strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

Wspomnienie o Andrzeju Serżysko

znicz
Bartosz Kobyliński

26 listopada 2004 r. w wypadku samochodowym zginął jeden z członków naszej rodziny - Andrzej Serżysko. Miał 42 lata. Na początek, zwyczajowo już, oddajemy głos naszemu ojcu - Jackowi Kobylińskiemu:


Jacek Kobyliński

"Trudno w to uwierzyć, że odszedł tak szybko, tak nagle, tak przypadkowo. Połowę swego krótkiego życia związał z naszą rodziną.
W pewnym sensie był także mieszkańcem Polinowa, chociaż tylko przez kilkanaście letnich dni. Pozostał żal i świadomość, że można tak niespodziewanie odejść - w pełnym biegu, będąc tak potrzebnym rodzinie. Żegnające go tłumy przyjaciół świadczyły o jego wielkim sercu dla ludzi. Znajdował czas dla każdego, nie przeszedł obojętnie aby nie zagadnąć, aby się nie uśmiechnąć czy chociaż podać rękę. Wspomagał fundacje, wiele akcji charytatywnych i ludzi potrzebujących pomocy. Odniósł sukces zawodowy, osiągając mistrzostwo w pokazach światło-dźwięk. Uczestniczył w niemal wszystkich liczących się imprezach tego typu. Ludziom obcym ubarwiał niebo, bliskim ubarwiał życie, sam umiał się z życia cieszyć. Będzie Go brakowało w rodzinie, będzie go brakowało na Polinowie.

P.S. Śmierć znów zagościła na Polinowie, kosząc swe kolejne, czarne żniwo. Gorszy był tylko rok 1974, gdy zmarło troje jego mieszkańców (Stanisław Kobyliński (28 lutego), Marianna Tokarska (21 lipca) oraz Bronisława Mazur (27 listopada). Ale później były już tylko wesela. Oby tak było i tym razem..."

Ze swojej strony dodam tylko, że Andrzej był człowiekiem wielkiego serca. Zawsze chętny do pomocy, rozmowy, otwarty na ludzi. Oprócz wielu innych pozytywnych cech, niewątpliwie każdy mógł mu pozazdrościć jednej: umiejętności czerpania radości i przyjemności z życia. Cieszył się bowiem z każdej, nawet najdrobniejszej rzeczy. Świeżo skoszony trawnik, odkurzenie samochodu czy promocja czekoladek w supermarkecie była dla niego powodem do zadowolenia i podzielenia się tym z bliskimi. Andrzej oprócz wspaniałych umiejętności w zakresie pokazów sztucznych ogni także świetnie gotował - co sprawiało mu zresztą wiele przyjemności. Bliskich rozpieszczał zatem również wyśmienitą kuchnią, na grilla i piwo zapraszał nas w sezonie letnim dosłownie co tydzień.

Nie pozwólmy, aby śmierć Andrzeja była bezsensowna. To każe uświadomić sobie, jak kruche i ulotne jest nasze życie. Żyjmy więc i cieszmy się z życia na tak, jakby każdy dzień miał być tym ostatnim.


Z bólem w sercu musimy napisać, że strona ta, mimo że nie najdłuższa, była jedną z najtrudniejszych do napisania. Szczególnie dziwnym odczuciem było wpisanie daty śmierci Andrzeja do naszego drzewa genealogicznego. Trudno uwierzyć w to, że już nigdy się nie spotkamy. Wierzymy jednak, że nic, co po sobie pozostawił na tym padole łez, nie pójdzie na marne. Jestem pewien, że na zawsze pozostanie w naszej pamięci.

Tygodnik Siedlecki z 5.12.2004 r.
Ojcowie serwisu Polinów
Gawędy przy kominku i Polinowski rok
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy