strona główna "Avorum respice mores" (Bacz na obyczaje przodków) - dewiza herbowa przysługująca jedynie hrabiom Ledóchowskim h. Szaława

"Przeszedłszy Polskę wzdłuż i wszerz, a potem układając w pamięci najbardziej charakterystyczne typy krajobrazu polskiego, nie sposób pominąć kapliczek przydrożnych, tkwiących w otoku przyrody jak drogie kamienie w pięknej oprawie" - Tadeusz Seweryn

Kapliczki

Maciej Kobyliński

Trudno sobie wyobrazić polski pejzaż bez przydrożnych kapliczek, krzyży czy figur, które spotykamy w każdym regionie kraju, a zwłaszcza w pejzażu polskiej wsi i małych miasteczek. Są one nieodłącznym jego elementem. Spotkać je można przy skrzyżowaniach dróg, na leśnych polanach, szlakach górskich, niebezpiecznych zakrętach, mostach, grobach powstańców, cmentarzach, przy wjeździe do miast i miasteczek, przy starych dworach, wśród chat i nowych domów, ale także przy ruchliwych międzynarodowych drogach.

Wyrażają one żywą, prostą wiarę. "Gdzie mógłbym zrozumieć duszę polską? Piękno najprostsze?" - pyta Cyprian Kamil Norwid i pisze dalej:

O, gdybym choć jedną kaplicę zobaczył,
choćby, jak pokój ten, wielkości takiej,
Gdzie by się polski duch raz wytłumaczył,
Usymbolizował rozkwitłymi znaki...

Każdy krzyż i figura mają swoją historię i swoisty wygląd. Naznaczone są tradycją danej wioski, miasteczka czy regionu. Upamiętniają zdarzenia tragiczne, ale też i radosne, ważne dla społecznej świadomości lokalnych wspólnot. Wyrastają z religijnej tradycji, są świadectwem pobożności i narodowej tożsamości Polaków.

"Mnogość ich wielka wszędzie - odnotował w XIX w. Aleksander Bruckner - małych i większych, drewnianych i murowanych. Nawet wypróchniały pień dębu zamieniono na kaplicę, jakby pozostałość pogańskiej czci".

Historia kapliczek

Pierwszymi formami znaczenia dróg i rozstajnych traktów, znakiem przynależności do krajów chrześcijańskich, był w Polsce krzyż - znak wiary i zwycięstwa. Najpierw był on słupem milowym, oznaczającym kroczenie chrześcijaństwa. Później stał się także znakiem polskości.
"... Silna wiara ludu katolickiego w Polsce
- podaje Zygmunt Gloger w "Encyklopedii Staropolskiej" - i darmo otrzymywane drzewo z lasów dworskich, były powodem do stawiania prawie na każdym kroku godeł męki Chrystusowej, tj. figur i krzyżów drewnianych: przy gościńcach, drogach rozstajnych i polnych, przy domach we wsi i za wioską, na starych grzebalnikach, mogiłach, cmentarzach itd. Wznoszono je również w miasteczkach, a co zamożniejsi (...) stawiali przy swych dworach kaplice do modlitwy z grobami dla zmarłych".

Gloger wyjaśnia także, iż wyraz kapliczka pochodzi od łacińskiej nazwy cappella, pierwotnie oznaczającej (jako zdrobnienie od cappa) płaszczyk.

Cappa S. Martini, a więc płaszcz św. Marcina, biskupa z Tours, przechowywany był w celi zwanej cappella. Na wzór tych cel budowano niewielkie, skromne świątynie, które z czasem przeobrażano w kościoły. Mianem kaplic określano nie tylko pomieszczenia, służące do przechowywania ubiorów kościelnych i innych paramentów, ale także zewnętrzne przybudówki do kościoła, stawiane na cmentarzach przykościelnych. Jak głosi legenda, święty ten rozciął swym mieczem własny płaszcz żołnierski i podał go żebrakowi u bram francuskiego miasta Amiens. Nazwa capella stała się z biegiem lat pospolita i popularna, jako określenie małego budynku, szopki, daszku, przeznaczonego na ochronę jakiejś świętości i modlitwę.

