2025 r.
Polinowski flis: Festiwal Wisły
W związku z tym, że w 2022 r. komitet UNESCO wpisał tradycje flisackie w sześciu krajach – Polsce, Austrii, Czechach, Hiszpanii, Łotwie i Niemczech na Reprezentatywną Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości w ubiegłym roku gościliśmy w Toruniu, gdzie obchodzono Rok Flisactwa. Wspomniałem wtedy o Festiwalu Wisły, którego tematem przewodnim są flisacze tradycje. Jeśli powiedziało się "A", trzeba było powiedzieć "B" i na ten festiwal się wybrać.
Festiwal Wisły kultywuje flisackie dziedzictwo, popularyzuje i pokazuje jego atrakcyjną stronę, która uczy i bawi do dziś. Wpis tradycji flisackich na listę UNESCO to światowe docenienie tradycji, zwyczajów i trudu naszych przodków, którzy doprowadzili do największego sukcesu Rzeczpospolitej, jakim był okres Złotego Wieku, wyrosły z handlu wiślanego. Bez flisu i flisaków nie byłoby przez wieki głośno o Polsce w całym ówczesnym świecie.
To z flisu, z transportu drewna, zboża, miedzi i innych towarów, swe bogactwo czerpały największe emporia dawnej Rzeczpospolitej – Kraków, Toruń i Gdańsk. A także mniejsze ośrodki korzystające z sąsiedztwa rzeki – najważniejszego przez wieki traktu niosącego nie tylko towary, ale też kulturę, sztukę, zwyczaje, po prostu cywilizację.
Ze wszystkich miast, które co roku odwiedza festiwal: Włocławek, Nieszawa, Ciechocinek, Toruń, Solec Kujawski, Bydgoszcz, Chełmno, Grudziądz nasz wybór padł znowu na Toruń - nasz ulubiony. Na początek warto wziąć udział w rejsie dla publiczności łodziami, które biorą udział w festiwalu. Trzeba przyznać, że Toruń z Wisły prezentuje się przepięknie.
Na brzegu można korzystać ze stoisk edukacyjnych prezentujące dawne rzemiosła i zawody m.in. szkutnictwo, powroźnictwo, ciesielstwo okrętowe, rybactwo, kulturę i folklor regionów nadwiślańskich.
Już przed wiekami wzdłuż Wisły kosztowano przeróżnych przysmaków zarówno przywożonych z zamorskich krain, jak i tych z obszaru całej zlewni tej rzeki. Na festiwalu można spróbować tradycyjnych potraw i wyrobów z regionów nadwiślańskich położonych wzdłuż całej rzeki i jej dopływów.
Wieczorem z toruńskiego portu ulicami starówki rusza barwny korowód flisaków. Ciągną na rynek, gdzie można wziąć udział we flisackim chrzcie, czyli tzw. „frycowym”.
Fryce, zgodnie z tradycją, muszą skosztować rzecznego mułu, są oblewani wodą i symbolicznie okładani wiosłami. Nie brakuje śpiewów, tańców i drewnianych kukieł przedstawiających piękne panny.
Na wiślanych bulwarach można posłuchać wielu koncertów. My wybraliśmy oczywiście klimaty szantowe i koncert zespołu "Własny Port".
Wisienką na torcie jest nastrojowa, wieczorna parada wszystkich festiwalowych łodzi i statków oraz widowisko światło-woda-dźwięk.
Kiedy flisacy odpłynęli do kolejnego portu nam pozostało już tylko zdeponować "polinowskie złoto" (pszenica, jęczmień i żyto
) w miejscowych spichlerzach, spakować pierniki, wina oraz różne zamorskie przysmaki i ruszyć Wisłą, a następnie Narwią i Bugiem do domu (pardon, chodziło oczywiście o A1 i A2).
Pozostaje żałować, że nad naszym Bugiem brak podobnych, flisackich imprez. Niestety brak dużych nadbużańskich miast, a co za tym idzie środków jest skuteczną przeszkodą. Cieszymy się, że mogliśmy poświętować flisackie zwyczaje przynajmniej w taki, symboliczny sposób. Z czystym sumieniem możemy polecić ten festiwal, jeśli oczywiście kogoś interesują flisackie klimaty.





