Makarówka - wieś na południu Podlasia, na Równinie Łukowskiej. Oddalona 19 km na południowy wschód od Łosic.
Na tablicy przy kościele można przeczytać kilka informacji o historii wsi Makarówka:
"Ślady istnienia osadnictwa na obszarze miejscowości sięgają XI-XII i przełomu XIV-XV w., aż do czasów nowożytnych. W "Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich", znajduje się następująca informacja: "Makarówka, wieś i folwark, powiat konstantnowski, gmina Swory, parafia Huszlew, rozległość gruntów włościańskich 933 morgi, 55 domów, 306 mieszkańców, gruntów folwarcznych 395 mórg. Cerkiew parafialna dla ludności rusińskiej erygowana w 1701 r. przez księcia Karola Stanisława Radziwiłła i szkoła początkowa".
W okresie przed wybuchem II wojny światowej gmina Swory dzieli się na 13 gromad. Wśród nich jedną z nich jest Makarówka - 882 ha i 585 mieszkańców. Istnieje szkoła powszechna 1. stopnia z liczbą 129 dzieci. Ludność gminy Swory nie wykazuje większego zainteresowania życiem politycznym. Jedynie wieś Makarówka posiada większą liczbę działaczy Stronnictwa Ludowego.
1 września 1939 r. rozpoczął się krytyczny rozdział w dziejach Polski, w tym również wsi Makarówka. Szczególnie dramatyczne wydarzenia miały miejsce w 1944 r. Rano 17 marca przez miejscowość przejechało siedmiu partyzantów rosyjskich. Wymienili konie i odjechali. W godzinę po ich odjeździe, znad Białej Podlaskiej nadleciały samoloty niemieckie i przez trzy godziny bombardowały wieś. Jedna z bomb zapalających wpadła do kościoła. Zaczęły palić się chorągwie i drewniany kościół. Spłonąłby na pewno, gdyby nie mieszkanka Makarówki Seweryna Michalczuk, która z narażeniem życia gasiła pożar i uratowała kościół.
W całej wsi spłonęło aż 75% zabudowań. Na szczęście nie było strat wśród ludzi, którzy wypuściwszy z budynków gospodarskich zwierzęta sami skryli się z dala od zabudowań na polu oraz na cmentarzu w wykopanych dołach. Dopiero po 3 godzinach żandarmi, którzy byli w Huszlewie, poinformowali, że palą bezbronną wieś. Wówczas ostatnie bomby Niemcy zrzucili między cmentarzem, a szkołą. W tym akurat miejscu nikt się nie ukrył, nie było więc i tutaj strat w ludziach.
Wielu mieszkańców wsi straciło jednak cały dorobek swojego życia włącznie z dachem nad głową i żywnością. Nadszedł lipiec 1944 r. i wycofujący się Niemcy zabierali resztki z tego, co ocalało po spaleniu: konie, inwentarz. We wsi była jednak jedność. Jak wspomina w liście żona kierownika szkoły w Makarówce - pani Brzezińska: "można było liczyć na mieszkańców wsi".