Stawiane były z pobożności, w dowód wdzięczności za doznane łaski - te indywidualne i zbiorowe, za ocalenie od ognia, powodzi, gradu, głodu, pomoru, ale też celem upamiętnienia np. czyjejś tragicznej śmierci. Wznoszono je przede wszystkim jako akt dziękczynienia lub prośby, jako wyraz duchowych potrzeb ich fundatorów, niejednokrotnie pod wpływem zwykłych ułomności i pospolitych wad ludzkiej natury (np. złości, zawiści, pychy itp.).
"...Okazji bywało dość" - pisał Bruckner - "pobożny, uratowany od pioruna, od koni, które poniosły, w miejscu cudownego objawienia, dla ochrony przed powodzią, morem, zbójcami, wznosił kaplicę lub kapliczkę". Ileż to razy w obronie tego znaku cierpieli, a nawet ginęli Polacy.

Stawiano kapliczki na starych drzewach, tam gdzie według wierzeń działały złe moce; na rozstajnych drogach, granicach wsi, na miejscu samobójstwa czy mordu. Stawiano je za uzdrowienia, jako ochronę od głodu, zarazy, ognia, powodzi lub tam, gdzie pochowano nieznanego człowieka. Przed laty wielki znawca i badacz Tadeusz Seweryn powiedział o kapliczkach, że są to "rozsiane w krajobrazie polskim modlitwy ludu polskiego rzezane lub kute w kamieniu: materializacja uniesienia serc pobożnych". Kapliczki i krzyże spotkać możemy także na grobach, zwłaszcza mogiłach powstańców 1863 r., poległych w walce o wolność. Nie bez przyczyny poeci romantyczni nazwali Polskę "krainą mogił i krzyżów".

Najpopularniejsze typy kapliczek

Twórcy kapliczek czerpali natchnienie z tradycji architektury rodzimej, przejmowali, szerzone przez Kościół, wzory antyczne i style historyczne. Korzystali również z dorobku bezimiennych poprzedników. Dominowała jednak fantazja artystów ludowych. Podpatrzone w kościołach formy architektoniczne przetwarzali na swój sposób w budowie kapliczek. Niezwykłą cechą architektury kapliczek jest ich dekoracyjność.

Krzyże przydrożne

Każdą dzielnicę Polski cechowała pewna odrębność formy krzyża. Inny był na południu Polski, jeszcze inny na Mazowszu czy Podlasiu. W jednym miejscu był on wyniosły, duży, stawiany na postumencie lub na jakimś wysokim wzgórzu. Gdzie indziej stał skromnie, przycupnięty obok drzewa, jakby przy nim czuł się najbezpieczniej. Odrębność tych krzyży łączyła się nie tylko z epoką, ale także z wydarzeniami historycznymi, klęskami lub zwycięstwami. Na wielu krzyżach znaleźć można było napis: "Boże, zbaw Polskę". Powstawały też podwójne krzyże, tzw. choleryczne, mające bronić osiedla przed epidemiami i zarazami.

Krzyże początkowo wykonywano z drzewa, którego nie brakowało nigdzie. Później, stopniowo, materiał ten zastępowano trwalszym kamieniem i metalem. Na wielu krzyżach zaczęto umieszczać rzeźbione wizerunki Chrystusa, w niektórych rejonach kraju były one malowane na blasze.

Kapliczki Chrystusa Frasobliwego

Na wielu krzyżach zaczęto umieszczać rzeźbione wizerunki Chrystusa, w niektórych rejonach kraju były one malowane na blasze. Kult Jezusa Chrystusa, nie tylko w formie Ukrzyżowanego, dał asumpt do różnych wyobrażeń plastycznych. Niezmiernie rozpowszechniona w Polsce jest postać Chrystusa Frasobliwego. Jest to jedno z najpiękniejszych wyobrażeń cierpienia Boga-Człowieka. Ukazuje Zbawiciela z głową wspartą na ręce, siedzącego na drewnianym pieńku lub kamieniu, zadumanego i zasmuconego. Rzeźby takie pojawiały się u nas już w połowie XVI wieku, lecz dopiero koniec XVIII wieku przyniósł im wielką popularność i aprobatę społeczeństwa, zwłaszcza wiejskiego. Powstawanie takich rzeźb było wyrazem trudnej sytuacji społeczno-politycznej naszego narodu, który żył w niewoli trzech zaborców. Cierpienie narodu utożsamiano z męką Chrystusową i wiązano z wiarą w zmartwychwstanie. W każdym regionie inaczej nazywano Frasobliwego: Bolejący, Miłościwy, Boleściwy, Święta Turbacja, Pan Jezusicek, Świątek czy Męka Pańska.

Twórcami takich rzeźb byli przeważnie prości, nieuczeni, wiejscy samoucy, którzy nie mieli dostatecznego technicznego przygotowania i znajomości anatomii ciała ludzkiego. Nie zawsze potrafili w pełni oddać głębię moralnych cierpień Jezusa i w rzeźbach tych, choć pięknych, nie zawsze wyrażony jest ból duszy, lecz najczęściej jedynie ból ciała. Ileż pracy i siły fizycznej potrzeba było, by przy pomocy prymitywnych narzędzi, często zwykłej siekiery i noża, wydobyć z kloca drewnianego główne zarysy postaci. Twórca rzeźby widział w niej siebie samego, ciężko utrudzonego pracą, często głodnego i marnie ubranego. Wiejski Kuba, Wojtek, Bartek w bezsenne noce rozważał, że jedynie Chrystus zrozumie jego dolę i dlatego pragnął go wykonać jak najdokładniej, by potem umieścić go na drzewie, gdzieś na skraju pastwiska czy przy drodze. Wiejski artysta dawno zmarł, często przedwcześnie, a jego Frasobliwy siedział w swej kapliczce, wystawiony na wichry i słoty, i cieszył oko przechodnia swym ludowym pięknem, przypominał, iż przez cierpienie wiedzie droga do radości, do zbawienia. I tak jest do dziś. Jeszcze w bardzo wielu miejscach, na rozstajach dróg, przy gościńcach, na starych lipach, sosnach i topolach, w środku wsi, na koślawych i często chwiejących się krzyżach, spod omszałych daszków, często pokryte patyną czasu, spoglądają na przechodnia ludowe, wspaniałe świątki. Udręczone i uznojone, tak jak ludzie, którzy je tworzyli.

Kapliczki Matki Bożej

Rzadkie w Polsce, ale charakterystyczne w swej formie, są figury przydrożne Trójcy Świętej, których najwięcej jest na Podhalu i na Śląsku. Więcej jest figur Serca Pana Jezusa, a najwięcej wyobrażeń Matki Bożej. Spowodowane było to najprawdopodobniej tym, że do Matki bliżej było prostemu, zwyczajnemu człowiekowi. Przez Nią miał swobodniejszy dostęp do surowego Boga. W Maryi pokładał całą swoją nadzieję i Jej wywdzięczał się za doznane łaski budowaniem kapliczek. Ludowe Madonny kapliczkowe stawały się nie tylko Gromnicznymi, Siewnymi, Zielnymi, a w maju kwietnymi, były także opiekunkami drzew, ptaków, falujących łanów zbóż, kwiecistych łąk.

Maryja z przydrożnych kapliczek była zawsze prosta, swojska, zatroskana o swe włości, o swe Maleństwo trzymane na rękach, jak każda matka ziemska. Przez długie lata ręce ludowych artystów rzeźbiły w kamieniu i drzewie Madonny z koronami i berłami w rękach, z Dzieciątkiem Jezus, z różańcem, z gromnicą. Jedne pełne chwały i majestatu, inne przychylone do ziemi pod ciężarem boleści, z Synem na kolanach, z umęczoną twarzą.

Tam, gdzie oddziaływała sława jakiegoś sanktuarium, wykonywano kopie słynnych obrazów czy figur cudownych np.: Matki Boskiej Częstochowskiej, Kodeńskiej, Skępskiej, Kalwaryjskiej, Tuchowskiej, Piotrowickiej, Ludźmierskiej, Limanowskiej, Piaseczyńskiej itp. Wiele starszych kapliczek maryjnych oplecionych jest napisami dziękczynnymi, na wielu można przeczytać takie czy podobne do tych słowa:

Panno Przeczysta, Panno bez zmazy,
Broń nas od chorób, strzeż od zarazy.
Ty, jak Edenu wonna lilija,
Oczyść powietrze, Zdrowaś Maryja.

Od maryjnych kapliczek rozpoczynano zawsze pielgrzymki do Częstochowy, Kodnia, Leżajska, Kalwarii Zebrzydowskiej, do innych sanktuariów maryjnych. Przy kapliczkach też je kończono, dziękując Bogu i Maryi za szczęśliwy powrót pod rodzinny dach. Przy krzyżach i kapliczkach, na granicy wsi, przewodnicy pogrzebowi - tzw. odpraszacze prowadzący orszak żałobny, żegnali zmarłego.

Kapliczki świętych

Osobny rozdział to figury świętych. Prawie wszyscy popularni w Polsce święci mieli swoje kapliczki lub figury. Wierzenia ludowe wyznaczały każdemu świętemu określony zakres obowiązków. Na przykład św. Florian, królujący niemal na każdym starym ryneczku polskich miasteczek, miał chronić od ognia drewniane dawniej zabudowania. Święty Jan Nepomucen chronił przed powodzią i dlatego jego wizerunki umieszczano nad rzekami lub przy mostach. Rolnicy stawiali figury św. Rochowi, Izydorowi, Idziemu, zaś szlachta patronom rycerstwa: św. Jerzemu, św. Janowi, św. Jakubowi i św. Michałowi Archaniołowi. Święty Jacek strzegł przed kradzieżą, św. Antoni pomagał odnaleźć rzeczy zagubione, św. Mikołaj opiekował się dziećmi i pannami, św. Anna kojarzyła małżeństwa i patronowała wszystkim babciom, św. Apolonia chroniła od bólu zębów, św. Ambroży chronił pszczele pasieki, św. Józef strzegł ogniska domowego. I tak można by jeszcze długo wyliczać postacie świętych, którym stawiano kapliczki.

Kapliczki wczoraj i dziś

Kiedyś nie było w Rzeczypospolitej dworu, przy którym by nie stała jakaś kaplica, mniej lub bardziej okazała. Nie było wsi, u wejścia do której nie stałby krzyż, a przy ścieżkach inne kapliczki. Towarzyszyły one codziennemu życiu Polaków i jak naród, tak i one miały swe smutne dzieje. Po upadku Powstania Styczniowego wyszedł specjalny ukaz generała carskiego, Murawiewa, dla Królestwa Kongresowego, zabraniający stawiania nowych kapliczek i remontowania starych. Uchylono go dopiero w 1905 roku. Tam, gdzie w nocy, w tajemnicy, czyjaś ręka wznosiła krzyż lub słup z kapliczką, za dnia zjawiał się policjant carski, by je ściąć siekierą lub wykopać szpadlem. Tego zniszczenia dopełniła zimą 1880 r. olbrzymia wichura, która powaliła wielką liczbę starych krzyży i kapliczek słupowych. Kłuły w oczy te symbole wiary także hitlerowców w czasie II wojny światowej, kiedy często, nawet dla zabawy, strzelano do kapliczkowych świątków, zabierano co cenniejsze, mające wartość materialną, zabytki.

