Kobylińscy
Kobylińscy
południowe Podlasie
Węglińscy Wężyk
Znajdujesz się w dziale: Gawędy przy kominku

>AD 2006<

AD 2007

AD 2008

AD 2009

AD 2010

AD 2011

AD 2012

Opowieści znad Polinówki

Anno Domini 2006

2. Adwentowe refleksje
10 grudnia 2006 r.

Jacek KobylińskiAdwent to czas radosnego oczekiwania. Całe nasze życie przesączone jest oczekiwaniem. Oczywiście oczekiwaniem z nadzieją na przyszłe radosne zdarzenia, przeżycia lub owoce naszych wysiłków. Dzieci czekają niecierpliwie kiedy dorosną, młodzież pragnie szybko się usamodzielnić i wyrwać spod opiekuńczych skrzydeł rodziców, dorośli oczekują sukcesów swoich latorośli. Inni oczekują na pomyślną odmianę losu, karierę, dostatek itp. Staruszkowie najczęściej są zgorzkniali bo ich oczekiwania są bardzo skromne i coraz mniej rzeczy i zdarzeń mieści się w zasięgu ich oczekiwań.
Czasem oczekiwanie na coś przyjemnego jest milsze niż spełnienie. Najczęściej nasze oczekiwania, marzenia i wyobrażenia przerastają to, co się spełnia. Następują rozczarowania, frustracje, depresje. Wszystko zależy od tego, co stanowi dla nas prawdziwą wartość - kwintesencję oczekiwania. Jeśli nasze oczekiwanie ogranicza się do rzeczy nawet atrakcyjnych, przeżyć nawet przyjemnych, a pozbawione jest tej nadbudowy, jakiejś idei, jakiegoś głębszego sensu - to z góry wiadomo, że spełnienie będzie w jakimś sensie rozczarowaniem, niedosytem, zawodem.
Pragnienia rzeczy i zdarzeń nietrwałych, zawodnych, szybko przemijających, nie przyniosą wiele szczęścia, jeśli nie są zanurzone w wyższych uczuciach, jeśli nie posłużą celom z "wyższej półki".

Sprowadzenie adwentu do czasu wzmożonych zakupów świątecznych, a świąt do symboli i tradycji jest pozbawieniem ich właściwej treści i sensu. Współczuję głęboko tym, którzy nie potrafią poczuć ich prawdziwej idei i znaczenia daleko wspanialszego niż najpiękniej przystrojona choinka czy rubaszny krasnolud zachęcający do szaleństwa zakupów...

1. Jesienna plucha...
3 listopada 2006 r.

Jacek KobylińskiNiestety wkroczyliśmy w najmniej przyjemny okres pogodowy. Polinów też pogrążył się w ciszy. Przyroda zamiera i niemal wszystko co żywe przygotowuje się do zimowego przetrwania. Pierwszy śnieg i przymrozki dały przedsmak tego co czeka nas wszystkich za kilka tygodni. W tej krótkiej zimowej scenerii, jaką mieliśmy po Wszystkich Świętych pewnym urozmaiceniem było napotkanie pary czarnych jak węgiel żółtodziobych kosów. Nie wiadomo czemu jeszcze nie odleciały... Podobnie było zresztą i w zeszłym roku. Nastała pora opadłych liści, zeschłych kwiatów i nagich gałęzi, chociaż listowie w tym roku trzymało się nadzwyczaj długo.

Polinów jesienią przed pięćdziesięciu laty kojarzy mi się z błotem i naftową lampą, rozświetlającą długie wieczory. Domownicy tulili się do ciepłego pieca. Więcej było sąsiedzkich wizyt, a pogaduszki były długie. Dzieciaki nudziły się niemiłosiernie, więc też częściej zbierały się na różne gry i zabawy, które można było zorganizować w domu. Wieczory bez telewizora i radia miały też swój urok. Jesień sprzyjała więc zacieśnianiu więzów rodzinnych i sąsiedzkich. Była to też pora dostatku, gdyż pieniądze za sprzedane zboże lub kartofle jeszcze się nie rozeszły.

Pachniało jabłkami, herbatą i pieczonym ciastem, a czasem znienawidzonym tranem, którym wtedy karmiono na siłę prawie wszystkie dzieciaki (nawet w szkole). W nocy straszył wyjący w zakamarkach strychu wiatr, który dodatkowo łomotał źle zamocowaną blachą na dachu naszego domu. Straszyły też pohukiwania sowy i świetliste smugi na suficie, pochodzące z naftowych latarek używanych do wieczornych obrządków na polinowskim podwórzu. W cieplejsze dni można było wybrać się do sadu stryja Józia i znaleźć w opadłych liściach smaczne, czerwone jabłka. Najlepsze były jednak kosztele. Mimo że u nas "krąselki" uginały się od owocu, wyprawy do stryjowego sadu były zawsze jakimś urozmaiceniem.

Fajną zabawą było też drążenie jam w stertach zboża czekających na młockę. Można tam było schronić się przed deszczem i zimnem oraz schrupać przyniesione jabłka. W niedzielę na obiad był zwykle rosół z kury i kurze mięso w potrawce. Przed zimą wybijano słabe nioski, aby nie marnować paszy. Jajka wkładano do skrzynek i zasypywano zbożem. W zimnych pomieszczeniach czekały na okres Świąt Bożego Narodzenia. Dzieciaki zaś odliczały dni do upragnionej choinki i czekały na ślizgawkę oraz pierwszy śnieg...

>AD 2006<

AD 2007

AD 2008

AD 2009

AD 2010

AD 2011

AD 2012

Gawędy przy kominku