
Polinowskie 4 pory roku to istny kalejdoskop: wiosną przyroda budzi się do życia, śnieg topnieje, strumień przybiera, żaby wychodzą ze swych kryjówek, okoliczne łąki pokrywają się żółtymi mniszkami, kaszką, zewsząd słychać świergot ptaków i pokrzykiwania czajek na łąkach, majestatyczne brzozy obsypują się zielonymi listkami. Latem podczas sielanki na hamaku czuć zapach świeżo skoszonej trawy, a w leniwe niedzielne popołudnia nad Polinowem unosi się zapach dymu ognisk i pieczonych kiełbasek. Konie skryte przed prażącym słońcem czekają spokojnie pod wiatą. Dawno już minęły czasy, kiedy w tym okresie na Polinów zjeżdżały fury z pachnącym sianem czy ustawiano przy spichlerzu przyczepy ze zbożem. Jesień to smutna i chyba najgorsza dla tego miejsca pora, lecz przyroda jest piękna o każdej porze. Wiele drzew i krzewów zaczyna mienić się przepięknymi barwami - winobluszcz gęsto porastający stary spichlerz spływa w tym czasie szkarłatną purpurą, zielone dotychczas brzozy zmieniają swój kolor na żółty mamiąc oczy tańcem drobnych, falujących na wietrze listków i skutecznie odcinając się od błękitu nieba w dalszym ciągu przypominają o swym istnieniu szumem delikatnego listowia. Przyroda zaczyna jednak nieuchronnie układać się do zimowego snu - zrzuca listki z drzew, ryby chowają się głęboko w mule, inne małe zwierzęta zbierając zapasy na zimę szukają kryjówek na zimę. Okoliczne łąki pustoszeją, stawy skuwa lód, a na koniec wszystko przykrywa miękka, puchowa kołderka. Jest cicho i spokojnie. Powoli zaczyna się jednak sezon na świątecznych kuligów i zimowych szaleństw, skwierczeniem i leniwym dymkiem z komina znać o sobie zaczyna dawać kominek. Snując przy nim opowieści wszyscy zaczynają jednak nieśmiało wyczekiwać upragnionej wiosny...