Pomimo tego pod względem bogactwa kapliczek, ich architektury i ilości zajmujemy w Europie pierwsze miejsce, choć 50-letni okres powojenny także nie sprzyjał budowie, konserwacji i zabezpieczeniu tych pamiątek. Władza ludowa niezbyt przychylnie patrzyła na te objawy pobożności ludu. Być może wolałaby je zniszczyć, choć w tej dziedzinie była chyba najmniej zdolna coś uczynić.

Z biegiem lat znikały coraz bardziej wpływy ludowe w wystroju kapliczek. Prymitywne rzeźby zastępowano figurami gipsowymi, często schematycznymi, nieciekawymi. Zaczęło brakować bowiem po wsiach prawdziwych artystów - samouków. Wiele starych rzeźb kapliczkowych umieszczono w muzealnych salach, by tym sposobem uchronić je od złodziei - pseudozbieraczy, którzy na tym niecnym procederze zbijali majątki. Dla tych rzeźb czy obrazów muzea nie są najodpowiedniejszym miejscem. Tam nie ma dla nich właściwej atmosfery, wystroju. Nie ma szumu traw, zbóż czy drzew. Nie ma oprawy w jakiej stały od lat i codziennego kontaktu z ludźmi.

Ubywa i dzisiaj rzeźb, zwłaszcza tam, gdzie nie ma się nimi kto zająć, konserwować, naprawiać. Pamiętajmy o tym, gdy z zachwytem przystaniemy przed jakąkolwiek kapliczką, odnajdując w niej niepowtarzalny nastrój do zadumy nad przeszłością, nad ludźmi, którzy ją budowali, upiększali, tu się modlili i wypraszali sobie łaski od Boga w drodze do nieba, a niekiedy też i tu zostali pochowani.

Przepiękne podlaskie kapliczki - niespotykane nigdzie indziej na świecie - drewniane, słupowe, czasem z otwieranymi drzwiczkami i świątkiem, czasem kutym krzyżem wieńczącym daszek kresowego zabytku, z maryjnymi motywami słońca i księżyca. Niestety tym cudeńkom, perełkom podlaskiej architektury, których sam kształt i miejsce budowy nigdy nie było wybierane przypadkowo, czas zabiera ich serca i dusze. Tym bardziej warto pochylić się nad każdą z nich osobna, by z jej wnętrza usłyszeć niesłychane opowieści.

Polinowskie kapliczki

Jacek Kobyliński

Tak charakterystycznych elementów polskiego krajobrazu nie mogło oczywiście zabraknąć również na Polinowie. W tej chwili majątek zdobią aż cztery kapliczki, które pokrótce tutaj opiszemy.

Kapliczka dworska - tajemnica sprzed wieków

Najstarsza, zabytkowa kapliczka Polinowa pamięta jeszcze czasy I Rzeczpospolitej, kampanię Napoleona, zabory i obie wojny światowe. Jest najstarszą lub przynajmniej jedną z najstarszych budowli w Łosicach. Od stuleci majestatycznie wznosi się nad stawem od strony Łosic, a będąc prawdopodobnie rówieśniczką dworskiej oranżerii liczy sobie już ponad 300 lat. Świadczy o tym podobno wielkość i kształt cegieł, choć obecnie pod warstwą tynku trudno to określić. Zbudowano ją na wzniesieniu, jakie tworzy grobla dawnej dworskiej sadzawki, a więc niestety gruncie mało stabilnym. Skutek jest taki, że odchyliła się od pionu i niestety zdaje się to czynić w dalszym ciągu. Od Łosic niegdyś oddzielały ją bagniste łąki - tzw. Błonia, które przecinała rzeczka zasilająca polinowskie stawy. Dzisiaj po zmeliorowaniu łąki a następnie nawiezieniu gruzu i żużlu, utworzono tam plac targowy, na którym do dziś odbywają się targi oraz imprezy okolicznościowe. Kapliczka, pochylony nad dawną sadzawką kilkusetletni dąb oraz potężny kasztanowiec to pozostałości parku dworskiego, ciągnącego się w stronę "Nowodomków" - dawnej "dzielnicy" Polinowa.
Z kapliczką tą wiążą się moje pierwsze wspomnienia - wyprawy do niej to chyba pierwsza rzecz, jaką zapamiętałem. Jako że moja mama była wtedy w ciąży z maleńkim Andrzejem i dodatkowo osłabiona po przebytej malarii, byłem wtedy pod stałą opieką babci. Kapliczka była wtedy celem jej częstych spacerów ze mną na ręku i bukiecikiem świeżych kwiatów, które niemal codziennie wymienialiśmy na świeże.

