strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława


Wspomnienie o Cioci Dusi

Jacek Kobyliński

W dniu 22 grudnia 2011 roku do wieczności odeszła najstarsza mieszkanka Polinowa, ostatnia przedstawicielka minionego pokolenia Rodziny Kobylińskich – Alicja Zinaida Kobylińska, dla większości rodziny znana jako Ciocia Dusia. Z całą pewnością była jedną z barwniejszych i najbardziej wyrazistych polinowskich postaci. Urodziła się w 1915 roku w Odessie - czwartym pod względem liczby mieszkańców mieście ówczesnego Imperium Rosyjskiego. Jej rodzicami byli Leon i Paraskiewa Jaworscy. Naukę pobierała w Równem na Wołyniu pod okiem guwernantki, gdzie skończyła liceum i zdała egzamin maturalny, tam też rozpoczęła pierwszą pracę w odpowiedniku naszego urzędu gminy.

Była kobietą wielkiej kultury, mówiła piękną polszczyzną bez cienia wschodniego akcentu. Nigdy nie pozwalała sobie na skróty myślowe czy nowomowę – wszak maniery arystokratyczne wyniesione z rodziny zobowiązują. Biegle władała językiem niemieckim i nieco francuskim, a pod koniec życia, w ramach treningu szarych komórek, zaczęła uczyć się hiszpańskiego.

Stryj Stanisław poślubił ją tuż przed II wojną światową, jednak jako oficer Wojska Polskiego został wysłany wprost na front. Po krwawej bitwie pod Mławą dostał się do niemieckiej niewoli na długie 6 lat, pozostawiając piękną i młodą, dopiero co poślubioną żonę. Przez krótki czas mieszkali w Łukowie a następnie sześć lat w Kętrzynie, by w latach 50. znów wrócić na rodzinny Polinów. Stryj objął wtedy posadę geodety, Ciocia Dusia zajmowała się domem i trójką dzieci. Prowadziła też małą hodowlę kur i świń, prawie zawsze posiadała też krowę, z których ta najsłynniejsza nosiła piękne imię Eleonora. Stryj zmarł młodo w 1974 r., pozostawiając ciocię z trojgiem dzieci w wieku studenckim i szkolnym. (O losach cioci Dusi i Stanisława można przeczytać na stronie Kobylińscy na Polinowie w dziale Ród Kobylińskich, na której poświęcamy im oddzielny paragraf).

Ciocia Dusia była kobietą zaradną, a życie nauczyło ją odporności i umiejętności pokonywania przeciwności losu. Stanowiła bardzo silną osobowość, przez co ludzie darzyli ją szacunkiem. Wykształciła dzieci i zawsze miała czas dla siebie. Zawsze zadbana, w koronkowych rękawiczkach, z utlenionymi i misternie ułożonymi włosami, co niedzielę siadała w stalki Kobylińskich przy głównym ołtarzu kościoła św. Zygmunta w Łosicach. Kochała kwiaty i chlubiła się swym zadbanym ogródkiem, który prawie do końca był jej prawdziwym królestwem, a jakakolwiek w niego ingerencja była surowo karana. Zawsze miała jednak czas pochwalić się nowym kwiatem, zaopatrzyć gości w sadzonki czy zaprosić ich na herbatkę i podzielić się najnowszymi wiadomościami. Potrafiła trafnie ale i surowo oceniać ludzi, karcąc przy tym "gminne maniery" i drobnomieszczańskie naleciałości.

Szerokie horyzonty i oczytanie pozwalały jej żywo interesować się dosłownie wszystkim: losem rodziny i znajomych, życiem miasteczka, ale i szeroko pojętą polityką czy wydarzeniami w kraju i na świecie. Jeszcze kilka lat temu to od niej dowiadywaliśmy się od niej o wzroście cła na samochody czy katastrofie ekologicznej w USA... Do końca posiadając wielką potrzebę rozmowy z ludźmi dzieliła się z nimi swymi opowieściami, często tymi z lat przedwojennych. Zawsze zatroskana o swoje dzieci i wnuki pragnęła wiedzieć, czym się obecnie zajmują i jakie mają plany. Zawsze pamiętała o wymyślnych życzeniach imieninowych i kartkach świątecznych, które co roku własnoręcznie wręcz kaligrafowała. Nie inaczej było i w tym roku, niestety tych świąt nie było już jej dane doczekać. Do końca swych dni zachowała trzeźwość umysłu i względną sprawność ciała, co w wieku 96 lat niewielu już się udaje. Tak długiego życia, sprawności intelektualnej i fizycznej oraz lekkiej śmierci można jej tylko pozazdrościć.

Mimo, że pogrzeb odbył się dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia, w ostatniej drodze towarzyszyła jej licznie zgromadzona rodzina, rozproszona już przecież po najdalszych zakątkach naszego kraju, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi, a a także mieszkańcy Łosic i okolic. Po ceremonii odbyło się małe przyjęcie, gdzie już na spokojnie można było porozmawiać z dawno niewidzianą rodziną.

Wraz z Ciocią Dusią odeszło z Polinowa pokolenie naszych ojców, stryjków, wujków, cioć, którzy przeżyli tu wojnę i komunę, wśród których dorastaliśmy i którzy z całą pewnością wywarli wielki wpływ na nasze życiowe postawy. Odeszła także, jak głosił podpis na jednej ze świątecznych kart, ostatnia romantyczka Polinowa...

Ojcowie serwisu Polinów
Gawędy przy kominku i Polinowski rok
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy