna wiosna z kolei, a zwłaszcza lato uchodziły za terminy niewłaściwe z uwagi na liczne zajęcia gospodarskie: orki, zasiewy, żniwa.
Niemal historycznym już faktem jest to, że w Rodzinie Kobylińskich od co najmniej czasów dziadka Michała nie było nigdy przypadku "singla", czyli staropanieństwa lub starokawalerstwa, jak się onegdaj taki przypadek określało. Co prawda dzieci dziadka Michała w wieku młodzieńczym do ożenku się nie kwapiły, ale tak około trzydziestki - to i owszem, i to bez wyjątku.
Zdarzały się co prawda dysproporcje wiekowe i to w różne strony - np. nasz ojciec Hieronim mając prawie 32 lata poślubił połowę młodszą, bo 16-letnią Wandzię, za to z hrabiowskiej rodziny Węglińskich, a na dodatek prześlicznej urody (potwierdzenie czego znajdziecie w "Galerii").
Za to stryj Józef poślubił (po zawodzie miłosnym) starszą od siebie 6 lat Stanisławę, która była później jego troskliwą opiekunką w okresie choroby i ciężko pracowała gdy stryj siedział po wojnie w więzieniu za ukrytą broń.
Stryj Stanisław przywiózł natomiast żonę Alicję aż z okolic Odessy, lecz niedługo się nią cieszył, spędziwszy zaraz po ożenku 6 lat w niemieckiej niewoli.
Jako małe dziecię pamiętam wesele Mieczysława i Stasi. Panna młoda miała niewiele ponad 16 lat i pewnie przeprowadzka na Polinów była dla nie niej lada przeżyciem. Na weselu przygrywał zespół braci Antonowiczów, których pole graniczyło z Tokarskimi. Przyjęcie weselne odbyło się parterze kamienicy. Pamiętam, że udawaliśmy pijanych zataczając się w rytm muzyki. Kilku starszych udawać nie musiało, a cały Polinów bawił się na pierwszym weselu wnuków dziadka Michała. Potem już się posypało...
Wesele siostry Marysi ze Zdzisiem w świeżo pobudowanym naszym domu na Polinowie wymagało wyniesienia całego dobytku na strych. Tam też spaliśmy kilka kilka nocy. Cały dół zastawiony był stołami biesiadnymi, których część trzeba było "dorobić" domowym sposobem, zbijając z desek. Wesele było chyba udane, gdyż nawet leciwa już Ciotka Stefa długo jeszcze wspominała imprezowe pląsy.
Po weselu i poprawinach ojciec zaprzęgł konia, na furmankę załadowano walizy, po czym młoda para została odstawiona na stację w Niemojkach, skąd udali się pociągiem do Olsztyna, gdzie spędzili pierwszy okres małżeństwa.
Kolejne wesela, w tym i moje, odbywały się już poza Polinowem.
Dopiero następne "prawie wesele" - przyjęcie prymicyjne po święceniach kapłańskich Wujka Andrzeja, przełamało tą tradycję.
Ostatnie Polinowskie wesele ciotki Dzidki (Elżbiety Czajkowskiej) z Franciszkiem odbyło się w lipcu 1976 r. w naszym domu rodzinnym.
Wesela wyjazdowe - a było ich kilka - zwykle kojarzą się z jakąś sytuacją lub wydarzeniem. O niektórych wolę nie wspominać publicznie z uwagi na pikantne szczegóły, ale zawsze było fajnie. Wesela zawsze cementowały rodzinne więzi, a po każdym ktoś dotychczas obcy wchodził do naszej rodziny i stawał się bliskim, jednym z nas.
Rok 2007 (tekst był pisany w 2007 r. - przyp. red.) obfituje w wesela i kronika rodzinna bardzo się bogaci. Monika ma to już za sobą, Tomek z Agatką i Małgosia z Konradem odliczają dni. Jest okazja aby spotkać się rodzinnie i zabawić tak by ten dzień zapadł mocno w pamięć. Natomiast tym co jeszcze zwlekają przypominam - w Rodzinie Kobylińskich od ponad 100 lat nie było przypadku martwej gałęzi w drzewie rodowym! I tak kurczę trzymać!