Kapliczka milenijna

Pozostałe kapliczki to już bardziej współczesna historia Polinowa. Drugą z nich bowiem, milenijną, wybudowali już moi rodzice przy okazji rozbudowy domu mieszkalnego. Umiejscowiono ją dosyć pomysłowo, bo między dwiema ścianami naszego obecnego domostwa - drewnianej, sprowadzonej w 1952 r. z okolic Świniarowa chaty oraz murowanej przybudówki, łączącej tę pierwszą z Michałową Karczmą. Sama kapliczka została zamurowana w 1966 r., a więc równo w 1000. rocznicę chrztu Polski. Jej szare lico zdobi ją napis:

MARYJO!
KRÓLOWO POLSKI
JESTEM PRZY TOBIE
PAMIĘTAM CZUWAM
966 r. - 1966 r.

Wyryty jest na płycie z lastriko (czyli betonu otrzymanego z mieszaniny wody, cementu i grysu) - popularnym swego czasu materiale (i w tamtych czasach w zasadzie jedynym), służącym do budowy np. pomników. Nad wmurowaną płytą znajduje się wnęka, w której za szybą stoją trzy figurki: Matka Boska oraz dwa aniołki po bokach. Całość wieńczy trójkątny, blaszany daszek.
Mimo może niezbyt wyszukanej formy, proces realizacji takiej kapliczki w tamtych czasach wcale nie był rzeczą łatwą, a to głównie ze względu na panujący ustrój. Wszelkie tego typu przejawy tradycji i polskiej tożsamości były ostro tępione, a za takie wykroczenie można było nawet trafić do więzienia. Potajemnie zamówioną i zawiniętą płytę transportowała na wozie nasza babcia Wanda.
Jako że kapliczka wymagała generalnego remontu, przy okazji modernizacji domu została wymieniona jej elewacja oraz dokonana renowacja figurek.

Kapliczka ogrodowa

Trzecia kapliczka stoi w naszym ogrodzie. Jej trzon stanowi potężna wierzba o spróchniałym pniu, rosnąca jeszcze 20 lat temu przy wjeździe na Polinów. Po jej ścięciu przez 10 lat marniała, leżąc porzucona w pokrzywach. Po oczyszczeniu i wypełnieniu ziemią jakiś czas pełniła rolę kwiatowego gazonu w naszym ogrodzie. Po kolejnym oczyszczeniu, wypaleniu i postawieniu do pionu została pokryta gontem, by niebawem stać się schronieniem dla figury Matki Bożej w stanie błogosławionym, wyrzeźbionej przeze mnie w lipowym drewnie. Uroczyste poświęcenie kapliczki, którego dokonał Prałat Henryk Rzeszotek przy asyście trzech księży (m.in. mojego brata o. Andrzeja) oraz siostry zakonnej, miało miejsce w sierpniu 2004 r. Obecnie stanowi trwały element naszego ogrodu i tło pamiątkowych zdjęć dla naszych Gości.

XIX-wieczny strażnik Polinowa

Najmłodsza kapliczka, tym razem św. Jana Nepomucena, strzeże polinowskiego podwórca. Jednak całej jako takiej do najmłodszych z pewnością zaliczyć jej nie można, gdyż jej wnętrze uświetnia oryginalna figura z połowy... XIX wieku! Jej historia jest dość skomplikowana i wiąże się z kościółkiem św. Stanisława na tzw. Kozim Rynku (Ryneczku) w Łosicach. Kościółek ten zbudowano w 1845 r., wnękę wieżyczki uświetniając drewnianą figurą św. Jana Nepomucena. Przez wiele lat w drodze do szkoły przechodziłem obok niej spoglądając z zaciekawieniem. Przez długi czas uważałem ją jednak za rzeźbę patrona kościółka, czyli św. Stanisława. Z biegiem czasu podstawa figury nadpróchniała, a ubytki doraźnie zastąpiono gipsową zaprawą. Na początku XIX w., w czasie gwałtownej burzy, nadwątloną figurę zdmuchnął wiatr. Ta spadając nieszczęśliwie roztrzaskała się na kilka części. To, co po niej zostało kościelny zebrał do reklamówki i pozostawił w kącie. Pusta wnęka nie dawała mi jednak spokoju. Wreszcie po kilku latach wujek Jan Kobyliński jako członek Rady Parafialnej zaproponował księdzu, że ufundujemy nową figurę. Nasz ojciec powiózł zatem rozczłonkowaną rzeźbę aż do Stoczka Łukowskiego, gdzie jej restauracją zajął się Pan Michał Ślesiński. Ze względu na opłakany stan, kilka elementów trzeba było wykonać od podstaw, oczywiście ściśle wzorując je na resztkach starej, oryginalnej figury. Trzeba powiedzieć, że restaurator stanął na wysokości zadania i całość w żadnym stopniu nie odbiega od oryginału. Dużo problemów nastręczyło z kolei jej zamocowanie w szczycie kościółka, jednak po wielu trudach, 6 maja 2005 r. nowa figura stanęła wreszcie na swoim dawnym miejscu. Uroczyste jej poświęcenie odbyło się w czasie mszy odpustowej na św. Stanisława 8 maja 2005 roku. Resztki starej rzeźby zostały natomiast posklejane, braki uzupełnione, a nadpróchniała podstawa sprytnie ukryta pod szatą. Później należało już tylko znaleźć godne miejsce dla tej ponad 150-letniej figury. Jej cokół stanowi obecnie rozłożysta lipa nakryta stromym, dwuspadowym daszkiem, nad którym malowniczo pochyla się brzoza. Uroczyste poświęcenie nowego obiektu miało miejsce w obecności kilkuset gości, chóru afrykańskiego Claret Gospel oraz kilku księży (w tym proboszcza parafii łosickiej) 16 lipca 2005 r.

I tak oto pokrótce przedstawia się historia polinowskich kapliczek - jak widać każda, jak wszystko zresztą na Polinowie, ma własną i niepowtarzalna historię, nieodłącznie związaną z dawnymi i obecnymi mieszkańcami tego uroczego miejsca. Być może jeszcze w bieżącym roku powstanie nowa, oryginalna kapliczka z pnia potężnej polnej gruszy, która czeka na zamocowanie w kącie Polinowa. W górnej dziupli zamieszka Chrystus Frasobliwy, zaś w dolnej, wypalonej wnęce - sam diabeł, w ludowych wierzeniach często zamieszkujący takie stare, wypróchniałe drzewa. Mam zatem nadzieję że starczy czasu i zapału, by ten projekt wreszcie zrealizować. Miejmy zatem nadzieję że będziemy mieli jeszcze niejedną okazję do aktualizacji tejże strony, a w przyszłości być może opiszemy także kapliczki z dalszych okolic Polinowa. Trzeba bowiem powiedzieć, że okolica obfituje w te urokliwe pomniki czasów naszych pradziadów, w związku z czym pole do popisu jest naprawdę imponujące!

Bibliografia:

  1. Jan Uryga "Kapliczki przydrożne - perły polskiego krajobrazu", 2003.
  2. dr. Beata Kozaczyńska "Perły krajobrazu", Echo Podlasia 2005.
Ojcowie serwisu Polinów
Kobylińscy
południowe Podlasie
południowe Podlasie
Kobylińscy
Kobylińscy